PBF - Narodziny legendy
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Helgen, 9 dzień Pierwszych Mrozów
Nie zamierzając brać udziału w skazanej na porażkę walce ze smokiem, Ahraveen wyrwał się spośród szyjących z łuków żołnierzy, smyrgnął pomiędzy zaścielającymi rynek ciałami ku najbliższemu całemu jeszcze budyneczkowi. Była to wzniesiona z ciemnego kamienia kapliczka Arkaya, tamrielskiego boga życia i śmierci. Opodal jej drzwi cesarscy urządzili przed atakiem skrzydlatej bestii miejsce kaźni Gromowładnych i bystry wzrok argonianina szybko natrafił na kilka leżących na bruku zdekapitowanych ciał w charakterystycznych tunikach buntowników.
Potężnie zbudowany kat na naciągniętym na głowę czarnym kapturze leżał pomiędzy zwłokami swych ofiar, wciąż ściskając w rękach użyty do egzekucji topór. Oderwany od frontonu kapliczki kawał budulca roztrzaskał katowi czaszkę na podobieństwo uderzającego w dojrzałą dynię młota i czarne sukno kaptura kleiło się od krwi mężczyzny.
- Nie damy mu rady! - wrzasnął rozpaczliwie jakiś legionista, kiedy struga płynnego ognia wyrzucona z paszczy smoka przemieniła w płonące pochodnie kilku próbujących cisnąć bestii w pysk włóczniami żołnierzy - Tego czegoś nie można zabić!
Ludzka determinacja zaczęła pękać w obliczu przerażającego wroga, żołnierze coraz szybciej cofali się w stronę uliczki, którą chwilę wcześniej wdarli się na płonący ryneczek. Smok skoczył na kamienną basztę, przywarł do niej wydając z siebie ogłuszający ryk. Ahraveen poszedł w ślad za cesarskimi wojakami, zatrzymał się jednak raptownie w miejscu na widok kilku wciąż żywych Gromowładnych, wciśniętych bezradnie w ciasną przestrzeń pomiędzy boczną ścianą kapliczki i czterokołowym wozem drabiniastym.
Argonianin doskoczył do jeńców zapominając na ułamek chwili o smoku, który właśnie podrywał się w górę pośród łomotu ogromnych skrzydeł. Jeden z czterech buntowników, rosły bladoskóry brodacz o pokrytej tatuażami twarzy, okręcił się w stronę pochylonego nad sobą jaszczura próbując odepchnąć intruza obutą w futrzany but stopą.
- Precz stąd, ty cesarski bękarcie! - wrzasnął nienawistnie Gromowładny - Gdybym tylko miał wolne ręce...
Dobyty w jednej chwili nóż Ahraveena opadł w dół z szybkością atakującej żmii, rozciął grube rzemienne więzy krępujące ręce brodacza.
- Chciałeś wolne ręce, to masz - wysyczał jaszczur kucając przy więźniach - Przyjmij nóż i dobrą radę. Jeśli macie choć trochę rozumu w głowach, uciekniecie stąd i to naprawdę szybko. Niechaj wam szczęście sprzyja.
Czterej Nordowie w strojach Gromowładnych milczeli przez krótką chwilę, ewidentnie oszołomieni gestem argonianina. Brodacz odzyskał rezon jako pierwszy, chwycił podany mu nóż oplatając rękojeść broni silnymi palcami.
- Nigdy bym nie pomyślał, że powiem to kiedyś takiemu stworowi... - wycedził przez zęby Gromowładny - Ale życie pełne jest niespodzianek. Dzięki ci za pomoc, cudzoziemcze i niechaj cię Talos otacza swymi łaskami!
Nie mitrężąc czasu Nord zaczął rozcinać pęta swych druhów, a kiedy skończywszy z tym obejrzał się ponownie za siebie, dziwacznego jaszczura z dalekich południowych krain nigdzie już nie było widać.
