Strefa Walki; Sat 25/07/2020; 1125hrs
Okolica przez jaką jechali od ostatnich dwudziestu minut sprawiała zarazem odrażające, jak i niebezpieczne wrażenie. Wydawało się, że nikt nie mieszka w rzędach, gęsto stojących jednopiętrowych ruder. Pozory myliły. Garcia słyszał, że znajdują się tu otoczone wysokimi murami rezydencje, które musiały być zamieszkane. I to nie przez byle kogo, bo podobno wszędzie kręcili się uzbrojeni po zęby strażnicy o posturach byłych komandosów Grup Uderzeniowych Militechu, Arasaki czy Lazarusa.
Z ruder też wydawało się, że ktoś non stop obserwuje przejeżdżającą Hondę. W takiej okolicy bardziej można było się spodziewać opancerzonego wozu bojowego lub punkcernika, ale Honda Puyo, którym panie z klasy średniej jeździły po zakupy? Malutkie kółka i zaiweszenie prawie w ogóle nie tłumiły nie reperowanych nigdy dziur w nawierzchni i prowadzący auto Czarny zaczynał powoli martwić się czy uda im się zwrócić auto w jednym kawałku.
Wilson siedział z tyłu podskakując na wybojach i kurczowo dociskając do nóg swojego Vipera. Garcia tymczasem z pomocą nawigacji w smartfonie próbował skierować wóz we wskazane przez Lewego miejsce. Nie należało to bynajmniej do czynności łatwych, bo droga usłana była wrakami aut, dziurami, które były przeszkodą zupełnie nie do przebycia dla niewielkiego, miejskiego auta. Na domiar złego gęsta mgła nie ułatwiała nawigacji i dostrzegania charakterystycznych punktów orientacyjnych.
W końcu jednak dotarli pod opisany przez Lewego dom. Rzucał się rzeczywiście w oczy. Był różowy. Był, bo teraz farba odłaziłą z niego płatami, świecąc szarym tynkiem i powybijanymi oknami. Wyglądało jakby czas stanął tu w miejscu, a przez okolicę przetoczył się wielokrotnie wojenny front. To miejsce wyglądało na całkowicie opuszczone i nie sposób było dostrzec jakichkolwiek śladów niedawnej bytności człowieka. Chłopaki wysiedli z auta. Drzwi do domu były otwarte na oścież. Wilson odbezpieczył peemkę i bezszelestnie wślizngął się do środka. W nos uderzył fetor fekaliów, więc ktoś jednak musiał tu być ostatnio. Wilson przeszedł przez długi hol i dotarł do pomieszczenia, które kiedyś musiało byc jadalnią połączoną z kuchnią. Nie było tu nikogo. Solo cofnał się i skierował uwagę na wąskie schodki, prowadzące na pietro domu.
Zaczął się wdrapywać na górę przy wtórze skrzypiących niemiłosiernie stopni...
Czy ktoś zostaje przy Waszej wypasanej furze? Na razie założyłem, że dom sprawdza Wislon, który ma ku temu jako solo najlepsze predyspozycje, ale nie ma problemu, żebyście szli tuż za nim, lub czekali przy Hondzie. Tu macie dla wizualizcję tej zacnej fury jaką wozicie się po Strefie. Prawda, że budzi respekt?;) Musicie w niej wyglądać jak prawdziwi zabijacy z Chupacabras[center]

[/center]