PBF - Mrok nad Delamirą
Jestem nadal za tym żeby okrążyć chatę, ale małymi siłami, mając groś sił w jednym miejscu, powiedzmy że wyślemy z dwunastu ludzi (dwie grupy po sześciu, najlepsi zwiadowcy) żeby zrobili rekonesans dookoła polany. Po tym jak zrobią rekonesans i jeśli nie okaże się że w okolicy czekają większe siły w zasadzce(w takim wypadku powinni wrócić do sił głównych)to myślę że trzy pary(minimum jeden strzelec w każdej) powinny pozostać na stanowiskach otaczających polane/chatkę(oczywiście niech uważają też na plecy!).
Trzeba by ustalić jakiś zestaw sygnałów na wypadek kłopotów(może myśliwi albo liguryjczycy maja jakiś system w stylu udawania zwierząt itp ?) Po rozmieszczeniu tak ludzi co jakiś czas dookoła wyruszał by patrol w sile czterech ludzi żeby sprawdzać czy naszych pikiet nikt nie zlikwidował.
Po takich przygotowaniach(oczywiście zakładając że zwiad nie wykryje paru tysięcy piktów czekających w zasadzce na nas za pobliskim drzewem:P) nie będę się bardzo upierał żeby nie atakować jeśli cała reszta będzie za atakiem, choć jestem przeciwny przynajmniej podjęciu działań od zaraz szczególnie że niedługo zajdzie słońce a mrok na pewno pomógł by nam w niespodziewanym ataku.
Szczerze mówiąc cała sytuacja mi śmierdzi na kilometr, pewnie to moja postępująca paranoja ale cała sytuacja wydaje mi się z jednej strony trochę niejasna bo wartownik to aquilończyk. A z drugiej zbyt zapraszająca, albo goście w środku są bardzo pewni siebie(ewentualnie głupi,czy mieszanka obu tych) albo to zasadzka, no i jeszcze to niby przypadkiem wygadanie się do siebie samego o "piktyjskiej wiedźmie" i "chlaniu wina".
Nie wiem jak reszta ale ja się poczułem jakby postawili na chatce wielki neon z napisem "zaatakujcie nas Dzielni Bohaterowie Dalmiery".
Jak mówiłem to pewnie paranoja, ale wydaje mi się to zbyt naciągane że ledwo po akcji na wzgórzu ofiarnym wyruszyliśmy tu w celu przeszukiwaniu zniszczonej wioski i znowu teraz niby przypadkiem trafiamy tu na kolejną grupę czekającą na jakąś piktyjską wiedźmę.
Trzeba by ustalić jakiś zestaw sygnałów na wypadek kłopotów(może myśliwi albo liguryjczycy maja jakiś system w stylu udawania zwierząt itp ?) Po rozmieszczeniu tak ludzi co jakiś czas dookoła wyruszał by patrol w sile czterech ludzi żeby sprawdzać czy naszych pikiet nikt nie zlikwidował.
Po takich przygotowaniach(oczywiście zakładając że zwiad nie wykryje paru tysięcy piktów czekających w zasadzce na nas za pobliskim drzewem:P) nie będę się bardzo upierał żeby nie atakować jeśli cała reszta będzie za atakiem, choć jestem przeciwny przynajmniej podjęciu działań od zaraz szczególnie że niedługo zajdzie słońce a mrok na pewno pomógł by nam w niespodziewanym ataku.
Szczerze mówiąc cała sytuacja mi śmierdzi na kilometr, pewnie to moja postępująca paranoja ale cała sytuacja wydaje mi się z jednej strony trochę niejasna bo wartownik to aquilończyk. A z drugiej zbyt zapraszająca, albo goście w środku są bardzo pewni siebie(ewentualnie głupi,czy mieszanka obu tych) albo to zasadzka, no i jeszcze to niby przypadkiem wygadanie się do siebie samego o "piktyjskiej wiedźmie" i "chlaniu wina".
Nie wiem jak reszta ale ja się poczułem jakby postawili na chatce wielki neon z napisem "zaatakujcie nas Dzielni Bohaterowie Dalmiery".
Jak mówiłem to pewnie paranoja, ale wydaje mi się to zbyt naciągane że ledwo po akcji na wzgórzu ofiarnym wyruszyliśmy tu w celu przeszukiwaniu zniszczonej wioski i znowu teraz niby przypadkiem trafiamy tu na kolejną grupę czekającą na jakąś piktyjską wiedźmę.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Nie tak przypadkiem. Zorian dobrze wiedział, że tu są banici, i dezerterzy głównie Aquilończycy. Bądźcie czujni. A ci renegaci współpracują z dzikimi Piktami, to też wiedzieliście... Wygadanie strażnika dziwne... Albo mieliście fart, słysząc co gadał w złości.
