Prycza Hastura podskakiwała coraz mocniej, wprawiana w ruch zdecydowanymi pchnięciami obutej w ciężki but stopy. Ciemnoskóry mężczyzna okrył głowę rękami próbując zdusić w zarodku kiełkujący w skroniach ból, dobitnie dowodzący nadmiaru spożytego w nocy piwa.
- Wstawaj, nicponiu! - sarknął czyjś twardy męski głos - Ile jeszcze chcecie leżeć?
Redgard przekręcił się na miejscu otwierając z trudem oczy i ziewając jednocześnie szeroko. Stojący nad nim w rozkroku mężczyzna w zbroi hersira i ciemnożółtej tunice z godłem końskiej głowy na piersiach prychnął z dezaprobatą widząc obolałą minę człowieka.
- Ochmistrz kazał was sprowadzić do kuchni, bo inaczej śniadania nie dostaniecie - oznajmił szorstko drużynnik - A słońce coraz wyżej. Ponoć do Rzecznej Puszczy chcieliście iść, sami żeście kazali się budzić!
Pomrukując coś pod nosem Hastur opuścił bose stopy na kamienną posadzkę niewielkiej komnaty, pogrążonej w półmroku, pozbawionej okien, ale oświetlonej niewielkimi kagankami. Trąc palcami oczy najemnik przypomniał sobie, że służące mu za sypialnię pomieszczenie było jedną z kwater hersirów w przybudówkach dworu jarla. Wzdłuż obu dłuższych ścian pomieszczenia ciągnęły się rzędy prostych drewnianych łóżek, na niektórych z nich zaś spoczywały pogrążone w głębokim śnie postacie towarzyszy Hastura.
- Jeśli chcecie coś zjeść przed drogą, ruszcie zady! - powtórzył hersir cofając się w stronę uchylonych drzwi, zza których jaśniał blask porannego słońca.
Jakieś dodatkowe deklarki lub zmiany?
