A to wy panie Ulrich nie znacie legendy miejscowej o pewnym nekromancie, to ją wam opowiemy:
Ponad 200 lat temu, dopiero kilka lat po powstaniu osady Hilcrest na jej terenie osiadł Alcantar, mag z, jak sam powiadał, Ostrogaru. Na odległym Tabadanie szukał odosobnienia by w ciszy doskonalić swój kunszt. Zbudował wieżę i rozległe podziemia, w których miały powstać ogromne laboratoria i biblioteki. Mieszkańcom miasta służył radą i pomocą, dzielił się swoją wiedzą i pomagał kiedy było trzeba na niwie magicznej, zwłaszcza w walkach z podstępnymi zielonymi hordami. Na powierzchni miasteczko kwitło, nikt nie wiedział co się dzieje pod powierzchnią ziemi. Ofiary wśród górników, myśliwych i farmerów przypisywano przede wszystkim goblinim rejzom, jednak prawda była nieco inna. Gobliny zawzięcie walczyły głównie w swoich matecznikach, sąsiedztwo sprawnej kawalerii z fortu i obecność czarodzieja rozmiękczyły agresywnych sąsiadów, dlatego pozostawiali raczej szpice w kanionach, gdzie toczyły się zasadniczo boje. Ofiary w gronie mieszkańców były głównie dziełem Alcantara. Alcantara, czarnoksiężnika i wyznawcy Morglitha, a nie maga rozmiłowanego w duszących i gryzących alchemicznych oparach. Wyłapywał pojedyncze ofiary, małe zaskoczone grupki kupców, a ciała mocą swoich mrocznych kunsztów w czeluściach podziemi przemieniał w posłuszne rzesze martwiaków, zalążek przyszłej Grozy.
Mijały lata. Kilku bystrych obserwatorów połączyło swoje obserwacje i pewne fakty z działalnością Alcantara. Cicho, by go nie spłoszyć, podjęto pewne działania na najwyższym szczeblu. Miejscowi notable, burmistrz Hamann i kapłan Gorlama z fortu, Yolar, zwerbowali w Tabadanie grupę zręcznych śmiałków, którzy pod nieobecność maga mieli spenetrować podziemia wieży. Gdy Alcantar opuścił wieżę na dłużej, by podczas miesiąca świątecznego w Ostrogarze uzupełnić swoją bibliotekę i zapasy ziół i utensyliów alchemicznych, łotrzyk, gladiator i elfi mag wkroczyli do podziemi. To, co tam znaleźli spowodowało wezwanie kapłanów Graama i Asteriusza z Tabadanu. Tymczasem wrócił Alcantar bogatszy o to wszystko co chciał kupić, a także o magiczny inkunabuł z opisem rytuału przywołania pomniejszego demona rzezi Xoghana. Zanim grupa ekspedycyjna została zmobilizowana i przygotowana do wtargnięcia, Alcantar przeczuwający co się szykuje jednej nocy zamordował wszystkich górników w kopalni. Podniesione martwiaki wezwał do miasta, wyprowadził te z podziemi i wezwał Xoghana. Rozpoczęła się Noc Grozy, która pochłonęła niemal połowę mieszkańców miasteczka. W końcu żołnierze i klerycy wsparci odważnymi osadnikami pokonali hordy nieumarłych i samego demona.
I tak to się panie zakończyło, ale owego Alcantara dawno zaciukali. Ciał pewno jakoweś zboczeńce porywają.
Eitahrt zielarka to ta rudowłosa, sam Gotfryd też ma niejakie pojęcie o ziołach.
Shagrat, komendant wskazał ci Garvina, gospodarza Wiecznego Pragnienia, gdzie nocujecie, ale on bardzo nieufny, za nic nie przyzna, że ma kontakty z półświatkiem, z nim gadajcie. Mojego informatora wam nie ujawnię.