PBF - Boskie potyczki
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
Gusłek siedział w kucki, starając się być niewidocznym a najlepiej niewidzialnym. Oto on, kapłan, miał wziąć udział w napaści i rabunku u boku goblinów. Wszystko zdawało się być na opak, wbrew naturze i zdrowemu rozsądkowi. Teraz jeszcze pojawiły się nieumarłe istoty, które napawały go nieopisaną trwogą. Tak więc siedział, z zamkniętymi oczami, z perlącym się na czole potem, zaciskając dłoń na jedynej broni jaką miał i (miał nadzieję) umiał się posługiwać - drewnianej pałce. Gorąco modlił się w duchu, by nie musiał dzisiaj robić z niej użytku. By martwiaki zniknęły, a on sam obudził się z tego koszmaru, najlepiej przy suto zastawionym stole i z kuflem w dłoni a czekająca go bitwa okazała się tylko alkoholowym zwidem.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Przytań Dwie Rzeki, świt czwartego dnie podróży
Kapitan Astar Gurbin ziewnął donośnie, aż zaskrzypiały mu stawy żuchwy.
Widząc obudzone rozmową krasnoludy skinął im głową.
- Tak, to dobry pomysł, aby sprawdzić co wyrabiają tu gobliny. Jeszcze te małe pokurcze gotowe napaść na barkę. Naprawa potrwa ze dwa trzy dni i pewnie do tego czasu sprowadzą tu zapasowe woły. Inaczej mówiąc macie wystarczająco czasu aby zająć się tą sprawą. Niestety nie mam przewidzianych pieniędzy na tego typu wydatki, ale z tego co słyszałem rabunek bawołów wielce rozsierdził karczmarza - Inroba Guttę. Ponoć jest skłonny zapłacić za goblinie uszy - rzekł do swoich ochroniarzy kapitan.
Kapitan Astar Gurbin ziewnął donośnie, aż zaskrzypiały mu stawy żuchwy.
Widząc obudzone rozmową krasnoludy skinął im głową.
- Tak, to dobry pomysł, aby sprawdzić co wyrabiają tu gobliny. Jeszcze te małe pokurcze gotowe napaść na barkę. Naprawa potrwa ze dwa trzy dni i pewnie do tego czasu sprowadzą tu zapasowe woły. Inaczej mówiąc macie wystarczająco czasu aby zająć się tą sprawą. Niestety nie mam przewidzianych pieniędzy na tego typu wydatki, ale z tego co słyszałem rabunek bawołów wielce rozsierdził karczmarza - Inroba Guttę. Ponoć jest skłonny zapłacić za goblinie uszy - rzekł do swoich ochroniarzy kapitan.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Mokradła, późne popołudnie
Goblińskie komando wstrzymało oddech lub szeptało modlitwy do swych bogów. Siedzieli ukryci za zasłoną z wierzbowych gałęzi. Taka kryjówka wystarczyłaby aby ukryć ich przed większością humanoidów i sporą liczbą zwierząt, ale czy poskutkuje w przypadku nieumarłych?
Każda sekundę odliczały przyspieszone bicia serc. Czas dłużył się niesłychanie.
Pierwszym zwiastunem zbliżania się nieumarłych był fetor gnijących ciał. W tejże chwili słońce zaświeciło z cało swoją mocą letniej pory roku. Na tle "zielonej kurtyny" zarysował się ciemny cień. Przesuwał się lewej strony na prawą, aby zniknąć z pola widzenia. Pojawił się następny i jeszcze następny. Jak dotychczas żaden z nich nie wykazał większego zainteresowania wierzbą i skrywaną przez nią osobami.
Jedak kolejny z przesuwających się cieni, przystanął i pozostał kilka chwil w bezruchu. Ciszę przeszyło kłapanie zębów. Zaraz potem przez gałęzie wsunęła się czaszka z niekompletną ilością zębów i złowrogim błyskiem w pustych oczodołach.
Zaciskający powieki Gusłek miał ochotę zwymiotować gdy tylko poczuł słodkawą woń rozkładających się zwłok, jednak zaciśnięte strachem gardło uniemożliwiło całkowicie ten tak zwyczajny odruch obronny.
Gdy dookoła rozległy się wycia i okrzyki przerażenia podziękował w duchu skurczom zwieraczy, bo w innych przypadku oddał by mocz.
