Smocza Przystań, 13 dzień Ostatnich Siewów
Irileth przyjrzała się uważnie rozłożonej na stole mapie, marszcząc wysokie czoło i rozważając coś w myślach. Żaden z uczestniczących w naradzie mężczyzn nie przeszkadzał jej w jakikolwiek sposób, próbując jednocześnie wyobrazić sobie dyskretny zamęt, który właśnie powoływał do życia kroczący przez dwór Thargol.
- Zaczniemy zejście krótko po północy - zdecydowała w końcu zaufana strażniczka jarla - Na północnej ścianie Przystani, tam o tej porze nikt nas nie zoczy. Potem szybkim marszem odejdziemy na milę od grodu i rozbijemy obozowisko, bez ognia i hałasowania. Dobrze byłoby jeszcze przed brzaskiem uderzyć na rozbójników, póki większość z nich będzie spała.
- Pani Irileth - odezwał się Neviers - Skoro dołączyliśmy do tak zacnego grona starszych hersirów, biorę to za znak pewnego zaufania do naszych osób. Czy zatem wolno nam zapytać, z kim mamy skrzyżować miecze?
Dunmerka skinęła z aprobatą głową, spojrzała wymownie na Ullafa. Brodaty drużynnik o krzywym nosie stuknął palcem w mapę, skupiając na sobie uwagę cudzoziemców.
- Mamy swoich szpiegów wśród farmerów i kupców, tedy wiadomo nam co nieco o tutejszych bandach. Ta, którą żeście wybili w Czarnygłazie, przewodzona przez Arnulfa, łupiła handlarzy zmierzających do Grani od strony Helgen i Rzecznej Puszczy. Inna czai się podobno w starej strażnicy nad Białą Rzeką, przy trakcie wiodącym do Sioła Ivara. To dobre cztery mile od grodu w kierunku wschodu, a sama strażnica będzie twardym orzechem do rozłupania. Dostać się do niej można jeno przez wykute w górze tunele, tych zaś łacno bronić. Tunele wychodzą wysoko w zboczu na skalną półką, skąd rozbójnicy wypatrują karawan jadących od strony Grani czy wodospadów przy trakcie na Helgen.
- Jak liczna to banda? - zapytał rzeczowym tonem Breton, pochylając się nad mapą.
- Nie sposób orzec jasno - wzruszył ramionami Ullaf - Ostatnio stracili kilku swoich jak nasi konni dopadli ich po napadzie na kupców, ale ciągle jeszcze będzie ich ponad tuzin.
- Niechby były i dwa - zgodził się Neviers - To wciąż jeszcze jedna trzecia naszej wyprawy.
- Jak Ullaf słusznie zauważył, będzie im się łatwo bronić, a zapędzone do dziury szczury potrafią okazać niebywałą dzikość - zauważyła Irileth - Co więcej, nie uderzymy na nich całymi siłami. Mam zamiar jeszcze przed blaskiem podzielić nasze siły na dwie grupy. Jedna weźmie się za strażnicę nad Białą Rzeką, druga za Fort Szarej Przystani.
- Fort Szarej Przystani stoi po przeciwnej stronie jarlowych włości - wyjaśnił Ullaf, który natychmiast podchwycił pytające spojrzenie Bretona - To wojskowa warownia z zamierzchłych czasów, porzucona przez dziada jarla Balgruufa i niszczejąca od tego czasu. Wzniesiono ją przy trakcie do Sioła Rorika, przez co siedzące tam kurwie syny często napastują karawany jadące na północny zachód. Trzymają się za grubymi murami, ponoć nawet naprawili tu i ówdzie blanki. Z nimi będzie przeprawa jeszcze gorsza niż z tymi nad Białą Rzeką.
- Ale jeśli ich zgnieciemy, zapewnimy bezpieczeństwo szlakowi biegnącemu wzdłuż Omszałych Wzgórz - oznajmiła Irileth - Fort Szarej Przystani to istna zadra w naszym oku, mus ją szybko wyrwać.
- Nie są to wszystkie nasze zmartwienia, bo na północnych obrzeżach wyżyny kręcą się inni jeszcze rozbójnicy, jeśli jednak zaczniemy rozprawę od tych band, damy reszcie wyraźne przesłanie: czasy wyrozumiałości jarla już minęły - dodał Ullaf.
- Jedno mnie ciekawi - powiedział powoli Breton - Dlaczego w ogóle jarl pozwolił na to, by zwykli bandyci zajęli ten fort? Dlaczego nie stała tam żadna hersirska załoga? Nie próbowaliście też wygnać ich zawczasu, nim się umocnili?
Irileth i Ullaf wymienili między sobą znaczące spojrzenia, ale głos zabrał Skarsi.
- Jarl miał ku temu własne powody - sarknął niechętnym tonem drużynnik - A jego mądrości nie nam dociekać, myśmy są od robienia mieczami, nie głowami.
Macie jeszcze jakieś pytania dotyczące zbliżającej się wielkimi krokami ruchawki?