PBF - Narodziny legendy
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
- Dajcie kubek wina i coś, żeby zakąsić. Strudzenim wielce. Jak mamy gadać, to chociaż nie z pustą gębą. - rzekł już nieco poirytowany z głodu Hastur. - Tak, widzielim smoka. Helgen w kupę gruzów i kopcących zgliszczy zamienił, ludzi wytracił. To już pewno wiecie. Co jeszcze chcecie wiedzieć, pytajcie ludzie.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Rzeczna Puszcza, 9 dzień Ostatnich Siewów
Wręcz zapędzeni na środek izby i otoczeni ciasnym kręgiem ciał, podróżni poczuli się znienacka niczym w potrzasku. Posadzono ich wśród stłumionych okrzyków i nerwowych szeptów na jednej z większych ław, przy zastawionym jadłem stole. Gerdur, najwyraźniej ciesząca się w Rzecznej Puszczy sporym szacunkiem, ostrymi słowami nakazała swym ziomkom odstąpić od obcych, potem zaś zasiadła po przeciwnej stronie stołu splatając razem palce obu dłoni.
Po jej lewej stronie usadowił się krzykliwy Hod, po prawej siedział już wysoki szczupły mężczyzna o długich czarnych włosach i dumnych ostrych rysach twarzy. Czarnowłosy człowiek, bez wątpienia mający w swych żyłach bretońską krew, kończył właśnie pochłaniać łapczywie zawartość wielkiej glinianej misy z kaszą, toteż poprzestał na kiwnięciu przybyszom głową, nie przestając jeść.
Tkwiący wcześniej za dębową ladą mężczyzna pełniący rolę podawacza doniósł do stołu metalowe kubki i kilka butelek norskiego miodu oraz miski pełne okraszonej skwarkami kaszy i plastry zimnej sarniny.
- Jestem Gerdur - oświadczyła jasnowłosa kobieta świdrując wzrokiem sięgających chciwie po strawę obcych - Przewodzę tej osadzie. Mówicie, że byliście w Helgen, jak ten oto nieszczęśnik, który ledwie uniósł stamtąd głowę.
Czarnowłosy Breton kiwnął zdawkowo głową, popił łyżkę kaszy sączonym prosto z butelki miodem.
- Czy to naprawdę był smok? Czy zabił wszystkich w Helgen i strawił miasteczko ogniem z paszczy?
Wątek techniczny
Dostaliście jeść i pić, więc humory nieco Wam się poprawiły. Siedzicie przy stole obok innego świadka napadu smoka, miejscowi otaczają Was ciasnym kręgiem żądni opowieści!
Wręcz zapędzeni na środek izby i otoczeni ciasnym kręgiem ciał, podróżni poczuli się znienacka niczym w potrzasku. Posadzono ich wśród stłumionych okrzyków i nerwowych szeptów na jednej z większych ław, przy zastawionym jadłem stole. Gerdur, najwyraźniej ciesząca się w Rzecznej Puszczy sporym szacunkiem, ostrymi słowami nakazała swym ziomkom odstąpić od obcych, potem zaś zasiadła po przeciwnej stronie stołu splatając razem palce obu dłoni.
Po jej lewej stronie usadowił się krzykliwy Hod, po prawej siedział już wysoki szczupły mężczyzna o długich czarnych włosach i dumnych ostrych rysach twarzy. Czarnowłosy człowiek, bez wątpienia mający w swych żyłach bretońską krew, kończył właśnie pochłaniać łapczywie zawartość wielkiej glinianej misy z kaszą, toteż poprzestał na kiwnięciu przybyszom głową, nie przestając jeść.
Tkwiący wcześniej za dębową ladą mężczyzna pełniący rolę podawacza doniósł do stołu metalowe kubki i kilka butelek norskiego miodu oraz miski pełne okraszonej skwarkami kaszy i plastry zimnej sarniny.
- Jestem Gerdur - oświadczyła jasnowłosa kobieta świdrując wzrokiem sięgających chciwie po strawę obcych - Przewodzę tej osadzie. Mówicie, że byliście w Helgen, jak ten oto nieszczęśnik, który ledwie uniósł stamtąd głowę.
Czarnowłosy Breton kiwnął zdawkowo głową, popił łyżkę kaszy sączonym prosto z butelki miodem.