Barthur w ostatniej chwili pojął, co oznaczała zielona lekko opalizująca maź pozostała na palcach po rozgnieceniu robala, a to diametralnie zmieniło znaczenie wróżby.
Pod drzewem zapanował chaos gdy zaczęli się zderzać zwolennicy ataku, z większością opowiadającą się za natychmiastowym odwrotem.
Burgul rzucił się krok do przodu zamachując potężną wakierą w zaglądającą czaszkę, ta zaś trafiona zniknęła z pola widzenia.
Już po chwili na tle "zielonej kurtyny" pojawiły się liczne zbliżające się cienie.
Goblińskie komando wstrzymało oddech lub szeptało modlitwy do swych bogów. Siedzieli ukryci za zasłoną z wierzbowych gałęzi. Taka kryjówka wystarczyłaby aby ukryć ich przed większością humanoidów i sporą liczbą zwierząt, ale czy poskutkuje w przypadku nieumarłych?
Każda sekundę odliczały przyspieszone bicia serc. Czas dłużył się niesłychanie.
Pierwszym zwiastunem zbliżania się nieumarłych był fetor gnijących ciał. W tejże chwili słońce zaświeciło z cało swoją mocą letniej pory roku. Na tle "zielonej kurtyny" zarysował się ciemny cień. Przesuwał się lewej strony na prawą, aby zniknąć z pola widzenia. Pojawił się następny i jeszcze następny. Jak dotychczas żaden z nich nie wykazał większego zainteresowania wierzbą i skrywaną przez nią osobami.
Jedak kolejny z przesuwających się cieni, przystanął i pozostał kilka chwil w bezruchu. Ciszę przeszyło kłapanie zębów. Zaraz potem przez gałęzie wsunęła się czaszka z niekompletną ilością zębów i złowrogim błyskiem w pustych oczodołach.
Zaciskający powieki Gusłek miał ochotę zwymiotować gdy tylko poczuł słodkawą woń rozkładających się zwłok, jednak zaciśnięte strachem gardło uniemożliwiło całkowicie ten tak zwyczajny odruch obronny.
Gdy dookoła rozległy się wycia i okrzyki przerażenia podziękował w duchu skurczom zwieraczy, bo w innych przypadku oddał by mocz.
Barthur w ostatniej chwili pojął, co oznaczała zielona lekko opalizująca maź pozostała na palcach po rozgnieceniu robala, a to diametralnie zmieniło znaczenie wróżby.
Pod drzewem zapanował chaos gdy zaczęli się zderzać zwolennicy ataku, z większością opowiadającą się za natychmiastowym odwrotem.
Burgul rzucił się krok do przodu zamachując potężną wakierą w zaglądającą czaszkę, ta zaś trafiona zniknęła z pola widzenia.
Już po chwili na tle "zielonej kurtyny" pojawiły się liczne zbliżające się cienie.
Zmysł postrzegania energii życiowej nie zawiódł w przypadku jednego z ostatnich szkieletów i stąd to całe zamieszanie. Martwiaki nie zmierzały w stronę wioski, która jest na wschodzie. Maszerowały na południe. Z tego co widział Huskun, nie posiadają żadnej broni, ani zbroi.
Czas na test strachu:
Mordil i Huskan mieli już do czynienia z tego typ nieumarłymi więc ich ten test nie dotyczy.
Gusłek - odp 2 61, rzut 49 - może mieć przydomek "nieulękły"
Barthur - odp 2 58 - rzut 62 - rzuca się do ucieczki
Goblin - odp 2 62 - rzut 63 - po ucieczce Barthura postanowił do niego dołączyć.
Część goblinów też ratuje się ucieczką.
Czas na test strachu:
Mordil i Huskan mieli już do czynienia z tego typ nieumarłymi więc ich ten test nie dotyczy.
Gusłek - odp 2 61, rzut 49 - może mieć przydomek "nieulękły"
Barthur - odp 2 58 - rzut 62 - rzuca się do ucieczki
Goblin - odp 2 62 - rzut 63 - po ucieczce Barthura postanowił do niego dołączyć.
Część goblinów też ratuje się ucieczką.
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Mordil nie czekając na reakcję reszty plemienia wziął zamach i uderzył toporzyskiem w czaszkę dziwnie szczerzącą swoje zębiska, po czym wyciąga drugi topór i rzuca się na wścibskiego szkieleta.
