PBF - Goblińska Brama
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
-
mordimer00
- Reactions:
- Posty: 2226
- Rejestracja: 07 stycznia 2011, 09:44
Uwolniona dziewczyna rzuciła się na zaskoczonego Ulfhedina, zarzucając mu związane ręce na kark i przytulając się do niego, zawisnęła na jego szyi jakieś 40 cm nad podłogą, szlochając mu przy tym do ucha.
- Och, myślałam, że już mnie zabiją! Ten przeklęty drań Eadness użył mnie jako przynęty! Miałam... chlip! A myślałam, że chce mnie poślubić! A wszystko tylko było jego zaplanowanym teatrem! Jestem Lady Hwítnes, dama na dworze króla Fengela...
*
- Od was? - zaśmiał się mężczyzna podnoszony przez strażników. - Wy dostaliście przypadkiem, rykoszetem. Gdyby nie wasze pijaństwo! - pogroził pięścią w powietrzu.
- Dosyć! - powiedziała stanowczo Lady Byrde. - Theromirze! Dosyć tych kłamstw. Zabierzcie go do pokoju i pilnujcie. Zaraz wydam rozkaz opuszczenia tego przybytu i udamy się z powrotem do Aldburgu.
Gdy Theromira wynieśli i na korytarzu pozostali goście przygotowywali się do nowego dnia, Lady Byrde podeszła do pozostałej trójki.
- O czym on mówił? Dlaczego twierdził, że dostaliście rykoszetem?
*
Galdor wybiegł wraz z szóstką innych zbrojnych, którzy popędzili do stajni po wierzchowce. Rohimirrowie niepewnie czują się na piechote, zdecydowanie bardziej wolą jechać konno.
Dunedainowi rzuciły się w oczy ślady prowadzące w stronę pobliskiej rzeki Aduin. Podszedł więc do niej i uważnie stąpając po miękkim gruncie przyjrzał się śladom.
W ziemi były ślady trzech par ciężkich butów, w tym jedne świeższe od pozostałych. Prowadziły do rzeki, a następnie za rzeką w stronę niewielkiego zagajnika, w którym dało się dostrzec dogasający dym z ogniska.
- Och, myślałam, że już mnie zabiją! Ten przeklęty drań Eadness użył mnie jako przynęty! Miałam... chlip! A myślałam, że chce mnie poślubić! A wszystko tylko było jego zaplanowanym teatrem! Jestem Lady Hwítnes, dama na dworze króla Fengela...
*
- Od was? - zaśmiał się mężczyzna podnoszony przez strażników. - Wy dostaliście przypadkiem, rykoszetem. Gdyby nie wasze pijaństwo! - pogroził pięścią w powietrzu.
- Dosyć! - powiedziała stanowczo Lady Byrde. - Theromirze! Dosyć tych kłamstw. Zabierzcie go do pokoju i pilnujcie. Zaraz wydam rozkaz opuszczenia tego przybytu i udamy się z powrotem do Aldburgu.
Gdy Theromira wynieśli i na korytarzu pozostali goście przygotowywali się do nowego dnia, Lady Byrde podeszła do pozostałej trójki.
- O czym on mówił? Dlaczego twierdził, że dostaliście rykoszetem?
*
Galdor wybiegł wraz z szóstką innych zbrojnych, którzy popędzili do stajni po wierzchowce. Rohimirrowie niepewnie czują się na piechote, zdecydowanie bardziej wolą jechać konno.
Dunedainowi rzuciły się w oczy ślady prowadzące w stronę pobliskiej rzeki Aduin. Podszedł więc do niej i uważnie stąpając po miękkim gruncie przyjrzał się śladom.
W ziemi były ślady trzech par ciężkich butów, w tym jedne świeższe od pozostałych. Prowadziły do rzeki, a następnie za rzeką w stronę niewielkiego zagajnika, w którym dało się dostrzec dogasający dym z ogniska.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Ulfhedina zatkało. Przez chwilę nabierał powietrza w usta, ale nie mógł znaleźć odpowiednich słów. Próżno by było myśleć, że bliskość rozemocjonowanej kobiety na beorninga nie dział.
Gdy chwila zaczęła się niebezpiecznie przedłużać, a wuj począł z przyjemnościom wdychać zapach włosów młodej kobiety, a ciepło jej ciał miło rozpalało zmysły, należało coś wreszcie uczynić.
Ulfhedin odchrząknął i poklepując delikatnie kobietę po plecach powiedział jej prosto do ucha.
