PBF - Boskie potyczki
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Górska ścieżka, świt
Widok dołączającego do mnicha krasnoluda z miejsca zwarzył zaklinaczowi humor. Brodaty rębacz sprawiał srogie wrażenie, jego nabita barczysta sylwetka zdawała się kipieć energią i krzepą - Huskun zaś nie przepadał za obcymi, których krzepa mogła górować nad jego własną.
Pozwoliwszy sobie na skąpe kiwnięcie głową i jakiś w zamierzeniu niezrozumiały pomruk, goblin odsunął się od krasnoluda na kilka kroków w bok, niemalże wpadając w kłębowisko jeżyn. Pociągnięty przez niego ponownie za rękaw Mordil stracił na chwilę równowagę, zmełł w ustach wyzwisko, które przywołało na oblicze Rargana przelotny uśmieszek pobłażania.
- Ukahar ewet gruzrum - wysyczał do swego barbarzyńskiego ziomka Huskun, pnąc się w górę ścieżki z zawziętą miną i spozierając co chwila na parę nie należących do plemienia kompanów.
Gobliński dla początkujących
Widok dołączającego do mnicha krasnoluda z miejsca zwarzył zaklinaczowi humor. Brodaty rębacz sprawiał srogie wrażenie, jego nabita barczysta sylwetka zdawała się kipieć energią i krzepą - Huskun zaś nie przepadał za obcymi, których krzepa mogła górować nad jego własną.
Pozwoliwszy sobie na skąpe kiwnięcie głową i jakiś w zamierzeniu niezrozumiały pomruk, goblin odsunął się od krasnoluda na kilka kroków w bok, niemalże wpadając w kłębowisko jeżyn. Pociągnięty przez niego ponownie za rękaw Mordil stracił na chwilę równowagę, zmełł w ustach wyzwisko, które przywołało na oblicze Rargana przelotny uśmieszek pobłażania.
- Ukahar ewet gruzrum - wysyczał do swego barbarzyńskiego ziomka Huskun, pnąc się w górę ścieżki z zawziętą miną i spozierając co chwila na parę nie należących do plemienia kompanów.
Gobliński dla początkujących
Spoiler!
Huskun chce porozmawiać na uboczu z Mordilem (treść konwersacji do wiadomości MG).
Ostatnio zmieniony 18 czerwca 2013, 14:35 przez Keth, łącznie zmieniany 1 raz.
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Leśniczówka, poranek
Zaprawiony ziołami i pikantny gulasz z sarniny smakował wyśmienicie, a duże kawałki mięciutkiego i skruszałego mięsa rozpuszczały się w ustach. Barthur nie cackając się przytknął miskę wprost do ust. Gorąca polewka rozlała się po jego trzewiach niosąc ciepło i uczucie przyjemności. Wychyliwszy połowę zawartości miski półolbrzym chuchnął, studząc usta i wepchnął w nie świeżo upieczony chrupki placek z agawy.
Gusłek nie pozostawał w tyle, pracując zaciekle drewnianą łyżką. Przełknął łapczywie kilka kęsów gulaszu i agawy i chwycił za kubek miodu. Z pełnymi ustami wykrzyczał pianicki toast . Mnich nie kłamał miód był wyborny. Słodki, lekko gryzący i z ogniem zwiastującym dużą moc.
Milczący mnich widząc taki zapał w spożywaniu jego polewki i spijaniu miodu uśmiechnął się z satysfakcją kącikiem ust. Dokładał do misek i dolewał do kubków wygłodniałym podróżnym z rozanieleniem na twarzy. Sam też z grzeczności jadł i popijał, chociaż skromnie.
Tymczasem Rargan wraz z Balinem i goblinami ruszyli ścieżką w stronę skalnego tarasu. Idące z tyłu gobliny zwolniły jeszcze bardziej i pozostały kilkanaście kroków za mnichem i krasnoludem. Odległość ta wydawała się wystarczająca do przeprowadzenia swobodnej rozmowy, ponadto nie wydawało się im, aby ktokolwiek rozumiał ich mowę.
Rargan nie szczędził sił narzucił szybkie tępo. Już wkrótce wyszli poza granicę drzew. W połowie ścieżki wiodącej na taras dostrzegli dwie postacie niosącą trzecią. Po dokładniejszym przyjrzeniu się im, Balin stwierdził, że niosącymi są mijający ich wcześniej mnich oraz spotkany na pobojowisku ork. Niesiona postać była niewielka, musiał więc to być gnom.