Wątek techniczny
Ahraveen bardzo chciał przyłożyć rękę do uwolnienia jakiegoś rebelianta, więc czemu miałem mu tego odmawiać? Co więcej, jaszczur miał prócz swojego miecza również ten zdobyty na górskim rabusie, więc mógł jeden bez kłopotu podarować więźniom. A teraz galopkiem (czy jak tam mają w zwyczaju biegać jaszczury) z powrotem pod bramę!
Nie zamierzając brać udziału w skazanej na porażkę walce ze smokiem, Ahraveen wyrwał się spośród szyjących z łuków żołnierzy, smyrgnął pomiędzy zaścielającymi rynek ciałami ku najbliższemu całemu jeszcze budyneczkowi. Była to wzniesiona z ciemnego kamienia kapliczka Arkaya, tamrielskiego boga życia i śmierci. Opodal jej drzwi cesarscy urządzili przed atakiem skrzydlatej bestii miejsce kaźni Gromowładnych i bystry wzrok argonianina szybko natrafił na kilka leżących na bruku zdekapitowanych ciał w charakterystycznych tunikach buntowników.
Potężnie zbudowany kat na naciągniętym na głowę czarnym kapturze leżał pomiędzy zwłokami swych ofiar, wciąż ściskając w rękach użyty do egzekucji topór. Oderwany od frontonu kapliczki kawał budulca roztrzaskał katowi czaszkę na podobieństwo uderzającego w dojrzałą dynię młota i czarne sukno kaptura kleiło się od krwi mężczyzny.
- Nie damy mu rady! - wrzasnął rozpaczliwie jakiś legionista, kiedy struga płynnego ognia wyrzucona z paszczy smoka przemieniła w płonące pochodnie kilku próbujących cisnąć bestii w pysk włóczniami żołnierzy - Tego czegoś nie można zabić!
Ludzka determinacja zaczęła pękać w obliczu przerażającego wroga, żołnierze coraz szybciej cofali się w stronę uliczki, którą chwilę wcześniej wdarli się na płonący ryneczek. Smok skoczył na kamienną basztę, przywarł do niej wydając z siebie ogłuszający ryk. Ahraveen poszedł w ślad za cesarskimi wojakami, zatrzymał się jednak raptownie w miejscu na widok kilku wciąż żywych Gromowładnych, wciśniętych bezradnie w ciasną przestrzeń pomiędzy boczną ścianą kapliczki i czterokołowym wozem drabiniastym.
Argonianin doskoczył do jeńców zapominając na ułamek chwili o smoku, który właśnie podrywał się w górę pośród łomotu ogromnych skrzydeł. Jeden z czterech buntowników, rosły bladoskóry brodacz o pokrytej tatuażami twarzy, okręcił się w stronę pochylonego nad sobą jaszczura próbując odepchnąć intruza obutą w futrzany but stopą.
- Precz stąd, ty cesarski bękarcie! - wrzasnął nienawistnie Gromowładny - Gdybym tylko miał wolne ręce...
Dobyty w jednej chwili nóż Ahraveena opadł w dół z szybkością atakującej żmii, rozciął grube rzemienne więzy krępujące ręce brodacza.
- Chciałeś wolne ręce, to masz - wysyczał jaszczur kucając przy więźniach - Przyjmij nóż i dobrą radę. Jeśli macie choć trochę rozumu w głowach, uciekniecie stąd i to naprawdę szybko. Niechaj wam szczęście sprzyja.
Czterej Nordowie w strojach Gromowładnych milczeli przez krótką chwilę, ewidentnie oszołomieni gestem argonianina. Brodacz odzyskał rezon jako pierwszy, chwycił podany mu nóż oplatając rękojeść broni silnymi palcami.
- Nigdy bym nie pomyślał, że powiem to kiedyś takiemu stworowi... - wycedził przez zęby Gromowładny - Ale życie pełne jest niespodzianek. Dzięki ci za pomoc, cudzoziemcze i niechaj cię Talos otacza swymi łaskami!
Nie mitrężąc czasu Nord zaczął rozcinać pęta swych druhów, a kiedy skończywszy z tym obejrzał się ponownie za siebie, dziwacznego jaszczura z dalekich południowych krain nigdzie już nie było widać.
