PBF - Podstępna rubież

chemdog
Reactions:
Posty: 73
Rejestracja: 20 kwietnia 2012, 07:57

Post autor: chemdog » 02 sierpnia 2012, 07:00

Kanibale,powiadasz...-zbieracz pogłaskał się o brodzie.-I mimo że tu są zdecydowałeś się nas ostrzec?Sam jeden przez ich terytorium przeszedłeś?I może jeszcze wiedziałeś wcześniej że akurat nadjeżdzamy bo żeś światła zobaczył,co?-cała ta sprawa zaczęła sie wydawać Szaremu mocno śmierdząca,poza tym wprost ''uwielbiał'' jak ktoś natrętnie ciągnie go za język.Sam się na tym nie znał ale przeleciała mu przez głowe myśl o skutecznym przesłuchaniu jegomościa,głownie przy pomocy najemników.Powstrzymał krwiożercze zapędy jednak i zwrócił sie w stronę przybysza

-Zdecydowanie chciałbym wiedzieć czemu uważasz że oni jedzą ludzi,opowiedz mi o tym ze szczegółami.A nas jak widać jest spora grupka.Ci ludzie-pokazał najemników -są ze mną.


Wątek techniczny

Zapomniałem napisać że biorę na strone jakiegos najmimorde i tlumacząc mu o co chodzi daje mu radio i niech sie polaczy,byle tak zeby obcy nic nie widzial.Wykladam mu temat o kanibalach i o tym co się wydarzyło.
Ostatnio zmieniony 15 września 2012, 21:18 przez chemdog, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 02 sierpnia 2012, 20:33

Hotel w centrum Huntington, 8 maja 2055

Zgromadzeni w holu ludzie obserwowali poczynania Radeforda w ostrożnym milczeniu. Jakaś kobieta, zapewne matka dziecka, drgnęła widząc dotykającego jej syna obcego, ale stojący obok mężczyzna przytrzymał ją zdecydowanym, uspokajającym gestem.

Wstając z kucek Ebenezer odnotował w pamięci, że niektórzy obecni przeżegnali się niemo na dźwięk jego błogosławieństwa. Malec cofnął się o krok mierząc wielebnego szeroko otwartymi oczami, a potem smyrgnął prosto w wyciągnięte ręce kobiety, która wcześniej nerwowo zareagowała na zamiary kaznodziei.

Bocznymi drzwiami do jasnego pomieszczenia ściągali kolejni mieszkańcy Huntington, noszący schludne zadbane ubrania i bez wyjątku uzbrojeni w taką bądź inną broń palną. Niemal wszyscy byli ogoleni i ostrzyżeni, kobiety nosiły dyskretną biżuterię. Rozglądając się wokół z przyjaznym uśmiechem na ustach Radeford stwierdził w myślach, że nikt nie zdradzał objawów poważnej choroby, wycieńczenia lub długotrwałego głodowania.

- Rzadko widujemy tutaj dobrze wychowanych obcych - na schodach wiodących na pierwsze piętro holu stanął siwobrody starzec, wsparty na ramieniu dużo od siebie młodszego mężczyzny - Jestem Gregory, duchowy opiekun tej społeczności. Łaska Pana z wami. Kim jesteście i co was tutaj sprowadza?


Wątek techniczny

Gregory ma dobrze ponad siedemdziesiąt lat, więc to rocznik sporo przedwojenny. Daje się też wyczuć, że miejscowi otaczają go ogromnym szacunkiem.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 02 sierpnia 2012, 21:31

Składam pełen szacunku ukłon, ale nie odzywam się. Pierwsze słowa do Gregorego winien wypowiedzieć kaznodzieja.

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 03 sierpnia 2012, 14:08

Gregory okazał się staruszkiem pamiętającym jeszcze czasy z przed armagedonu.

