PBF - Narodziny legendy
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
-Te Neviers nie chuchaj tak na mnie bo jeszcze się czegoś nabawię! Idź szukaj tej płytki czy co tam macie znaleźć. I nie zawracaj mi głowy swoimi pomysłami dobra?
Llorvas spojrzał w górę na stojącego nad nim Bretona."Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Czarnygłaz, 11 dzień Ostatnich Siewów
Nie zwracając większej uwagi na rozpruwających pas draugra towarzyszy, Sivariael podszedł do sarkofagu przesuwając czubkami palców po krawędzi kamiennego łoża. Wnętrze sarkofagu okazało się puste, z niewielkim wyjątkiem. Na wysokości głowy złożonego w nim człowieka znajdował się niewielki pakunek, zawinięty w rozsypujące się ze starości płótno. Przechylając się nad brzegiem sarkofagu elf sięgnął dłonią do środka i z leciutkim wahaniem ujął paczuszkę w swe długie smukłe palce.
Rozwiązany ostrożnie materiał spadł pod nogi altmera ukazując jego oczom niewielką tabliczkę z kamienia, pokrytą runicznymi znakami, których wyżłobienia wypełniono cieniutką warstewką złota.
Czujący wzbierającą fascynację Sivariael wstrzymał oddech, ściskając znalezisko w palcach i obracając płytkę z zamiarem przyjrzenia się jej przeciwnej stronie.
- Co elf tam ma? - zapytał khajiit, który wyrósł znienacka u boku altmera, nim jednak elf otworzył usta, uciszył go nagły głośny skrzek Ahraveena.


Nie zwracając większej uwagi na rozpruwających pas draugra towarzyszy, Sivariael podszedł do sarkofagu przesuwając czubkami palców po krawędzi kamiennego łoża. Wnętrze sarkofagu okazało się puste, z niewielkim wyjątkiem. Na wysokości głowy złożonego w nim człowieka znajdował się niewielki pakunek, zawinięty w rozsypujące się ze starości płótno. Przechylając się nad brzegiem sarkofagu elf sięgnął dłonią do środka i z leciutkim wahaniem ujął paczuszkę w swe długie smukłe palce.
Rozwiązany ostrożnie materiał spadł pod nogi altmera ukazując jego oczom niewielką tabliczkę z kamienia, pokrytą runicznymi znakami, których wyżłobienia wypełniono cieniutką warstewką złota.
Czujący wzbierającą fascynację Sivariael wstrzymał oddech, ściskając znalezisko w palcach i obracając płytkę z zamiarem przyjrzenia się jej przeciwnej stronie.
- Co elf tam ma? - zapytał khajiit, który wyrósł znienacka u boku altmera, nim jednak elf otworzył usta, uciszył go nagły głośny skrzek Ahraveena.


Przepraszam za tę strzałkę na pierwszym obrazku, nie zwróciłem na nią uwagi podczas robienia screenshoota. Tak wygląda kamienna płytka znaleziona w sarkofagu kapłana Czarnygłazu!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Czarnygłaz, 11 dzień Ostatnich Siewów
Pozostawiając plądrowanie truchła draugra Llorvasowi, Ahraveen podniósł się z kucek i podszedł do upuszczonego przez strażnika ołtarza dwuręcznego miecza, odlanego z ciemnego żelaza i sprawiającego wrażenie bardzo nieporęcznej broni. Unosząc nieco ogon dla wyważenia środka ciężkości swego ciała jaszczur schylił się ku broni i podniósł ją ściskając oburącz podwójną rękojeść.
W tej samej chwili, kiedy długie obosieczne ostrze miecza uniosło się w powietrze, ramieniem argonianina targnął silny spazm, a do umysłu rozumnego gada wdarło się ukłucie przeraźliwego chłodu, które niemal natychmiast się rozpłynęło zastąpione wrażeniem dziwnego odrętwienia w kończynach.
Ahraveen zaskrzeczał bezwiednie, ale nie wypuścił starożytnego miecza z uścisku zdrętwiałych palców, porażony widokiem niewielkich runów rozpalających się bladoniebieską poświatą po obu bokach ostrej jak brzytwa mimo upływu wieków klingi.
- Co jest?! - Hastur i Llorvas odwrócili się w stronę argonianina zaalarmowani jego skrzekiem, mimowolnie łapiąc za rękojeści swych mieczy.
- Nie puszczaj go! - krzyknął Neviers dostrzegając grymas na pysku jaszczura i gorzejący w jego rękach runami miecz - Zaufaj mi! Nie odrzucaj go!