- Już dobrze lady. Już dobrze. Ulfhedin się tobą zajmie....
Beorning niechętnie odsunął kobietę i delikatnie zaczął ściągać jej więzy.
- Jeżeli jestem dobrze poinformowany, to w karczmie jest twój prawowity narzeczony. Ze względu na wyjątkowe hmmm... okoliczności. Jeżeli nie chcesz go spotkać będziemy musieli się przekraść. Jest tu Lady Byre, ona się tobą zaopiekuje - starał się mówić łagodnie, choć w głębi serca sam nie miał zbyt wielkiego mniemania o kobietach zmieniających mężczyzn jak rękawiczki. Jednak co lady, to lady i trzeba z nią postępować delikatnie, albo jej ojciec urżnie ci głowę, albo jakiś ważniejszy narząd.
Gdy chwila zaczęła się niebezpiecznie przedłużać, a wuj począł z przyjemnościom wdychać zapach włosów młodej kobiety, a ciepło jej ciał miło rozpalało zmysły, należało coś wreszcie uczynić.
Ulfhedin odchrząknął i poklepując delikatnie kobietę po plecach powiedział jej prosto do ucha.
- Już dobrze lady. Już dobrze. Ulfhedin się tobą zajmie....
Beorning niechętnie odsunął kobietę i delikatnie zaczął ściągać jej więzy.
- Jeżeli jestem dobrze poinformowany, to w karczmie jest twój prawowity narzeczony. Ze względu na wyjątkowe hmmm... okoliczności. Jeżeli nie chcesz go spotkać będziemy musieli się przekraść. Jest tu Lady Byre, ona się tobą zaopiekuje - starał się mówić łagodnie, choć w głębi serca sam nie miał zbyt wielkiego mniemania o kobietach zmieniających mężczyzn jak rękawiczki. Jednak co lady, to lady i trzeba z nią postępować delikatnie, albo jej ojciec urżnie ci głowę, albo jakiś ważniejszy narząd.
Galdor przywołał gestem ręki sześciu jeźdźców. Ci galopem podjechali do niego, i tworząc półokrąg przy strażniku, spojrzeli wyczekująco, zaś luźny wierzchowiec tylko czekał na swojego jeźdca. Dunedain tylko wskazał ręką pobliski zagajnik za rzeką, i nakazując ciszę, dosiadł konia i wspólnie w siedmiu przeprawili się przez spokojną rzekę.
*
- To lady Byrde tu jest? - sapnęła z nadzieją w głosie dziewczyna, trąc poranione nadgarstki. Ostrożnie przeskoczyła nad skrępowanymi mężczyznami i wraz z beorningiem zeszła na dół.
- O czym on mówił? Dlaczego twierdził, że dostaliście rykoszetem? - spytała dama. Po chwili dostrzegła niedawno więzioną dziewczynę.
- Hwitnes?! Moje dziecko złote! Co ty tu robisz?
- Ten drań, Eadness uknuł spisek! Podstępem rozkochał mnie w sobie, zmusił do opuszczenia dworu i nie poślubienia Theomira, a potem...
- Co? Miałaś poślubić Theomira? Cóż to za bzdury opowiadasz, moja droga... Ale o tym jeszcze pomówimy. No więc - tu lady Byrde zwróciła się do całkowicie skołowanej grupki awanturników, będącymi jedynymi świadkami sceny na korytarzu. - O co tu w ogóle chodzi?
*
Wokół ogniska stało trzech ludzi, rozmawiając głośno i wyraźnie się kłócąc. Galdor nakazał rohirrimom okrążyć obozowisko i wyjechać z pomocą, gdy ten zagwizda.
- Nie znam cię panie, i dlatego nie użyczę ci mojego wierzchowca - rzekł zdenerwowanym tonem Eris - który jak się okazało, był jednym z mężczyzn przy ognisku.
- Kapitanie Eris, rozkazuje ci w imieniu Króla Fengela oddać mi konia i umożliwić szybką podróż do Aldburgu - odparł tamten, przybliżając się nieco.
Trzeci z mężczyzn stał cicho, kiwając tylko głową.
*
- To lady Byrde tu jest? - sapnęła z nadzieją w głosie dziewczyna, trąc poranione nadgarstki. Ostrożnie przeskoczyła nad skrępowanymi mężczyznami i wraz z beorningiem zeszła na dół.