Oczywiście jeśli wszystko się uda potem zachęcam okrzykami innych do ataku.
Oczywiście jeśli wszystko się uda potem zachęcam okrzykami innych do ataku.
"Stara?em si? tak ?y?, abym w godzinie ?mierci móg? si? raczej cieszy? ni? l?ka?..."
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Mokradła, późne popołudnie
Huskun wrzasnął wiedziony odruchem, niebywale wysoką i piskliwą nutą, która sprawiła, że kilku najbliższym goblinom włos zjeżyła się pokrywająca czaszki twarda szczecina. Obracając się w miejscu i łapiąc jedną ręką za kubrak Gusłka zaklinacz pociągnął swego duchowego przewodnika z całej siły w tył, wpatrując się jednocześnie szeroko otwartymi oczami w szerokie bary uciekającego na złamanie karku Barthura.
- Ty bojaku! - wrzasnął w rodzimym dialekcie Huskun - Ty paskudaśny bojaku! A my chodu, modłaczu! Chodu!
Ściskając w dłoni amulet goblin zaczął tarmosić za odzienie człowieka, chcąc go czym prędzej zmusić do odwrotu w bezpieczniejsze miejsce.
Huskun wrzasnął wiedziony odruchem, niebywale wysoką i piskliwą nutą, która sprawiła, że kilku najbliższym goblinom włos zjeżyła się pokrywająca czaszki twarda szczecina. Obracając się w miejscu i łapiąc jedną ręką za kubrak Gusłka zaklinacz pociągnął swego duchowego przewodnika z całej siły w tył, wpatrując się jednocześnie szeroko otwartymi oczami w szerokie bary uciekającego na złamanie karku Barthura.
- Ty bojaku! - wrzasnął w rodzimym dialekcie Huskun - Ty paskudaśny bojaku! A my chodu, modłaczu! Chodu!
Ściskając w dłoni amulet goblin zaczął tarmosić za odzienie człowieka, chcąc go czym prędzej zmusić do odwrotu w bezpieczniejsze miejsce.
Pierwszą rundę poświęcam na ucieczkę licząc na to, że mur złożony z Burgula i Mordila zatrzyma tuzin martwiaków. Oddaliwszy się na względnie bezpieczną odległość badam sytuację. Jeśli ożywieńcy będą walczyli z naszymi śmiałkami, zacznę błagać Gusłka o Błogosławieństwo (chodzi mi głównie o premię +9 do UM i OB.). Potem w tej samej rundzie Czarny Pocisk w martwiaka, który walczy z Burgulem - trzeba nabić punkty u wodza, a obcy goblin niech się wykaże wartością w boju!
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
- W NOOOOOOOOGIIIIIIIIIII - chciał ryknąć na całe gardło Gusłek, ale z jego krtani wydobył się jedynie przeciągły, jękliwy pisk. Na złamanie karku pędził za swym akolitą nie zważając na zostawionych za plecami goblińskich towarzyszy.
- Miej mnie w opiece Pianie - piszczał czmychając niczym wystraszony zając - zabierz ode mnie te oślizgłe paskudztwa - wył prędko przebierając nogami niczym czmychająca w popłochu (dość niezgrabna) sarna - jeszcze Tobie się przydam, ratuj...
- Miej mnie w opiece Pianie - piszczał czmychając niczym wystraszony zając - zabierz ode mnie te oślizgłe paskudztwa - wył prędko przebierając nogami niczym czmychająca w popłochu (dość niezgrabna) sarna - jeszcze Tobie się przydam, ratuj...
Gdy już najdziemy się we w miarę bezpiecznej odległości a będzie się zanosić na starcie i Huskun będzie miał wziąć w niej udział, to oczywiście zostanie pobłogosławiony, by Pian miał go w swej opiece.
Ostatnio zmieniony 04 kwietnia 2013, 07:58 przez namakemono, łącznie zmieniany 1 raz.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Zwieracze olbrzyma prawie pusciły ze strachu, gdy dojrzał w gąszczu gałęzi czaszkę, w której nienaturalnie tlił się ognik nieżycia. Takich straszności jeszcze nie widział, toteż nogi same poniosły Barthura jak najdalej od martwiaków. Biegł wrzeszcząc na całe gardło:
- Uciekajta!!! Przebierojta kulasami, bo nas dogonią!
