PBF - Boskie potyczki

namakemono
Reactions:
Posty: 1552
Rejestracja: 26 października 2012, 07:18

Post autor: namakemono » 24 września 2013, 09:11

- Dzięki, dzięki mości karczmarzu. Ano witam wszytkich, tak tłumnie przybywających w te skromne progi, wszystkich co chcą Panu Uciech za przybytku tego, na któren klątwa strasznista opadła, dobrym słowem a czareczką trunku przedniego przez dobrodzieja naszego karczmarza podawanego, uszanowanie a podzięki wielkie złożyć. Przeto wiedzieć wam trzeba, dobrzy ludzie, że jako przedmówca mój szanowny rzeknąć już raczył, na domostwo jego a utrzymania źródło takoż jedyne jakoż i uczciwe, bieda spadła nielicha. Duszysko w charakterze swym wcale nie przebrzydłe, ale umęczone osiedlić się zechciało, gości przestaszawszy karczmę ową, w której to wszyscy stoimy za swoją uznało, gości wszelakich odpędzało, do usług przez dobrodzieja naszego świadczonych nie tylko miejscowych ale i przyjezdnych gości odstraszając, nie tylko miejscu temu, ale i miastu całemu splendoru ujmując - a i w złocie w kasie miejskiej ubytki przez to znać być musiało. Różni zacni śmiałkowie odczynić urok a lokatora niechcianego wygonić się starali. I nie to, że słabi w przedsięwzięciu tym się okazali, co to, to nie. Jeno okoliczność była niezwykła a zjawa mocna nieprzeciętnie. Każden jeden wobec tego z osowiałą miną odejść musiał. Szczęściem przeogromnym nie kto inny, a Pan Uciech kroki nasze ku miastu waszemu skierował. "Gusłku, sługo mój uniżony - rzekł mi w widzeniu - do tej-a-tej to karczmy się udaj, bo biada mieszkańcowi tamtejszemu grozi nielicha. Tobie przeto nakazuję spokój miejscu temu, na które wzrok swój obróciłem, przywrócić". Jak mi kazano, tak i uczyniłem. Z druhami mymi bój nielichy stoczyć nam przyszło. Każden jeden dzielnie w walce z widziadłem stawał, a ludziska co wtedy w nocy zbliżyć się tu odważyli poświadczyć mogą, jakie głosy, światła, dymy takoż iskry na strony wszystkie pryskały. Wiele opowiadać nie będę, bo chwalić się nie lubię, a i druhy moje i pomocniki, to jeden-w-jeden skromne Piana wyznawce są. Koniec końców zjawę żeśmy odpędzili, spokojnie zatem spać takoż w mieście, jak i w gościnnym tym karczmarza naszego dobrodzieja przybytku jeść, pić, swawolić do woli, nie zapominając komu spokój ono zawdzięcza, każdy toast wygłaszając i kielich do ust wznosząc, Panowi gorąco dziękować. Ot i cała historia. Goście mili, jedźcie zatem, pijcie, śmiejcie się i swawolcie. Okazja to wspaniała, warta wręcz świątyni Piana ufundowania, i dnia tego jako święto w przyszłości czczenia. A kto by chciał osobno błogosławieństwa dostąpić, urok jaki odczynić, komu głowa zbyt ciężka się zrobi, komu potencyi nie starcza, tego zapraszam do miejsca ku temu przeznaczonego, gdzie do rana urzędował i Pana Uciech o wsparcie w imieniu interesanta prosić będę. Komu eliksir jakowyś wzmacniający (tu Gusłek puszcza oko do gawiedzi) na noc potrzebny będzie, u pomocników moich i druhów nabyć po cenie jeno symbolicznej można będzie. A teraz mili moi kielichy w górę wznieście, na zakończenie tej przydługiej acz koniecznej przemowy o błogosławieństwo nas wszystkich poproszę. (Gusłek takoż wzniesie puchar i pod nosem mamrocząc błogosławieństwo jakieś szeptem wygłosi. Koniec.)
Dajcie znać, jeśli o czymś zapomniałem. Zrobi się EDIT.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 24 września 2013, 09:57

Słuchaj Barthur, wszyscy się dobrze bawią, ale Ty minę masz kwaśną, znaczy myślisz? Jako bywały w świecie krasnolud Ci powiem, że nie ma nigdzie tak wielkich goblinów jak Ty.