- Czy to naprawdę był smok? Czy zabił wszystkich w Helgen i strawił miasteczko ogniem z paszczy?
Wątek techniczny
Dostaliście jeść i pić, więc humory nieco Wam się poprawiły. Siedzicie przy stole obok innego świadka napadu smoka, miejscowi otaczają Was ciasnym kręgiem żądni opowieści!
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
Keth, nie obrazisz się za małą modyfikację?

Dziękuję za przepaskę biodrową, cóż to by było za zgorszenie bez niej!
A oto prążki zgodnie z życzeniem 8art'a:

A tutaj zzieleniały Ahraveen:


Dziękuję za przepaskę biodrową, cóż to by było za zgorszenie bez niej!
A oto prążki zgodnie z życzeniem 8art'a:

A tutaj zzieleniały Ahraveen:

Ostatnio zmieniony 03 listopada 2012, 22:57 przez namakemono, łącznie zmieniany 1 raz.
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
- Ano smok, widzieliśmy go jak ciebie tu. Palił ogniem z gardzieli i burzył swym wielkim cielskiem wszystko co mu na drodze stanęło. Kamienne mury kruszył jak chłop grudę suchej ziemi. Ludzi ubijał jak robaki. Czy zabił wszystkich - nie wiem. Na pewno niejeden z życiem uszedł. Nas nie ubił bo i na to nie czekaliśmy.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Rzeczna Puszcza, 9 dzień Ostatnich Siewów
Ahraveen starał się jeść w sposób podpatrzony u ludzi, nie chcąc na oczach podejrzliwych mieszkańców północy wygarniać kaszę z miski za pomocą swego giętkiego jęzora. W zamian z uporem godnym lepszej sprawy walczył z nieporęczną dla argonianina drewnianą łyżką, nabierając na nią niewielkie ilości strawy i wsadzając je do zawieszonej tuż nad naczyniem paszczęki.
Zmrużone ślepia jaszczura krążyły po zgromadzonych w karczmie osobach, w hipnotycznie niemalże sposób wpatrzonych w opowiadającego z pełnymi ustami Hastura i uzupełniającego tę opowieść własnymi komentarzami khajiita. Llorvas zachowywał powściągliwe milczenie, jedząc w elegancki sposób kawałki wsuwanej do ust czubkami palców sarniny.
- Mówiłam wam! - wrzasnęła jakaś pomarszczona staruszka - Nie chcieliście wierzyć, kiedy mówiłam wam o smoku! Przeleciał nad wioską o zmierzchu!
- Nie krzykaj, Hilda, przecież nikt już nie mówi, żeś skłamała - kowal Alvor położył dłoń na ramieniu staruszki, po czym ujął ją pod ramię odprowadzając w głąb izby. Wieśniacy rozstąpili się niechętnie robiąc im miejsce i wtedy wzrok argonianina padł nagle na grupkę siedzących przy innym stole ludzi, trzymających się na dystans zarówno wobec hałaśliwych towarzyszy Havara jak i reszty mieszkańców wioski.
Jednym z nich był brodacz, któremu kilka godzin wcześniej życie uratował przecinający pęta nóż argoniańskiego jaszczura.
Spojrzenia człowieka i gada zetknęły się na krótką chwilę, lecz chociaż w oczach Norda pojawił się błysk świadczący o tym, że góral rozpoznał swego siedzącego przy stole wybawcę, na twardej twarzy mężczyzny nie drgnął ani jeden mięsień.
- Sama widzisz, że smok naprawdę powrócił - oznajmił Havar wstając ze swej ławy i wsadzając ręce za szeroki skórzany pas - Jeśli mu przyjdzie ochota tu zajrzeć, pożre was wszystkich za jednym zamachem. My was obronimy.
Gerdur sposępniała jeszcze bardziej, odwróciła głowę w stronę brodatego wielkoluda ściągając w nieładny sposób usta.
- Pozwól, że rozważę na osobności tę ofertę - odpowiedziała nienaturalnie spokojnym tonem, tak fałszywie uprzejmym, że jego ton wręcz gryzł wszystkich w uszy.