- Uciekajta!!! Przebierojta kulasami, bo nas dogonią!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Mokradła, późne popołudnie
Dzikie wrzaski i odgłosy budzącego ciarki na karku rąbania osadziły Gusłka w miejscu, w głębokiej cuchnącej kałuży, nad którą unosiły się roje komarów. Spoglądając nad ramieniem zaklinacz uświadomił sobie, że mimo ucieczki niektórych wojowników nieustraszony wódz Burgul bił się z nieumarłymi jak równy z równym, a przybyły z dalekich krain Mordil nie ustępował mu ani na krok, dodając reszcie wahających się jeszcze rezunów serca do boju.
Heroiczny ów widok sprawił, że serce Huskuna wezbrało w jego goblińskiej piersi i natchnęło go niespotykanymi pokładami odwagi... przy czym nie bez znaczenia dla owego męstwa był fakt, że ucieczka na złamanie karku pozwoliła zaklinaczowi oddalić się od martwiaków na budzącą pewne uspokojenie odległość.
- Modłacz błogosławny Huskuna, dobre? - goblin przyczepił się do nogawki wstrząśniętego pianickiego kapłana niczym monstrualna pijawka - Szybkaśno pobłogaśni?
Powtarzając w kółko żałosną mantrę Huskun zacisnął palce na swym odlanym z czarnego żelaza amulecie, wbijając spojrzenie na przemian w Gusłka i ożywieńców z awangardy martwiaczej gromady.
Dzikie wrzaski i odgłosy budzącego ciarki na karku rąbania osadziły Gusłka w miejscu, w głębokiej cuchnącej kałuży, nad którą unosiły się roje komarów. Spoglądając nad ramieniem zaklinacz uświadomił sobie, że mimo ucieczki niektórych wojowników nieustraszony wódz Burgul bił się z nieumarłymi jak równy z równym, a przybyły z dalekich krain Mordil nie ustępował mu ani na krok, dodając reszcie wahających się jeszcze rezunów serca do boju.
Heroiczny ów widok sprawił, że serce Huskuna wezbrało w jego goblińskiej piersi i natchnęło go niespotykanymi pokładami odwagi... przy czym nie bez znaczenia dla owego męstwa był fakt, że ucieczka na złamanie karku pozwoliła zaklinaczowi oddalić się od martwiaków na budzącą pewne uspokojenie odległość.
- Modłacz błogosławny Huskuna, dobre? - goblin przyczepił się do nogawki wstrząśniętego pianickiego kapłana niczym monstrualna pijawka - Szybkaśno pobłogaśni?
Powtarzając w kółko żałosną mantrę Huskun zacisnął palce na swym odlanym z czarnego żelaza amulecie, wbijając spojrzenie na przemian w Gusłka i ożywieńców z awangardy martwiaczej gromady.
Z mapki wynika, że w pierwszej rundzie odsadziliśmy się na całkiem ładną odległość. Proponuję, by Gusłek rzucił na mnie Błogosławieństwo, a potem złapał za swoją pałę i spróbował się za nią schować! Zaraz po uzyskaniu Błogosławieństwa Huskun wykorzysta podrasowane UM (88), by rzucić Czarny Pocisk na tego zombie, który na lewo od wierzby walczy z trzema goblinami!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Mokradła, późne popołudnie
Wyrwany z paraliżującej trwogi natrętnymi okrzykami Huskuna, Gusłek przełamał w końcu odrętwienie i położył jedną dłoń na głowie dużo od siebie niższego goblina. Zacisnąwszy palce drugiej dłoni na amulecie w postaci okazałego fallusa pianita wyrecytował pośpiesznie słowa krótkiej inkantacji i poczuł leciutkie ciarki na skórze wieszczące przepływającą przez ciało magiczną moc zaczerpniętą z noszonego na szyi amuletu.
Elektryzująca energia przeniosła się na zesztywniałego znienacka goblina, najwyraźniej wyczuwającego jej niebiańską aurę. Wystawiając z wrażenia język Huskun uniósł przed siebie prawicę i rozpostarł swe umorusane błotem palce o smoliście czarnych od brudu paznokciach, wbijając pełne religijnego żaru spojrzenie w jednego z oślizgłych zombiaków.
