PBF - Podstępna rubież
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Moim zdaniem, powinniśmy stąd spadać jak tylko pogoda się poprawi i nasi wrócą, znaczy Szary i Chudy. Nie wiemy co Gregor i jego wspólnota robili ludziom zza rzeki, nie znamy sił obu stron. To nie jest nasza walka. Baron pewnie bez mrugnięcia okiem. Może ludzie zza rzeki mają swoje powody, by dokonywać porwań, coś nie mogę uwiierzyć, że wspólnota Gregorego z takimi zabezpieczeniami, daje sobie porywać dzieci... Zostawmy to miejsce z jego konfliktami i realizujmy pierwotny plan, zachowując neutralność, takie jest moje zdanie, rzekł Wilson.
Ostatnio zmieniony 06 września 2012, 17:06 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Radeford przysłuchiwał się gorzkim słowom Wilsona.
- Hmmmm, i ja ta myślałem. Tyle, że to dzieci Wilsonie. Małe, niewinne, bezbronne dzieci. Kto mści się na dorosłych, atakując dzieci? Tylko zwyrodnialcy. Jeżeli plotki o czczeniu molocha są prawdziwe, to znaczyłoby, że życie dzieci jest zagrożone. Ash, Jack co wy o tym myślicie? - wypytywał Ebenezer.
- Hmmmm, i ja ta myślałem. Tyle, że to dzieci Wilsonie. Małe, niewinne, bezbronne dzieci. Kto mści się na dorosłych, atakując dzieci? Tylko zwyrodnialcy. Jeżeli plotki o czczeniu molocha są prawdziwe, to znaczyłoby, że życie dzieci jest zagrożone. Ash, Jack co wy o tym myślicie? - wypytywał Ebenezer.
Jack kucał opierając się o kawałek słupa wspornikowego w magazynie, korzystał ile mógł z chwil gdy można dać odpocząć kończynom. Jeszcze przyjdą chwile gdy trzeba będzie wyciągać je daleko przed siebie...
- Dzieci, powiadasz Eb... - podrapał się pogłowie w zamyśleniu - Fakt, że ten co na dzieciakach się mści to świnia jakaś czy ten, no... O! Pedofilista! Niby nie nasza sprawa, ale cholera wie co z nimi robią... Może jakieś cyborgusy. Kiedyś taki film widziałem... dawno... Elektryczny Mordulec czy jakoś tak. Tam robot był w skórze człowieka! Z przyszłości niby... Nie chciałbym takiego spotkać. A jak oni, jeśli to wyznawcy Molocha, zrobią coś takiego tym dzieciakom?
Wstał szybko i zamachał rękami.
- Nie ma co, trzeba spróbować dowiedzieć się o co w tym biega. Pewnie kiepskie szanse przekonać do tego Barona ale spróbować trzeba.
- Dzieci, powiadasz Eb... - podrapał się pogłowie w zamyśleniu - Fakt, że ten co na dzieciakach się mści to świnia jakaś czy ten, no... O! Pedofilista! Niby nie nasza sprawa, ale cholera wie co z nimi robią... Może jakieś cyborgusy. Kiedyś taki film widziałem... dawno... Elektryczny Mordulec czy jakoś tak. Tam robot był w skórze człowieka! Z przyszłości niby... Nie chciałbym takiego spotkać. A jak oni, jeśli to wyznawcy Molocha, zrobią coś takiego tym dzieciakom?
Wstał szybko i zamachał rękami.
- Nie ma co, trzeba spróbować dowiedzieć się o co w tym biega. Pewnie kiepskie szanse przekonać do tego Barona ale spróbować trzeba.
Ostatnio zmieniony 07 września 2012, 09:28 przez Goldwin, łącznie zmieniany 1 raz.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Do tej pory Tisdale przysluchiwal sie bierne toczonej wymianie opinii. Wciaz jeszcze byl na wpol spiacy i patrzyl na kumpli co rusz przecierajac oczy dlonmi. W koncu jednak wyrazil swoje zdanie:
- Tez mi sie to jakos kupy nie trzyma, ze dzieciaki porywaja. Do tego rewiru myszy byloby sie ciezko wslizgnac a co dopiero jeszcze z rozwrzeszczanym bachorem. Szczerze tez powatpiewam zeby Sutherland ulitowal sie nad losem biednych dzieci z Huntington. Raczej juz go zainteresuja fanty w tym miescie, chocby jak personel medyczny, biblioteka i takie tam.