Wątek techniczny
Ahraveen bardzo chciał przyłożyć rękę do uwolnienia jakiegoś rebelianta, więc czemu miałem mu tego odmawiać? Co więcej, jaszczur miał prócz swojego miecza również ten zdobyty na górskim rabusie, więc mógł jeden bez kłopotu podarować więźniom. A teraz galopkiem (czy jak tam mają w zwyczaju biegać jaszczury) z powrotem pod bramę!
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Jeśli smok jest czym innym zajęty to zabieram ekwipunek zmarłych, łuki, strzały, miecze i rzucam w stronę kocura i czarnego tak aby łapali, bo nie wiadomo co będzie potem, zbieram co się da i spadamy z tej osady! Jak się gadzina zgubi to koteczek ją znajdzie wcześniej czy później ale znajdzie:-)
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
Hastur doskonale znał swych towarzyszy, wiedział więc, że choć w wielu kwestiach myślą i działają identycznie, jak palce jednej ręki, w wielu innych nigdy się nie zrozumieją. Jedną z takich kwestii było "przywłaszczanie" sobie "bezpańskiego" ekwipunku, szczególnie zaś ograbianie trupów. Redgardowi wprost nie mieściło się to w głowie. Miał swój ekwipunek, miał swą broń, na której polegał i która od lat mu wiernie służyła. Poza tym nie zdarzyło się jeszcze, żeby natknął się na zdobycz, na którą zapragnąłby wymienić swój oręż i która warta byłaby tak haniebnego zachowania. Dlatego też niemalże z odrazą patrzył na poczynania przyjaciół. Była to jedna z rzeczy, do których nigdy się nie przyzwyczai, tak jak do oczyszczania się z liniejące sierści przez swego rodzaju wymioty, jakimi codzień raczył go Barrteh.
Bardzo jestem ciekaw, skąd się ten smok wziął. Bardziej jestem skłonny uwierzyć, że sprowadził go i kontroluje jakiś mag, niż że pochodzi z jakiegoś cudownie ostatnio odrodzonego stadka. Jeśli jest taka szansa, w toku dalszych przygód w okolicach miasteczka będę się rozglądał za kimś, kto mógłby takowym magiem być. Chwilowo z powodu zamieszania i ognia i przy czterech literach taka obserwacja jest mało rozsądna i możliwa.
Bardzo jestem ciekaw, skąd się ten smok wziął. Bardziej jestem skłonny uwierzyć, że sprowadził go i kontroluje jakiś mag, niż że pochodzi z jakiegoś cudownie ostatnio odrodzonego stadka. Jeśli jest taka szansa, w toku dalszych przygód w okolicach miasteczka będę się rozglądał za kimś, kto mógłby takowym magiem być. Chwilowo z powodu zamieszania i ognia i przy czterech literach taka obserwacja jest mało rozsądna i możliwa.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Helgen, 9 dzień Pierwszych Mrozów
Ahraveen pojawił się niczym spod ziemi, wyślizgując się spomiędzy strzelających płomieniami chat i sadząc wielkimi susami w stronę kryjących się opodal zniszczonego muru towarzyszy. Skóra rozumnego gada pokryta była sadzą, a jego szeroko otwarte ślepia zdradzały głębię doznanego przez argonianina wstrząsu.
- Ahraveen! - zakrzyknął głucho Hastur, który stał w wyrwie czuwając nad parą krążących śpiesznie wokół martwych ciał żołnierzy kompanów. Wszyscy trzej przypadali co chwila do ziemi, kiedy wśród kłębów bijącego w niebo dymu pojawiał się krążący wysoko w górze uskrzydlony kształt - Ty żyjesz!
- Martwy bym nie człapał! - odpowiedział z niewysłowioną ulgą jaszczur, mrugając rytmicznie oczami, które zbyt szybko wysychały z zetknięciu z wypełniającym Helgen żarem pożogi - Uciekajmy stąd!