Wyrwany z paraliżującej trwogi natrętnymi okrzykami Huskuna, Gusłek przełamał w końcu odrętwienie i położył jedną dłoń na głowie dużo od siebie niższego goblina. Zacisnąwszy palce drugiej dłoni na amulecie w postaci okazałego fallusa pianita wyrecytował pośpiesznie słowa krótkiej inkantacji i poczuł leciutkie ciarki na skórze wieszczące przepływającą przez ciało magiczną moc zaczerpniętą z noszonego na szyi amuletu.
Elektryzująca energia przeniosła się na zesztywniałego znienacka goblina, najwyraźniej wyczuwającego jej niebiańską aurę. Wystawiając z wrażenia język Huskun uniósł przed siebie prawicę i rozpostarł swe umorusane błotem palce o smoliście czarnych od brudu paznokciach, wbijając pełne religijnego żaru spojrzenie w jednego z oślizgłych zombiaków.
Wstawka na bazie uzgodnień z PW. Gusłek rzucił Błogosławieństwo na Huskuna, a że zaklinacz jest od niedawna zadeklarowanym pianitą, korzysta w pełni z dobrodziejstw tego czaru: premii +8 do TR, UM, OB i testów zdolności profesyjnych! Gusłek traci 1 PM, jego zasób mocy w amulecie kurczy się do 39 PM. W zamian profit 1k5 PD za udane pierwsze użycie zaklęcia.
Teraz Huskun pośle Czarny Pocisk w widzianego przez siebie zombie, walczącego na lewo od wierzby z trzema goblinami. UM 88. Drogi Mistrzu, czekamy na opis epickich zmagań pod drzewkiem!
Teraz Huskun pośle Czarny Pocisk w widzianego przez siebie zombie, walczącego na lewo od wierzby z trzema goblinami. UM 88. Drogi Mistrzu, czekamy na opis epickich zmagań pod drzewkiem!
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Jeśli się opamiętam w strachu przed martwiakami:
Barthur zatrzymał się nagle, zdając sobie sprawę, że Huskun i kilku goblinów powzięło walkę z martwiakami. Nie godziło się tak zostawiać druhów w potrzebie, nawet jeśli strach dupę ściskał. Zupełnie zapominając, że chwilę temu sam dał się ponieść lekowi i uciekał wrzeszcząć na całe gardło. Wymachnął jeszcze pięścią za uciekającymi goblinami:- Nho qupha f ghaloty! Bahum fhjatum dhupeki!
Po czym zacisnął pięści i nie czekając nawet czy jego apel odniesie jakikolwiek skutek pobiegł ku wierzbie ratować ziomków z opresji.
Tłumaczenie z goblińskiego:
Spoiler!
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Mokradła późne popołudnie
Gusłek wraz z Huskunem wbiegli z rozpędem w kotarę wierzbowych gałązek osłaniając rękoma twarze. Przed nimi ratowała się ucieczką spora część goblińskiej wyprawy rabunkowej. Tuż za nimi mknął wielkimi krokami Barthur. Dopiero gdy wpadł z chlupotem po kolana w strumień, zdołał pozbierać myśli i zaczął wyzywać pozostałych uciekających od tchórzy.
Osiągnąwszy w miarę bezpieczna odległość Huskun wraz z Gusłekiem zatrzymali się i oceniali sytuacją. Zza wierzby dochodziły bojowe okrzyki i dźwięki rąbaniny.
Zatrwożony młody uczeń szamana wybłagał wsparcie u swojego nowego boga, udzielone za pośrednictwem Gusłka.
Gdy po wykrzyczanych przez kapłana Piana słów zaklęcia, przez ciało Huskuna przebiegła fala ciepła, odzyskał on spokój i koncentrację.
Z lewej strony wierzby w wysokiej trawie toczył się bój. Trzy gobliny z zapałem psychopatycznych rzeźników entuzjastów rąbało maczetami wzdęte ciało powolnego zombi powstałego z krasnoluda.
Dalej za nimi doszło do rzeczy niesłychanej, zombiowata kobieta wczepiła się pazurami w innego nadgniłego człowieka. Dwa ze szkieletów zaczęły się tarzać w morderczych uściskach.
Huskun wziął głęboki wdech, wyrzucił prawą rękę w stronę obleganego przez gobliny martwiaka wykrzykują - Pierduth.
Przez powietrze przemknęła mała czarna iskra energi jonizując powietrze. Zakończyła swój lot na twarzy nieumarłego krasnoluda, który straciwszy równowagę runął w trawę.