Ale ten szpital to mnie juz zainteresowal. Moznaby podszkolic troche teorie. Juz dla samego faktu szpitala, jak dla mnie warto to ruszyc. Mozna spytac Sutherlanda o mala prywate, ale czy na to pojdzie?
- Tez mi sie to jakos kupy nie trzyma, ze dzieciaki porywaja. Do tego rewiru myszy byloby sie ciezko wslizgnac a co dopiero jeszcze z rozwrzeszczanym bachorem. Szczerze tez powatpiewam zeby Sutherland ulitowal sie nad losem biednych dzieci z Huntington. Raczej juz go zainteresuja fanty w tym miescie, chocby jak personel medyczny, biblioteka i takie tam.
Ale ten szpital to mnie juz zainteresowal. Moznaby podszkolic troche teorie. Juz dla samego faktu szpitala, jak dla mnie warto to ruszyc. Mozna spytac Sutherlanda o mala prywate, ale czy na to pojdzie?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Parking kilka ulic od Madison Ave, 8 maja 2055
Ebenezer przerwał na chwilę wiedzioną ściszonym tonem rozmowę z pozostałymi Aniołami, odwrócił się w kierunku zebranych kilkanaście metrów dalej najemników, czekających z ewidentnym zainteresowaniem na nowe wieści.
- Wyjeżdżamy stąd, natychmiast! - oznajmił dźwięcznym głosem przyboczny kapelan barona - Pakować manatki i do wozów! Za kwadrans każdy ma być gotowy do drogi!
- Dokąd jedziemy? - zapytał jeden z bojówkarzy.
- Wracamy do barona - odparł Radeford - Chwilowo nie mamy tu czego szukać.
- Ale co z miejscowymi? Nie chcą nas tutaj? Co z kobietami?
- Na waszym miejscu zupełnie zapomniałbym o tutejszych kobietach - słysząc ostatnie pytanie wielebny wyprostował się bezwiednie, odrzucił na boki poły swego wilgotnego płaszcza opierając ręce na biodrach - To duża osada i cholernie dobrze przygotowana na intruzów. Widzieliście tego okaleczonego trupa pod zaporą? Chcecie skończyć tak samo? Nie? W takim razie pakujcie manele i do samochodów. Wyjeżdżamy za kwadrans.
- Słyszeliście, co powiedział wielebny! - huknął Joshua Stewart - Chyba się nie musi powtarzać, co? Zbierać dupy!
Kaznodzieja odwrócił się plecami do zamieszania, które wybuchło znienacka w ciemnej przestrzeni piętrowego parkingu, spojrzał na Asha i Paula.
- Porozmawiamy z baronem, niech on zadecyduje co dalej, ale będę nalegał, żeby tutejszym pomóc - podsumował krótką dyskusję - Jedziemy!
Wątek techniczny
Rekonesans zakończony. Grupy zwiadowcze wycofują się z Huntington, na horyzoncie można już dostrzec pierwsze oznaki zbliżającego się przedświtu. Co do wcześniejszego pytania o ogniska na biurowcach, z odległej autostrady na południe od miasta wydawało Wam się, że ogień płonie na dachach po obu stronach rzeki, ale głowy za to nie dacie, równie dobrze ten bardziej oddalony stos mógł palić się na wieżowcu tuż przy południowym brzegu (bo z autostrady w tamtym miejscu rzeki nie widać wcale).
Ebenezer przerwał na chwilę wiedzioną ściszonym tonem rozmowę z pozostałymi Aniołami, odwrócił się w kierunku zebranych kilkanaście metrów dalej najemników, czekających z ewidentnym zainteresowaniem na nowe wieści.
- Wyjeżdżamy stąd, natychmiast! - oznajmił dźwięcznym głosem przyboczny kapelan barona - Pakować manatki i do wozów! Za kwadrans każdy ma być gotowy do drogi!
- Dokąd jedziemy? - zapytał jeden z bojówkarzy.
- Wracamy do barona - odparł Radeford - Chwilowo nie mamy tu czego szukać.
- Ale co z miejscowymi? Nie chcą nas tutaj? Co z kobietami?
