PBF - Mrok nad Delamirą

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 18 grudnia 2012, 22:19

- Mi również się wydaje, że to była pułapka. Pomyślcie! - Zorian wykrzyczał, obracając się dookoła siebie, patrząc po twarzach wściekłych osadników. - Przecież krzyczącego mężczyznę nie da się usłyszeć dalej, niż na jedną milę! Tam musieli - tu aquilończyk zaakcentował to słowo - być piktowie, tylko czyhający, aż wejdziemy do tej przeklętej piramidy. Niemożliwe przecież, by jeden wydzierający się człowiek był słyszany w wiosce piktów, oddalonej wystarczająco daleko, że nie słyszeliśmy jej gwarów ani nie widzieliśmy ognisk! - Zorian wrócił wzrokiem do Balthusa. Pot i dreszcze raz co raz przebiegały mu po plecach. Doskonale wiedział, że tylko chwila dzieli ich od bolesnej śmierci, i musi odegrać swoją rolę jak najlepiej potrafił.

Nabrał trochę tchu, przetarł suche usta, strząsając krople śliny z brody, które wypadały potokiem podczas jego krzyków. Następnie wyszedł przed Vanko niecały krok, opierając lewą rękę na jego prawym ramieniu.

- Cieszę się, że przeżyliśmy, i nie daliśmy się złapać w pułapkę, która niechybnie czekała na nas w środku tego przeklętego zigguratu.

Zorian poczuł się nagle słabo, jakby jego wystąpienie odebrało mu siły. A może to było ze zmęczenia? Sam nie wiedział, ale czuł, że świadomość ucieka z niego tylnymi drzwiami.

Zaczął się kiwać, próbując utrzymać równowagę.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 18 grudnia 2012, 22:27

Balthus spytał: Mówisz legionisto Zorianie, że to pułapka była? nikt z zigguratu nie wyszedł? wokół Piktów nie było? To akurat prawda potwierdził Otis, nikt nie wylazł ze świątyni nawet jak ci tutaj zaczęli na nią szczać i wiedźmie Vanko okrutnie złorzeczył.

Muszę to przemyśleć rzekł Balthus, rozejść się, i żadnych kurwa walk ma nie być, ani wypadków. Ty Vanko, jeszcze możesz zawisnąć, co do zabijania nie rozśmieszajcie mnie, najemnicy i uczciwa kurwa walka?, własne matki byście zabili dla kasy, co wy mi tu pieprzycie o czystej walce. Rozejść się powiedziałem. Macie coś do powiedzenia jeszcze to słucham, ale krótko.
Ostatnio zmieniony 18 grudnia 2012, 23:48 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 18 grudnia 2012, 22:31

"Przydałoby się napić porządnego wina."

-pomyślał Vanko i już zamierzał otworzyć usta, gdy ból powtórnie przeszył świeżo opatrzoną ranę.
Ostatnio zmieniony 18 grudnia 2012, 23:47 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.

Procjon
Reactions:
Posty: 1090
Rejestracja: 22 lutego 2012, 14:38

Post autor: Procjon » 18 grudnia 2012, 22:32

Wiem jak to zabrzmi, ale... sadze,ze nawet lepiej ze starlismy sie z nimi przed piramida a nie w srodku. Wewnatrz mogla byc czarownica z setka piktow albo czyms jeszcze gorszym. Pomyslcie jakie potwory moze przywolac do zycia magia.
Przypomnialem sobie o ekwipunku. Jezeli przezyje, chce miec ze dwie strzaly zapalajace, krzesiwo, strzale z kotwiczka i linke (tak z 5-8m), kilka pochodni i grubsza lina (tyle samo). Sorry ze teraz, po prostu zapomnialem:P
Ostatnio zmieniony 18 grudnia 2012, 23:40 przez Procjon, łącznie zmieniany 1 raz.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 18 grudnia 2012, 23:46

Info od MG: jak przeżyjesz Tranicos to dostaniesz w/w sprzęt. A dla Waszej informacji Ayodia była w tej świątyni, z nader nieliczną obstawą, jakbyście byli cicho to Piktowie by tam nie podeszli, bali się Ayodii i tego miejsca jak ognia. Zabicie jej tam było możliwe. Może innym razem, jak przeżyjecie. Znaczy jak ktoś zawiśnie to Vanko, reszta w zależności od swego postępowania. Balthus myśli, co z tym wieszaniem Vanka. :/uklon

