Kiedy tylko dunmer podniósł się na nogi odzyskawszy dość sił, by podjąć dalszą wędrówkę, a Trond opatrzył swe własne rany z zaskakującą dla wszystkim pomocą Neviersa, gromadka najemników ruszyła ostrożnym krokiem poprzez rozjaśniane mdłą poświatą łuczyw podziemia, z paranoiczną wręcz podejrzliwością wypatrując najmniejszego śladu obecności w pobliżu innych draugrów.
Labirynt grobowcowych wnęk i zakamarków przeszedł po dłuższej chwili w kolejny ciemny korytarz, opadający pod niewielkim kątem w dół i zagłębiający się jeszcze dalej w ziejące chłodem trzewia góry.
Nikt nie pozwalał sobie tym razem nawet na szepty, a sunący przodem khajiit wytrzeszczał co sił swe okrągłe ślepia i węszył nieustannie, tnąc powietrze wysuniętymi drapieżnie pazurami.
To on pierwszy usłyszał coś, co w instynktowny sposób zmusiło go do zjeżenia sierści i uniesienia giętkiego ogona.
- Co jest? - pozwolił sobie na niemal bezgłośny szept Hastur, przywierając ramię w ramię do kocura - Co słyszałeś?
Barr'teh nic nie odrzekł, przyłożył w zamian jedną łapę do pyszczka, drugą zaś wskazał na strzygące bacznie uszy. Redgard zrozumiał w ułamku chwili znaczenie tego gestu, wytężył własny słuch przymykając dla wzmocnienia efektu oczy.
Po króciutkiej chwili również do niego dotarł odgłos ludzkiego głosu, wyraźnie męskiego i wyraźnie wibrującego przerażeniem.