PBF - Boskie potyczki
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Czy Balin coś wyczuł? Może to jest jakoś związane z jego dziadkiem jaki tu zmarł? Jeśli coś wyczułem to idę do pokoju Gusłka, jak nie to siedzę w sali głównej z innymi.
Ostatnio zmieniony 02 sierpnia 2013, 08:55 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Spokojna Przystań, po zmroku
Wciśnięty w róg izby Huskun przestał w końcu pić, w zamian jedynie napychał się tłustymi kawałkami mięsa, które uszły uwadze pustoszącego półmiski Barthura. Za oknami karczmy zapadł już niemal nieprzenikniony zmrok, toteż goblin przywołał nieco podejrzliwej ostrożności, wciąż pamiętny ostrzeżeń karczmarza. Chociaż budząca nieustanny zachwyt zaklinacza posrebrzana daga tkwiła bezpiecznie w skórzanym podróżnym tobołku Huskuna, grube paluchy zaklinacza muskały co chwila przywiązaną do nadgarstka na rzemyku żelazną kulkę.
Zjawa czy nie zjawa, czarnoksięskie zaklęcia Huskuna powinny był wystarczyć, by sobie z nią poradzić - przynajmniej w opinii samego goblina...
Wciśnięty w róg izby Huskun przestał w końcu pić, w zamian jedynie napychał się tłustymi kawałkami mięsa, które uszły uwadze pustoszącego półmiski Barthura. Za oknami karczmy zapadł już niemal nieprzenikniony zmrok, toteż goblin przywołał nieco podejrzliwej ostrożności, wciąż pamiętny ostrzeżeń karczmarza. Chociaż budząca nieustanny zachwyt zaklinacza posrebrzana daga tkwiła bezpiecznie w skórzanym podróżnym tobołku Huskuna, grube paluchy zaklinacza muskały co chwila przywiązaną do nadgarstka na rzemyku żelazną kulkę.
Zjawa czy nie zjawa, czarnoksięskie zaklęcia Huskuna powinny był wystarczyć, by sobie z nią poradzić - przynajmniej w opinii samego goblina...
Mam nadzieję, że Gusłek zdobędzie się na jakiś wrzask przerażenia, który pozwoli nam rzucić mu się na ratunek...
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Spokojna Przystań, po zmroku
Barthur siedział z szerokim uśmiechem wpatrując się bezmyślnie przed siebie. Pierwszy raz w życiu trafił do łożnicy z kobitom, a później z dwoma, a na koniec z trzema. Gdzieś tam w niebiesiech Piann cieszy się z sowitej ofiary, jaką po wielokroć ku jego czci składał półolbrzym. Niemal odruchowo odtrącił dłoń Huskana, starającego zwinąć mu z talerza nieogryzioną kość.
Wtem coś zaskrzypiało i wszyscy drgnęli. Do sali wszedł Mordil prychając i otrzepując mokrą głowę. Woda wprost ze studni okazała się nad wyraz zimna. Za stołem siedział także Drayaharus i Balin. Całodzienne ucztowanie zmęczyło ich i obecnie popuściwszy pasy cieszyli się wieczornym chłodem.
Wieści karczmarza były wielce niepokojące, ale jak na razie z trudnością przedzierały się do przytłumionej napitkiem i pełnymi brzuchami świadomości.
Pierwszy niepokojący znak zadziałał jednak jak katalizator skojarzeniowy.
Przez sale przebiegł niespodziewanie silny i równie niespodziewanie chłodny przeciąg. Wraz z przepływem powietrza rozległ się ledwo słyszalny jęk. Płomienie zapalonych przez karczmarza, mocno kopcących, łojowych świec, pochyliły się i w większości zgasły. W nagle powstałym półmroku, cienie wydłużyły się i rozpełzły po ścianach, podłodze i suficie. Część z nich przyczaiła się, a wybujała wyobraźnia przyglądających się Nieulękłych, tworzyła z nich sylwetki kryjących się postaci.
Barthur siedział z szerokim uśmiechem wpatrując się bezmyślnie przed siebie. Pierwszy raz w życiu trafił do łożnicy z kobitom, a później z dwoma, a na koniec z trzema. Gdzieś tam w niebiesiech Piann cieszy się z sowitej ofiary, jaką po wielokroć ku jego czci składał półolbrzym. Niemal odruchowo odtrącił dłoń Huskana, starającego zwinąć mu z talerza nieogryzioną kość.
