Westbrook; Posiadłość Mr Vincenta; Wed 29/07/2020; 1525hrs
Escobar ruszył w kierunku schodów skradając się. Serce waliło mu prawie wyskakując z klatki piersiowej. Nie wiedział, kto na nich czeka na górze, ale wyostrzył cyberaudio i słyszał wyraźnie jakieś kroki, bardziej przypominające szuranie starego dziadka w kapciach i kilka szeptanych hiszpańskich przekleństw połączonych z wezwaniami do Przenajświętszej Panienki.
Cartwright spojrzał jeszcze raz na ekran deszyfratora, uświadamiając sobie, że system nie tyle został rozbrojony przez skomplikowaną elektronikę urządzenia deszyfrującego, co był po prostu nieuzbrojony, gdy tu wchodzili. Ktoś wszedł do rezydencji przed nimi i zdołał pokonać zabezpieczenia... Albo był to ktoś, kto znał kod, bo był jego mieszkańcem, lub stałym bywalcem.
Vincent ruszył w ślad za Escobarem. Był w połowie hallu, gdy w galerii na górze pojawiła się postać kilkudziesięcioletniej kobiety ubranej w fartuch i dzierżącej w rękach mopa. Solo stanął jak wryty na środku. Spodziewał się bandy zabójców, szturmowców Militechu, ale starej baby?
Kobieta spojrzała na zdumionego eleganta na dole, poprawiła okulary i zdzwiona ni to zapytała, ni to stwierdziła:
- Santa Maria di Compostello... Paulie?
Zaskoczeni? Kobiecina nie wygląda na wewnętrzną ochronę rezydencji, o ile nie jest płatnym zabójcą, który przeszedł szereg operacji platycznych by upodobnić się do starej baby, a w mopie skrywa armatę strzelającą dzięciomilimetrowymi pociskami ze wzbogacanego uranu.
Babka chyba nie dostrzegła Garcii, który jest niemal schowany pod galerią, ale pod postacią Gladzia rozpoznała Paula, ale czy Wilsona czy Vincenta...?
Zobaczmy co powie Jaz... Nie muszę dodawać jak wiele może zależeć od jego wypowiedzi...