Zaprawiony ziołami i pikantny gulasz z sarniny smakował wyśmienicie, a duże kawałki mięciutkiego i skruszałego mięsa rozpuszczały się w ustach. Barthur nie cackając się przytknął miskę wprost do ust. Gorąca polewka rozlała się po jego trzewiach niosąc ciepło i uczucie przyjemności. Wychyliwszy połowę zawartości miski półolbrzym chuchnął, studząc usta i wepchnął w nie świeżo upieczony chrupki placek z agawy.
Gusłek nie pozostawał w tyle, pracując zaciekle drewnianą łyżką. Przełknął łapczywie kilka kęsów gulaszu i agawy i chwycił za kubek miodu. Z pełnymi ustami wykrzyczał pianicki toast . Mnich nie kłamał miód był wyborny. Słodki, lekko gryzący i z ogniem zwiastującym dużą moc.
Milczący mnich widząc taki zapał w spożywaniu jego polewki i spijaniu miodu uśmiechnął się z satysfakcją kącikiem ust. Dokładał do misek i dolewał do kubków wygłodniałym podróżnym z rozanieleniem na twarzy. Sam też z grzeczności jadł i popijał, chociaż skromnie.
Tymczasem Rargan wraz z Balinem i goblinami ruszyli ścieżką w stronę skalnego tarasu. Idące z tyłu gobliny zwolniły jeszcze bardziej i pozostały kilkanaście kroków za mnichem i krasnoludem. Odległość ta wydawała się wystarczająca do przeprowadzenia swobodnej rozmowy, ponadto nie wydawało się im, aby ktokolwiek rozumiał ich mowę.
Rargan nie szczędził sił narzucił szybkie tępo. Już wkrótce wyszli poza granicę drzew. W połowie ścieżki wiodącej na taras dostrzegli dwie postacie niosącą trzecią. Po dokładniejszym przyjrzeniu się im, Balin stwierdził, że niosącymi są mijający ich wcześniej mnich oraz spotkany na pobojowisku ork. Niesiona postać była niewielka, musiał więc to być gnom.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Górska ścieżka, świt
Trzymające się w tyle gobliny konferowały po cichu z zaaferowanymi minami, potrząsając rękami i stawiając na sztorc uszy. Chociaż i mnich i krasnolud zerkali w ich stronę co chwila, mali wędrowcy nadkładali wiele starań, by obcy nie usłyszeli żadnego ich słowa.
Kiedy w górze ścieżki pojawili się inni badacze magicznych wrót, Huskun zakrzyknął z ekscytacją i wystrzelił w kierunku przybyszów co sił w nogach. Mnich i krasnolud odprowadzili zaklinacza na poły rozbawionym, na poły pobłażliwym wzrokiem, zapewne nieco ujęci za serca przejawianą przez Huskuna troską o zdrowie druha.
Żaden z nich nie miał pojęcia, że goblin zainteresowany był w pierwszym rzędzie swoją zgubioną pod wodospadem sakwą i że to właśnie chęć przetrząśnięcia dobytku Nieulękłych była głównym powodem szaleńczego pędu ku nowo przybyłym podróżnikom.
Trzymające się w tyle gobliny konferowały po cichu z zaaferowanymi minami, potrząsając rękami i stawiając na sztorc uszy. Chociaż i mnich i krasnolud zerkali w ich stronę co chwila, mali wędrowcy nadkładali wiele starań, by obcy nie usłyszeli żadnego ich słowa.
Kiedy w górze ścieżki pojawili się inni badacze magicznych wrót, Huskun zakrzyknął z ekscytacją i wystrzelił w kierunku przybyszów co sił w nogach. Mnich i krasnolud odprowadzili zaklinacza na poły rozbawionym, na poły pobłażliwym wzrokiem, zapewne nieco ujęci za serca przejawianą przez Huskuna troską o zdrowie druha.
Żaden z nich nie miał pojęcia, że goblin zainteresowany był w pierwszym rzędzie swoją zgubioną pod wodospadem sakwą i że to właśnie chęć przetrząśnięcia dobytku Nieulękłych była głównym powodem szaleńczego pędu ku nowo przybyłym podróżnikom.
Huskun sprawdza, czy ktoś z przybyłych nie ma JEGO sakwy, potem okazuje fałszywą aż do bólu troskę o zdrowie gnoma.
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Górska ścieżka, świt
Gnom był nieprzytomny, ale jego unosząca się w ospałym rytmie pierś przysporzyła Huskunowi niespodziewanej wręcz radości. Rzucony między obcych, w dzicz cywilizowanej krainy, goblin zaczął znienacka czuć pokrewieństwo z każdym członkiem utraconego plemienia, nawet przybłędą pokroju gnomiego włóczęgi.