- Na waszym miejscu zupełnie zapomniałbym o tutejszych kobietach - słysząc ostatnie pytanie wielebny wyprostował się bezwiednie, odrzucił na boki poły swego wilgotnego płaszcza opierając ręce na biodrach - To duża osada i cholernie dobrze przygotowana na intruzów. Widzieliście tego okaleczonego trupa pod zaporą? Chcecie skończyć tak samo? Nie? W takim razie pakujcie manele i do samochodów. Wyjeżdżamy za kwadrans.
- Słyszeliście, co powiedział wielebny! - huknął Joshua Stewart - Chyba się nie musi powtarzać, co? Zbierać dupy!
Kaznodzieja odwrócił się plecami do zamieszania, które wybuchło znienacka w ciemnej przestrzeni piętrowego parkingu, spojrzał na Asha i Paula.
- Porozmawiamy z baronem, niech on zadecyduje co dalej, ale będę nalegał, żeby tutejszym pomóc - podsumował krótką dyskusję - Jedziemy!
Wątek techniczny
Rekonesans zakończony. Grupy zwiadowcze wycofują się z Huntington, na horyzoncie można już dostrzec pierwsze oznaki zbliżającego się przedświtu. Co do wcześniejszego pytania o ogniska na biurowcach, z odległej autostrady na południe od miasta wydawało Wam się, że ogień płonie na dachach po obu stronach rzeki, ale głowy za to nie dacie, równie dobrze ten bardziej oddalony stos mógł palić się na wieżowcu tuż przy południowym brzegu (bo z autostrady w tamtym miejscu rzeki nie widać wcale).
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Droga nr 64 pod Huntington, 8 maja 2055
Jadący przodem motocykliści zwolnili gwałtownie, omal nie doprowadzając do zderzenia z sunącym tuż za nimi pikapem Leona. Kennedy wcisnął do końca hamulec i Canyonem zarzuciło na mokrej od niedawnego deszczu nawierzchni autostrady.
- Co jest, kurwa? - wyrzucił z siebie Rodney przeładowując z metalicznym szczękiem broń i próbując dojrzeć jednocześnie cokolwiek za przednią szybą samochodu. Leon sięgnął bez wahania po własnego obrzyna, kątem oka zauważając kolejny zatrzymujący się na wysokości drzwi pikapa motor. Siedzący na nim mężczyzna stuknął pięścią w okienko, toteż Kennedy uchylił drzwiczki czym prędzej.
- Co tam macie? - zapytał, nim jednak usłyszał odpowiedź, w plamę światła poczynioną reflektorami Canyona wtargnęło kilka uzbrojonych sylwetek zmierzających od strony powyginanej barierki autostrady.
Prowadził ich Chudy, trzymający ręce na wszelki wypadek wysoko w górze, bo poddawani ustawicznie wielkiemu napięciu najemnicy mogli przez przypadek zbyt pochopnie pociągnąć za spusty.
- Wszyscy cali?! - zawołał Leon wysiadając do połowy z szoferki pikapa i pozdrawiając przywódcę drugiego patrolu dzierżącą obrzyn ręką. W tej samej chwili kilkadziesiąt metrów dalej lampy zapalił ukryty dotąd w mroku półciężarowy samochód drugiego patrolu, odsłaniając niejako przy okazji kilku chowających się w ciemności motocyklistów.
- Tak, kurwa! - wyrzucił z siebie Chudy machając jednocześnie ręką w stronę swoich ludzi. Widząc ów gest ukryci dotąd strzelcy wychynęli ze swoich kryjówek, zarzucili broń na ramiona ruszając szybkim krokiem ku ekipie Leona.
- Zobaczyliśmy wasze światła podczas wjeżdżania na autostradę - oznajmił Chudy wyciągając z kieszonki kombinezonu paczkę papierosów i wsadzając jeden z nich natychmiast do ust - Nie wiedziałem, kto to, bo kurwa nie odpowiadacie na radiowe wezwania. Wolałem się przyczaić, żeby sprawdzić, czy nie trzeba będzie kogoś kropnąć. Gdzie reszta?
- Za mną, zaraz wyjeżdżają z Huntington - odpowiedział Kennedy - Mieliście jakieś kłopoty po drodze?
- Pierdolone zapory, w każdej chyba uliczce przed wjazdem do centrum. Na dodatek pełno pokruszonego szkła, przecięliśmy przednie opony w jednym aucie, musiałem je zostawić w mieście. Sutherland pewnie mi za to jaja urżnie!