Najmici odczekali krótką chwilę nie chcąc, by dostrzegł ich przypadkiem bystre oczy mordującego miasteczko smoka, kiedy jednak ogłuszający ryk i żarłoczny syk zionięcia dobiegł ich uszu od strony kasztelu, wszyscy zerwali się na równe nogi i popędzili poprzez dziurę w murze ku zboczu lesistej góry.
Wątek techniczny
Drużyna znowu w komplecie! Ahraveen, Barr'teh i Llorvas wzbogacili się o wojskowe łuki (naciąg 9) oraz kołczany pełne stalowych strzał (rażenie 10). Dunmer ma też trzy związane ze sobą pasy obciążone mieczami oraz włócznię (co w połączeniu z wcześniejszymi łupami przydaje mu wyglądu dwunożnego żółwia).
Co teraz, w górę południowego szlaku? Niecała godzina do zajścia słońca...
Ahraveen pojawił się niczym spod ziemi, wyślizgując się spomiędzy strzelających płomieniami chat i sadząc wielkimi susami w stronę kryjących się opodal zniszczonego muru towarzyszy. Skóra rozumnego gada pokryta była sadzą, a jego szeroko otwarte ślepia zdradzały głębię doznanego przez argonianina wstrząsu.
- Ahraveen! - zakrzyknął głucho Hastur, który stał w wyrwie czuwając nad parą krążących śpiesznie wokół martwych ciał żołnierzy kompanów. Wszyscy trzej przypadali co chwila do ziemi, kiedy wśród kłębów bijącego w niebo dymu pojawiał się krążący wysoko w górze uskrzydlony kształt - Ty żyjesz!
- Martwy bym nie człapał! - odpowiedział z niewysłowioną ulgą jaszczur, mrugając rytmicznie oczami, które zbyt szybko wysychały z zetknięciu z wypełniającym Helgen żarem pożogi - Uciekajmy stąd!
Najmici odczekali krótką chwilę nie chcąc, by dostrzegł ich przypadkiem bystre oczy mordującego miasteczko smoka, kiedy jednak ogłuszający ryk i żarłoczny syk zionięcia dobiegł ich uszu od strony kasztelu, wszyscy zerwali się na równe nogi i popędzili poprzez dziurę w murze ku zboczu lesistej góry.
Wątek techniczny
Drużyna znowu w komplecie! Ahraveen, Barr'teh i Llorvas wzbogacili się o wojskowe łuki (naciąg 9) oraz kołczany pełne stalowych strzał (rażenie 10). Dunmer ma też trzy związane ze sobą pasy obciążone mieczami oraz włócznię (co w połączeniu z wcześniejszymi łupami przydaje mu wyglądu dwunożnego żółwia).
Co teraz, w górę południowego szlaku? Niecała godzina do zajścia słońca...
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Helgen, 9 dzień Pierwszych Mrozów
Górskie miasteczko płonęło, a czarny smok oblegał blanki niewielkiego kasztelu żłobiąc pazurami głębokie bruzdy w szarym kamieniu fortyfikacji. Ukryci pod zwisającymi nisko gałęziami świerków wędrowcy przyglądali się zagładzie ludzkiej społeczności ze ściśniętymi gardłami i nawet beztrosko podchodzący do wielu spraw kotołak milczał przez niezwykle dla niego długi czas.
- Barr'teh myśli, że ten smokowiec nie odlatnie, póki tam żywe człeki są - mruknął w końcu khajiit, poruszając niespokojnie wąsami i wciąż kładąc płasko na głowie swe zakończone pędzelkami uszy - Jak nas zoczy, pożre.
- Uchodźmy stąd, tylko gdzie? - odparł pytaniem Hastur, leżący na brzuchu za próchniejącym pniem drzewa - Droga do Białej Grani wiedzie przecież przez Helgen, a zresztą miasto jest zbyt daleko, byśmy tam doszli choćby i maszerując całą noc.
- Jest jeszcze inny wybór - odrzekł czyjś głos, dobiegający z głębi gęstych krzewów rosnących opodal obranej pośpiesznie kryjówki najmitów - Bliżej będzie do Rzecznej Puszczy, stamtąd brukowana droga aż po Białą Grań.
