PBF - Mrok nad Delamirą
Dalejże ruszać się! Ruszać!
- popędzał co i rusz towarzyszy Vanko, mimo że sam ledwie utrzymywał tempo marszu. Bacznie obserwował kompanów, lecz zdawał sobie sprawę jak nikt z obecnych do czego może prowadzić skrajne wyczerpanie połaczone z narastającą paranoją. Widział takie rzeczy w kamieniołomach, gdy ledwie żywi niewolnicy skakali sobie do gardeł ku uciesze strażników. Teraz sam czuł zaciskającą się wokół szyi pętlę, a ciało zdawało się ciągnąć tony łańcucha. Dlatego widząc choćby wątłe oznaki wrogości przerywał je odwracając uwagę zbyt skupionych na wzajemnym obserwowaniu siebie towarzyszach wyprawy wciąż wskazując im coś, co mogli w tej chwili uznać za wspólnego, budującego poczucie jedności grupy wroga.
Ostrożnie, w tej okolicy zaatakowały nas uprzednio te jebane robale! - wołał.
Uwaga! Podłoże jest mało stabilne. Idźmy w szeregu.- napominał.
Tędy! - wskazywał drogę dzierżąc sztandar, choć wszyscy rozpoznawali świeży jeszcze w pamięci kierunek.
Podejrzewał też, że jedynymi zagrozonymi opętaniem członkami wyprawy są ci, którzy zeszli do kurhanu, znieważając osobiście ducha Teyanogi. Delamira znalazła się w potrzasku, między jednoczącymi się siłąmi piktów, a powstającą armią umarłych. Sojusznicy w jednej chwili stali się niepewni, lecz w tej chwili osada była jedyną szansą na przetrwanie. Pytanie na jak długo?
Niepokoiła go także natrętna myśl, że popełnili niewybaczalny błąd. Przerażała go świadomość, że być może uprzednio pozbawione głowy ciało Teyanogi odzyskało z powodu ich wyprawy moc, a niepoprawnie wykonany rytuał miast ukoić ducha, zbudził jego gniew...
- popędzał co i rusz towarzyszy Vanko, mimo że sam ledwie utrzymywał tempo marszu. Bacznie obserwował kompanów, lecz zdawał sobie sprawę jak nikt z obecnych do czego może prowadzić skrajne wyczerpanie połaczone z narastającą paranoją. Widział takie rzeczy w kamieniołomach, gdy ledwie żywi niewolnicy skakali sobie do gardeł ku uciesze strażników. Teraz sam czuł zaciskającą się wokół szyi pętlę, a ciało zdawało się ciągnąć tony łańcucha. Dlatego widząc choćby wątłe oznaki wrogości przerywał je odwracając uwagę zbyt skupionych na wzajemnym obserwowaniu siebie towarzyszach wyprawy wciąż wskazując im coś, co mogli w tej chwili uznać za wspólnego, budującego poczucie jedności grupy wroga.
Ostrożnie, w tej okolicy zaatakowały nas uprzednio te jebane robale! - wołał.
Uwaga! Podłoże jest mało stabilne. Idźmy w szeregu.- napominał.
Tędy! - wskazywał drogę dzierżąc sztandar, choć wszyscy rozpoznawali świeży jeszcze w pamięci kierunek.
Podejrzewał też, że jedynymi zagrozonymi opętaniem członkami wyprawy są ci, którzy zeszli do kurhanu, znieważając osobiście ducha Teyanogi. Delamira znalazła się w potrzasku, między jednoczącymi się siłąmi piktów, a powstającą armią umarłych. Sojusznicy w jednej chwili stali się niepewni, lecz w tej chwili osada była jedyną szansą na przetrwanie. Pytanie na jak długo?
Niepokoiła go także natrętna myśl, że popełnili niewybaczalny błąd. Przerażała go świadomość, że być może uprzednio pozbawione głowy ciało Teyanogi odzyskało z powodu ich wyprawy moc, a niepoprawnie wykonany rytuał miast ukoić ducha, zbudził jego gniew...
W Delamirze jest wojskowy kapłan. Po dotarciu Vanko planuje niezwłocznie udać się do niego wskazując konieczność aresztowania i izolowania Cadmona, Daulosa i onego liguryjczyka. Być może ów kapłan będzie w stanie rzec coś więcej o opętaniu. Niestety droga do Delamiry daleka.
Ostatnio zmieniony 17 stycznia 2013, 19:01 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.
Koszalu pomysł z kapłanem dobry tylko że wstrzymałbym się z aresztowaniem, bo jeszcze ściągniemy sobie dodatkowo na głowę armie liguryjczyków żądających uwolnienia druida. Zaproponowałbym raczej przebadanie przez kogoś niezależnego, jeśli Cadmon się zgodzi to dobrze jeśli nie to będziemy mieć powód do podejrzliwości.
Ile czasu już maszerujemy?
Ile czasu już maszerujemy?
Ale to za zgodą Cadmona, to ich odosobnienie. Argumentem, który go przekona powinna być jego niewinność, bo jeśli Cadmon zostałby opętany wolą Teyanogi, to mógłby doprowadzić do wojny Aquilonii z liguryjczykami, a tego jak sadzę by nie chciał. Dlatego zdając sobie sprawę z wagi swego stanowiska powinien dobrowolnie poddać się obserwacji, jeśli nie ma w sercu Teyanogi.