Podejrzewam, że gobliny zełgały co jesteś jednym z nich. Nie chciały byś się pewnie czuł inny niż reszta, to ci powiedziały, że jesteś goblinem.

Ale jesteś półolbrzymem, spytaj Huskuna to ci opowie jak się u nich znalazłeś. Znaczy u goblinów z jego plemienia. Jeno go nie bij, bo to twój przyjaciel jest.
W czasie uczty Balin uświadamia Barthura kim on jest.

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 24 września 2013, 15:14

Karczma "Spokojna Przystań", przedpołudnie

Publika wysłuchała słów kapłana z uwagą, w odpowiednich miejscach zakrzykując radośnie lub wygwizdując negatywnych bohaterów. Przemowa nie była na tyle długa, aby zniecierpliwić żądnych zabawy gości, a wystarczająco treściwa, aby przekazać komu należy się wdzięczność i laur zwycięzcy. Gdy przemowa się skończył, wszyscy jak jeden mąż radośnie zakrzyknęli toasty i wypili. Po dłuższej chwili, w której słychać było tylko gulgotanie gardzieli, uczta rozgorzałą na powrót.

Karczmarz wraz z trzema dziewkami karczemnymi pracował w pocie czoła dbając, aby nikt nie pozostał bez trunków lub jadła. Największym zainteresowaniem cieszyli się wybawiciele karczmy. Każdy chciał wypić z pogromcą zjawy. Nieulękli zostali zasypani tysiącem pytań. Natomiast do Gusłak podeszła nieśmiało niewiasta, wstydliwie prosząc o eliksir poprawiający "siły witalne" jej męża...

W przeciągu dwóch godzin Gusłeka odwiedziło kila osób mocno zainteresowanych jego pomocą. Trzech podstarzałych jegomości złożyło datek w intencji zachowania jak najdłużej mocy męskich. Przy czym jak się później okazało, że tylko dwóm chodziło o sprawność łóżkową. Ostatni gruby Firto krasnolud, chciał móc nadal chlać od zmierzchu do świtu, bez porannych perturbacji. Przyszła też kobieta, która chciała ograniczyć jurność męża, który tak ją potrafi wymęczyć, że rankiem wstać nie może. Kolejna kobieta chciała dekokt jurności. Inaczej mówiąc chętnych było wielu, a ich problemy różnorodne.
Czy Gusłek narzuca jakiś cennik za swoje błogosławieństwa i eliksiry? Czy stosuje zasadę "ile łaska" lub "ile łaska ale nie mniej niż, żeby Pianna nie obrazić"?

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 24 września 2013, 15:36

- Jo żech półolbrzym? - Barthur zaśmiał się donośnie słysząc cudaczny koncept Balina: - Przeca od razu widoć żech goblin z krwi i kości. Jeno byłech za młodu przez półolbrzymy chowany i ichniejszą modę koniną pasiony, a innymi specyfikami, tom wyrósł nad miare.

Barthur był przekonany o tym co właśnie powiedział, choć gdzieś w głowie kiełkowało ziarenko niepewności, teraz podlane mową Balina. Był goblinem i jak ktoś, albo on sam mógł temu przeczyć tak oczywistej kwestii. Przecież nie mógł wyprzeć się swojego goblińskiego dziedzictwa, tak jakby krasnolud lub elf mógłby się wyprzeć swoich korzeni i udawać półorka. Takie rzeczy przecież na Orchii się nie zdarzały. Krasnoludy są krasnoludami, elfy ellfami, a Barthur goblinem.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 24 września 2013, 15:43

Mówie, Ci Barthur dociśnij Huskuna, ci on prawdę powie, żeś półolbrzym jest. A gobliny cię okłamywały.
Największe gobliny ci ledwo do piersi dorastajom.

namakemono
Reactions:
Posty: 1552
Rejestracja: 26 października 2012, 07:18

Post autor: namakemono » 24 września 2013, 16:21

Przyznam, że kompletnie nie znam się na KC-towej walucie i cennikach, trudno mi więc oszacować wartościowość usług i towarów. Zatem z wdzięcznością przyjmuję propozycję Ketha - 5 złt za błogosławieństwo indywidualne, wydaje mi się, że eliksir nie może być tańszy, czyli też 5 złt. Znaczy tak, jak napisał GM: co łaska, ale nie mniej niż 5 złt, żeby bóstwa nie obrazić.