- Un dychawy, una lza rychliście do Gusłaka targamolić! - oznajmił nie znoszącym sprzeciwu tonem zaklinacz, chociaż jego piskliwy głos nie wywarł na towarzyszach należytego wrażenia. Zły na samego siebie Huskun zacisnął palce na noszonym u nadgarstka amulecie, czując ochotę na sięgnięcie po jedno ze swoich co prawda nielicznych, ale przeważnie paskudnych w działaniu czarów.
Noszony przy pasie wielki topór krasnoluda szybko przywrócił goblinowi rozsądek, przede wszystkim swym budzącym respekt ciężarem i błyskiem ostrej jak brzytwa stali.
- Do Gusłaka, żwawiście! - zakrzyknął raz jeszcze Huskun, przywołując imię swego pianickiego protektora niczym słowo magicznej inkantacji.
Gnom był nieprzytomny, ale jego unosząca się w ospałym rytmie pierś przysporzyła Huskunowi niespodziewanej wręcz radości. Rzucony między obcych, w dzicz cywilizowanej krainy, goblin zaczął znienacka czuć pokrewieństwo z każdym członkiem utraconego plemienia, nawet przybłędą pokroju gnomiego włóczęgi.
- Un dychawy, una lza rychliście do Gusłaka targamolić! - oznajmił nie znoszącym sprzeciwu tonem zaklinacz, chociaż jego piskliwy głos nie wywarł na towarzyszach należytego wrażenia. Zły na samego siebie Huskun zacisnął palce na noszonym u nadgarstka amulecie, czując ochotę na sięgnięcie po jedno ze swoich co prawda nielicznych, ale przeważnie paskudnych w działaniu czarów.
Noszony przy pasie wielki topór krasnoluda szybko przywrócił goblinowi rozsądek, przede wszystkim swym budzącym respekt ciężarem i błyskiem ostrej jak brzytwa stali.
- Do Gusłaka, żwawiście! - zakrzyknął raz jeszcze Huskun, przywołując imię swego pianickiego protektora niczym słowo magicznej inkantacji.
Zabierzmy gnoma do kapłana, ten na pewno postawi go na nogi. Zaklinacz chętnie pomoże targać nieboraka, grzbietem będzie podpierać, tobołki taszczyć...
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Górska ścieżka, świt
Przypomniawszy sobie coś niezmiernie ważnego zaklinacz złapał wolną dłonią za rękaw szaty Rargana, tarmosząc za odzienie w zwyczajowy dla siebie bezceremonialny sposób, do którego przyzwyczajony był każdy Turgul. Trzask pękającej tkaniny i grymas niezrozumienia na twarzy cudzoziemskiego mnicha rychło jednak podpowiedział goblinowi, że mieszkańcy tej okolicy uważali nadmierną poufałość za zbyteczną - by nie rzec wręcz, niestosowną.
- Un nie statni - wyjaśnił naprędce gobliński zaklinacz, dla podkreślenia wagi swych słów wystawiając z kącika ust jęzor - Jedny taki brakowny, zamorszczanin!
Przypomniawszy sobie coś niezmiernie ważnego zaklinacz złapał wolną dłonią za rękaw szaty Rargana, tarmosząc za odzienie w zwyczajowy dla siebie bezceremonialny sposób, do którego przyzwyczajony był każdy Turgul. Trzask pękającej tkaniny i grymas niezrozumienia na twarzy cudzoziemskiego mnicha rychło jednak podpowiedział goblinowi, że mieszkańcy tej okolicy uważali nadmierną poufałość za zbyteczną - by nie rzec wręcz, niestosowną.
- Un nie statni - wyjaśnił naprędce gobliński zaklinacz, dla podkreślenia wagi swych słów wystawiając z kącika ust jęzor - Jedny taki brakowny, zamorszczanin!
Skela wciąż się nie pojawił... Venar ciągle jeszcze w grze, MG? Bo jeśli nie, to MOJA sakwa z biżuterią i sztyletami chyba przepadła z kretesem... );(
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Górska ścieżka, poranek
Rargan ruszył czym prędzej ku schodzącym z góry. Idący z tyłu mnich, z zaczerwienioną twarzą sapnął przekazując Rarganowi jedna z trzymanych nóg gnoma.
- Żyw jeszcze choć w ciężkim stanie - powiedział przecierając pot z czoła.
- Dobra to nowina Ernirze. Zanieśmy go do leśniczówki - odpowiedział Rargan.