Ostatnio zmieniony 27 listopada 2012, 22:03 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
W sumie to nie byłby głupi pomysł. Popatrzcie: wysyłać parę grup zwiadowców po 2-3 osoby (im mniejsza grupa tym większa szansa na bycie niezauważonym), i jak teren okaże się czysty (bez dodatkowych piktyjskich niespodzianek) to zrobić im wjazd na chatę, zakneblować i związać, zaczekać na piktów poza chatą, i jak już wejdą w pułapkę to ich pojmać. Dlaczego tak? Bo zlikwidujemy ich po kolei, a nie jak złączą siły.
Co o tym myślicie?
Co o tym myślicie?
Dobro ma rację. Ostrożny rekonesans w promieniu kilkuset metrów. Potem szturm na chatę - wartownika można zdjąć z kuszy, pijaczków w środku zwyczajnie się zaszlachtuje, ewentualnie zostawi jednego żeby zdobyć informacje i potem powiesi za szabrowanie.
Potem przyczaimy się i poczekamy na gości, kto wie, co wpadnie w nasze ręce.
Potem przyczaimy się i poczekamy na gości, kto wie, co wpadnie w nasze ręce.
Co do dezerterów i banitów to pamiętam o tym. Jednak zawsze aquilończyk jest mniej jednoznaczny niż powiedzmy pikt ze szczepu Węży obwieszony skalpami osadników
.
Co do planu wjazdu na chatę to jestem zdecydowanie za braniem jeńców, po pierwsze dlatego że dobrze było by wyciągnąć z nich jakieś info.
Po drugie cały czas zakładam bardzo minimalne ale jednak prawdopodobieństwo że to nie koniecznie są wrogowie.
Co do planu wjazdu na chatę to jestem zdecydowanie za braniem jeńców, po pierwsze dlatego że dobrze było by wyciągnąć z nich jakieś info.
Po drugie cały czas zakładam bardzo minimalne ale jednak prawdopodobieństwo że to nie koniecznie są wrogowie.
W takim razie po dokonaniu rekonesansu okolicy wyślijmy najlepszego "skradacza" by ogłuszył wartownika bez zabijania go, następnie wbijamy na chatę biorąc jeńców żywcem. Wartownika przesłuchujemy, czy mają jakieś ustalone hasło do wchodzenia do domu oraz z oczekiwanymi gośćmi i grozimy śmiercią jeśli nas okłamie. Potem wjazd na chatę i możliwie bez walki bierzemy jeńców- wiążemy ich razem i oblewamy tym winem, oraz okładamy chrustem- jakbyśmy musieli wiać to ich spalimy żywcem. Całą ich broń z wyjątkiem tej, której możemy użyć wrzucamy do studni i czekamy na wiedźmę, a jak nadejdzie to ją ustrzelmy z .. (pięterka, jeśli takowy to domek, lub z dachu.
Pozostaje jeszcze kwestia ochotnika, który będzie udawał wartownika.
Taka moja propozycja.
Pozostaje jeszcze kwestia ochotnika, który będzie udawał wartownika.
Taka moja propozycja.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Kilka dwójek rangersów i Liguryjczyków oraz Tecumseh i Tranicos ruszyli na zwiady. Macie świetnych albo nawet wybitnych ludzi lasu to i zrobili cicho i sprawnie zwiad. wokół wioski jest jeszcze 3 innych wartowników, przeczesano kilkaset metrów wokół, brak sił wroga, jedynie w dużej chacie są jacyś zbrojni, gadają o czymś.
Czyli mamy 4 wartowników oraz ileś tam osób w chacie, ponoć mają przybyć jacyś Piktowie.
Czyli mamy 4 wartowników oraz ileś tam osób w chacie, ponoć mają przybyć jacyś Piktowie.
Ostatnio zmieniony 28 listopada 2012, 10:15 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
Dokładnie. Możliwe najcichsze zdjęcie wartowników, atak na chatę (chociaż tutaj proponowałbym wykrzyczeć do tych w środku,żeby wyszli nieuzbrojeni inaczej ją podpalimy i wystrzelamy ich jak kaczki kiedy tylko wyjdą). Potem się zobaczy, co nam ciekawego powiedzą. Mogę pierwszy rozpocząć walkę, tj zestrzelić tego przy chacie, pozostałymi niech się zajmą grupy, które ich wypatrzyły.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Ruiny Nowej Scandagi, atak na banitów. Wieczór.
Podkradliście się i zaskoczyli strażnika renegata z Schohiry, który z pewnością usłyszałby was, gdyby nie opary wina, którym cuchnął. Zginął od bełtu Zoriana i noża rzuconego przez Belvasa. Pozostali trzej wartownicy zostali wyeliminowani równie sprawnie.