Pozostawiając plądrowanie truchła draugra Llorvasowi, Ahraveen podniósł się z kucek i podszedł do upuszczonego przez strażnika ołtarza dwuręcznego miecza, odlanego z ciemnego żelaza i sprawiającego wrażenie bardzo nieporęcznej broni. Unosząc nieco ogon dla wyważenia środka ciężkości swego ciała jaszczur schylił się ku broni i podniósł ją ściskając oburącz podwójną rękojeść.
W tej samej chwili, kiedy długie obosieczne ostrze miecza uniosło się w powietrze, ramieniem argonianina targnął silny spazm, a do umysłu rozumnego gada wdarło się ukłucie przeraźliwego chłodu, które niemal natychmiast się rozpłynęło zastąpione wrażeniem dziwnego odrętwienia w kończynach.
Ahraveen zaskrzeczał bezwiednie, ale nie wypuścił starożytnego miecza z uścisku zdrętwiałych palców, porażony widokiem niewielkich runów rozpalających się bladoniebieską poświatą po obu bokach ostrej jak brzytwa mimo upływu wieków klingi.
- Co jest?! - Hastur i Llorvas odwrócili się w stronę argonianina zaalarmowani jego skrzekiem, mimowolnie łapiąc za rękojeści swych mieczy.
- Nie puszczaj go! - krzyknął Neviers dostrzegając grymas na pysku jaszczura i gorzejący w jego rękach runami miecz - Zaufaj mi! Nie odrzucaj go!
Dzieje się coś ciekawego...
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Llorvas na skrzeczenie swojego przyjaciela od razu wstał na nogi porzucając łupienie kości. Szybko zlustrował wzrokiem okolicę i zobaczył gadzinę dzierżącą wielkie mieczysko, wyciągnął swój miecz z pochwy rozglądając się dookoła i szukając kolejnych nadchodzących strażników, ale w tym samym czasie z ust Bretona padły słowa:
- Nie puszczaj go! Zaufaj mi! Nie odrzucaj go!
I te słowa wstrząsnęły Dunmerem. Llorvas krzyknął:
-Gadzino co się dzieję? Neviers co mu się dzieje mów szybko co to za sztuczki znowu! Jeśli coś mu się stanie to....
Llorvas nie dokończył, gdyż w tym momencie dzierżący miecz Ahraven wyprężył się gwałtownie, skrzecząc jeszcze głośniej.
-... to zatłukę Cię!
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Czarnygłaz, 11 dzień Ostatnich Siewów
Zatrważające uczucie nienaturalnego chłodu i odrętwienia zaczęło powoli ustępować, ale podwójna rękojeść miecza wciąż ledwie wyczuwalnie drgała, wprawiana w zauważalne tylko dla argonianina wibracje. Runiczne znaczki na klindze przygasły ponownie, stały się niemal niewidoczne.
- Juss dobsse - syknął Ahraveen opuszczając niepewnie ostrze i opierając je sztychem o kamienną posadzkę - Jesstem cały...
- To magiczne ostrze - oznajmił z ekscytacją Sivariael, zapominając o trzymanym w dłoni runicznym kamieniu i okrążając szybkim krokiem jaszczura. Szeroko otwarte oczy elfa lustrowały prastarą broń dzierżoną przez wstrząśniętego niedawnym doznaniem gada, ale jego smukłe palce trzymały się z dala od klingi - Starożytni Nordowie wyrabiali oręż, który później nasycano magią żywiołów. Tutejsi władcy oddawali cześć mroźnym wiatrom i śniegom, toteż najczęściej zaklinali broń czarami opartymi na chłodzie.
- Ten miecz najpewniej stworzono dla jednego człowieka, tego tam zdechlaka - wtrącił Neviers, który przysunął się bliżej Ahraveena - Nawet po tylu latach rękojeść lgnęła do tych samych dłoni. Dobrze uczyniłeś czekając, aż to ustanie. Miecz przywykł do ciebie, to cenna nagroda.
- Och... - wykrztusił niepewnie argonianin, oblizując rozwidlonym językiem paszczękę i wpatrując się ciemnożółtymi ślepiami w prastarą broń.
Zatrważające uczucie nienaturalnego chłodu i odrętwienia zaczęło powoli ustępować, ale podwójna rękojeść miecza wciąż ledwie wyczuwalnie drgała, wprawiana w zauważalne tylko dla argonianina wibracje. Runiczne znaczki na klindze przygasły ponownie, stały się niemal niewidoczne.
- Juss dobsse - syknął Ahraveen opuszczając niepewnie ostrze i opierając je sztychem o kamienną posadzkę - Jesstem cały...