- Może nie mieć do tego głowy - uśmiechnął się znacząco Leon, wsadzając obrzyna z powrotem za siedzenie kierowcy - Nawiązaliśmy kontakt, chłopie. Duża osada, mają prąd i kupę broni, gadali z wielebnym. Mamy się wycofać za przedmieścia i wysłać ludzi, którzy będą z nimi negocjować.
- Negocjować? - zdumiał się Chudy, omal nie wypuszczając z dłoni zapalonego właśnie papierosa - Co negocjować? Którego z nas pierwszego wpierdolą?
- Co ty pieprzysz? - Leon poczuł nagły przypływ irytacji, nie rozumiejąc źródła niepokoju gangstera - O co ci chodzi?
- Tylko mi kurwa nie mów, że nie odebraliście wiadomości Szarego - Chudy zastygł w bezruchu, wbijając w Leona spojrz
Jadący przodem motocykliści zwolnili gwałtownie, omal nie doprowadzając do zderzenia z sunącym tuż za nimi pikapem Leona. Kennedy wcisnął do końca hamulec i Canyonem zarzuciło na mokrej od niedawnego deszczu nawierzchni autostrady.
- Co jest, kurwa? - wyrzucił z siebie Rodney przeładowując z metalicznym szczękiem broń i próbując dojrzeć jednocześnie cokolwiek za przednią szybą samochodu. Leon sięgnął bez wahania po własnego obrzyna, kątem oka zauważając kolejny zatrzymujący się na wysokości drzwi pikapa motor. Siedzący na nim mężczyzna stuknął pięścią w okienko, toteż Kennedy uchylił drzwiczki czym prędzej.
- Co tam macie? - zapytał, nim jednak usłyszał odpowiedź, w plamę światła poczynioną reflektorami Canyona wtargnęło kilka uzbrojonych sylwetek zmierzających od strony powyginanej barierki autostrady.
Prowadził ich Chudy, trzymający ręce na wszelki wypadek wysoko w górze, bo poddawani ustawicznie wielkiemu napięciu najemnicy mogli przez przypadek zbyt pochopnie pociągnąć za spusty.
- Wszyscy cali?! - zawołał Leon wysiadając do połowy z szoferki pikapa i pozdrawiając przywódcę drugiego patrolu dzierżącą obrzyn ręką. W tej samej chwili kilkadziesiąt metrów dalej lampy zapalił ukryty dotąd w mroku półciężarowy samochód drugiego patrolu, odsłaniając niejako przy okazji kilku chowających się w ciemności motocyklistów.
- Tak, kurwa! - wyrzucił z siebie Chudy machając jednocześnie ręką w stronę swoich ludzi. Widząc ów gest ukryci dotąd strzelcy wychynęli ze swoich kryjówek, zarzucili broń na ramiona ruszając szybkim krokiem ku ekipie Leona.
- Zobaczyliśmy wasze światła podczas wjeżdżania na autostradę - oznajmił Chudy wyciągając z kieszonki kombinezonu paczkę papierosów i wsadzając jeden z nich natychmiast do ust - Nie wiedziałem, kto to, bo kurwa nie odpowiadacie na radiowe wezwania. Wolałem się przyczaić, żeby sprawdzić, czy nie trzeba będzie kogoś kropnąć. Gdzie reszta?
- Za mną, zaraz wyjeżdżają z Huntington - odpowiedział Kennedy - Mieliście jakieś kłopoty po drodze?
- Pierdolone zapory, w każdej chyba uliczce przed wjazdem do centrum. Na dodatek pełno pokruszonego szkła, przecięliśmy przednie opony w jednym aucie, musiałem je zostawić w mieście. Sutherland pewnie mi za to jaja urżnie!
- Może nie mieć do tego głowy - uśmiechnął się znacząco Leon, wsadzając obrzyna z powrotem za siedzenie kierowcy - Nawiązaliśmy kontakt, chłopie. Duża osada, mają prąd i kupę broni, gadali z wielebnym. Mamy się wycofać za przedmieścia i wysłać ludzi, którzy będą z nimi negocjować.
- Negocjować? - zdumiał się Chudy, omal nie wypuszczając z dłoni zapalonego właśnie papierosa - Co negocjować? Którego z nas pierwszego wpierdolą?
- Co ty pieprzysz? - Leon poczuł nagły przypływ irytacji, nie rozumiejąc źródła niepokoju gangstera - O co ci chodzi?
- Tylko mi kurwa nie mów, że nie odebraliście wiadomości Szarego - Chudy zastygł w bezruchu, wbijając w Leona spojrz