Wątek techniczny
Miejscowi przekonani się, że prócz Bretona jedynymi uchodźcami z Helgen jesteście Wy, a to znaczy, że siedzący w kącie Gromowładny nie ma najmniejszego zamiaru opowiadać o swoich perypetiach w miasteczku.
Ahraveen starał się jeść w sposób podpatrzony u ludzi, nie chcąc na oczach podejrzliwych mieszkańców północy wygarniać kaszę z miski za pomocą swego giętkiego jęzora. W zamian z uporem godnym lepszej sprawy walczył z nieporęczną dla argonianina drewnianą łyżką, nabierając na nią niewielkie ilości strawy i wsadzając je do zawieszonej tuż nad naczyniem paszczęki.
Zmrużone ślepia jaszczura krążyły po zgromadzonych w karczmie osobach, w hipnotycznie niemalże sposób wpatrzonych w opowiadającego z pełnymi ustami Hastura i uzupełniającego tę opowieść własnymi komentarzami khajiita. Llorvas zachowywał powściągliwe milczenie, jedząc w elegancki sposób kawałki wsuwanej do ust czubkami palców sarniny.
- Mówiłam wam! - wrzasnęła jakaś pomarszczona staruszka - Nie chcieliście wierzyć, kiedy mówiłam wam o smoku! Przeleciał nad wioską o zmierzchu!
- Nie krzykaj, Hilda, przecież nikt już nie mówi, żeś skłamała - kowal Alvor położył dłoń na ramieniu staruszki, po czym ujął ją pod ramię odprowadzając w głąb izby. Wieśniacy rozstąpili się niechętnie robiąc im miejsce i wtedy wzrok argonianina padł nagle na grupkę siedzących przy innym stole ludzi, trzymających się na dystans zarówno wobec hałaśliwych towarzyszy Havara jak i reszty mieszkańców wioski.
Jednym z nich był brodacz, któremu kilka godzin wcześniej życie uratował przecinający pęta nóż argoniańskiego jaszczura.
Spojrzenia człowieka i gada zetknęły się na krótką chwilę, lecz chociaż w oczach Norda pojawił się błysk świadczący o tym, że góral rozpoznał swego siedzącego przy stole wybawcę, na twardej twarzy mężczyzny nie drgnął ani jeden mięsień.
- Sama widzisz, że smok naprawdę powrócił - oznajmił Havar wstając ze swej ławy i wsadzając ręce za szeroki skórzany pas - Jeśli mu przyjdzie ochota tu zajrzeć, pożre was wszystkich za jednym zamachem. My was obronimy.
Gerdur sposępniała jeszcze bardziej, odwróciła głowę w stronę brodatego wielkoluda ściągając w nieładny sposób usta.
- Pozwól, że rozważę na osobności tę ofertę - odpowiedziała nienaturalnie spokojnym tonem, tak fałszywie uprzejmym, że jego ton wręcz gryzł wszystkich w uszy.
Wątek techniczny
Miejscowi przekonani się, że prócz Bretona jedynymi uchodźcami z Helgen jesteście Wy, a to znaczy, że siedzący w kącie Gromowładny nie ma najmniejszego zamiaru opowiadać o swoich perypetiach w miasteczku.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Staram się nie wpatrywać zbyt długo w tego Norda i jego towarzyszy, ale oceniam ich uzbrojenie, na ile się zdołali uzbroić uchodząc z Helgen. Dam radę ocenić czy to ktoś znaczny ten Gromowładny?


Ostatnio zmieniony 04 listopada 2012, 11:54 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Rzeczna Puszcza, 9 dzień Ostatnich Siewów
Jedzący zachłannie Breton podniósł wzrok znad miski kaszy i spojrzał na dunmera wzrokiem, w którym zabłyszczała jakaś dziwna nuta, jakaś niewypowiedziana groźba albo przynajmniej przestroga.
- Widziałem jak czarny smok podpala ogniem z paszczy dachy chat - powiedział po chwili dźwięczącej w całej karczmie ciszy - Widziałem rozrywanych na strzępy cesarskich żołnierzy i Gromowładnych. To była wielka bestia, zdolna czynić rzeczy, o które nie sposób ją byłoby podejrzewać. Widziałem jak przywarła do kamiennej baszty po to, by wybić w niej łbem dziurę, a potem zionąć do środka i spopielić tych, którzy się tam ukryli.