Wtem coś zaskrzypiało i wszyscy drgnęli. Do sali wszedł Mordil prychając i otrzepując mokrą głowę. Woda wprost ze studni okazała się nad wyraz zimna. Za stołem siedział także Drayaharus i Balin. Całodzienne ucztowanie zmęczyło ich i obecnie popuściwszy pasy cieszyli się wieczornym chłodem.
Wieści karczmarza były wielce niepokojące, ale jak na razie z trudnością przedzierały się do przytłumionej napitkiem i pełnymi brzuchami świadomości.
Pierwszy niepokojący znak zadziałał jednak jak katalizator skojarzeniowy.
Przez sale przebiegł niespodziewanie silny i równie niespodziewanie chłodny przeciąg. Wraz z przepływem powietrza rozległ się ledwo słyszalny jęk. Płomienie zapalonych przez karczmarza, mocno kopcących, łojowych świec, pochyliły się i w większości zgasły. W nagle powstałym półmroku, cienie wydłużyły się i rozpełzły po ścianach, podłodze i suficie. Część z nich przyczaiła się, a wybujała wyobraźnia przyglądających się Nieulękłych, tworzyła z nich sylwetki kryjących się postaci.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Olbrzym zląkł się nieco, próbując zamaskować strach nagłym atakiem kaszlu. Profilaktycznie złapał się za kuśkę, aby przypadkiem nie uschła od złego. Czując pod gaciami znany kształt odzyskał nieco rezonu. Złapał za leżący młot krzycząc:
- Czego chceta pieruny ogniste?! Jak po moja kuśka żech przyszły to won, bo młotem wos rozpieprza!
Dopiero teraz się rozejrzał po kompanach wygladając ich reakcji. Nikt jednak nie zaczął wrzeszczeć, ani machać orężęm. Przysiadł z głupim uczuciem, że się nieco wygłupił, bo teraz nie był do końca pewien, czy wydłużające się cienie to istotnie złowrogie duchy, czy tylko jego wynik chmielu w piwie.
- Czego chceta pieruny ogniste?! Jak po moja kuśka żech przyszły to won, bo młotem wos rozpieprza!
Dopiero teraz się rozejrzał po kompanach wygladając ich reakcji. Nikt jednak nie zaczął wrzeszczeć, ani machać orężęm. Przysiadł z głupim uczuciem, że się nieco wygłupił, bo teraz nie był do końca pewien, czy wydłużające się cienie to istotnie złowrogie duchy, czy tylko jego wynik chmielu w piwie.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Spokojna Przystań, po zmroku
Huskun zesztywniał dostrzegając kątem oka dziwną gestykulację Barthura, instynktownie sam złapał się za przyrodzenie, chociaż w pierwszej chwili nie zrozumiał, co półolbrzyma tak przestraszyło.
Widok rozpełzających się po ścianach plam cienia sprawił, że goblin przełknął ślinę, a potem zacisnął palce prawej dłoni na uwieszonym do nadgarstka amulecie. Czymkolwiek te kształty były, nie kojarzyły się zaklinaczowi z niczym przyjemnym, wręcz przeciwnie - jeśli były ożywieńczymi bytami, wieściły nieuchronny koniec wspaniałej pod każdym względem biesiady.
Huskun zesztywniał dostrzegając kątem oka dziwną gestykulację Barthura, instynktownie sam złapał się za przyrodzenie, chociaż w pierwszej chwili nie zrozumiał, co półolbrzyma tak przestraszyło.
Widok rozpełzających się po ścianach plam cienia sprawił, że goblin przełknął ślinę, a potem zacisnął palce prawej dłoni na uwieszonym do nadgarstka amulecie. Czymkolwiek te kształty były, nie kojarzyły się zaklinaczowi z niczym przyjemnym, wręcz przeciwnie - jeśli były ożywieńczymi bytami, wieściły nieuchronny koniec wspaniałej pod każdym względem biesiady.
Zakładam, że nader żywa wyobraźnia Huskuna również dostrzega źródło zagrożenia w cieniach... jestem niezmiernie ciekaw następnego wpisu Mistrza!
