Szkoda, że mnie ominęła taka potyczka. No nic, lecim dalej! Pójdę się rozpytać o parę rzeczy na mieście. Nie ma potrzeby używania spoilerów, nie mam nic do ukrycia.
Ulrich zaintrygowany ostatnimi wydarzeniami, postanowił rozdzielić się w Hillcrest, aby cosik zdobyć informacji i zasięgnąć języka tu i ówdzie. Dał Hektorowi parę godzin wolnego i samemu ruszył podbijać karczmy.
Zgrzytając zbroją rycerz zajrzał do karczmy "Przy Bramie". Tam zamówił pokój, zdjął zbroję i cały rynsztunek, i ubrany w czarny kaftan ze srebrną pięścią i czarnymi spodniami, upewnił się że ma przy sobie tylko sztylet i sakiewkę, poszedł ruchliwymi ulicami do pierwszego przystanku "Wieczne Pragnienie". Zamówił dwa piwa i dosiadł się do zwykłych mieszkańców, a po krótkiej rozmowie, wyczuwając, iż kmiecie nie boją się go tak bardzo jak na początku, zaczął konkretną rozmowę.
- Słyszałem, że w pobliskich wioskach grasują hieny cmentarne! Pomyślelibyście, hę? Okradają groby i wynoszą zwłoki! - dodał przyciszonym głosem, spoglądając w oczy współbiesiadników.
Ulrich czuł się podle; nie lubił przesiadywać z plebsem, zdecydowanie bardziej wolał im rozkazywać i przewodzić. Niestety, musiał przełknąć gorzką ślinę. Droga do władzy była długa i kręta, i rycerz musiał się z tym liczyć, że nie zawsze będzie z górki.
Odpowiadają mi coś? Jak się zachowują?