Otoczyliście chatę, ze wszystkich stron. Podkradając się do okien, Zobaczyliście w niej niejakiego Valeriana, do którego ktoś zwrócił się po imieniu ze świecącym dziko spojrzeniem oraz smagłą, ładną dziewczynę w przepasce z jeleniej skóry i wyszywanych paciorkami mokasynach, której ufarbowane na czarno włosy spięte były złotą opaską dziwnego kształtu, to chyba półpiktyjka, pół aquilonka.
Jest tam też pół tuzina schohirskich renegatów, ponurych łotrów w bawełnianych bryczesach, kubrakach farmerów i z kordami u pasa, trzech tropicieli w strojach z koźlej skóry oraz pół tuzina Gundermanów, krępych mężczyzn o jasnych włosach sięgających do ramion i wystających spod stalowych hełmów. Ci odziani w kolczugi i nagolenniki, uzbrojeni w miecze oraz sztylety strażnicy mieli jasną skórę i akcent zupełnie inny niż ten, z jakim mówili mieszkańcy Westermarcku. Ponieważ Gunderowie, uchodzili za zawziętych, bezlitosnych i dyscyplinowanych wojowników, właściciele nadgranicznych posiadłości często zatrudniali ich jako strażników.
Słyszycie, jak śmieją się i rozmawiają. Valerian chełpił się swoją niedawną ucieczką z więzienia w Wieży Zemsty gdzie pewnie kiedyś służył nim zdezerterował, ponurzy renegaci przeklinali swoich dawnych przyjaciół, zaś tropiciele słuchali w milczeniu.
Gundermani zachowywali się wesoło i jowialnie, lecz spod tej maski przebijała wrodzona im bezwzględność. Dziewczyna, którą nazywali Kwaradą, śmiała się i pokpiwała z Valeriana,
który wyglądał na ponuro ubawionego.
Podkradliście się i zaskoczyli strażnika renegata z Schohiry, który z pewnością usłyszałby was, gdyby nie opary wina, którym cuchnął. Zginął od bełtu Zoriana i noża rzuconego przez Belvasa. Pozostali trzej wartownicy zostali wyeliminowani równie sprawnie.
Otoczyliście chatę, ze wszystkich stron. Podkradając się do okien, Zobaczyliście w niej niejakiego Valeriana, do którego ktoś zwrócił się po imieniu ze świecącym dziko spojrzeniem oraz smagłą, ładną dziewczynę w przepasce z jeleniej skóry i wyszywanych paciorkami mokasynach, której ufarbowane na czarno włosy spięte były złotą opaską dziwnego kształtu, to chyba półpiktyjka, pół aquilonka.
Jest tam też pół tuzina schohirskich renegatów, ponurych łotrów w bawełnianych bryczesach, kubrakach farmerów i z kordami u pasa, trzech tropicieli w strojach z koźlej skóry oraz pół tuzina Gundermanów, krępych mężczyzn o jasnych włosach sięgających do ramion i wystających spod stalowych hełmów. Ci odziani w kolczugi i nagolenniki, uzbrojeni w miecze oraz sztylety strażnicy mieli jasną skórę i akcent zupełnie inny niż ten, z jakim mówili mieszkańcy Westermarcku. Ponieważ Gunderowie, uchodzili za zawziętych, bezlitosnych i dyscyplinowanych wojowników, właściciele nadgranicznych posiadłości często zatrudniali ich jako strażników.
Słyszycie, jak śmieją się i rozmawiają. Valerian chełpił się swoją niedawną ucieczką z więzienia w Wieży Zemsty gdzie pewnie kiedyś służył nim zdezerterował, ponurzy renegaci przeklinali swoich dawnych przyjaciół, zaś tropiciele słuchali w milczeniu.
Gundermani zachowywali się wesoło i jowialnie, lecz spod tej maski przebijała wrodzona im bezwzględność. Dziewczyna, którą nazywali Kwaradą, śmiała się i pokpiwała z Valeriana,
który wyglądał na ponuro ubawionego.
Proszę o jakiś fabularny opis waszej akcji i wezwania banitów do poddania się. Tranicos uważa zdobycie informacji za cenniejsze od wybicia bandy maruderów. Piktowie przybędą niebawem na negocjacje z banitami, jest też opcja ich podsłuchania, zasugerowana przez Tranicosa (wiedza to siła), lub atak frontalny na jaki głosowaliście wcześniej. Co wybieracie?
Ostatnio zmieniony 28 listopada 2012, 12:02 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
Proponuję chwilę ich podsłuchać, a może przy okazji któryś wyjdzie za potrzebą to się go zdejmie i będzie o jednego mniej. Ktoś nam potrzebny żywcem, a chaty podpalić nie możemy, bo ich przybywający kamraci dostrzegą pożar z daleka, więc jeśli ci w środku nie ulegną groźbie będzie lipa. Potrzeba kilku wziąć żywcem.