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Spokojna Przystań, po zmroku
Zmroczniała izba karczmy nazwanej na przekór temu co się zaczynał dziać "Spokojną Przystanią", wydawał się o wiele większa i bardziej złowroga. Nieulękli nie ukrywali poddenerwowania rozglądając się, szeroko rozwartymi oczyma, po sali.
Pierwej nic się nie działo, ale ten stan trwał jedynie tyle, żeby nerwy gości napięły się jak postronki. Ni stąd, ni zowąd ogień w kominku zaczął skwierczeć, chybotać i zmniejszać się, pogłębiając ciemność i wydłużając cienie. Przyzwyczajone do blasku światła oczy zaczęły szybko przystosowywać się do nowych warunków.
Barthur jednak mimo swojego goblińskiego pochodzenia nie mógł się poszczycić wyostrzonym nocnym widzeniem. Natura widać obdarzając go krzepą i wzrostem zapomniała o infrawizji. Łowca sapną po raz kolejny wspominając tą niesprawiedliwość. Jakież był jego zdziwienie gdy z jego ust wydostał się kłąb pary. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że nawiedzające go od kilku chwil dreszcze, są wynikiem chłodu, a nie strachu.
Deska na piętrze skrzypnęła złowrogo. Później znowu i znowu, tworząc rytm powolnie stawianych kroków. Jednak gdy Huskun spodziewał się kolejnego, zaskrzypiała cała karczma. Belki wspierające sufit i ściany zatrzeszczały jakby jakiś gigant stanął na dachu karczmy.
Mordil kontem oka dostrzegł ruch. Gwałtownie obrócił głowę w tamtą stronę, ale jedynie co dostrzegł to kontury stworzenia wielkości dużego szczura znikające pod schodami.
Zmroczniała izba karczmy nazwanej na przekór temu co się zaczynał dziać "Spokojną Przystanią", wydawał się o wiele większa i bardziej złowroga. Nieulękli nie ukrywali poddenerwowania rozglądając się, szeroko rozwartymi oczyma, po sali.
Pierwej nic się nie działo, ale ten stan trwał jedynie tyle, żeby nerwy gości napięły się jak postronki. Ni stąd, ni zowąd ogień w kominku zaczął skwierczeć, chybotać i zmniejszać się, pogłębiając ciemność i wydłużając cienie. Przyzwyczajone do blasku światła oczy zaczęły szybko przystosowywać się do nowych warunków.
Barthur jednak mimo swojego goblińskiego pochodzenia nie mógł się poszczycić wyostrzonym nocnym widzeniem. Natura widać obdarzając go krzepą i wzrostem zapomniała o infrawizji. Łowca sapną po raz kolejny wspominając tą niesprawiedliwość. Jakież był jego zdziwienie gdy z jego ust wydostał się kłąb pary. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że nawiedzające go od kilku chwil dreszcze, są wynikiem chłodu, a nie strachu.
Deska na piętrze skrzypnęła złowrogo. Później znowu i znowu, tworząc rytm powolnie stawianych kroków. Jednak gdy Huskun spodziewał się kolejnego, zaskrzypiała cała karczma. Belki wspierające sufit i ściany zatrzeszczały jakby jakiś gigant stanął na dachu karczmy.
Mordil kontem oka dostrzegł ruch. Gwałtownie obrócił głowę w tamtą stronę, ale jedynie co dostrzegł to kontury stworzenia wielkości dużego szczura znikające pod schodami.
Robi się strasznie. Chyba już nie ulega wątpliwości, że karczma jest nawiedzona...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Spokojna Przystań, po zmroku
Przestraszony nie na żarty Huskun wgramolił się szybko na ławę i przywarł grzbietem do ściany karczmy strzelając na wszystkie strony szeroko otwartymi oczami. Cokolwiek objęło właśnie we władanie przybytek karczmarza, wręcz zionęło nienaturalną aurą, od której cierpła goblinowi skóra.
Najgorsze zaś było to, że najpotężniejsza broń Nieulękłych - pianicki kapłan we własnej osobie - znajdowała się teraz gdzieś na piętrze skrzypiącej złowieszczo budowli!
- Co z Gusłakiem?! - zakrzyknął Huskun przyciskając jedną pięść do ust - Kapłan nam wielce potrzebny! Mordil, mus sprowadzić tu Gusłaka!