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 24 września 2013, 17:19

5 sztuk złota to straszliwa cena. Chłopstwo i rybacy zarabiają średnio 10 sztuk złota rocznie, mieszczaństwo 50 sztuk złota. Za 5 sztuk złota można kupić osła, mieszkać w karczmie w pokoju dwuosobowym i jedząc trzy posiłki dzienni przez 25 dni. Nie pamiętam cen ziół i eliksirów, ale w tym przypadku 5 sztuk złota to godziwa zapłata. Eliksiry to artykuły luksusowe.
Ostatnio zmieniony 24 września 2013, 19:27 przez deliad, łącznie zmieniany 1 raz.

namakemono
Reactions:
Posty: 1552
Rejestracja: 26 października 2012, 07:18

Post autor: namakemono » 24 września 2013, 17:27

No to niech zapłatą za eliksiry pozostanie 5 złt, natomiast błogosławieństwo indywidualne niech będzie co łaska, ale z zaznaczeniem, że czym większa zapłata, tym większe prawdopodobieństwo zwrócenia na siebie uwagi Pana Uciech. Czym mniejsza natomiast, tym większe prawdopodobieństwo na gniew bóstwa za zniewagę.

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 25 września 2013, 20:23

Karczma "Spokojna przystań", popołudnie

Czas na dobrej zabawi szybko płynął. Nieulękli byli w centrum zainteresowania. Stawiano im darmowe kolejki, wznoszono toasty, ściskano dłonie, poklepywano po plecach. Pod ich adresem płynęły pochwały, pochlebstwa i komplementy. Kobiety nie kryły podziwu dla ich pomysłowości, sprytu i odwagi. Gdy opowiadano historię "egzorcyzmów" nawiedzonej karczmy, rozlegały się westchnienia zachwytów, ochy i achy. Wszyscy Nieulękli poczuli czym jest sława.

Gdy towarzysze Gusłak poświęcali się prezentowaniem swojego bohaterstwa, kapłan Pana Uciech nie próżnował. Przychodzili do niego przedstawiciele i przedstawicielki różnych ras i warstw społecznych, szukając remedium na ich troski. Gusłek pieczołowicie się nimi zajmował doradzając, błogosławiąc i sprzedając eliksiry. Z czasem poczuł miłe dla ducha, ciążenie w kieszeni swojej kapłańskiej szaty. Datki były sowite jak nigdy dotąd.

Balin większość czasu spędził siedząc za stołem i pociągając schłodzone w piwniczce piwo. Sprawa niespodziewanej śmierci dziadka, gdy ten był pod jego kuratelom, ciążyła mu jak kamień młyński i pogrzebała jego pozycję i karierę w "krasnoludzki świecie". Był nikim. Banitą i odszczepieńcem. Do teraz. Bo właśnie został prawowitym spadkobiercą seniora rodu, a to, nawet jeżeli nie pociągnie za sobą korzyści majątkowych, zrehabilituje go w oczach rodziny jak i całej krasnoludzkiej społeczności. Pozbywszy się kamienia z serca do kapłan powrócił spokój ducha jakiego dawno nie doświadczył. Dlatego to piła nie stawiając sobie żadnych ograniczeń, a piwo smakowało mu jak nigdy przedtem. Znalazł również świetne towarzystwo do picia. Był niem Fraki Assada, bogaty krasnoludzki kupiec. Tak się składało, że ów kompan dobrze znał historię Balina i widział ile, "oczyszczenie" karczmy dla niego znaczyło. Znali te same krasnoludzkie przyśpiewki biesiadne i mieli podobny spust do picia. Gdy z czach krasnoludów zaczęło się już tęgo "kurzyć", Fraki zaczął przysypiać. Skrytykowany przez Balina wyjaśnił, że nie może spać od trzech dni, bo jego sąsiad kowal wali całymi nocami w kowadło. Dodatkowo wspomniany kowal nie przyznaje się do nocnych prac, zapierając się na całego. Fraki jako sąsiad nie chce wszczynać burd, żeby nie wyjść na "buńczucznego krasnoluda", ale jest skłonny sowicie zapłacić za przyłapanie sąsiada na hałaśliwym procederze.

