PBF - Podstępna rubież
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Droga numer 7, 8 maja 2055
Człowiek z obrzynem odłożył swą broń na dach cadillaca, najwyraźniej przekonany niezbicie o swym bezpieczeństwie i zupełnie nieświadomy istnienia drugiego szpiega. Radeford uśmiechnął się mściwie, posępnie i bezlitośnie, odsłaniając bezwolnie swoje zęby.
Obcy podniósł z ziemi upuszczone Uzi Salta, potrząsnął nim w kierunku głębi drogi pokazując zdobyczną broń komuś, kogo Ebenezer jeszcze nie dostrzegł.
Drugi mężczyzna pojawił się chwilę potem, wyrastając zza cadillaca z przewieszonym przez ramię myśliwskim karabinem i przysiadając na masce wozu. Do uszu Radeforda dobiegły dźwięczące śmiechem głosy, rodzące w sercu kaznodziei coraz silniejszą wściekłość.
- Panie mój, poprowadź mą rękę, by nie zadrżała w chwili próby - wyszeptał Radeford obserwując zabójców Salta w tylnym lusterku furgonetki.
Człowiek z obrzynem odłożył swą broń na dach cadillaca, najwyraźniej przekonany niezbicie o swym bezpieczeństwie i zupełnie nieświadomy istnienia drugiego szpiega. Radeford uśmiechnął się mściwie, posępnie i bezlitośnie, odsłaniając bezwolnie swoje zęby.
Obcy podniósł z ziemi upuszczone Uzi Salta, potrząsnął nim w kierunku głębi drogi pokazując zdobyczną broń komuś, kogo Ebenezer jeszcze nie dostrzegł.
Drugi mężczyzna pojawił się chwilę potem, wyrastając zza cadillaca z przewieszonym przez ramię myśliwskim karabinem i przysiadając na masce wozu. Do uszu Radeforda dobiegły dźwięczące śmiechem głosy, rodzące w sercu kaznodziei coraz silniejszą wściekłość.
- Panie mój, poprowadź mą rękę, by nie zadrżała w chwili próby - wyszeptał Radeford obserwując zabójców Salta w tylnym lusterku furgonetki.
Dwóch obcych szabruje zwłoki Salta, nie zwracając większej uwagi na okolicę - są wyraźnie przekonani, że Jack był sam. Radeford może poczekać, aż odejdą albo wysiąść cichutko z furgonu i podkraść się do zabójców z gotowym do wymierzenia kary Remingtonem...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Północny brzeg rzeki Ohio, 8 maja 2055
Skulony i nieruchomy niczym kamień Tisdale najbardziej martwił się o Szarego, ponieważ nafaszerowany farmaceutykami zbieracz był zupełnie nieobliczalny i w każdej chwili mógł zerwać się na równe nogi z wrzaskiem alarmującym wszystkich niepożądanych przechodniów w promieniu ćwierć mili.
Naturalnie paramedyk martwił się też o psa, ale nie sądził, że to jednak Szarik zdemaskuje swych panów.
Pies już wcześniej wyczuł wiszące w powietrzu zagrożenie, bo widząc kryjących się pod osłoną zagłebienia terenu ludzi przywarł brzuchem do ziemi i tylko powarkiwał cichutko obnażając swe zęby, w pewnej jednak chwili wiatr zmienił raptownie kierunek dmąc od północy. Zwierzę w jednej chwili pochwyciło we wrażliwe nozdrza jakiś sobie tylko znany zapach i zareagowało w sposób, którego Ash tak bardzo się obawiał.
Wyskoczywszy z kryjówki pies zaczął ujadać wściekle, trzymając się na dystans od uzbrojonego człowieka, ale bynajmniej nie przejawiając najmniejszej ochoty do ustąpiania mu pola. Posiadacz wielkokalibrowego pistoletu podskoczył przestraszony nagłym pojawieniem się zwierzęcia, wbił w niego spojrzenie unosząc jednocześnie lufę broni.
Jego skoncentrowane na postaci psa spojrzenie omiotło w jednej chwili również kryjówkę Asha i oczy człowieka rozszerzyły się raptownie rozpoznając znienacka znaczenie kształtu, który nie był niczym innym jak fragmentem wystającego zza osłony ludzkiego kształtu.
Skulony i nieruchomy niczym kamień Tisdale najbardziej martwił się o Szarego, ponieważ nafaszerowany farmaceutykami zbieracz był zupełnie nieobliczalny i w każdej chwili mógł zerwać się na równe nogi z wrzaskiem alarmującym wszystkich niepożądanych przechodniów w promieniu ćwierć mili.
Naturalnie paramedyk martwił się też o psa, ale nie sądził, że to jednak Szarik zdemaskuje swych panów.
Pies już wcześniej wyczuł wiszące w powietrzu zagrożenie, bo widząc kryjących się pod osłoną zagłebienia terenu ludzi przywarł brzuchem do ziemi i tylko powarkiwał cichutko obnażając swe zęby, w pewnej jednak chwili wiatr zmienił raptownie kierunek dmąc od północy. Zwierzę w jednej chwili pochwyciło we wrażliwe nozdrza jakiś sobie tylko znany zapach i zareagowało w sposób, którego Ash tak bardzo się obawiał.
Wyskoczywszy z kryjówki pies zaczął ujadać wściekle, trzymając się na dystans od uzbrojonego człowieka, ale bynajmniej nie przejawiając najmniejszej ochoty do ustąpiania mu pola. Posiadacz wielkokalibrowego pistoletu podskoczył przestraszony nagłym pojawieniem się zwierzęcia, wbił w niego spojrzenie unosząc jednocześnie lufę broni.
Jego skoncentrowane na postaci psa spojrzenie omiotło w jednej chwili również kryjówkę Asha i oczy człowieka rozszerzyły się raptownie rozpoznając znienacka znaczenie kształtu, który nie był niczym innym jak fragmentem wystającego zza osłony ludzkiego kształtu.
Nie ma wyjścia, pies zawalił sprawę, ale nie ma go o co winić, w końcu to tylko zwierzę! Szczekaniem postawił na nogi wszystkich trzech intruzów (co najmniej trzech, rzecz jasna), więc przyjmuję, że chcecie jak najlepiej wykorzystać przewagę inicjatywy i strzelacie, zanim tamci kropną Szarika!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Droga numer 7, 8 maja 2055
Ebenezer otworzył ostrożnie drzwi furgonetki i wyślizgnął się bezgłośnie z kabiny wozu, ściskając w rękach Remingtona i poruszając ustami w bezgłośnej modlitwie. Dwaj przeglądający rzeczy Salta mężczyźni śmiali się z niezaprzeczalną nutą zadowolenia w głosach, z każdą sekundą podsycając zimną furię kipiącą w sercu Radeforda.
Kaznodzieja mógł wycofać się chyłkiem korzystając z odwróconej uwagi zabójców przyjaciela, ale
Ebenezer otworzył ostrożnie drzwi furgonetki i wyślizgnął się bezgłośnie z kabiny wozu, ściskając w rękach Remingtona i poruszając ustami w bezgłośnej modlitwie. Dwaj przeglądający rzeczy Salta mężczyźni śmiali się z niezaprzeczalną nutą zadowolenia w głosach, z każdą sekundą podsycając zimną furię kipiącą w sercu Radeforda.
Kaznodzieja mógł wycofać się chyłkiem korzystając z odwróconej uwagi zabójców przyjaciela, ale