- To magiczne ostrze - oznajmił z ekscytacją Sivariael, zapominając o trzymanym w dłoni runicznym kamieniu i okrążając szybkim krokiem jaszczura. Szeroko otwarte oczy elfa lustrowały prastarą broń dzierżoną przez wstrząśniętego niedawnym doznaniem gada, ale jego smukłe palce trzymały się z dala od klingi - Starożytni Nordowie wyrabiali oręż, który później nasycano magią żywiołów. Tutejsi władcy oddawali cześć mroźnym wiatrom i śniegom, toteż najczęściej zaklinali broń czarami opartymi na chłodzie.
- Ten miecz najpewniej stworzono dla jednego człowieka, tego tam zdechlaka - wtrącił Neviers, który przysunął się bliżej Ahraveena - Nawet po tylu latach rękojeść lgnęła do tych samych dłoni. Dobrze uczyniłeś czekając, aż to ustanie. Miecz przywykł do ciebie, to cenna nagroda.
- Och... - wykrztusił niepewnie argonianin, oblizując rozwidlonym językiem paszczękę i wpatrując się ciemnożółtymi ślepiami w prastarą broń.
Czy Ahraveen chce zatrzymać ów miecz? Gwoli informacji, to broń dwuręczna o nieznanych jeszcze dokładnie właściwościach (Wam naturalnie nieznanych, nie mnie).
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Czarnygłaz, 11 dzień Ostatnich Siewów
Podejrzliwy Llorvas rozluźnił nieco swe mięśnie, ale wciąż okazywał jasną nieufność, zezując na przemian na Bretona i dzierżącego magiczne ostrze Ahraveena.
- Zdarzyło mi się czytać to i owo o takich mieczach - powiedział sardonicznym tonem - Ponoć bywało tak, że zaklęte przez Nordów ostrze pożerało duszę swego właściciela, wysysało ją z niego kapka po kapce, dzień po dniu, dopóki po biedaku nie został jedynie zezwłok... w twoim przypadku zapewne wysuszona gadzia skórka.
- Sstrassnie sstrassyss - zasyczał argonianin, nie odrywając na poły ostrożnego, na poły podekscytowanego wzroku od wielkiej klingi. Długi giętki jęzor jaszczura śmigał w powietrzu z niezwykłą szybkością, podkreślając oczywiste podniecenie rozumnego gada.
Przysłuchujący się rozmowie Neviers nie odezwał się słowem, ale co rusz zerkał uważnie ku ołtarzowi i jego zainteresowanie nie uszło uwadze Hastura.
- Cosik ci chodzi po głowie? - spytał Redgard stając obok Bretona i obrzucając jednocześnie bacznym wzrokiem pieczarę. Przecinający ją potok szumiał miarowo, spadająca z kaskad woda rozbryzgiwała się na skałach z donośnym szumem. Poza kilkoma wracającymi do groty nietoperzami nigdzie nie dało się spostrzec żadnego śladu życia, naturalnego bądź animowanego mocą nekromancji, wszelako Hastur wciąż wyczuwał wiszącą w powietrzu aurę niedopowiedzianego zagrożenia.
- Myślę, że winniśmy się stąd wynosić - oznajmił Neviers unikając krzyżowania spojrzeń z Hasturem - Jeśli bogowie będą nam łaskawi, nie natrafimy na więcej niespodzianek, ale wolałbym tutaj nie wysiadywać po zapadnięciu zmroku.
Wzrok ciemnoskórego wojownika pobiegł ku szczelinie w sklepieniu pieczary, oszacował po natężeniu słonecznego światła porę dnia. Mijało późne popołudnie.
Podejrzliwy Llorvas rozluźnił nieco swe mięśnie, ale wciąż okazywał jasną nieufność, zezując na przemian na Bretona i dzierżącego magiczne ostrze Ahraveena.
- Zdarzyło mi się czytać to i owo o takich mieczach - powiedział sardonicznym tonem - Ponoć bywało tak, że zaklęte przez Nordów ostrze pożerało duszę swego właściciela, wysysało ją z niego kapka po kapce, dzień po dniu, dopóki po biedaku nie został jedynie zezwłok... w twoim przypadku zapewne wysuszona gadzia skórka.
- Sstrassnie sstrassyss - zasyczał argonianin, nie odrywając na poły ostrożnego, na poły podekscytowanego wzroku od wielkiej klingi. Długi giętki jęzor jaszczura śmigał w powietrzu z niezwykłą szybkością, podkreślając oczywiste podniecenie rozumnego gada.
Przysłuchujący się rozmowie Neviers nie odezwał się słowem, ale co rusz zerkał uważnie ku ołtarzowi i jego zainteresowanie nie uszło uwadze Hastura.
