Karczma "Spokojna Przystań", o świtaniu
Huskunowi śniło się jak goni go ogromna zjawa rengina. Pędził przed siebie mijając skrzynie i dziwaczne posągi. Jednak mimo wysiłków i forteli rengin był coraz bliżej. Uciekający goblin wbiegł do ciasnego i ciemnego korytarza, który okazał się ślepym zaułkiem. Pewny swej zdobyczy rengin zaczął obmacywać swój łup długimi czułkami.
Młody uczeń szamana obudził się gwałtownie i spadł z ławy. Zaspanymi oczami dostrzegł twarz wystraszonego karczmarze, który stał z drzewcem miotły wycelowanym w Huskuna. Pewnikiem nim go szturchał.
- Żyje ! - powiedział karczmarz na poły zaskoczony i uradowany -
a co z resztą? Co ze zjawą? - zapytał gorączkowo.
- To będą te trupy czy nie? - słowa te wypowiedział stojący przy drzwiach bardzo wysoki i bardzo szczupły człowiek o ospowatej twarzy. Jego strój był czarny jak pióra kruka -
nie mam czasu na łażenie po karczmach. Ostatnio jest sporo roboty. Jak nie masz nic innego to wezmę tego tu goblinia. I tak długo w mieście nie pożyje, a ja nie mam czasu jeździć w tą i z powrotem.
- Tylko bez takich krotochwili panie grabarzu, bo się jeszcze zlęknie i ucieknie. To jak mości goblinie. Żyjeta wszyscy? - zapytał ponownie karczmarz
Niespodziewanie nadszedł ranek, a wraz z nim karczmarz. Sądząc po towarzystwie karczmarza, on raczej nie wierzył w powodzenie waszej misji. Na dole w sali głównej znajduje się jedynie Huskun. Wszyscy pozostali poszli spać do pokoi na górze.