- Witaj Gregorze
- powiedział Radeford schylając z szacunkiem głowę.
- Wielki to dla nas zaszczyt spotkać przewodnika duchowego tak dużej społeczności. Jestem Ebenezer Radeford z łaski Pańskiej Sługa Boży i głosiciel Prawd Wiary. Mój towarzysz to Paul Wilson mój wierny towarzysz - przedstawił się i Wilsona kaznodzieja.
- Jestem kapelanem wyprawy prowadzonej przez barona Whortona. Podążamy ku zniszczonym przez Molocha miastom zachodu, aby odzyskać jak najwięcej utraconej wiedzy z przed wielkiej wojny. Bóg wytyczył nasze ścieżki przez Huntingtone. Zapalone przez was wici wzbudziły nasze zainteresowanie ale i obawy, które postanowiliśmy rozwiać przeprowadzając zwiad. Badając miasto natknęliśmy się na wasze straże. Wybacz najście nocną porą, ale żywiliśmy nadzieję, że zamieszkujące miasto potwory obdarzone niezwykłymi zdolnościami maskowania, będą lepiej widoczne w strugach deszczu.
Czy może nie dotarły do was inne jednostki zwiadu. Obawiam się czy widząc waszych ludzi w ciemnościach, nie zareagują zbyt nerwowo..
.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 03 sierpnia 2012, 18:29

Hotel w centrum Huntington, 8 maja 2055

Wsparty na ramieniu pomocnika starzec przyjrzał się uważnie obu przybyszom, a potem dał ledwie dostrzegalny znak dłonią, który obecni w pomieszczeniu ludzie natychmiast zrozumieli. Wszyscy odprężyli się zauważalnie, a chociaż w ich oczach wciąż tliła się podejrzliwość, zwykła ciekawość zaczynała brać nad nim coraz bardziej górę.

- Skoro służycie jakiemuś baronowi, przybywacie z Federacji Appalachów - stwierdził Gregory - Nie utrzymujemy z baronami kontaktów, aczkolwiek docierają do nas od czasu do czasu wieści ze Wschodniego Wybrzeża. Słyszeliśmy, że Nowy Jork uruchomił na nowo linię kolejową. I podobno prezydent nareszcie wyjął spod prawa szatański wynalazek Molocha, przeklęte tornado.

Radeford skinął głową potwierdzając prawdziwość słów starca, założył dłonie za plecy prostując się dumnie.

- Odbudowujemy cywilizację człowieka - oświadczył z dumą - Krok po kroku przywracamy utraconą świetność dawnej Ameryce. Wymagamy przestrzegania prawa, ustanawiamy podatki, zapewniamy bezpieczeństwo.

- Narzucacie innym prawo Federacji, naturalnie? - odezwał się znienacka jakiś mężczyzna stojący u wejścia na schody, liczący dobre czterdzieści lat czarnoskóry człowiek w starej kamizelce kuloodpornej z insygniami SWAT-u.


Wątek techniczny

Zapraszam do interakcji! Kwestię innych grup zwiadowczych rozliczę zaraz po reakcji Ebe lub Paula na pytanie Murzyna.

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 03 sierpnia 2012, 19:43

Ebenezer zrozumiał słowną zaczepkę. Wszystkie społeczności leżące na peryferiach odbudowującej się cywilizacji obawiała się zaborczości silniejszych sąsiadów.
- Prawo musi być jednakie dla wszystkich. Inaczej nie było by mowy o sprawiedliwości. Daleko jednak federacjom do realizacji szczytnych celów. Króluje metoda małych kroczków. Jest jednak nadzieja na odbudowę świata. Recepta na zło. Zjednoczenie. W jedności siła. , Wspólnymi siłami, trudem i poświęceniem wszystko da się osiągnąć. Przemierzam Amerykę w szerz i wzdłuż. Widzę różne rzeczy. Jedno muszę wam wyznać. Samotne społeczności schowane za murami miast i uprzedzeń, z czasem dziwaczeją. W obliczu niebezpieczeństwa nie potrafią samodzielnie sprostać. Tak był w Bluewell, które niedawno odwiedziłem. Lecz to długa historia - starał się w jasny sposób objaśnić swój punkt widzenie zmęczony kaznodzieja.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 04 sierpnia 2012, 10:54

Staramy się nikomu niczego nie narzucać, raczej dbamy by dochodziło do kompromisu, negocjujemy. Prawo jako takie jest konieczne. Wszyscy musimy strzec się Molocha. Prawo pomaga także w krzewieniu wiary w jakims stopniu, praworządne, zorganizowane społeczeństwo łatwiej nauczać zasad wiary, tak waznej w walce z molochem.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 06 sierpnia 2012, 14:06

Hotel w centrum Huntington, 8 maja 2055

Gregory skinął dłonią w stronę czarnoskórego dyskutanta i mężczyzna umilkł natychmiast, przybierając nieco speszoną minę.