- O czym on mówił? Dlaczego twierdził, że dostaliście rykoszetem? - spytała dama. Po chwili dostrzegła niedawno więzioną dziewczynę.
- Hwitnes?! Moje dziecko złote! Co ty tu robisz?
- Ten drań, Eadness uknuł spisek! Podstępem rozkochał mnie w sobie, zmusił do opuszczenia dworu i nie poślubienia Theomira, a potem...
- Co? Miałaś poślubić Theomira? Cóż to za bzdury opowiadasz, moja droga... Ale o tym jeszcze pomówimy. No więc - tu lady Byrde zwróciła się do całkowicie skołowanej grupki awanturników, będącymi jedynymi świadkami sceny na korytarzu. - O co tu w ogóle chodzi?
*
Wokół ogniska stało trzech ludzi, rozmawiając głośno i wyraźnie się kłócąc. Galdor nakazał rohirrimom okrążyć obozowisko i wyjechać z pomocą, gdy ten zagwizda.
- Nie znam cię panie, i dlatego nie użyczę ci mojego wierzchowca - rzekł zdenerwowanym tonem Eris - który jak się okazało, był jednym z mężczyzn przy ognisku.
- Kapitanie Eris, rozkazuje ci w imieniu Króla Fengela oddać mi konia i umożliwić szybką podróż do Aldburgu - odparł tamten, przybliżając się nieco.
Trzeci z mężczyzn stał cicho, kiwając tylko głową.
Araven: czaisz się za krzakami, do ogniska maszjakieś 5 metrów. Konni zostają w obwodzie. Eris to ten, co go uratowaliście z niewoli, miał zostać za przystanią by omówić ważne sprawy ze swoim adiutantem i czekał na poselstwo, nie chcąc przy tym ryzykować dekonspiracji.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Ulfhedin patrząc po pozostałych, zaczął mówić jako pierwszy.
- Sprawa jest mocno zagmatwana Pani. Z tego co się rozeznaję, a przecież przez długi czas leżałem struty, to będzie tak. Eadness przyjechał do karczmy z tą tutaj szlachcianką czyli lady Hwítnes. Tymczasem lady Hwítnes była przyrzeczona grubemu szlachcicowi Theomirowi. Theomir przyjechał tu ze swoimi bandziorami chcąc utrupić Eadnessa. Teraz te bandziory leżą skrępowane prześcieradłem w pokoju Eadnessa i dobrze gdyby ktoś ich przypilnował. Utrupianie Eadnesa szło im bardzo kiepsko, stąd mowa o "rykoszecie". Pierwej chcieli go struć i widzi mi się, że ten co nie mówi R maczał w tym swoje paluchy. Zagadkę starał się rozwiązać nasz dunedain, on więcej wie na ten temat. Drugi rykoszet, to nieodżałowany Eomer. Starali się w jego zabójstwo wplątać naszego elfa, któremu podczas bójki w karczmie ukradli sztylet. Teraz wychodzi na to, że ten Eadness, wybacz pani - Ulfhedin przeprosił uratowaną lady - nie z porywu serca uprowadził lady Hwítnes, lecz miał na względzie pokrzyżowanie planów ożenku lady z Theomirem. Dlaczego? Skąd ta zapiekła nienawiść? O to trzeba pytać Eadnessa lub Theomira. Więcej nie wiem, ale może inni coś dodadzą.
- Sprawa jest mocno zagmatwana Pani. Z tego co się rozeznaję, a przecież przez długi czas leżałem struty, to będzie tak. Eadness przyjechał do karczmy z tą tutaj szlachcianką czyli lady Hwítnes. Tymczasem lady Hwítnes była przyrzeczona grubemu szlachcicowi Theomirowi. Theomir przyjechał tu ze swoimi bandziorami chcąc utrupić Eadnessa. Teraz te bandziory leżą skrępowane prześcieradłem w pokoju Eadnessa i dobrze gdyby ktoś ich przypilnował. Utrupianie Eadnesa szło im bardzo kiepsko, stąd mowa o "rykoszecie". Pierwej chcieli go struć i widzi mi się, że ten co nie mówi R maczał w tym swoje paluchy. Zagadkę starał się rozwiązać nasz dunedain, on więcej wie na ten temat. Drugi rykoszet, to nieodżałowany Eomer. Starali się w jego zabójstwo wplątać naszego elfa, któremu podczas bójki w karczmie ukradli sztylet. Teraz wychodzi na to, że ten Eadness, wybacz pani - Ulfhedin przeprosił uratowaną lady - nie z porywu serca uprowadził lady Hwítnes, lecz miał na względzie pokrzyżowanie planów ożenku lady z Theomirem. Dlaczego? Skąd ta zapiekła nienawiść? O to trzeba pytać Eadnessa lub Theomira. Więcej nie wiem, ale może inni coś dodadzą.