Przez tłumek zdjętych grozą słuchaczy przeszedł cichy pomruk trwogi.
- Widziałem jak porwała jeźdźca z koniem pospołu, a potem cisnęła nimi w powietrzu niby dziecięcymi zabawkami - ciągnął dalej Breton, przemawiając melodyjnym głosem, ale przez cały ten czas wpatrując się w czerwone oczy Llorvasa - Widziałem też wiele innych strasznych rzeczy, wszelako nie chcę o nich rozprawiać, by do cna nie przerazić tych wszystkich nieszczęśników, którzy tu przybyli. Czy to wam wystarczy?
Wątek techniczny
Wygląda na to, że czarnowłosy Breton faktycznie uciekł z Helgen w chwili napaści smoka!
Jedzący zachłannie Breton podniósł wzrok znad miski kaszy i spojrzał na dunmera wzrokiem, w którym zabłyszczała jakaś dziwna nuta, jakaś niewypowiedziana groźba albo przynajmniej przestroga.
- Widziałem jak czarny smok podpala ogniem z paszczy dachy chat - powiedział po chwili dźwięczącej w całej karczmie ciszy - Widziałem rozrywanych na strzępy cesarskich żołnierzy i Gromowładnych. To była wielka bestia, zdolna czynić rzeczy, o które nie sposób ją byłoby podejrzewać. Widziałem jak przywarła do kamiennej baszty po to, by wybić w niej łbem dziurę, a potem zionąć do środka i spopielić tych, którzy się tam ukryli.
Przez tłumek zdjętych grozą słuchaczy przeszedł cichy pomruk trwogi.
- Widziałem jak porwała jeźdźca z koniem pospołu, a potem cisnęła nimi w powietrzu niby dziecięcymi zabawkami - ciągnął dalej Breton, przemawiając melodyjnym głosem, ale przez cały ten czas wpatrując się w czerwone oczy Llorvasa - Widziałem też wiele innych strasznych rzeczy, wszelako nie chcę o nich rozprawiać, by do cna nie przerazić tych wszystkich nieszczęśników, którzy tu przybyli. Czy to wam wystarczy?
Wątek techniczny
Wygląda na to, że czarnowłosy Breton faktycznie uciekł z Helgen w chwili napaści smoka!
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Sspokojnie człeku, my to samo widzieliśmy, prawdę rzeczesz. Oby smok tu nie nadleciał, sskoro cesarscy żołnierze z Helgen a było ich tam nie mało, nie zdołali go odpędzić, to mało kto pewnie zdoła. Modlić się trza i w niebo spozierać czy aby nie leci, i żyć normalnie, na ile można....
Ostatnio zmieniony 04 listopada 2012, 15:32 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Rzeczna Puszcza, 9 dzień Ostatnich Siewów
Ahraveen chłonął jednym uchem opowieść bezimiennego Bretona, ale jego uwaga koncentrowała się bardziej na osobie brodatego Norda i jego dwóch kompanów. Mężczyźni wcisnęli się w najciemniejszy kąt karczmy, siedzieli tam oparci plecami o grube belki ściany w sposób taki, by nikt nie zdołał podejść ich niepostrzeżenie od tyłu.
Przyglądali się zgromadzeniu mieszkańców osady w milczeniu, nie zadając żadnych pytań, przegryzając od czasu do czasu leżące w misce na stole kawałki wędzonego sera. Wszyscy mieli narzucone na siebie futrzane okrycia, ale rozpięli je w ciepłym dusznym wnętrzu karczmy odsłaniając noszone pod spodem ćwiekowane skórznie. Ciężkie topory o starannie naostrzonych głowicach tkwiły oparte o ławy w zasięgu krzepkich rąk Nordów, potęgując jeszcze bardziej atmosferę niewypowiedzianego zagrożenia emanującego od ich rosłych postaci.
Szajka Havara znacznie odbiegała od nich zachowaniem, bo z wyglądu wszyscy mogli uchodzić za sąsiadów z tej samej góskiej sadyby. Ludzie Havara również byli Nordami, wszyscy bez wyjątku, jasnowłosymi wielkoludami o beczkowatych torsach i topornie ciosanych rysach twarzy. Nie żałowali sobie ani miodu ani piwa, przez co ich oblicza przybrały już czerwonawej barwy, a rzucane w stronę kobiet spojrzenia trąciły nutą kiepsko skrywanej pożądliwości.