- Cosik ci chodzi po głowie? - spytał Redgard stając obok Bretona i obrzucając jednocześnie bacznym wzrokiem pieczarę. Przecinający ją potok szumiał miarowo, spadająca z kaskad woda rozbryzgiwała się na skałach z donośnym szumem. Poza kilkoma wracającymi do groty nietoperzami nigdzie nie dało się spostrzec żadnego śladu życia, naturalnego bądź animowanego mocą nekromancji, wszelako Hastur wciąż wyczuwał wiszącą w powietrzu aurę niedopowiedzianego zagrożenia.
- Myślę, że winniśmy się stąd wynosić - oznajmił Neviers unikając krzyżowania spojrzeń z Hasturem - Jeśli bogowie będą nam łaskawi, nie natrafimy na więcej niespodzianek, ale wolałbym tutaj nie wysiadywać po zapadnięciu zmroku.
Wzrok ciemnoskórego wojownika pobiegł ku szczelinie w sklepieniu pieczary, oszacował po natężeniu słonecznego światła porę dnia. Mijało późne popołudnie.
Pora pogadać o łupach. Macie dwuręczny miecz rzeźnika z sarkofagu, macie pięć kompletów zardzewiałych żelaznych zbroi (do uniesienia maksymalnie jedna na grabieżcę), sporo starych toporów i mieczy, diadem z miedzi i złota, mały kryształ dusz, runiczną tabliczkę, 150 septimów wyprutych z pasów draugrów oraz znalezionych w urnach ofiarnych na podwyższeniu ołtarza, do tego jeszcze cztery ładne ametysty (leżące w tych samych urnach). Do złupienia pozostają ciała zbójów Arnulfa, truchło pająka oraz zwłoki draugrów w katakumbach. Co zabieracie, ile czego, dodatkowe deklaracje?
Chętnie przeczytałbym też obszerniejsze fabularnie posty podsumowujące wrażenia BG z wycieczki do Czarnygłazu (również komentarz na temat runicznej tabliczki - zakładam, że każdy z Was miał sposobność rzucić na nią okiem).
Chętnie przeczytałbym też obszerniejsze fabularnie posty podsumowujące wrażenia BG z wycieczki do Czarnygłazu (również komentarz na temat runicznej tabliczki - zakładam, że każdy z Was miał sposobność rzucić na nią okiem).
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Barr'teh pakował w kieszonki monety i kolorowe kamyki, mamrotając sobie pod nosem:
- Głupie chodzące kości nie potrzebują słonecznych kamyków.... O bardzo ładny kamyk. Samice człowieków lubią takie kamyki..
Kotołak oblizał się i obróciwszy ametyst kilka razy w palcach schował go za pazuchę. Gdy skończył obrabiać martwych i spojrzał na druhów, rozmyslających co zabrać ze sobą:
- Człowieki nie biorą zjedzonych zbroji? Dobrze, dobrze, khajit teżby nie nosił złomu. Ciężkie i biegać szybko nie pozwoli, że nawet myszy by nie złapał.
Przyszedł czas żeby w koncu przyjrzeć się kamiennym tabliczkom, po które tu przyszli. Rzucił na nie okiem, nie rozumiejąc nieznanych mu runów, oddał je kolejnemu z grabieżców. Wzruszywszy ramionami odszedł aby sprawdzić ostatniego z pokonanych draugrów. Runiczne tablice w jakiś sposób jednak intrygowały kotołaka:
- Co człowieki mogą wyczytać z gadających kamieni? - Zwrócił się do głównie do Nieversa i Sirvareala, którzy wydawali sie najbardziej biegli w takich tajemnicach.
- Głupie chodzące kości nie potrzebują słonecznych kamyków.... O bardzo ładny kamyk. Samice człowieków lubią takie kamyki..
Kotołak oblizał się i obróciwszy ametyst kilka razy w palcach schował go za pazuchę. Gdy skończył obrabiać martwych i spojrzał na druhów, rozmyslających co zabrać ze sobą:
- Człowieki nie biorą zjedzonych zbroji? Dobrze, dobrze, khajit teżby nie nosił złomu. Ciężkie i biegać szybko nie pozwoli, że nawet myszy by nie złapał.
Przyszedł czas żeby w koncu przyjrzeć się kamiennym tabliczkom, po które tu przyszli. Rzucił na nie okiem, nie rozumiejąc nieznanych mu runów, oddał je kolejnemu z grabieżców. Wzruszywszy ramionami odszedł aby sprawdzić ostatniego z pokonanych draugrów. Runiczne tablice w jakiś sposób jednak intrygowały kotołaka:
- Co człowieki mogą wyczytać z gadających kamieni? - Zwrócił się do głównie do Nieversa i Sirvareala, którzy wydawali sie najbardziej biegli w takich tajemnicach.