Dunmer wymierzył w górę schodów w tej samej chwili, w której dzierżący topór i okutą żelazem tarczę rozbójnik ruszył z impetem w stronę intruza, dysząc dziką żądzą krwi.
Wystrzelona strzała syknęła jadowicie w powietrzu, ale norski bandyta zasłonił się w ułamku chwili trzymaną w tarczą. Długi pocisk utkwił w tarczy pośród głuchego stuknięcia.
Dusząc w ustach przekleństwo dunmer wystawił przed siebie lewą rękę poruszając błyskawicznie palcami, plotąc w powietrzu wzmacniane mentalnymi inkantacjami zaklęcie.
Ansgar spadał na niego pośród łoskotu uderzających w schody ciężkich butów, z odciągniętą do tyłu prawicą, w której dzierżył swój topór.

Zaraz rozliczę zaklęcie!