Uwadze jaszczura nie uszedł też fakt, że stłoczeni wokół Gerdur mieszkańcy wioski starali się do ludzi Havara nie zbliżać, unikali nawet zbyt częstego spoglądania w ich stronę.
Wątek techniczny
Gromowładny i jego dwaj kompani siedzą odseparowani od reszty zgromadzenia, natomiast banda Havara mimo natrętnie przyjacielskiego zachowania najwyraźniej jest niemile w wiosce widziana (aczkolwiek nikt nie waży się tego powiedzieć wprost).
Ahraveen chłonął jednym uchem opowieść bezimiennego Bretona, ale jego uwaga koncentrowała się bardziej na osobie brodatego Norda i jego dwóch kompanów. Mężczyźni wcisnęli się w najciemniejszy kąt karczmy, siedzieli tam oparci plecami o grube belki ściany w sposób taki, by nikt nie zdołał podejść ich niepostrzeżenie od tyłu.
Przyglądali się zgromadzeniu mieszkańców osady w milczeniu, nie zadając żadnych pytań, przegryzając od czasu do czasu leżące w misce na stole kawałki wędzonego sera. Wszyscy mieli narzucone na siebie futrzane okrycia, ale rozpięli je w ciepłym dusznym wnętrzu karczmy odsłaniając noszone pod spodem ćwiekowane skórznie. Ciężkie topory o starannie naostrzonych głowicach tkwiły oparte o ławy w zasięgu krzepkich rąk Nordów, potęgując jeszcze bardziej atmosferę niewypowiedzianego zagrożenia emanującego od ich rosłych postaci.
Szajka Havara znacznie odbiegała od nich zachowaniem, bo z wyglądu wszyscy mogli uchodzić za sąsiadów z tej samej góskiej sadyby. Ludzie Havara również byli Nordami, wszyscy bez wyjątku, jasnowłosymi wielkoludami o beczkowatych torsach i topornie ciosanych rysach twarzy. Nie żałowali sobie ani miodu ani piwa, przez co ich oblicza przybrały już czerwonawej barwy, a rzucane w stronę kobiet spojrzenia trąciły nutą kiepsko skrywanej pożądliwości.
Uwadze jaszczura nie uszedł też fakt, że stłoczeni wokół Gerdur mieszkańcy wioski starali się do ludzi Havara nie zbliżać, unikali nawet zbyt częstego spoglądania w ich stronę.
Wątek techniczny
Gromowładny i jego dwaj kompani siedzą odseparowani od reszty zgromadzenia, natomiast banda Havara mimo natrętnie przyjacielskiego zachowania najwyraźniej jest niemile w wiosce widziana (aczkolwiek nikt nie waży się tego powiedzieć wprost).
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Rzeczna Puszcza, 9 dzień Ostatnich Siewów
Gerdur wstała od ławy wygładzając rękawy swego stroju, spojrzała na siedzących przy stole mężczyzn zatroskanym wzrokiem.
- Orgnar, donieś im jadła i napitku - powiedziała odwracając głowę w stronę pomocnika karczmarki - Niech jedzą i piją do syta. Ja ci później za wszystko zapłacę. A kiedy zjedzą, przyślij ich do mnie do chaty, będę czekała.
- Naprawdę zacna z ciebie niewiasta! - wtrącił Havar unosząc w pełnym drwiny toaście pełny piwa kubek - Może i za nas zapłacisz, po sąsiedzku?
Twarz góralki stężała ponownie, usta zacisnęły się w wąską gniewną linię.
- Ciebie stać na to, by opłacić każdy rachunek, Havarze - odpowiedziała siląc się na uprzejmość, której w głosie kobiety bynajmniej nie było słychać - I lepiej, żeby mi jutro Delphine nie naskarżyła, żeście nie zapłacili albo uczynili jakieś szkody!
- Ranisz me serce, Gerdur! - roześmiał się szorstko podpity wielkolud - Inaczej zaśpiewasz, kiedy ci smok podłoży ogień pod strzechę. Oj, będziesz wtedy inaczej śpiewała.