Huskun doskoczył do niesionego gnoma zrazu lamentując lecz po chwili zakrzyknął radośnie widząc oznaki życia. Goblin szybkimi i sprawnymi ruchami szukał ran wymagających opatrzenia.
Poznany w niecodziennych okolicznościach ork szedł pojękując cicho i mocno zaciskając zęby. Każdy krok okupywał cichym przekleństwem. Ubranie na prawym boku zdobiła plama krwi.
- Ej ty - warknął do Mordila - może byś tak pomógł?
Po dojściu do lasu dalszy marsz nie nastręczał większych problemów. Po kilkunastu minutach grupka niosąca rannego doszła do leśniczówki, gdzie powitał ich śmiechy pianity i radosne mlaskanie jedzącego Barthura.
Mnich wysłuchał uważnie słów Huskuna po czym uśmiechnął się i lekko wzruszył ramionami.
- Wszystko w rękach Asteriusza.
Rargan ruszył czym prędzej ku schodzącym z góry. Idący z tyłu mnich, z zaczerwienioną twarzą sapnął przekazując Rarganowi jedna z trzymanych nóg gnoma.
- Żyw jeszcze choć w ciężkim stanie - powiedział przecierając pot z czoła.
- Dobra to nowina Ernirze. Zanieśmy go do leśniczówki - odpowiedział Rargan.
Huskun doskoczył do niesionego gnoma zrazu lamentując lecz po chwili zakrzyknął radośnie widząc oznaki życia. Goblin szybkimi i sprawnymi ruchami szukał ran wymagających opatrzenia.
Poznany w niecodziennych okolicznościach ork szedł pojękując cicho i mocno zaciskając zęby. Każdy krok okupywał cichym przekleństwem. Ubranie na prawym boku zdobiła plama krwi.
- Ej ty - warknął do Mordila - może byś tak pomógł?
Po dojściu do lasu dalszy marsz nie nastręczał większych problemów. Po kilkunastu minutach grupka niosąca rannego doszła do leśniczówki, gdzie powitał ich śmiechy pianity i radosne mlaskanie jedzącego Barthura.
Mnich wysłuchał uważnie słów Huskuna po czym uśmiechnął się i lekko wzruszył ramionami.
- Wszystko w rękach Asteriusza.
Spoiler!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Leśniczówka, poranek
Huskun zjeżył się w duchu słysząc miano Asteriusza, albowiem bóg ów nie kojarzył mu się z niczym miłym sercu. Wręcz przeciwnie, strzępy wiedzy zaklinacza związanej z bóstwami innymi niż Mamun czy Pian wspominały coś o nakazach miłosierdzia, współczucia, bezinteresownej pomocy, wręcz udzielania jałmużny. Wszystkie te pojęcia był goblinowi tak dalece obce, że sama o nich myśl wywołała u Huskuna gęsią skórkę, ale pokrętny chytry umysł zaklinacza podpowiadał mu, że lepiej byłoby się z takimi przekonaniami nie obnosić.
- Jako w ryncach, un obaczy - odburknął wymijająco goblin, żując jednocześnie rytmicznie kawał wsadzonej do gęby kiełbasy. Jeśli nawet oklejone okruchami sucharów usta Huskuna wzbudziły wesołość mnichów, żaden z nich nie okazał rozbawienia.
Cofnąwszy się o kilka kroków zaklinacz przysiadł na piętach i wsadził między kolana zabraną uczynnie gnomowi torbę, szperając z ogromną ciekawością w jej środku. Kiedy przejawiający równą ciekawość Mordil wyrósł znienacka u boku Huskuna, wychowanek szamana spojrzał na barbarzyńcę ze zmarszczonym czołem, a potem dźgnął powietrze palcem mierząc w postać posilającego się wciąż Gusłka.
- Idź, a o łaskawość poproś świątobliwego męża - oznajmił zachęcającym tonem - Najlepsiej po kuśce głaskaj, pewnikiem się ucieszy, a pobłogosławi. Idź żwawo, Pian wielce wielgaśny bożek, nie taki jakowy dziwakowy Baba Sum, iście jaka ryba, a nie bożek!
Huskun zjeżył się w duchu słysząc miano Asteriusza, albowiem bóg ów nie kojarzył mu się z niczym miłym sercu. Wręcz przeciwnie, strzępy wiedzy zaklinacza związanej z bóstwami innymi niż Mamun czy Pian wspominały coś o nakazach miłosierdzia, współczucia, bezinteresownej pomocy, wręcz udzielania jałmużny. Wszystkie te pojęcia był goblinowi tak dalece obce, że sama o nich myśl wywołała u Huskuna gęsią skórkę, ale pokrętny chytry umysł zaklinacza podpowiadał mu, że lepiej byłoby się z takimi przekonaniami nie obnosić.