- Mówiliście coś o innych zwiadowcach - stwierdził starzec - Ilu was jest i gdzie przebywają pozostali? Jeśli weszli do miasta, musimy jak najszybciej nawiązać z nimi kontakt. W Huntington nie jest dzisiaj bezpiecznie, a wierz mi, bracie w wierze, że techmorwy powinny być waszym najmniejszym zmartwieniem. Samie?

Jeden z przewodników Radeforda wyprostował się słysząc swe imię i widząc skierowane pod swoim adresem spojrzenie przywódcy osadników.

- Wyślesz naszych ludzi w miejsca, które wskaże nam zaraz wielebny i zatroszczysz się o bezpieczeństwo pozostałych naszych gości - wydał polecenie starzec, spoglądając ponownie w stronę Ebenezera.


Wątek techniczny

Gregory oczekuje przekazania informacji o wszystkich grupach obcych znajdujących się w Huntington, by jego ludzie mogli nawiązać z nimi kontakt. Co robisz, Deliadzie?

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 06 sierpnia 2012, 16:33

Do umysły Radeforda dotarły słowa Gregora. Znowu problem. Czy zaufać nowo poznanej społeczności? Nie, mimo największych chęci nie mógł postąpić tak lekkomyślnie.

- Wybacz Gregorze, doceniam Twoje szczere chęci, ale na nic to się nie zda. Moi ludzie dopiero wstąpili na ścieżkę prowadzącą ku Królestwu Niebieskim, żar wiary zaledwie tli się w ich sercach. Wychowani przez pustkowie są nieokrzesani i nieufni. Obawiam się, że ludzie, którzy zostaną wysłani im na przeciw byliby w śmiertelnym niebezpieczeństwie - Radeford mówiąc to zrobił smutną minę.
- Gdzie jest potrzeba znajdzie się i rada. Dysponujemy nadajnikiem niewielkiego zasięgu. Jeżeli zwiadowcy usłyszą głos swojego przywódcy i kapelana wtedy uspokoją się i wskażę im drogę do miejsca spotkania - powiedział spokojnie. Paul pójdzie po nadajnik oraz nasz oddział, pojedziemy do centrum miasta skąd nawiąże kontakt z pozostałymi. Powiedz mi jeszcze jakie niebezpieczeństwo czai się w Huntingtone? Muszę ostrzec przed nim swoich ludzi.

Wątek techniczny:
Plan jest taki, że ja zostanę u Gregora, tymczasem Paul pójdzie po nadajnik i chłopaków. Odprowadzając Paula powiem mu, żeby jeden z wozów, najlepiej pikap z Leonem i obstawą, pojechał znaną i zbadaną trasą do Sutherlanda i dał mu cynk o efektach zwiadu.
Ostatnio zmieniony 06 sierpnia 2012, 16:44 przez deliad, łącznie zmieniany 1 raz.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 06 sierpnia 2012, 16:58

Jak Gregory się zgodzi, realizuję konsekwentnie plan Wielebnego.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 07 sierpnia 2012, 14:45

Hotel w centrum Huntington, 8 maja 2055

Ostrzegawcza uwaga Radeforda na temat towarzyszących mu ludzi z miejsca przywróciła gapiom podejrzliwe nastawienie, kaznodzieja wyczytał to natychmiast w mowie ich ciał. Sam starzec zastanawiał się przez chwilę nad propozycją wielebnego, potem kiwnął przyzwalająco głową.

- Jeśli macie łączność, przekażcie reszcie, że nie wolno im wjeżdżać do centrum miasta, dopóki nie postanowię inaczej - oznajmił Gregory, a przysłuchujący się mu miejscowi zaczęli kiwać z aprobatą głowami - Huntington jest naszym domem, z nadania Boga Wszechmogącego. Nie mogę pozwolić, by cokolwiek mu zagroziło, bez względu na czyjeś dobre intencje. Czeka nas długa rozmowa, świątobliwy Ebenezerze, a kiedy już się rozmówimy, zadecyduję o naszych dalszych poczynaniach.

Sędziwy przywódca społeczności zszedł w dół schodów wspierany uczynnie przez swego towarzysza, stanął przed Radefordem spoglądając mu głęboko w oczy. Było w tym spojrzeniu coś, co napełniło wielebnego wrażeniem ogromnej mądrości i wiedzy skrywanej w umyśle siwowłosego patriarchy.