Mam tak po 30 minut dziennie szansy na neta, dlatego niezbyt dam radę fabularyzować opisy póki co.
Mam tak po 30 minut dziennie szansy na neta, dlatego niezbyt dam radę fabularyzować opisy póki co.
Wydaje mi się że teraz nie ma co się cofać, skoro zdjęliśmy wartowników to tylko kwestią czasu jest kiedy nas nakryją. Trzeba wejść do środka szybko i brutalnie, żadnego wołania zewnątrz żeby się podali i czekania co zrobią, stawiamy strzelców przy każdym oknie i wojowników przy każdych drzwiach.
na dany znak wyważamy drzwi i wchodzimy do środka krzycząc:
- Rzucać broń skurwysyny! W imieniu gubernatora rzucać broń!
W tym czasie strzelcy podnoszą się spod okien i celują do środka.
nie zatrzymujemy się i nie czekamy aż zaczną rzucać broń tylko idziemy w nich rozdając ciosy obuchami itp.(nie zabijamy tylko powalamy na ziemi-ogłuszamy) oczywiście do chwili jak ktoś spróbuje stawić opór wtedy Druss go zabije bez mrugnięcia okiem(no może kobietę spróbuje ogłuszyć jeśli będzie się stawiać).
Pewnie nie obejdzie się bez walki ale trzeba ich szybko unieszkodliwić( i wziąć jeńców).
Przepraszam że bez fabularki ale zaraz muszę znikać na kilka godzin.
na dany znak wyważamy drzwi i wchodzimy do środka krzycząc:
- Rzucać broń skurwysyny! W imieniu gubernatora rzucać broń!
W tym czasie strzelcy podnoszą się spod okien i celują do środka.
nie zatrzymujemy się i nie czekamy aż zaczną rzucać broń tylko idziemy w nich rozdając ciosy obuchami itp.(nie zabijamy tylko powalamy na ziemi-ogłuszamy) oczywiście do chwili jak ktoś spróbuje stawić opór wtedy Druss go zabije bez mrugnięcia okiem(no może kobietę spróbuje ogłuszyć jeśli będzie się stawiać).
Pewnie nie obejdzie się bez walki ale trzeba ich szybko unieszkodliwić( i wziąć jeńców).
Przepraszam że bez fabularki ale zaraz muszę znikać na kilka godzin.
Ostatnio zmieniony 28 listopada 2012, 12:12 przez Waylander, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Akurat gadali o pierdołach, i zastanawiali się kiedy przybędą Piktowie.
Akcja z zaskoczeniem nie wyszła o mały włos, ktoś zauważył przez okno jakies ruchy, chwilę potem Druss wyważył drzwi i wpadliście do środka, okna obstawione łucznikami, w środku dużej izby 5 metrów na 8 jest kilkunastu meżczyzn: pół tuzina schohirskich renegatów, ponurych łotrów w bawełnianych bryczesach, kubrakach farmerów i z kordami u pasa, trzech tropicieli w strojach z koźlej skóry oraz pół tuzina Gundermanów, krępych mężczyzn o jasnych włosach sięgających do ramion i wystających spod stalowych hełmów. Ci odziani w kolczugi i nagolenniki, uzbrojeni w miecze oraz sztylety strażnicy. Oraz Valerian w kolczudze z tarczą i mieczem. Eas wśrodku jest 10, w tym 4 Liguryjczyków reszta obstawia okna i tylne wejście mają prewagę prawie dwa do jednego. Na wezwanie do poddania się, padla komenda Valeriana zabić ich.
To walka wręcz, czy poddajecie się, albo próbujecie dalszych negocjacji?
Toś się mistrzu pospieszył...
Wolałbym przed wpadnięciem do środka posłać salwę do srodka ze wszystkiego co mamy, celując w tych dryblasów w kolczugach, potem zastanowiłbym się co dalej...
Bez sensu, że w 10 wpadliśmy do środka. Cofnąłbym się do wyjścia, Druss może walczyć w progu 1 na 1, bo więcej na raz się w drzwiach nie zmieści a reszta mogłaby dopingować barbarzyńcę i szpikować bandę bełtami i strzałami, ewentualnie zmienić naszego osiłka gdyby został poważnie ranny...
Wolałbym przed wpadnięciem do środka posłać salwę do srodka ze wszystkiego co mamy, celując w tych dryblasów w kolczugach, potem zastanowiłbym się co dalej...
Bez sensu, że w 10 wpadliśmy do środka. Cofnąłbym się do wyjścia, Druss może walczyć w progu 1 na 1, bo więcej na raz się w drzwiach nie zmieści a reszta mogłaby dopingować barbarzyńcę i szpikować bandę bełtami i strzałami, ewentualnie zmienić naszego osiłka gdyby został poważnie ranny...