Przestraszony nie na żarty Huskun wgramolił się szybko na ławę i przywarł grzbietem do ściany karczmy strzelając na wszystkie strony szeroko otwartymi oczami. Cokolwiek objęło właśnie we władanie przybytek karczmarza, wręcz zionęło nienaturalną aurą, od której cierpła goblinowi skóra.
Najgorsze zaś było to, że najpotężniejsza broń Nieulękłych - pianicki kapłan we własnej osobie - znajdowała się teraz gdzieś na piętrze skrzypiącej złowieszczo budowli!
- Co z Gusłakiem?! - zakrzyknął Huskun przyciskając jedną pięść do ust - Kapłan nam wielce potrzebny! Mordil, mus sprowadzić tu Gusłaka!
Gusłek jest naszym najcenniejszym instrumentem w walce z nieumarłymi, trzeba go jak najszybciej sprowadzić na dół. Huskun jest gotów podjąć to ryzyko, ale czy ktoś do niego dołączy?
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
Przepraszam za (zbyt) długą nieobecność. Już jestem silny, zwarty i gotowy. Wracam do gry.
Gusłek nie miał zamiaru długo się namyślać. Wskoczył w łapcie, pędzikiem wypadł na korytarz, dopadł schodów i pół-zbiegłając pół-spadając w rekordowym tempie znalazł się we wspólnej sali. Jeszcze będąc na schodach wyryczał:- Ku mnie towarzysze, wartko ku mnie, moce nieczyste atakują i bronić nam się trza!
Teraz trzeba zidentyfikować zjawę i pomyśleć jak ją pokonać.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Balin biegnie ku Gusłkowi, słysząc jego wrzaski, używając wiedzy kapłańskiej stara się ocenić co to za nieumarły, jeśli zdoła go zobaczyć.
Ostatnio zmieniony 15 sierpnia 2013, 12:17 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Wielki goblin zerwal się z ławy, gdy tylko Huskun wyraził swą obawę o pianickiego kapłana. Duchowego przewodnika należało bronić za wszelką cenę:
- Na górę! - wrzasnął wstając.
Nie wszystko poszło tak jakby życzył sobie tego goblin. Jako że bogowie Barthurowi nie poskąpili wielkości, a zapomnieli o infrawizji, to skutki akcji olbrzyma w mrocznej salce przyniósły nader opłakane skutki.
Zastawiona jadłem i napitkiem ława wywróciła się staranowana przez Barthura. Wielki goblin zaklął szpetnie, tracąc równowagę. Wylądował twarzą w pieczystym, ale nawet smak dziczyzny nie powstrzymał olbrzyma od przyjacielskiego obowiązku. Zerwał się z podłogi i ruszył w stronę, gdzie jak mu się zdawało były schody na górę.
Huskun w ostaniej chwili umknął z drogi szarżującemu przyjacielowi, który mgnienie oka później wpadł na kolejną ławę, znów lądując na ziemi pośród przekleństw i lamentu karczmarza. Niechybnie Barhtur bardziej niźli goblin, zachowywał się niczym półolbrzym w składzie porcelany. Zdając sobie powoli sprawę, że w taki sposób Gusłka nie uratuje, to krzyknął tylko:
- Kurwości! Niech no kto ognia skrzesi, bo byda zaro karczma rozpieprza!
- Na górę! - wrzasnął wstając.
Nie wszystko poszło tak jakby życzył sobie tego goblin. Jako że bogowie Barthurowi nie poskąpili wielkości, a zapomnieli o infrawizji, to skutki akcji olbrzyma w mrocznej salce przyniósły nader opłakane skutki.
Zastawiona jadłem i napitkiem ława wywróciła się staranowana przez Barthura. Wielki goblin zaklął szpetnie, tracąc równowagę. Wylądował twarzą w pieczystym, ale nawet smak dziczyzny nie powstrzymał olbrzyma od przyjacielskiego obowiązku. Zerwał się z podłogi i ruszył w stronę, gdzie jak mu się zdawało były schody na górę.
Huskun w ostaniej chwili umknął z drogi szarżującemu przyjacielowi, który mgnienie oka później wpadł na kolejną ławę, znów lądując na ziemi pośród przekleństw i lamentu karczmarza. Niechybnie Barhtur bardziej niźli goblin, zachowywał się niczym półolbrzym w składzie porcelany. Zdając sobie powoli sprawę, że w taki sposób Gusłka nie uratuje, to krzyknął tylko:
- Kurwości! Niech no kto ognia skrzesi, bo byda zaro karczma rozpieprza!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Oczywiście jako gracz wiem, że mamy w drużynie krasnoludzkiego kapłana, ale Huskun nie nawiązał jak na razie żadnych bliższych kontaktów z Balinem i uważa brodacza za zwykłego rębajłę. Stąd też obłęd na punkcie zapewnienia bezpieczeństwa Gusłkowi.