Ludzkie dyrdymały!-
-parsknął z niezadowoleniem Dwalin.
Nie umieta się porządnie za swaty zabrać, a miast księżycowej schadzki urządzacie nocne burdy. Miast kobietę uraczyć klejnotami i złotem wolicie ją kneblować i w szafie trzymać. Psia Wasza mać i plwam na Wasze rody do kroćset!
-klnąc pod nosem Dwalin przemaszerował ostentacyjnie pomiędzy zgromadzonymi niosąc spakowany już wcześniej swój pokaźny tobołek podróżny. Stanąwszy na progu gospody rzucił jeszcze:
Jeno mnożycie się jako te króliki, inaczej dawno byście się wytruli i pomordowali. Kury wam szczać prowadzać, a nie swaty uprawiać!!!
-drzwi zatrzasnęły się z hukiem, aż kurz opadł z sufitu. Brodacz przeszedł przez podwórze po czym usiadł ciężko na wywróconej beczce, niedawno jeszcze zbierającej deszczówkę, zdjął wgnieciony hełm i westchnął.
-parsknął z niezadowoleniem Dwalin.
Nie umieta się porządnie za swaty zabrać, a miast księżycowej schadzki urządzacie nocne burdy. Miast kobietę uraczyć klejnotami i złotem wolicie ją kneblować i w szafie trzymać. Psia Wasza mać i plwam na Wasze rody do kroćset!
-klnąc pod nosem Dwalin przemaszerował ostentacyjnie pomiędzy zgromadzonymi niosąc spakowany już wcześniej swój pokaźny tobołek podróżny. Stanąwszy na progu gospody rzucił jeszcze:
Jeno mnożycie się jako te króliki, inaczej dawno byście się wytruli i pomordowali. Kury wam szczać prowadzać, a nie swaty uprawiać!!!
-drzwi zatrzasnęły się z hukiem, aż kurz opadł z sufitu. Brodacz przeszedł przez podwórze po czym usiadł ciężko na wywróconej beczce, niedawno jeszcze zbierającej deszczówkę, zdjął wgnieciony hełm i westchnął.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Podjeżdżam do ogniska obserwuję Erisa i tych przy ognisku, może któregoś poznaję?
Co się tu dzieje kim jesteście i co tu robicie, gadać mi tu zaraz, jestem Strażnikiem pilnuję tu spokoju i porządku. MG przypomnij kiedy uratowaliśmy Erisa i czy on nie jest jakoś podejrzany? A reszta tych gagatków przy ogniu, któryś z nich to herszt tej bandy z zajazdu chyba, patrzę ilu ich jest, jak coś gwizdam na Rohirrimów by ich otoczyli.
Ostatnio zmieniony 17 września 2013, 12:26 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
- Ciekawe - kiwnęła głową Lady Byrde, jednak dalej nie dokońca rozumiejąc co się dzieje. - W takim razie zaczekamy na owego strażnika. Zechcecie ze mną zjeść śniadanie? - spytała stojących na korytarzu.
*
- Ach, dzień dobry, Galdor. Ten oto - tu Eris wskazał na Eadnessa, przestępującego nerwowo z nogi na nogę - mówi, że ma ważne sprawy i potrzebuje wierzchowca. Tymczasem... - oficer niezdążył dokończyć, gdyż Eadness rzucił się do panicznej ucieczki. Po krótkim pościgu został dopadnięty i na wszelki wypadek skrępowany.
W międzyczasie drugi z mężczyzn przedstawił się.
- Hurin, Strażnik. Dobrze spotkać kolegę po fachu - mruknął, kiwając Galdorowi w geście przywitania.
Wszyscy wrócili do zajazdu, gdzie na dole w sali biesiadnej reszta awanturników wraz z damą z Rohanu jadła obfite śniadanie. Kobieta wskazała Erisowi, Hurinowi i Galdorowi miejsca przy stole, zaś krzesła pojawiły się jakby z nikąd, przyniesione przez obsługę. Skrępowany mężczyzna zaś przysiadł na niewielkim zydlu.
