Przepraszam za zwłokę ale miałem natłok pracy.
Barrak-Var. Osada Portowa.Dach.
Amras trzymał się za głowę już pewien czas, wiedział, że dłużej nie da rady już wytrzymać gdy nagle ból zniknął zupełnie, Aalmangar także odczuł niesamowitą ulgę i z głośnym sapaniem wciągał powietrze, oba elfy przez moment były kompletnie zaskoczone i jeszcze do końca nie wiedziały co się stało.
Margolas z Balinem ruszyli w stronę odgłosów walki, na ulicach leżą zwłoki krasnali, ludzi, gdzieniegdzie orków nawet, ranni krzyczą wyją wszędzie na ulicy krew, a w oddali wśród zapalonych pochodni dostrzegliście dwóch konnych w pełnej zbroi patrzących na ścierwo potwora z grzbietu konia. Obok nich stoi kilku żołnierzy z mieczami i tarczami odzianych w białe barwy z herbem zachodzącego słońca na piersiach i na tarczach. Jeden z konnych ma taki sam herb na swojej zbroi a drugi nie ma żadnego tylko białą tunikę.
Konny zsiadł i nakazał coś swoim ludziom, po czym Ci zajęli się rannymi, na pomoc z domów zaczęli wychodzić mieszkańcy płacząc i lamentując po stracie bliskich lub też jeszcze przerażeni tym co się stało.
Amras i Aalmangar wspierając się i pomagając sobie wzajemnie zdążyli zejść na dół na ulicę, widok który zobaczyli zmroził ich serca a ich myśli zaczęły krążyć wokół jednego pytania, skąd tu do cholery wzięły się minotaury!
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."