Nie wdając się w dalszą rozmowę góralka ujęła pod ramię czerwonego ze złości Hoda i wyciągnęła go z karczmy. Niemal wszyscy wieśniacy wyszli na zewnątrz w ślad za nimi, w pierwszej kolejności wypuszczając za próg młode kobiety.
Nikomu widać nie uszły słane w kierunku urodziwych góralek łakome spojrzenia ludzi Havara. Podchmieleni górale posiedzieli jeszcze chwilę, pomrukując coś pod nosem i rzucając zaczepne spojrzenia w stronę jedzących podróżnych, potem jednak podnieśli się z ław i rzuciwszy na dębowy blat stołu garść złotych monet wyszli na pogrążoną w ciemnościach nocy ulicę.
- Jeśli się nasycicie, Orgnar zaprowadzi was do Gerdur - powiedziała karczmarka, zwąca się zapewne Delphine - Ja naszykuję wam w tym czasie miejsca do spoczynku. Nie liczymy sobie drogo, po dziesięć septimów od łóżka.
Wątek techniczny
Północ dawno już minęła, ale nie wyczekujcie jeszcze spoczynku. Nim się położycie, naczelniczka chce z Wami porozmawiać na osobności, w swojej chacie. Wybierzecie się tam wszyscy czy tylko oddelegujecie reprezentanta?
Gerdur wstała od ławy wygładzając rękawy swego stroju, spojrzała na siedzących przy stole mężczyzn zatroskanym wzrokiem.
- Orgnar, donieś im jadła i napitku - powiedziała odwracając głowę w stronę pomocnika karczmarki - Niech jedzą i piją do syta. Ja ci później za wszystko zapłacę. A kiedy zjedzą, przyślij ich do mnie do chaty, będę czekała.
- Naprawdę zacna z ciebie niewiasta! - wtrącił Havar unosząc w pełnym drwiny toaście pełny piwa kubek - Może i za nas zapłacisz, po sąsiedzku?
Twarz góralki stężała ponownie, usta zacisnęły się w wąską gniewną linię.
- Ciebie stać na to, by opłacić każdy rachunek, Havarze - odpowiedziała siląc się na uprzejmość, której w głosie kobiety bynajmniej nie było słychać - I lepiej, żeby mi jutro Delphine nie naskarżyła, żeście nie zapłacili albo uczynili jakieś szkody!
- Ranisz me serce, Gerdur! - roześmiał się szorstko podpity wielkolud - Inaczej zaśpiewasz, kiedy ci smok podłoży ogień pod strzechę. Oj, będziesz wtedy inaczej śpiewała.
Nie wdając się w dalszą rozmowę góralka ujęła pod ramię czerwonego ze złości Hoda i wyciągnęła go z karczmy. Niemal wszyscy wieśniacy wyszli na zewnątrz w ślad za nimi, w pierwszej kolejności wypuszczając za próg młode kobiety.
Nikomu widać nie uszły słane w kierunku urodziwych góralek łakome spojrzenia ludzi Havara. Podchmieleni górale posiedzieli jeszcze chwilę, pomrukując coś pod nosem i rzucając zaczepne spojrzenia w stronę jedzących podróżnych, potem jednak podnieśli się z ław i rzuciwszy na dębowy blat stołu garść złotych monet wyszli na pogrążoną w ciemnościach nocy ulicę.
- Jeśli się nasycicie, Orgnar zaprowadzi was do Gerdur - powiedziała karczmarka, zwąca się zapewne Delphine - Ja naszykuję wam w tym czasie miejsca do spoczynku. Nie liczymy sobie drogo, po dziesięć septimów od łóżka.
Wątek techniczny
Północ dawno już minęła, ale nie wyczekujcie jeszcze spoczynku. Nim się położycie, naczelniczka chce z Wami porozmawiać na osobności, w swojej chacie. Wybierzecie się tam wszyscy czy tylko oddelegujecie reprezentanta?
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Rzeczna Puszcza, 10 dzień Ostatnich Siewów
Towarzysze Havara nie skrywali swego niezadowolenia z opuszczenia karczmy, złorzecząc pod nosami i spluwając siarczyście pod nogi. Rosły wielkolud nie robił sobie wiele z tych oznak złości, dopinając futrzane okrycie i spoglądając w rozgwieżdżone niebo ponad wioską.