Głos należał bez wątpienia do mężczyzny, ale jego właściciel był doskonale schowany w chaszczach.
Wątek techniczny
Ciekawe, kto to taki...
Górskie miasteczko płonęło, a czarny smok oblegał blanki niewielkiego kasztelu żłobiąc pazurami głębokie bruzdy w szarym kamieniu fortyfikacji. Ukryci pod zwisającymi nisko gałęziami świerków wędrowcy przyglądali się zagładzie ludzkiej społeczności ze ściśniętymi gardłami i nawet beztrosko podchodzący do wielu spraw kotołak milczał przez niezwykle dla niego długi czas.
- Barr'teh myśli, że ten smokowiec nie odlatnie, póki tam żywe człeki są - mruknął w końcu khajiit, poruszając niespokojnie wąsami i wciąż kładąc płasko na głowie swe zakończone pędzelkami uszy - Jak nas zoczy, pożre.
- Uchodźmy stąd, tylko gdzie? - odparł pytaniem Hastur, leżący na brzuchu za próchniejącym pniem drzewa - Droga do Białej Grani wiedzie przecież przez Helgen, a zresztą miasto jest zbyt daleko, byśmy tam doszli choćby i maszerując całą noc.
- Jest jeszcze inny wybór - odrzekł czyjś głos, dobiegający z głębi gęstych krzewów rosnących opodal obranej pośpiesznie kryjówki najmitów - Bliżej będzie do Rzecznej Puszczy, stamtąd brukowana droga aż po Białą Grań.
Głos należał bez wątpienia do mężczyzny, ale jego właściciel był doskonale schowany w chaszczach.
Wątek techniczny
Ciekawe, kto to taki...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Helgen, 9 dzień Pierwszych Mrozów
Ahraveen przekręcił się na plecy wbijając zwężone w szparki oczy w gęstwę krzewów, w skrytości ducha przeklinając swą nieuwagę oraz otępiony od zapachu spalenizny nos khajiita. Kimkolwiek był ów tajemniczy rozmówca, podszedł czwórkę najmitów w budzący lęk sposób i nawet skoncentrowana na smoku uwaga mężczyzn nie mogła do końca tłumaczyć ich nieostrożności.
Krzaki zaszeleściły i wychynął z nich zgięty wpół kształt, który okazał się najzwyklejszym w świecie człowiekiem... chociaż zapewne nie całkiem zwykłym żołnierzem. Był to cesarski legionista, niski i bardzo szczupły, o pociągłej twarzy rodowitego Cyrodiilczyka. Jego szare oczy taksowały bacznie postacie ukrytych wśród świerków obcych, ale przeskakiwały co chwila na skąpaną w ogniu panoramę Helgen i wielki skrzydlaty kształt krążący wśród dymów pożaru.
Porykiwanie koszmarnej bestii wciąż wstrząsało posadami gór.
Cesarski legionista nosił tę samą lekką zbroję, co jego umierający w Helgen towarzysze broni, ale skrywał ją pod obszernym burym płaszczem z kapturem. Barwy tego stroju pozwalały mężczyźnie wtapiać się w leśne poszycie, ułatwiając mu skryte podróżowanie.
- Akatosh musiał nade mną sprzyjać, że dopiero teraz przybyłem do Helgen - powiedział ostrożnym tonem żołnierz, ale chociaż nieznajomy silił się na wyważoną pozę, Hastur z miejsca wychwycił w jego głosie nutę starannie skrywanego przerażenia - Jak do tego doszło?
Wątek techniczny
Cesarski żołnierz, zapewne górski zwiadowca. Bynajmniej nie bezbronny, ma łuk i miecz. Chwilowo w nastroju do konwersacji, wszelako warto zadbać o odpowiedni dobór słów, bo na pewno jest wstrząśnięty i nie do końca panuje nad nerwami...
