Khajiity kucały na plecionej macie przed namiotem Ri'saada, liżąc z lubością grudki księżycowego cukru i pomrukując cicho. Ulubiony smakołyk kotołaków był w północnym Tamriel rzadkością, toteż Barr'teh nie zamierzał odmawiać poczęstunku nawet, gdyby znienacka zawisł nad nim przerażający czarny smok.
- W królestwie bardzo niespokojne czasy - ciągnął Ri'saad - Człowieki wojują ze sobą zawzięcie. Jarl Wichrowego Czuba zabił Wielkiego Króla. Jego zbrojni zwą się Gromowładnymi. Nienawidzą Cesarstwa, a przy tym nie lubią za bardzo tych, którzy nie są ich ziomkami. W Pękninie chodzą otwarcie po ulicach miasta, chociaż tamtejszy jarl nie wypowiedział jeszcze posłuszeństwa królowej.
- Cesarscy ich nie ścigają? - zapytał Barr'teh oblizując jednocześnie lepkie od płynnego cukru poduszeczki palców.
- Wojują w puszczy i górach, ale mało w tym gracji - odparł Ma'randru-jo - Wszelako wojna wisi w powietrzu, można ją już wyczuć. Na szlakach trzeba bacznie strzec pleców, wszędzie rozbójnicy i złodzieje. Niektórymi nocami umarli wstają z grobów, o świcie znajduje się ciała wyssane do ostatniej kropli krwi. Białe zjawy tańczą na moczarach, bębny grają nocami na dzikich szczytach, a wiatr niesie skowyt pieczonych żywcem człowieków. Cesarstwo traci tu swą władzę.
- I zimno tutaj bardzo - dodała Atahbah, spoglądając na Barr'teha wielkimi oczami - Brakuje naszych ciepłych piasków i giętkich pnączy.
- A smok? - khajiit przypomniał sobie znienacka wielki kształt o skórzastych skrzydłach porywający z ziemi jeźdźca wraz z koniem - Ri'saad widział smoka? Albo Ma'randru-jo?
Siedzące na macie kotołaki potrząsnęły przecząco głowami, kładąc po sobie w bezwolnym geście zaniepokojenia uszy.
- Ma'randru-jo nie widział żadnego smoka, ale człowieki podobno tak - odpowiedział kocur - Przed południem przybył do grodu jakiś ludź, który przyniósł ostrzeżenie przed smokiem. Zaprowadzono go natychmiast do jarla, a potem człowieki zaczęli obwieszczać, że w górach poluje smok.
- Barr'teh wie, że to prawda - oświadczył khajiit wysuwając czubki pazurów - Barr'teh widział smoka z bliska. Wielki, czarny, głodny. Zniszczył ogniem Helgen, spalił i zjadł człowieków, wielu człowieków. Ri'saad nie idzie do Helgen, tam już nic nie zostało.
Przysłuchujące się słowom swojaka kotołaki zaczęły posykiwać i jeżyć sierść, okazując w ten sposób swe głębokie zaniepokojenie.