Myślę, że powinniśmy wpierw zaczekać, aż MG przesądzi, czy pianicki kleryk w ogóle zdołał do nas z piętra dotrzeć, bo sami zdecydowaliśmy o tym wpisami, a przecież może sprytny plan wcale taki nie był?
Jak bieżąca sytuacja się wyklaruje, zarzucę odpowiednią fabularką.
Myślę, że powinniśmy wpierw zaczekać, aż MG przesądzi, czy pianicki kleryk w ogóle zdołał do nas z piętra dotrzeć, bo sami zdecydowaliśmy o tym wpisami, a przecież może sprytny plan wcale taki nie był?
Jak bieżąca sytuacja się wyklaruje, zarzucę odpowiednią fabularką.
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
"Spokojna Przystań", po zmroku
Gusłek wyskoczył z łóżka jak oparzony. Ruszył pędem w stronę drzwi rażony przekonaniem, że będą ona zamknięte. Jednak drzwi ustąpiły bez żadnych przeszkód. Kapłan Pianna pomknął w stronę schodów wzywając swoich wiernych zuchów, czując na plecach niemal fizycznie palący wzrok. Z radością ujrzał pałającą na dole poświatę kominka oraz harmider czyniony przez zmierzających ku niemu towarzyszy.
Spotkali się w połowie schodów. Już po chwili dołączył do nich Mordil niosący latarnię. Płomyk w jej środku zdawał się walczyć. Mimo, że był osłonięty przez otaczające go szybki, przeginał się na boli, malał i skwierczał. Jednak niósł ze sobą światło niosące sporą dawkę morale. W szczególności dla Gusłka i Barthura, którzy nie posiadali zdolności przystosowania wzroku do widzenia w ciemnościach.
Nim zdążono wymienić jakiekolwiek słowa, na piętrze pojawiło się kolejne światło. Te jednak było chorobliwie zielonkawe. Jego źródło musiało znajdować się gdzieś za zakrętem korytarza, nieopodal wyjścia na balkon.
Nagle rozległo się stuknięcie, któremu zawtórowało skrzypnięcie podłogi i dychawiczne jęknięcie. Po chwili wszystko to powtórzyło się. Wraz z stukotami poświata zielonkawego światła stawała się coraz jaśniejsza. Nie ulegało wątpliwości, że coś wolniutko, ale konsekwentnie zbliża się ku schodom.
Gusłek wyskoczył z łóżka jak oparzony. Ruszył pędem w stronę drzwi rażony przekonaniem, że będą ona zamknięte. Jednak drzwi ustąpiły bez żadnych przeszkód. Kapłan Pianna pomknął w stronę schodów wzywając swoich wiernych zuchów, czując na plecach niemal fizycznie palący wzrok. Z radością ujrzał pałającą na dole poświatę kominka oraz harmider czyniony przez zmierzających ku niemu towarzyszy.
Spotkali się w połowie schodów. Już po chwili dołączył do nich Mordil niosący latarnię. Płomyk w jej środku zdawał się walczyć. Mimo, że był osłonięty przez otaczające go szybki, przeginał się na boli, malał i skwierczał. Jednak niósł ze sobą światło niosące sporą dawkę morale. W szczególności dla Gusłka i Barthura, którzy nie posiadali zdolności przystosowania wzroku do widzenia w ciemnościach.
Nim zdążono wymienić jakiekolwiek słowa, na piętrze pojawiło się kolejne światło. Te jednak było chorobliwie zielonkawe. Jego źródło musiało znajdować się gdzieś za zakrętem korytarza, nieopodal wyjścia na balkon.
Nagle rozległo się stuknięcie, któremu zawtórowało skrzypnięcie podłogi i dychawiczne jęknięcie. Po chwili wszystko to powtórzyło się. Wraz z stukotami poświata zielonkawego światła stawała się coraz jaśniejsza. Nie ulegało wątpliwości, że coś wolniutko, ale konsekwentnie zbliża się ku schodom.