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 19 grudnia 2012, 00:52

Czy Ayodia tam była to jako postaci tego nie wiemy, tak ode mnie to wolę nie wiedzieć jako gracz czegoś o czym nie wie i moja postać. Wiele lat temu na pierwszej sesji usłyszałem- "a ten naszyjnik co wyrzuciłeś dawałby ci +10 do inicjatywy". Odpowiedziałem wtedy- "mnie tam nie ma, tylko moja postać" i tego się trzymam. Tak jest "naturalniej", ale to tylko prywatna opinia. Z tego też powodu choć wiedziałem, że dalsze krzyki Vanka będą niezbyt rozsądne to wczuwając się w pijaną postać szedłem za tym konsekwentnie.
Wracając do kwestii informowania mnie jako gracza np o tym, że piktów było 70 ciu, to nie chcę tego wiedzieć, ale jeśli inni wolą wiedzieć więcej to to przeboleję. Z tego też powodu nie napiszę, czy Vanko wyznał prawdę, czy też wciskał kit- pozostawię to jedynie wiedzy MG, a inni niech się bawią zagadką.

Ogólnie choć poplątałem pewnie nieco szyki, to cieszy mnie bieżący obrót spraw, bo przygoda nabiera dodatkowych rumieńców i lubię czuć swój wpływ na jej przebieg, dlatego uczciwie zapowiadam, że jeśli Vanko przeżyje to będzie miał jeszcze trochę do nabrojenia i będąc szczerym mam nawet rozpisanych kilka pomysłów, z którymi czekam na stosowny moment. :/dymek

Zatem jeśli Vanko zostanie powieszony, czy też Druss w końcu pęknie i go utłucze to choć polubiłem swoją postać to to w pełni zrozumiem.

A tak ogólnie to jak Wam się podobały ostatnie wydarzenia? Bo mi bardzo. Emocje, adrenalinka, radocha itd... :)

Waylander
Reactions:
Posty: 476
Rejestracja: 08 listopada 2012, 08:12

Post autor: Waylander » 19 grudnia 2012, 02:00

Drus stał przysłuchując się rozmowie i choć wiedział że może zaraz nastąpić próba zabicia ich, miał spore wątpliwości co do tego czy uniesie swój topór do góry aby się bronić. Można by to wyjaśnić odniesionymi ranami, ale prawda była inna, gorsza. Cymmeryjczyk czuł że zawiódł. Jakie miał prawo odmówić tym ludziom prawa rozszarpania ich na strzępy?
Nie był dowódcą ich oddziału, w końcu nigdy nie zdecydowali się na wyznaczenie w swojej luźnej grupie jednoznacznego dowódcy, ale to nic w tej chwili nie znaczyło bo to on z największym zapałem argumentował za zaatakowaniem świątyni i za włączeniem w wyprawę Rangersów. Ta cholerna klęska była winą Vanka i powinien za to umrzeć... .
Tyle że jeśli Vanko miałby za to zawisnąć to Druss powinien znaleźć sobie gałąź zaraz obok niego. Powinien był upilnować Vanka znając jego skłonności do pijaństwa.
Przez głowę barbarzyńcy przelatywały nieskładne myśli, które nie odstępowały go na krok niczym upiory przez cały czas od groteskowego rozpoczęcia się tego koszmaru. Wcześniej musiał je jakoś wytłumić, odstawić na boczny tor. Było to konieczne bo musiał zachować koncentracje aż uda im się wyrwać z matni i powrócić bezpiecznie do osady. Teraz jednak kiedy nie musiał być w pełni skoncentrowany na przeżyciu swoim i innych wyrzuty sumienia i samooskarżenia dopadły go z pełna siłą:

-...Trzeba było zabrać mu wino...trzeba było go cholera zastrzelić jeśli to było konieczne zanim zacznie się drzeć... , trzeba było...
W końcu zebrał się w garść i zrozumiał co musi zrobić:

- Trzeba przyjąć za to odpowiedzialność.