Tymczasem z prawej strony wierzby wyszedł powolnym chwiejnym krokiem, ponad dwumetrowy opuchnięty trup pozbawiony połowy głowy. Jednak to co trzymał w rękach wzbudzało większe przerażenie niż sam jego wygląd. W rękach martwiaka spoczywał przedarty na pół goblin z plączącymi się między nogami nieumarłego girlandami jelit.
Rzuciwszy się przez zasłonę zieleni Mordil wydostał się na niewielką polanę. Jedynie niewielki wzrost i refleks ocalił go przed wymachem kościstej ręki szkieletu. Szybki kontratak zaowocował wyrzuceniem w powietrze kilku odciętych żeber. Szkielet na chwilę stracił równowagę co dało goblinowi ułamek sekundy na przecięcie go w pół. Obie połówki spadły ze chrzęstem w trawę.
Tuż obok Mordila wybiegł Morgo, jeden z weteranów goblińskiego szczepu. Wpadł z mlaśnięciem prosto na gnijące ciało elfa. Nim zdążył odskoczyć, elf chwycił go obiema rękoma za szyję i podniósł w powietrze. Gałki oczne Morgo niemal wyskoczyły z oczodołów, gdy nieumarły ścisnął z całych sił. Rozległ się trzask miażdżonego kręgosłupa, a ciało poleciało odrzucone w trawę jak szmaciana lalka. Elf ruszył z wyciągniętymi rękom ku Mordilowi.
Gusłek wraz z Huskunem wbiegli z rozpędem w kotarę wierzbowych gałązek osłaniając rękoma twarze. Przed nimi ratowała się ucieczką spora część goblińskiej wyprawy rabunkowej. Tuż za nimi mknął wielkimi krokami Barthur. Dopiero gdy wpadł z chlupotem po kolana w strumień, zdołał pozbierać myśli i zaczął wyzywać pozostałych uciekających od tchórzy.
Osiągnąwszy w miarę bezpieczna odległość Huskun wraz z Gusłekiem zatrzymali się i oceniali sytuacją. Zza wierzby dochodziły bojowe okrzyki i dźwięki rąbaniny.
Zatrwożony młody uczeń szamana wybłagał wsparcie u swojego nowego boga, udzielone za pośrednictwem Gusłka.
Gdy po wykrzyczanych przez kapłana Piana słów zaklęcia, przez ciało Huskuna przebiegła fala ciepła, odzyskał on spokój i koncentrację.
Z lewej strony wierzby w wysokiej trawie toczył się bój. Trzy gobliny z zapałem psychopatycznych rzeźników entuzjastów rąbało maczetami wzdęte ciało powolnego zombi powstałego z krasnoluda.
Dalej za nimi doszło do rzeczy niesłychanej, zombiowata kobieta wczepiła się pazurami w innego nadgniłego człowieka. Dwa ze szkieletów zaczęły się tarzać w morderczych uściskach.
Huskun wziął głęboki wdech, wyrzucił prawą rękę w stronę obleganego przez gobliny martwiaka wykrzykują - Pierduth.
Przez powietrze przemknęła mała czarna iskra energi jonizując powietrze. Zakończyła swój lot na twarzy nieumarłego krasnoluda, który straciwszy równowagę runął w trawę.
Tymczasem z prawej strony wierzby wyszedł powolnym chwiejnym krokiem, ponad dwumetrowy opuchnięty trup pozbawiony połowy głowy. Jednak to co trzymał w rękach wzbudzało większe przerażenie niż sam jego wygląd. W rękach martwiaka spoczywał przedarty na pół goblin z plączącymi się między nogami nieumarłego girlandami jelit.
Rzuciwszy się przez zasłonę zieleni Mordil wydostał się na niewielką polanę. Jedynie niewielki wzrost i refleks ocalił go przed wymachem kościstej ręki szkieletu. Szybki kontratak zaowocował wyrzuceniem w powietrze kilku odciętych żeber. Szkielet na chwilę stracił równowagę co dało goblinowi ułamek sekundy na przecięcie go w pół. Obie połówki spadły ze chrzęstem w trawę.
