Dwóch wbiegających na dach elfów szybko upewniło się, że bestia nie ruszył za nimi, Amras wyciągając strzałe z kołczanu ruszył w stronę krawędzi dachu szukając wzrokiem swoich towarzyszy jak i potworów. Choć bardzo wytężał swój wzrok nie dostrzegł nigdzie przyjaciół, tylko w dole pomiedzy uciekającymi zauważył potężną postać bestialsko mordującą biegnący tłum.
6 krasnali zbitych w zwarty szyk spojrzało się po sobie po czym z ich szeregów wystrzeliły dwie kusze i w stronę bestii poleciały dwa topory, a Balin z Gahantorem ściskając mocniej topory rzucili się do walki.
Margolas w ostatniej chwili odzyskał władzę nad swoim ciałem i tylko cudem zdążył zastawic się mieczem przed potężnymi łapami bestii.
Amras stojąc na dachu wycelował swój łuk w stronę rozrywającej właśnie jakiegoś człowieka bestii, jego oddech stał się spokojny, strzelec przyjął odpowiednią pozycję po czym zwolnił cięciwę, w tym samym momencie Aalmangar podbiegł także do krawędzi dachu.
Ugodzona dwoma bełtami poczwara (jednym w tors, a drugim w lewą łapę) tylko na chwilę zatrzymała się, ale to wystarczyło aby dwa rzucone toporki zagłębiły się w jej ciało (jeden praktycznie tylko drasnął jego nogę drugi wbił się z głośnym plaskiem w tors tuż obok bełtu) Balin z Gahantorem właśnie doskoczyli tnąc swymi toporami potwora (balin potężnym zamachem wbił topór w okolicę brzucha, a Gahantor tylko zajechał po nodzę potwora). Wściekła i oszalała bestia starała się trafić łapami dwóch uwijających się obok niej zadziornych karzełków, ale łapa skierowana w Balina nie zdołała go dosięgnąć ale druga trafiła z głośnym hukiem w odskakującego właśnie Gahantora odrzucając go kilka metrów w stron muru, krasnolud ciężko uderzył o cegły po czym upadł na ziemię.....