Kiedy Balthus zapytał czy mają jeszcze coś do dodanie Druss wykonał niepewny z powodu rany nogi krok do przodu i zdołał w końcu spojrzeć w twarz setnikowi po czym rzekł zachrypłym ale miał nadzieje pewnym głosem:

- Setniku Balthusie, to co się stało to niewybaczalna porażka - zrobił krótką przerwę jednocześnie przyglądając się Vankowi, ten nie musiał się wysilać żeby zobaczyć w jego oczach zimna nienawiść.
Po czym zwrócił z powrotem wzrok na setnika starając się aby w jego wzroku nie było już tej nienawiści a jedynie smutek i zrezygnowanie co nie było trudne.

- To ja przekonałem Cię do wysłania Twoich ludzi na tą cholerną wyprawę. Powinienem był utrzymać Vanka w ryzach, dlatego to ja powinienem ponieść karę.

Zamilkł patrząc na setnika wzrokiem wyrażającym świadomość zawiedzionego zaufania i zrozumienie własnej porażki.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 19 grudnia 2012, 08:39

Kilka godzin później Balthus zwołał kolejną publiczną zbiórkę, rangersów i was oraz mieszkańców. Rzekł: wyprawa zakończyła się porażką, ale biorąc pod uwagę, wasze dotychczasowe zasługi i wielką skutecznośc w walce z Piktami, wasz towarzysz Vanko nie zostanie powieszony. Nie dowiem się czy to była zasadzka, jeśli tak było zdołaliście się wyrwać, jeśli to nie byłą zasadzka zawaliliście misję i stracili kilku moich weteranów. To wszystko, co do Ciebie barbarzyńco, nie zawsze możey wszystko przewidzieć i kontrolować zachowania towarzyszy. To wszystko, rozejść się.
Co dalej robicie?

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 19 grudnia 2012, 09:02

Chyba niewiele zdołamy, więc się leczymy. Jak już będziemy na nogach to zajmiemy się Larambe, bo jest za niego nagroda.
Poza tym, jak kondycja się nam poprawi będę oponował za spotkaniem się z Niedźwiedziami ażeby umożliwili nam na swoim terenie neutralne pertraktacje z Ayodią i Zorianą, bo niby czemu nie mielibyśmy tego spróbować?
W niezręcznej ciszy, jaka nastała gdy zostali sami Vanko czuł na sobie spojrzenia towarzyszy... niemniej jednak śiwadomy, że rozpoczęcie przez niego rozmowy może doprowadzić do waśni podjął zbyt zmęczony, by przejmować się dodatkowymi razami, jakie w tej sytuacji mogłyby go uśmiercić:

Kruki.. Sokoły... Żbiki... Żółwie... cholera wie co jeszcze ... chcą wojny. Biali wtargnęli na ich ziemie i jest to zrozumiałe.
Jednak dziwi mnie jedno.

Delamira była w słabej kondycji, gdy tu dotarliśmy, dotarcie osadników zapewniło pewne wsparcie, a kolejne wkrótce się pojawi.

Natomiast nie wiem jak wy, ale ja nie zauważyłem żadnych prób nawiązania przez pograniczników rozmów pokojowych z piktami? Dziwne, skoro chcą tu jedynie polować po tej stronie rzeki.

I na takowe polowanie zostali tu sprowadzeni zaprawieni w boju weterani. Jak to jest, że z tego co widać jedynie my, sprowadzeni skądś tam obcy, nie znający panujących tu prawideł i porządków bez większego trudu nawiązaliśmy rozmowy z Niedźwiedziami, a i z Wilkami być może uda się nam porozumieć..

Jest jeszcze ten czarodziej z bagien, który ponoć chce rozmawiać ze szczepami o pokoju, właściwie i z nim powinniśmy pogadać.

Mniejsza z resztą z jakimś tam bagiennym cudakiem, skoro nie ma go w Delamirze to i on raczej jest tu obcy.

Pytanie moje brzmi, czy nasze działania nie są bezcelowe, skoro jak się wydaje nasz zwierzchnik dąży do wojny?

Nie mnie jako najemnikowi się nad tym zastanawiać, ale cele naszego zlecenia aż nadto stają się niejasne, bo nie wiem, czy mamy wszcząć bójkę, czy też sprawy łagodzić i warto byłoby chyba raz jeszcze omówić naszą umowę z Tecumsehem.
Ostatnio zmieniony 19 grudnia 2012, 09:26 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 19 grudnia 2012, 11:02

Vanko jak rozumiem mówisz to wszystko, jak nie ma Tecumseha. Zorian jako weteran aquiloński, jest w stanie nieco wyjasnic, ludzie pogranicza wiele razy zdradzali Piktów a Piktowie ich, oni pop prostu nie bardzo wierzą w szanse na pokój. Czarodziej z bagien, miał posredniczyc w rozmowach pokojowych różnych szczepów, ale to miało umożliwić koalicji Zoriany i Ayodii atak na osadników i forty. Gubernator raczej nie chce eskalacji wojny, ale stara się przygotować na atak. Naturalny powrót do pełni sił zajmie wam od 30 do 45 dni co już pisałem.