Ahraveen przekręcił się na plecy wbijając zwężone w szparki oczy w gęstwę krzewów, w skrytości ducha przeklinając swą nieuwagę oraz otępiony od zapachu spalenizny nos khajiita. Kimkolwiek był ów tajemniczy rozmówca, podszedł czwórkę najmitów w budzący lęk sposób i nawet skoncentrowana na smoku uwaga mężczyzn nie mogła do końca tłumaczyć ich nieostrożności.
Krzaki zaszeleściły i wychynął z nich zgięty wpół kształt, który okazał się najzwyklejszym w świecie człowiekiem... chociaż zapewne nie całkiem zwykłym żołnierzem. Był to cesarski legionista, niski i bardzo szczupły, o pociągłej twarzy rodowitego Cyrodiilczyka. Jego szare oczy taksowały bacznie postacie ukrytych wśród świerków obcych, ale przeskakiwały co chwila na skąpaną w ogniu panoramę Helgen i wielki skrzydlaty kształt krążący wśród dymów pożaru.
Porykiwanie koszmarnej bestii wciąż wstrząsało posadami gór.
Cesarski legionista nosił tę samą lekką zbroję, co jego umierający w Helgen towarzysze broni, ale skrywał ją pod obszernym burym płaszczem z kapturem. Barwy tego stroju pozwalały mężczyźnie wtapiać się w leśne poszycie, ułatwiając mu skryte podróżowanie.
- Akatosh musiał nade mną sprzyjać, że dopiero teraz przybyłem do Helgen - powiedział ostrożnym tonem żołnierz, ale chociaż nieznajomy silił się na wyważoną pozę, Hastur z miejsca wychwycił w jego głosie nutę starannie skrywanego przerażenia - Jak do tego doszło?
Wątek techniczny
Cesarski żołnierz, zapewne górski zwiadowca. Bynajmniej nie bezbronny, ma łuk i miecz. Chwilowo w nastroju do konwersacji, wszelako warto zadbać o odpowiedni dobór słów, bo na pewno jest wstrząśnięty i nie do końca panuje nad nerwami...
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Weszliśmy do miasta by obejrzeć egzekucje Nordów, ale nim się zaczęła nadleciał smok i zaczął ziać ogniem i zabijać ludzi tak Nordów, jak mieszkańców i żołnierzy cesarskich, ciągle wracał, strzały nic mu nie robiły , czary podobnie, prawie tam zginęliśmy, a chcieliśmy tylko odpocząć i zabawić się co nieco. Do Rzecznej Puszczy daleko?
Ostatnio zmieniony 02 listopada 2012, 10:32 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
- W innych okolicznościach spytałbym co robisz w tych chaszczach, ale i nam nie w smak być karmą dla tej ogniem zionącej bestii a zniknięcie jej z oczu i ujście poza zasięg cielska i ognia tego potwora to czysty rozsądek. Kim jesteś i czemu nie biegasz po ulicach z łukiem albo mieczem jak inni legioniści?
Jak sugeruje Keth, to zapewne zwiadowca, ale niech sam gada.
- Do Rzecznej Puszczy powiadasz? A daleko to? Przed zmierzchem damy radę? Okolica spokojna nie jest, nie w smak mi po zmroku poza murami się szwendać, choć jak widać i mury niewiele pomogą, jak taka bestia chce poswawolić.
Jak sugeruje Keth, to zapewne zwiadowca, ale niech sam gada.
- Do Rzecznej Puszczy powiadasz? A daleko to? Przed zmierzchem damy radę? Okolica spokojna nie jest, nie w smak mi po zmroku poza murami się szwendać, choć jak widać i mury niewiele pomogą, jak taka bestia chce poswawolić.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Kotołak nie miał w zasadzie nic do dodania, po tym jak druhowie zarzucili pytaniami młodego zwiadowcę. Począł więc zupełnie niepostrzeżenie i niewinnie powoli obchodzić legionistę. Wiedziony instynktem wolał zabezpieczyć towarzyszy, gdyby zwiadowcy przyszło coś głupiego do głowy. Tutaj z flanki mógł doskoczyć do ofiary unikając broni przeciwnika.