Powiem wprost, relacje z niektórymi mieszkańcami ostatnio się pogorszyły. Tak wyszło i nie będę do tego wracać, lecz jeśli dobrze to rozegramy, to może to przynieść pewne ułatwienie dla naszej misji. Wygląda bowiem na to, że mamy wytłuc oponentów w kwestii sprawowania pieczy nad tą krainą.
Miast włóczyć się po puszczy proponuję fortel. Balthus niedawno publicznie nas zbeształ. Gdyby tak ów wątek podjąć, moglibyśmy porozumieć się z nim potajemnie i skłonić, by publicznie nas przegnał odmawiając zapłaty. Rzekomo wypędzeni pójdziemy wówczas do liguryjczyków i wcześniej z nimi zmówieni za pośrednictwem Cadmona odbijemy Daulosa z ich rąk i uwolnimy twierdząc, że nasz zleceniodawca nas oszukał i pragniemy zemsty.
Nadto pochwalić się możemy, że wiemy wiele na temat Delamiry, jej szańców i obrońców i chętnie pomożemy ją zdobyć.
Jeśli wszystko pójdzie z planem tym sposobem zdołamy skontaktować się z Ayodią, lub nawet Zorianą, czy też tajemniczym białym czarodziejem. Wówczas miast katrupić ich od razu poprowadzimy ich we wcześniej umówioną z pogranicznikami pułapkę.
Misja jest to niebezpieczna, samobójcza wręcz, jeśli ktoś się lęka
- tu wymownie spojrzał Vanko na cymeryjczyka-
nie będę się dziwić. Nie uważam jednak, by ryzyko było większe niż czekanie tutaj, aż wybuchnie wojna.
Jedyne, co budzi moją wątpliwość to zdolność Ayodii, czy może Zoriany do opętania naszych umysłów, lecz być może Cadmon doradziłby nam, jak się przed tym uchronić.
Tymczasem myśli Vanka krążyły wokół całej tej sytuacji niczym kruki nad pobojowiskiem. Wiedział, że Druss jest niebezpiecznym ogniwem, stąd zakładał, że jeśli sytuacja zbyt się pokomplikuje, wygodniej może okazać się faktycznie zmienić stronę, na co tępy barbarzyńca nie pójdzie. Wówczas musiałby zostać usieczony- najlepiej we śnie. Niewielka to strata- myślał dalej Vanko, lecz jednocześnie jakiś wewnętrzny odruch prymitywnej wdzięczności tlił się w nim, niczym dziecięce mazgajstwo.
Druss, choć był tępym mięśniakiem faktycznie dałby tamtego dnia za niego głowę i choć moralność barbarzyńcy wywoływała w nim drwinę, to jakaś dawno zatracona część jego duszy doceniała honor kompana..
Przemyślcie to, a póki co zajmijmy się sprawą, o której rozmawialiśmy wcześniej Drussie
-rzekł wysoki zamorianin ustawiając krzesło naprzeciwko Cymeryjczyka.
Chodzi o tę lalę Waleriana. Bo wygląda na to, że powinniśmy dopaść Larambe.
- w tym miejscu odwrócił się ku pozostałym towarzyszom i nie czekając na odpowiedź barbarzyńcy rzekł:
Z mym honorowym i uczciwym druhem zmawiałem się, by oszukać więźniarkę, mianowicie wmówiwszy jej, że została otruta, puścić wolno, a następnie pójść jej tropem wprost do Larambe.
Pytanie techniczne- czy piszę zbyt rozwlekle? Bo nie wiem, czy Wam się chce tyle czytać