- Masz nam coś do powiedzenia? - kiwnęła na niego głową arystokratka, zaś młoda lady Hwitness podeszła i zaczęła bić go po twarzy.
- Przeklęta gnido! - krzyczała, szlochając.
*
- Ach, dzień dobry, Galdor. Ten oto - tu Eris wskazał na Eadnessa, przestępującego nerwowo z nogi na nogę - mówi, że ma ważne sprawy i potrzebuje wierzchowca. Tymczasem... - oficer niezdążył dokończyć, gdyż Eadness rzucił się do panicznej ucieczki. Po krótkim pościgu został dopadnięty i na wszelki wypadek skrępowany.
W międzyczasie drugi z mężczyzn przedstawił się.
- Hurin, Strażnik. Dobrze spotkać kolegę po fachu - mruknął, kiwając Galdorowi w geście przywitania.
Wszyscy wrócili do zajazdu, gdzie na dole w sali biesiadnej reszta awanturników wraz z damą z Rohanu jadła obfite śniadanie. Kobieta wskazała Erisowi, Hurinowi i Galdorowi miejsca przy stole, zaś krzesła pojawiły się jakby z nikąd, przyniesione przez obsługę. Skrępowany mężczyzna zaś przysiadł na niewielkim zydlu.
- Masz nam coś do powiedzenia? - kiwnęła na niego głową arystokratka, zaś młoda lady Hwitness podeszła i zaczęła bić go po twarzy.
- Przeklęta gnido! - krzyczała, szlochając.
Erisa uratowaliście podczas pierwszej wybrawy w głąb goblińskiego miasta. Jego oraz jego ludzi, schwytanych przez gobliny. Plan był taki, że w Goblińskiej Bramie mieliście zaczekać do rana na posiłki, czyli ludzi Erisa, którzy pomogą wam odbić Freobeorta - wasz główny cel. Noc zbliża się ku końcowi, ale już teraz możecie pomyśleć, jaką chcecie nagrodę za ten epizod w karczmie.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
Lady Byrde, przekazujemy Ci owego Eadnesa, mam nadzieję, że to rozwiązuje sprawę?
Potem mówię cicho: Miło cię widzieć Erisie, czy pomożesz nam odbić pewnego Beorninga z lochów w jakich i Ty byłeś, ilu masz ludzi obecnie?
Potem mówię cicho: Miło cię widzieć Erisie, czy pomożesz nam odbić pewnego Beorninga z lochów w jakich i Ty byłeś, ilu masz ludzi obecnie?
Rozmawiam z nim przy śniadaniu, ale cicho by nie przerywać innym i nie rzucać się w oczy.
Ostatnio zmieniony 19 września 2013, 19:54 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
Dwalin siedział na kamieniu przed Goblińską Bramą odmawiając powrotu do- jak się wyraził- domu rozpusty i nieprawości wszelakiej. Zastanawiał się nad dalszymi działaniami. Mieli wszak odbić freoberta! Każdy stracony dzień i godzina zmniejszały jednak owe szanse nieuchronnie przybliżając czas, w którym trzeba będzie zapłącić okup, lub szlachetnie urodzony synalek sczeźnie.
- Tak, dziękuję ci Strażniku. A i wam, jego zacni kompani - Lady Byrde zwróciła się ku pozostałym, dziękując skinieniem głową. Oberżysta przyniósł nadziewanego łabędzia, półmiski z kaszą, ociekającą gęstym sosem dziczyznę oraz duże, okrągłe chleby i sery na drewnianych tacach.
- Skromnie bo skromnie, czekamy na dostawy zapasów - skłonił się z zakłopotaniem gospodarz i usunął się z drogi służebnym dziewkom, dbającym o przepływ napitków do stołu.
- W dowód mojej wdzięczności zgłoście się do Hraala, to mój osobisty kwatermistrz. Wyda wam 50 sztuk złota na osobę lub równoważny tej cenie sprzęt - dodała kobieta, przełykając smakowicie wyglądający kawałek mięsa.
*
- Tak, zgodnie z obietnicą pomogę wam ja oraz kilku moich ludzi. Niestety, król Fengel ma na głowie polowania i inne królewskie rozrywki i nie wesprze naszej akcji. Ani nie śpieszno mu wyjaśnić, czemu orkowie i gobliny porywają ludzi dla okupu. No cóż, nic nie poradzę, a słowo się rzekło - dodał rohirrim, wzdychając.