- Mogliśmy jeszcze posiedzieć, Havar - warknął jeden z pozostałych mężczyzn, rosły drab o oszpeconej starymi bliznami twarzy - Nie skończyłem jeszcze pić.
- I nikogo jeszcze nie zerżnął! - zaśmiał się ochryple drugi góral, opierając się bokiem o omszały kamienny mur wyznaczający granicę Rzecznej Puszczy - Dziś pewnie wychędożyłby od ręki nawet Orgnara!
- Stul gębę, Sigurd! - Havar okręcił się na pięcie i potrząsnął ostrzegawczo zaciśniętą w kułak pięścią - Wszyscy stulcie! Nie moja wina, żeście zwykli kutasami myśleć, a nie głowami i to dlatego ja tutaj rządzę, a nie wy, kurwie bękarty. Nie warcholić i cicho być, raz wraz. I chodźcie za mur, bo nikt nie musi nas słyszeć.
Wciąż pomrukując niechętnie, górale usłuchali oschłego rozkazu nie ważąc się podsycać nagłego gniewu swego przywódcy. Stanęli kilkanaście jardów dalej na skraju szumiącej jednostajnie rzeki, przysuwając się do siebie i bacznie słuchając szeptanych do nich słów Havara.
Żaden z nich nie spostrzegł okrytej ciemnym płaszczem szczupłej postaci, która przycupnęła chwilę wcześniej w cieniu muru i która wyślizgnęła się zza niego dopiero długą chwilę po tym jak grupka dziwnie nagle cichych górali odeszła w górę kamiennego traktu.
Wątek techniczny
Wy tymczasem wciąż jecie, a ja czekam, aż skończycie...
Towarzysze Havara nie skrywali swego niezadowolenia z opuszczenia karczmy, złorzecząc pod nosami i spluwając siarczyście pod nogi. Rosły wielkolud nie robił sobie wiele z tych oznak złości, dopinając futrzane okrycie i spoglądając w rozgwieżdżone niebo ponad wioską.
- Mogliśmy jeszcze posiedzieć, Havar - warknął jeden z pozostałych mężczyzn, rosły drab o oszpeconej starymi bliznami twarzy - Nie skończyłem jeszcze pić.
- I nikogo jeszcze nie zerżnął! - zaśmiał się ochryple drugi góral, opierając się bokiem o omszały kamienny mur wyznaczający granicę Rzecznej Puszczy - Dziś pewnie wychędożyłby od ręki nawet Orgnara!
- Stul gębę, Sigurd! - Havar okręcił się na pięcie i potrząsnął ostrzegawczo zaciśniętą w kułak pięścią - Wszyscy stulcie! Nie moja wina, żeście zwykli kutasami myśleć, a nie głowami i to dlatego ja tutaj rządzę, a nie wy, kurwie bękarty. Nie warcholić i cicho być, raz wraz. I chodźcie za mur, bo nikt nie musi nas słyszeć.
Wciąż pomrukując niechętnie, górale usłuchali oschłego rozkazu nie ważąc się podsycać nagłego gniewu swego przywódcy. Stanęli kilkanaście jardów dalej na skraju szumiącej jednostajnie rzeki, przysuwając się do siebie i bacznie słuchając szeptanych do nich słów Havara.
Żaden z nich nie spostrzegł okrytej ciemnym płaszczem szczupłej postaci, która przycupnęła chwilę wcześniej w cieniu muru i która wyślizgnęła się zza niego dopiero długą chwilę po tym jak grupka dziwnie nagle cichych górali odeszła w górę kamiennego traktu.
Wątek techniczny
Wy tymczasem wciąż jecie, a ja czekam, aż skończycie...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Rzeczna Puszcza, 10 dzień Ostatnich Siewów
Gryzący z zapałem kawałki sarniny kotołak odprowadził grupkę górali spojrzeniem swych nieludzkich oczu, strzygąc uszami i prężąc mimowolnie ogon. Kocurowi nie podobał się bijący od nich zapach: cierpki odór niemytych ciał, przepoconych koszul i sfermentowanych trunków, kiedy jednak zniknęli za drzwiami, w głowie khajiita pojawiła się pewna natrętna myśl.