Tymczasem częstowane jadłem i napojem gobliny wraz z Barthurem dokazywały na całego, głośno się śmiejąc i prychając fragmentami nieprzeżutego jedzenia patrząc na sztuczki Drayaharusa.
Impreza trwa na całego. Gusłek zdążył zarobić 23 sztuk złota.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 25 września 2013, 20:40

Barthur wypiwszy kilka garńców miodu poczuł już co nie w czubie i coraz częściej spoglądał nieco zazdrosnym wzrokiem na otoczonego wianuszkiem ludzi Gusłka. W końcu wrodzona nieśmiałość ustapiła odwadze rosnącej z każdym łykiem napitku. Łowca wstał od ławy i gromko oznajmił:

- Ludziska! Powróżyć komu? Jo żech pianicki wróżbita!
Hmmmmm, Barthur jest wróżbitą, to może też trochę powróży z kości za małą ofiarą dla Piana. Może być śmiesznie:)
Ostatnio zmieniony 25 września 2013, 20:59 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Dobro
Reactions:
Posty: 2848
Rejestracja: 10 listopada 2012, 22:13

Post autor: Dobro » 26 września 2013, 21:39

- Piannicki wróżbita?! - niemal krzyknął zaskoczony Drayaharus, ale po chwili zwęszył w tym podstęp. Upojony alkoholem umysł nie pracował na najwyższych obrotach i niezbyt kojarzył fakty, takie jak np "nie ma kogoś takiego jak pianicki wróżbita". Zmrużając oczy na chwilę przystopował sztuczki.

Wróżbita? A to dobreee! Heek! Może być zabawnie! pomyślał i zaraz potem krzyknął:

- Ja! Dawaj no, zobaczymy co Piann dla mnie przewidział!!!
Wdaję się w zabawę z wróżeniem.

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 27 września 2013, 06:45

Karczma "Spokojna Przystań", popołudnie

Usłyszawszy zawołanie Barthura, Drayaharus jako pierwszy zeskoczył ze stołu i zasiadł naprzeciw wróżbity.
- Ja! Dawaj no, zobaczymy co Piann dla mnie przewidział!!!

Sporej kubatury goblin sięgnął do swojej sakiewki i wyciągnął z niej garść kurzych kości, kamyków, sznurków, żołędzi i paciorków. Ujął swoje skarby w obie dłonie i wzniósł do góry. Następnie wraz z nasilającym się mruczeniem potrząsał nimi w cztery stron świata, po czym z okrzykiem "Szarahhh", rzucił je na blat stołu.

Początkujący piannicki astrolog pochylił się nad kostkami i innymi drobinami wpatrując się w nie tak intensywnie, że aż poczerwieniał. Wraz z Barthurem nad blatem stołu pochylił się Draya i kilkunastu gapi.

- Widzę - powiedział wróżbita modulowanym głosem - widzę, żeś pies na baby - i wskazał na dwa żołędzie, które leżały koło siebie i przy pewnej dozie wyobraźnie można było przyrównać je do pośladów lub cycuszków.

-Zgadza się!
- wykrzyknął uradowany gnom.

- A i one tobie chętne
- dodał Barthur wskazując kość kurczaka leżącą tuż za żołędziami i wyglądającą jak wypisz wymaluj penis mierzący prosto w wypięte pośladki - boś kuśkę masz jak z drewna.

Wszyscy stojący wokół stołu zgodnie jak jeden mąż zarechotali rubasznie.

Barthur kontynuował:
- Z tego powodu byłeś w niewoli miłości - wróżbita wskazał sznurki, które ułożyły się jak pęta na dłonie.

Imaginerus przełknął głośno ślinę, przypominając sobie historię z Grubellą.
- Dość już o przeszłość wróżbito, a co widzisz w mojej przeszłości?

Barthur ponownie doznał tego stanu, gdy dusza opuszcza ciało. Od czasu do czasu popadał w ten stan i podejrzewał, że kiedyś nie wróci. Jak chmurka dymu został wyciągnięty przez komin i zawisł w ciemności w której wirowały obrazy.

