Smocza Przystań, 13 dzień Ostatnich Siewów
Farendal puścił koło uszu pojednawcze słowa Hastura, nie odrywając spojrzenia od zaciętej twarzy Llorvasa. Czarodziej poczerwieniał zauważalnie, co dowodziło niezbicie narastającej w nim złości.
- Więc na dodatek chcesz ze mnie zrobić złodzieja? - wycedził przez zęby, starannie akcentując każde słane pod adresem dunmera słowo - Uważasz, że okradnę cię w biały dzień, pod dachem tutejszego władcy, sprowadzając na niego wstyd i poniżenie? Zaprawdę daleko upadli synowie starego Morrowindu, wielce dalece. Wiedz jednak, żem jest człekiem dalece cię przerastającym w etykiecie i wspaniałomyślnym. Ty i ty - mag spojrzał wpierw na Sivariaela, potem zaś Neviersa - Chodźcie ze mną, dostaniecie zapłatę dla wszystkich.
Altmer i bretoński obieżyświat przesunęli się między ławami w stronę wyjścia, wyraźnie zmieszani zwarzoną atmosferą późnego obiadu.
- Ty zaś zakarbuj sobie w pamięci jedno, dunmerze - Farendal przeniósł wzrok z powrotem na oblicze szaroskórego elfa - Niemiłym jesteś dla mnie gościem, tedy możesz mieć pewność, że niezwłocznie szepnę o tobie kilka słów jarlowi, a jarl szczęśliwie w wielkiej ma mnie estymie. Wynika zaś z tego rada, byś czym prędzej pakował swe manatki, albowiem nie zaznasz tu zbyt długiego odpoczynku... jak wy wszyscy zresztą, bom wrażenie odniósł, że wszyscyście siebie warci.
Nie skrywając już dłużej swej głębokiej urazy pod maską wyniosłej dumy Farendal opuścił kuchenne pomieszczenie zabierając ze sobą Sivariaela, Neviersa i runiczny kamień z Czarnygłazu.
Proponuję jeść, ile wlezie, a resztą napchać bagaże - kto wie, kiedy znowu trafi się Wam okazja do porządnego posiłku?