Obok podszedł nieśmiało Sammy Lepkie palce, zaczepiając ucztującego Hastamira.
- Panie, czy mogę już jechać wolno? Klejnot oddałem...
Zaś po drugiej stronie stołu, jedna z kobiet podała potajemnie list Ulfhedinowi.
- Skromnie bo skromnie, czekamy na dostawy zapasów - skłonił się z zakłopotaniem gospodarz i usunął się z drogi służebnym dziewkom, dbającym o przepływ napitków do stołu.
- W dowód mojej wdzięczności zgłoście się do Hraala, to mój osobisty kwatermistrz. Wyda wam 50 sztuk złota na osobę lub równoważny tej cenie sprzęt - dodała kobieta, przełykając smakowicie wyglądający kawałek mięsa.
*
- Tak, zgodnie z obietnicą pomogę wam ja oraz kilku moich ludzi. Niestety, król Fengel ma na głowie polowania i inne królewskie rozrywki i nie wesprze naszej akcji. Ani nie śpieszno mu wyjaśnić, czemu orkowie i gobliny porywają ludzi dla okupu. No cóż, nic nie poradzę, a słowo się rzekło - dodał rohirrim, wzdychając.
Obok podszedł nieśmiało Sammy Lepkie palce, zaczepiając ucztującego Hastamira.
- Panie, czy mogę już jechać wolno? Klejnot oddałem...
Zaś po drugiej stronie stołu, jedna z kobiet podała potajemnie list Ulfhedinowi.
Spoiler!
Wybieracie złoto czy macie na uwadze jakiś sprzęt? CDN
Na czele konnej kolumny jechał Eris, a zaraz za nim jego wierny adiutant - Ceorl. Potem w niewielkich odstępach jechał czujny Galdor, Hastamir, Dwalin, Ulfhedin, Praciaen oraz dwaj pozostali rohimirrowie: Maerl i Theor.
Gospoda "Goblińska Brama" została daleko w tyle, ginąc za kolejnymi pokonywanymi pagórkami i wzgórzami. Trakt wiodący w stronę gór mglistych i dalej - do ziem Beorningów i leśnych elfów, na wschód od rzeki Anduin. Lasy obfitowały w zwierzynę i pitną wodę, zaś sama podróż upłynęła na rozmowach i opowiadaniu żartów. Jedynymi ludźmi spotykanymi na drodze byli handlarze, przemierzający trakt z północy na południe, w stronę Rohanu. Dzień miał się już ku końcowi, gdy góry mgliste zamajaczyły się przed konną drużyną.
(na czerwono zaznaczona wasza droga).

- Rozbijmy tu obóz. Odpoczniemy trochę i o świcie ruszymy dalej - zarządził Eris, ku ogólnej uciesze pozostałych podróżników.
Ogień strzelał wesoło, zaś gwar rozmów drażnił Galdora, który nie chciał odpalać ogniska w środku niewielkiego lasu. Dwalin właśnie opowiadał jakąś wesołą historyjkę popijając otrzymane w prezencie piwo, gdy zza drzew ktoś głośno zawołał w języku Westron (wspólnym).
- Do krasnoludów można strzelać nawet z zamkniętymi oczami!
Gospoda "Goblińska Brama" została daleko w tyle, ginąc za kolejnymi pokonywanymi pagórkami i wzgórzami. Trakt wiodący w stronę gór mglistych i dalej - do ziem Beorningów i leśnych elfów, na wschód od rzeki Anduin. Lasy obfitowały w zwierzynę i pitną wodę, zaś sama podróż upłynęła na rozmowach i opowiadaniu żartów. Jedynymi ludźmi spotykanymi na drodze byli handlarze, przemierzający trakt z północy na południe, w stronę Rohanu. Dzień miał się już ku końcowi, gdy góry mgliste zamajaczyły się przed konną drużyną.
(na czerwono zaznaczona wasza droga).

- Rozbijmy tu obóz. Odpoczniemy trochę i o świcie ruszymy dalej - zarządził Eris, ku ogólnej uciesze pozostałych podróżników.
Ogień strzelał wesoło, zaś gwar rozmów drażnił Galdora, który nie chciał odpalać ogniska w środku niewielkiego lasu. Dwalin właśnie opowiadał jakąś wesołą historyjkę popijając otrzymane w prezencie piwo, gdy zza drzew ktoś głośno zawołał w języku Westron (wspólnym).
- Do krasnoludów można strzelać nawet z zamkniętymi oczami!