- Sam, odprowadzisz naszego drugiego gościa do jego towarzyszy - polecił Gregory - Rudolfie, uprzedź wszystkie posterunki, że w mieście może być więcej obcych. Nie róbcie niczego złego, o ile coś wam nie zagrozi.

Starzec przeniósł spojrzenie z powrotem Ebenezera.

- Pytałeś o niebezpieczeństwa w Huntington, przyjacielu - powiedział wbijając wzrok w twarz wielebnego - Jesteśmy otoczeni przez wrogów. Nawet w tej chwili mogą próbować się tu przedostać albo czają się na twoich towarzyszy. To słudzy szatana.

Radeford poczuł jak krew lodowacieje mu w żyłach, ponieważ w trzeźwym i sensownym tonie Gregory'ego pojawiło się znienacka tak silne przekonanie jakby starzec ledwie chwilę wcześniej ujrzał samego Lucyfera.

- Dlatego pytałem, ilu ludzi ci towarzyszy i gdzie się teraz znajdują - ciągnął dalej starzec, nie zwracając uwagi na znaki krzyża kreślone niemo przez otaczających go mieszkańców - Musimy im pomóc, zanim będzie za późno.


Wątek techniczny

Gregory zgodził się na plan Radeforda, z niewielką zmianą: patrole nie mogą wjechać na terytorium Kościoła Ciała Chrystusowego, dopóki przywódca nie wyrazi na to zgody. Co więcej, starzec ponawia pytanie dotyczące liczebności i lokalizacji reszty patroli.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 07 sierpnia 2012, 19:21

Parking kilka ulic od Madison Ave, 8 maja 2055

Zaspany Ash zamrugał oczami, kiedy ktoś uderzył kilka razy pięścią w boczne okno szoferki, wyrywając paramedyka ze snu. Tisdale odwrócił głowę w stronę szyby dostrzegając za nią kilku najemników z wolnej kompanii, natarczywie usiłujących zwrócić na siebie uwagę paramedyka.

Ponad odgłosem pukania zaczął górować inny dźwięk, dziwnie znajomy i budzący jednocześnie głęboki niepokój: były to krzyki głębokiego bólu niosące się głuchym echem w zadaszonej wilgotnej przestrzeni garażu.

- Rodney się ocknął! - oznajmił jeden z bojówkarzy, kiedy Tisdale otworzył drzwiczki pikapa - Wrzeszczy jak głupi! Coś z nim trzeba zrobić!


Wątek techniczny

Rodney to stary znajomy Asha: najemnik, któremu najechał na stopę samochód. Do tej pory szczęśliwie pozostawał nieprzytomny, ale szok najwyraźniej już przeszedł...

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 07 sierpnia 2012, 20:17

Ebenezer wysłuchał słów Gregora z dużym zainteresowaniem. W kanonach głoszonych przez siebie wiary, wyróżniał trzy kategorie uważane za pomioty szatana. Pierwszą z nich stanowiła szeroką grupę mutantów. W jej skład wchodzili nie tylko zdeformowane psychicznie i fizycznie zwierzęta i ludzie, ale także wynaturzenia w rodzaju techmorw czy innych zabójczych potworów krążących w opustoszałych miastach jak na przykład croaty. Drugą grupa to wszelkie twory posiadającą zabójczą sztuczną inteligencję, będące wytworami Molocha. Ostatnią grupę, najgorszych ze wszystkich wrogów ludzkości, stanowili ludzie opętani przez demony. Radeford podejrzewał, że Jeremiasz Holtz był takim demonem, na szczęście okazało się, że to tylko mutant. "Tylko mutant"! Ebenezer sam zdziwił się jak z czasem pseudo Holtz zmalał w jego oczach, a przecież nie tak dawno doprowadził do zniszczenia Bluewell.
Ebenezer ciekawiło, jakich sługów szatana miał na myśli Gregor. W swoim około trzydziestoletnim życiu spotkał wieli fałszywych głosicieli wiary widzących sługów szatana głównie w swoich oponentach, dlatego podchodził do tych spraw z duża dozą nieufności. Postanowił szybko rozwiać wątpliwości.
- Nasz zwiad jest trzykrotnie liczniejszy niż grupa ludzi z którą tu przybyłem Gregorze. Gdzie są? Trudni mi powiedzieć. Gdzieś w mieście. Odkąd zerwała nam się łączność minęło sporo czasu. Mogą już siedzieć na którymś z mostów rzeki Ohio - rzekł szczerze Radeford.
- Opowiedz mi Gregorze o dręczącym was problemie, o którym wspominali twoi ludzie. Jakiż to rodzaj sług szatana czai się Huntingtone. Pokładam nadzieję w Bogu, że to nie legendarne, czające się w trzewiach opuszczonych miast croaty. Nie ma już chyba gorszych sług szatana, zaraz za demonami oczywiście.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 08 sierpnia 2012, 16:45