Redgard, argonianin i dunmer jedli w milczeniu, zerkając jedynie od czasu do czasu na siedzącego przy tym samym stole Bretona. Zagadkowy uciekinier z Helgen nie odzywał się ani słowem, zadowolony widać z panującego przy stole milczenia. Orgnar przeszedł obok gości, pochylił się nad tkwiącymi wciąż w kącie trzema Nordami rozmawiając z nimi półgłosem na temat wynajęcia pokoju na resztę nocy.
Barr'teh odsunął opróżnioną do końca miskę kaszy, oblizał starannie długie palce obu łap, a potem podniósł się z ławy odprowadzany pytającymi spojrzeniami swych druhów.
- Barr'teh musi za potrzebą - oznajmił kocur, znaczącym cichym mruknięciem.
Zamknąwszy za sobą drzwi kotołak stanął na chwilę na krańcu karczemnej werandy, węsząc z ożywieniem i stawiając w szpic uszy. Zewsząd docierały do niego dźwięki stłumionych rozmów, dobiegających z wielu pobliskich chat, wymieszane z poszczekiwaniem psa i muczeniem zamkniętych w oborze niespokojnych piżmowołów. Noc była ciemna, ale pełna życia, chłoniętego wszystkimi zmysłami khajiita.
Niemal wszyscy wieśniacy zniknęli już we własnych domostwach, ale wyostrzony słuch kocura wychwycił pomruki ludzkich głosów dobiegające zza kamiennego muru przy wejściu do wioski. Zeskakując miękko ze schodów khajiit poszedł w tamtą stronę, trzymając się głębokiego cienia przy ścianach mijanych chat.
Wątek techniczny
Zgodnie z życzeniem, kocur udał się na przeszpiegi! Przypominam tylko, że ze względu na zmęczenie testy Skradania będą wykonywane na poziomie trudnym.
Gryzący z zapałem kawałki sarniny kotołak odprowadził grupkę górali spojrzeniem swych nieludzkich oczu, strzygąc uszami i prężąc mimowolnie ogon. Kocurowi nie podobał się bijący od nich zapach: cierpki odór niemytych ciał, przepoconych koszul i sfermentowanych trunków, kiedy jednak zniknęli za drzwiami, w głowie khajiita pojawiła się pewna natrętna myśl.
Redgard, argonianin i dunmer jedli w milczeniu, zerkając jedynie od czasu do czasu na siedzącego przy tym samym stole Bretona. Zagadkowy uciekinier z Helgen nie odzywał się ani słowem, zadowolony widać z panującego przy stole milczenia. Orgnar przeszedł obok gości, pochylił się nad tkwiącymi wciąż w kącie trzema Nordami rozmawiając z nimi półgłosem na temat wynajęcia pokoju na resztę nocy.
Barr'teh odsunął opróżnioną do końca miskę kaszy, oblizał starannie długie palce obu łap, a potem podniósł się z ławy odprowadzany pytającymi spojrzeniami swych druhów.
- Barr'teh musi za potrzebą - oznajmił kocur, znaczącym cichym mruknięciem.
Zamknąwszy za sobą drzwi kotołak stanął na chwilę na krańcu karczemnej werandy, węsząc z ożywieniem i stawiając w szpic uszy. Zewsząd docierały do niego dźwięki stłumionych rozmów, dobiegających z wielu pobliskich chat, wymieszane z poszczekiwaniem psa i muczeniem zamkniętych w oborze niespokojnych piżmowołów. Noc była ciemna, ale pełna życia, chłoniętego wszystkimi zmysłami khajiita.
Niemal wszyscy wieśniacy zniknęli już we własnych domostwach, ale wyostrzony słuch kocura wychwycił pomruki ludzkich głosów dobiegające zza kamiennego muru przy wejściu do wioski. Zeskakując miękko ze schodów khajiit poszedł w tamtą stronę, trzymając się głębokiego cienia przy ścianach mijanych chat.
Wątek techniczny
Zgodnie z życzeniem, kocur udał się na przeszpiegi! Przypominam tylko, że ze względu na zmęczenie testy Skradania będą wykonywane na poziomie trudnym.