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 19 grudnia 2012, 14:13

Jasne, że jak nie ma Tecumseha. Nie wiem, czy będę miał dziś neta i możliwość gry, bo może mnie dopaść świąteczny szał klienteli, ale jak da radę to temat rozwinę.
Od jutra też cienko będę stał z czasem na grę, aż do nowego roku.
Ostatnio zmieniony 19 grudnia 2012, 19:09 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 19 grudnia 2012, 14:27

Następnego dnia rano, Zorian wciąż nie mógł przejść się dalej, niż do wygódki i z powrotem. Posiniaczone i pocięte kończyny pulsowały bólem przy najmniejszym ruchu, a obolała głowa ciążyła na karku aquilończyka niczym wór ziemniaków na plecach chuderlawego chłopa. Leżąca na sennikach obok drużyna najemników milczała od dłuższego czasu. Nikt nie miał siły, na wspominanie wczorajszych wydarzeń, a tym bardziej na bezsensowną rozmowę o niczym.

Koło południa weteran wstał by przejść się po osadzie i zaczerpnąć świeżego powietrza, którego tak mu brakowało w dusznej chacie, cuchnącej potem i krwią.

Szybko jednak wrócił do środka, nie wytrzymując gniewnych spojrzeń i szeptów osadników. Nie czuł żalu ani smutku z powodu śmierci myśliwych - takie było ich przeznaczenie. Bardziej rozpaczał z powodu swojej bezsilności i uziemienia na kolejne tygodnie.

Kładąc się wygodnie, Zorian nabrał chęci na rozmowę z towarzyszami broni. Nawet dla takiego milczka i samotnika - jakim był Zorian - zwyciężała w końcu chęć konwersacji z innymi. Zwłaszcza, gdy nic lepszego nie było do roboty.

- Macie karty? - zapytał z nadzieją w głosie, przerywając ciszę, panoszącą się w chacie.
Odpocznijmy jeszcze pare dni, a przynajmniej na tyle, żebyśmy mogli swobodnie chodzić dalej niż krótki spacerek po Deliamirze. Przy okazji można by podsumować nasze dotychczasowe dokonania i rozmyślać co dalej.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 19 grudnia 2012, 17:41

Zawsze możecie pogadać z druidem Cadmonem w kwestii leczenia, wrócił niedawno od Piktów, gdzie wypędzali złego ducha z Tajiego. Ma teraz swoją chatkę, gdzie mieszka też kilku Liguryjczyków z jego obstawy.
Ostatnio zmieniony 19 grudnia 2012, 19:38 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

Waylander
Reactions:
Posty: 476
Rejestracja: 08 listopada 2012, 08:12

Post autor: Waylander » 19 grudnia 2012, 17:47

Planowałem zaraz po ogłoszeniu Balthusa przeprowadzić małą "pogawędkę" z Vanko i Belvasem. No ale skoro Dobro poprowadził już akcje do rana to powiedzmy że Druss był zbyt słaby na to żeby przeprowadzić tą "kulturalną konwersację", no ale nic straconego.
Przedstawiony dalej monolog oczywiście może być przerwany w dowolnej chwili przez obecnych:P.


Drzwi do chaty w której odpoczywała reszta grupy najemników otworzyły się ukazując w nich Drussa. Cymmeryjczyk zniknął na całą ostatnią noc i przedpołudnie, zostawiając współtowarzyszy bez słowa po ostatniej rozmowie z Balthusem.
Zadziwiające wyglądał znacznie lepiej niż kiedy ostatni raz go widzieli. Co prawda nadal był sowicie pokryty opatrunkami ale widać było po nim że on i jego przyodziewek przeszli intensywną sesje czyszczącą. Twarzy przestała wyrażać uczucia które mówiły o załamaniu zmieniając się w kamienną maskę, na której pojawił się nawet cień uśmiechu kiedy delikatnie skinął głową Zorianowi i Tranicosowi.
Po tym zrobił kilka kroków w głąb izby stając przed Vanko i uśmiech wyparował z jego twarzy:

- Powiem to tylko raz Vanko - nagle jego wielka dłoń wystrzeliła do przodu i przyciągnęła zamorianina do cymmeryjczyka.
-Balthus zdecydował się Ci odpuścić, dlatego jeszcze żyjesz a ja nie tańczę na Twym płytkim grobie. Ale to nie znaczy że ja Ci zapomnę to co zrobiłeś. Gówno mnie obchodzi dlaczego pod świątynią zrobiłeś to co zrobiłeś, nie zabije Cię za to bo to też niejako moja wina, mogłem się domyśleć że taki zapijaczony tchórz jak Ty może coś takiego odstawić.

Zrobił chwilę przerwy patrząc na zamorianina już nie jak dzień wcześniej z nienawiścią a ze zwykła pogardą, jakby takie nędzne ścierwo jak on nie był nawet wart okazania mu nienawiści.

- Znowu takiego błędu nie popełnię. Jeśli ty Vanko... - pierwszy raz spojrzał na drugiego zamorańczyka z podobną pogardą, jednocześnie odrzucając od siebie Vanka z obrzydzeniem -albo ty Belvasie znowu schlejecie się i narazicie kogokolwiek innego na śmierć, to zabije was na miejscu. Nie wiem jak taka para tępaków jak wy uchowała się żywa na tym świecie, pewnie udawało wam się dotąd postarać żeby to inni umierali za was. Wbijcie sobie do głowy że ja nie dam sobie wpakować topora w czaszkę przez wasze tchórzostwo i bezmyślność dlatego następnym razem jak zechce wam się pokrzyczeć i poszczać na wrogów to liczcie się z tym że zanim to zrobicie strzele wam w plecy. Możecie wynieść się z wioski do zachodu słońca albo słuchać się rozkazów, skoro jesteście za głupi żeby samemu myśleć to widocznie trzeba to robić za was, zrozumieliście robaczki?- spoglądał na nich z wyczekiwaniem co tamci odpowiedzą.



Co do dalszych działań jak wygląda sprawa z posiłkami gubernatora?

Pozwoliłem sobie założyć że Druss po nocy spędzonej w jednej z opuszczonych chat, zapłacił(nie mam wątpliwości że cena była wysoka w związku z ostatnimi wydarzeniami) miejscowym za możliwość zażycia gorącej kąmpieli oraz upranie i pocerowanie ubrania, jeśli to w ogóle nadało się do naprawy, jeśli nie to postarał się kupić nowe.

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 19 grudnia 2012, 18:42

Podniesiony ku górze Vanko wyharczał tkwiąc w uchwycie Drussa:

Ot ciekawe, że nazywasz mnie tchórzem Ty, który ostatni opuściłeś zarośla.

Niechże chwilę pomyślę, kiedy poszliśmy na wzgórze tam również krzaki opuściłeś już po mnie.

Choć żeś wielki jesteś więc kimś, kto idzie o krok za tchórzem. Nazwij to sobie jak chcesz.


Patrzący głęboko w oczy Vanka Druss poczuł lekkie ukłucie w podbródek, dość szybko zorientował się, że nie zwrócił uwagi na niewielkie ostrze, które Vanko najwyraźniej ukrył w dłoni.

Zachowaj swoje groźby dla siebie, bo nikt z tu obecnych nie uczynił cię przywódcą i wiedz jedno, jeśli nadto będziesz się szarogęsić, albo mnie będziesz obmacywać, co jak widzę nielichą ci frajdę sprawia to sam możesz wylądować z kosą w bebechach, więc może lepiej byś to ty spakował manatki do zachodu słońca?

Po trwającej wieczność pauzie Vanko dodał uśmiechnąwszy się lekko, co w obecnej sytuacji nadało jego twarzy nader komiczny grymas, dodał:


Szczerze chciałem Ci podziękować druhu, że tak ochoczo zgodziłeś się pójść za mnie na szubienicę, stąd obecną sytuację uznajmy za porozumienie.

- po czym Vanko mrugnął do cymeryjczyka chowając ostrze na powrót za plecy.

No to mamy punkt zawiechy. Od tego momentu za każdym razem gdy Druss nadto zbliży się do Vanka, zamorianin będzie miał nóż w dłoni.

ODPOWIEDZ