Ash wyrwany ze snu odruchowo położył dłoń na metalicznie chłodnej rękojeści Baretty. Na szczęście nie było potrzeby jej używać. Najemnicy nie musieli specjalnie tłumaczyć zaspanemu medykowi w czym rzecz. Krzyk bólu ofiary chaosu mówił sam za siebie.

Tisdale wyszedł z szoferki, przeciągnął się z głośnym ziewnięciem. Zebrał z auta karabin oraz lekarską torbę.

Czasem śmiał się sam z siebie ze swoich wyćwiczonych odruchów. Tak jak na ten przykład teraz, zabrał ze sobą automat, choć odchodził ledwie kilka metrów. Lata wojskowej indoktrynacji i czasu spędzonego w poczuciu niemal ciągłego zagrożenia robiły swoje. Nie rozstawał się ze swoimi klamotami nawet gdy srał. Zawsze gotowy do akcji.

Przewiesił M4 przez ramię, pozwalając karabinkowi spocząć na jego plecach i ruszył do Rodney'a, kolejnego pechowca, który mógł wylądować w umieralni zwanej szpitalem polowym.


Wątek techniczny

Nie wiem ile zrobiłem, przy rannym, a ile jeszcze musi zostać zrobione. Tak czy owak wykonuje niezbędne zabiegi chirurgiczne. Mam nadzieję, że obejdzie się bez amputacji.
Ostatnio zmieniony 12 sierpnia 2012, 02:09 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 10 sierpnia 2012, 15:21

Hotel w centrum Huntington, 8 maja 2055

Siwowłosy starzec wysłuchał słów Radeforda, a potem położył dłoń na ramieniu Sama.

- Weź paru ludzi i przyjaciela wielebnego, odnajdźcie resztę przybyszów i wskażcie im miejsca, gdzie mogą bezpiecznie obozować - polecił przywódca społeczności - Okażcie uprzejmość, ale pamiętajcie, że chwilowo nikt poza wielebnym nie ma wstępu na nasze terytorium.

Sam kiwnął w odpowiedzi głową, karnie i bez wahania, dowodząc kolejnym przykładem posłuszeństwa szacunku, jakim musiał się cieszyć Gregory. Okręcając się na pięcie przewodnik wskazał palcem trzech gapiów, wszystkich bez wyjątku mężczyzn w sile wieku, przywołał ich do siebie klepiąc jednocześnie Wilsona w ramię i wskazując mu uchylone drzwi wejściowe holu.

Radeford odczekał, aż otoczony przez miejscowych Paul opuści rozjaśnione elektrycznym światłem wnętrze hotelu. Kiedy za kierowcą i jego przewodnikami zamknęły się drzwi, Gregory ujął swego gościa pod łokieć wskazując wiodące na pierwsze piętro schody.

- Jeszcze niedawno działała tu winda, ale wysiadła elektronika, a nie potrafimy znaleźć części zamiennych - wyjaśnił starzec - Racz wybaczyć, ale będziemy musieli przejść się na własnych nogach... zresztą dla tak młodego człowieka nie będzie to chyba kłopotem? Moi kochani, wróćcie do siebie, zabieram naszego drogiego gościa do siebie.

Zgromadzeni w holu ludzie zaczęli się natychmiast rozchodzić, chociaż niektórzy z nich skupili się w kątach rozległego pomieszczenia szepcząc między sobą dość cicho, bo Ebenezer niczego nie zdołał dosłyszeć.


Wątek techniczny

Paul zgodnie z planem wraca do reszty grupy. Gregory nie udzielił odpowiedzi na pytanie dotyczące charakteru zagrożenia w Huntington, w zamian zaprosił gościa do swego apartamentu.

ODPOWIEDZ