Tuż obok Mordila wybiegł Morgo, jeden z weteranów goblińskiego szczepu. Wpadł z mlaśnięciem prosto na gnijące ciało elfa. Nim zdążył odskoczyć, elf chwycił go obiema rękoma za szyję i podniósł w powietrze. Gałki oczne Morgo niemal wyskoczyły z oczodołów, gdy nieumarły ścisnął z całych sił. Rozległ się trzask miażdżonego kręgosłupa, a ciało poleciało odrzucone w trawę jak szmaciana lalka. Elf ruszył z wyciągniętymi rękom ku Mordilowi.
Aktualna mapka.
Ostatnio zmieniony 06 kwietnia 2013, 13:51 przez deliad, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Mokradła, późne popołudnie
Efekt zaklęcia przeszedł najśmielsze oczekiwania zaklinacza, bo ugodzony kulką czarnej energii ożywieniec runął prosto w grząskie błocko, wprawiając tym samym w wielkie zdumienie zmagających się z nim goblińskich wojowników. Nie czekając, aż zbity z nóg zombie ponownie się podniesie, Huskun zaczął szukać wzrokiem następnego przeciwnika w zasięgu swych czarów, gotów razić z bezpiecznej odległości każdego martwiaka zagrażającego jego ziomkom.
Plemienna wspólnota Turgulów opierała się na ustawicznych walkach o władzę i dręczeniu słabszych od siebie, ale w obliczu zewnętrznego niebezpieczeństwa wszyscy współplemieńcy zwierali szeregi gotowi bronić się wzajemnie z zażartością zapędzonego w dół bagiennego piżmaka.
Efekt zaklęcia przeszedł najśmielsze oczekiwania zaklinacza, bo ugodzony kulką czarnej energii ożywieniec runął prosto w grząskie błocko, wprawiając tym samym w wielkie zdumienie zmagających się z nim goblińskich wojowników. Nie czekając, aż zbity z nóg zombie ponownie się podniesie, Huskun zaczął szukać wzrokiem następnego przeciwnika w zasięgu swych czarów, gotów razić z bezpiecznej odległości każdego martwiaka zagrażającego jego ziomkom.
Plemienna wspólnota Turgulów opierała się na ustawicznych walkach o władzę i dręczeniu słabszych od siebie, ale w obliczu zewnętrznego niebezpieczeństwa wszyscy współplemieńcy zwierali szeregi gotowi bronić się wzajemnie z zażartością zapędzonego w dół bagiennego piżmaka.
Huskun będzie strzelał Czarnymi Pociskami przez następne 5 rund (tyle potrwa jeszcze Błogosławieństwo Gusłka). Wybór celów pozostawiam Mistrzowi Gry. Gdyby sytuacja taktyczna miała ulec zmianie, wrzucę nowe deklaracje!
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
I pewna kwestia techniczna. Huskun ma SZ 83 i deklarując użycie jednego zaklęcia co rundę - mającego zaledwie 1 segment opóźnienia - będzie przez deklarowane pięć rund marnotrawił w każdej siedem segmentów z kawałkiem, teoretycznie spożytkowanych na dłubanie w nosie. O ile się nie mylę, zasady nakazują mi odprężyć umysł w czasie równym opóźnieniu czaru, a to nadal jeszcze 6 segmentów.
Huskun ma przy sobie lekki łuk refleksyjny, dlatego chciałbym użyć w walce również tego oręża. Opóźnienie łuku wynosi 4 segmenty, wyciągnięcie i schowanie bodajże 4. Teoretycznie zmieniając ustawicznie broń mógłbym w ramach 5 rund posłać 5 Pocisków i co najmniej 3 strzały (jak nie cztery). Tylko przełożenie zasad na fabułę będzie wyglądało bardzo komicznie, bo w opisówce Huskun na przemian będzie czarował, wyciągał łuk, strzelał, chował łuk, czarował i od nowa! Jak Mistrz sugeruje rozliczyć to w praktyce?
Huskun ma przy sobie lekki łuk refleksyjny, dlatego chciałbym użyć w walce również tego oręża. Opóźnienie łuku wynosi 4 segmenty, wyciągnięcie i schowanie bodajże 4. Teoretycznie zmieniając ustawicznie broń mógłbym w ramach 5 rund posłać 5 Pocisków i co najmniej 3 strzały (jak nie cztery). Tylko przełożenie zasad na fabułę będzie wyglądało bardzo komicznie, bo w opisówce Huskun na przemian będzie czarował, wyciągał łuk, strzelał, chował łuk, czarował i od nowa! Jak Mistrz sugeruje rozliczyć to w praktyce?