- Jako w ryncach, un obaczy - odburknął wymijająco goblin, żując jednocześnie rytmicznie kawał wsadzonej do gęby kiełbasy. Jeśli nawet oklejone okruchami sucharów usta Huskuna wzbudziły wesołość mnichów, żaden z nich nie okazał rozbawienia.
Cofnąwszy się o kilka kroków zaklinacz przysiadł na piętach i wsadził między kolana zabraną uczynnie gnomowi torbę, szperając z ogromną ciekawością w jej środku. Kiedy przejawiający równą ciekawość Mordil wyrósł znienacka u boku Huskuna, wychowanek szamana spojrzał na barbarzyńcę ze zmarszczonym czołem, a potem dźgnął powietrze palcem mierząc w postać posilającego się wciąż Gusłka.
- Idź, a o łaskawość poproś świątobliwego męża - oznajmił zachęcającym tonem - Najlepsiej po kuśce głaskaj, pewnikiem się ucieszy, a pobłogosławi. Idź żwawo, Pian wielce wielgaśny bożek, nie taki jakowy dziwakowy Baba Sum, iście jaka ryba, a nie bożek!
Korzystając z wolnej chwili goblin chętnie przeszpera całą torbę, w końcu należy mu się trochę rozrywki za wysiłek włożony w przytarganie bagażu gnoma do leśniczówki. Suchary i kiełbasę zje, resztę obmaca, zwłaszcza księgę (tłustymi od kiełbasy paluchami).
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Leśniczówka, poranek
W czasie gdy Huskun zgłębiał wiedzę tajemną skrytą na stronicach oprawionej w świńską skórę księgi, a przynajmniej szukał obrazków, gnoma ułożono na pośpiesznie uprzątniętym stole. Mimo, że nie było widocznych obrażeń twarz Imaginerusa była chorobliwie blada, a oddech bardzo zwolniony.
Balin gdy odbywał nowicjat nie raz widział konających w przytułku Gotam-gora. Najbiedniejsi, których nie było stać ani na usługi kapłańskie, ani na alchemika, trafiali właśnie tam. Chociaż, tego typu działalność była zazwyczaj prowadzona przez kapłanów Gramma, albo miłosiernej Arianny, Arugr nauczający Balina, nie był jednak typowym kapłanem Gotam-gora. Swoje życie poświęcił badaniom nad chorobami nękającymi górników.
Jak na oko Balina, gnom był w stanie agonalnym. Inaczej mówiąc chwiał się na krawędzi przepaści i w zasadzie miał równe szanse aby przeżyć jak umrzeć.
Gusłkowi nie dane było długo radować się ucztą, choć i przez ten krótki czas zdążył wypełnić żołądek jadłem i wyśmienitym miodem. Teraz na stole zagościł nieznany mu zbytnio gnom. Wokół nieprzytomnego zgromadzili się także trzej mnisi, Barthur, Balin, Mordil i ranny ork.
W czasie gdy Huskun zgłębiał wiedzę tajemną skrytą na stronicach oprawionej w świńską skórę księgi, a przynajmniej szukał obrazków, gnoma ułożono na pośpiesznie uprzątniętym stole. Mimo, że nie było widocznych obrażeń twarz Imaginerusa była chorobliwie blada, a oddech bardzo zwolniony.
Balin gdy odbywał nowicjat nie raz widział konających w przytułku Gotam-gora. Najbiedniejsi, których nie było stać ani na usługi kapłańskie, ani na alchemika, trafiali właśnie tam. Chociaż, tego typu działalność była zazwyczaj prowadzona przez kapłanów Gramma, albo miłosiernej Arianny, Arugr nauczający Balina, nie był jednak typowym kapłanem Gotam-gora. Swoje życie poświęcił badaniom nad chorobami nękającymi górników.
Jak na oko Balina, gnom był w stanie agonalnym. Inaczej mówiąc chwiał się na krawędzi przepaści i w zasadzie miał równe szanse aby przeżyć jak umrzeć.
Gusłkowi nie dane było długo radować się ucztą, choć i przez ten krótki czas zdążył wypełnić żołądek jadłem i wyśmienitym miodem. Teraz na stole zagościł nieznany mu zbytnio gnom. Wokół nieprzytomnego zgromadzili się także trzej mnisi, Barthur, Balin, Mordil i ranny ork.
Ktoś stara się poratować Drayaharusa?