Gnom musiał przyznać z uznaniem, że Barthur zna się na rzeczy i aktorstwo nie jest mu obce. Jakżeż pięknie wywrócił oczyma ukazują białka. Jak mistycznie począł się kiwać. A, ten obcy wyraz twarzy. Artyzm po prostu artyzm. I jeszcze ten całkiem obcy głos jakby docierający z innego świata. Aż, sam poczuł ciarki przebiegające po plecach.

- Nadciągnie wielkie zło. Zło będzie czarne i zgniłe. Ulepione z nienawiści i lęgnące się na łonie zemsty. Zło które będzie rosło, podlewane złymi uczynkami - twarz wróżbity obróciła się w stronę gnoma, marszcząc się i krzywiąc - Zło dotknie także ciebie. Będziesz chadzał po cmentarzach w promieniach księżyca. Będziesz zgłębiał mokre jaskinie. Wyruszysz w podróż na której końcu będzie bestia tej co poświęciła duszę. Wielokroć targną się na twoje życie. Nie drażnij Ognistej Pani, bo Twój los i los tobie życzliwych będzie przesądzony - wibrujący głos Barthura wypełnił każdą szczelinę karczmy. Już nikt się nie bawił, wszyscy słuchali z rosnącą trwogą, tymczasem ciała Barthura zaczęło lewitować nad ławą.

- Nieumarli są wśród nas. Zbudzeni zewem Mrocznego Pana. Spragnieni chłeptania ciepłej krewi i rozrywania świeżego mięsa - ciałem wróżbity targnęły drgawki i zatoczyło pełen obrót wokół własnej osi - sługa Pana Nieumarłych w każdej chwili rośnie w siłę. Stworzony, a nie zrodzony. Otoczony wiernymi sługami - ciało Barthura wyprostowało się i niewidzące oczy spoczęły na gnomie - On cię obserwuje Tanie Drayaharusie Imaginerusie. On śledzi Twój każdy krok. Chce zabijać, a czas mordu nadciąga jak nawałnica.

Nagle jakby ktoś przeciął linę na której wisiał wróżbita. Astrolog z rumorem spadł na stół i ławę wywracając ją na siebie. Gdy się podniósł wyglądał na całkowicie zdezorientowanego.

Po tym zdarzeniu impreza przygasła. Ludzie starali bawić się dalej, ale jakby padł na nich cień. Zaczęli rozprawiać o dziwnych i tajemniczych zdarzeniach w mieście.
Barthura jak na razie nie posiada zdolności nr 14 astrologa "podstawy wróżenia". Umie co prawda analizować ruchy ciał niebieskich i ustalać ich konsekwencje dla danej osoby, ale jest dzień.
Wróżenie Barthura polega bardziej na spostrzegawczości i dopasowywania do spostrzeżeń ustawienia swoich kostek. A, że czasami na napady wieszczenia... No, cóż taki się już urodził.
Barthur nie pamięta ani słowa z tego co powiedział. Jest zdezorientowany i nie bardzo wie czemu wszyscy na niego patrzą wielkimi oczami i co robi na szczątkach stołu.
W wolnej chwili naskrobię kilka historyjek opowiadanych przez rotgankirczyków.
Ostatnio zmieniony 27 września 2013, 09:13 przez deliad, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 27 września 2013, 09:20

Karczma "Spokojna Przystań", popołudnie

Huskun znał się na mistycznych wizjach równie dobrze jak na chędożeniu elfich panien, ale widok doznającego jakiegoś niezwykłego transu Barthura ściął mu krew w żyłach złowieszczym przeczuciem. Wypowiedziane przez półolbrzyma słowa niosły ze sobą przeświadczenie rychłych kłopotów i przestrogę przed nieuniknionymi zagrożeniami. Radosna atmosfera wypełniająca każdy zakamarek karczmy prysnęła w jednej chwili, zgaszona posępnym wieszczeniem. Nikt nie zdradzał co prawda chęci do natychmiastowego opuszczenia przybytku, ale klimat pianickiej biesiady bardzo ucierpiał.

Gobliński zaklinacz zastanawiał się przez chwilę, potem zaś ku zaskoczeniu wielu wskoczył na jeden ze stołów starając się nie strącić z blatu rozstawionych na nim półmisków i kubków.

- Umiłowani w Pianie bracia i siostry! - zakrzyknął starając się przemawiając w sposób dość wyraźny, by zrozumieli go nawet ci goście, którzy porządnie już mieli w czubie - Wszyscy wiemy, że nad waszymi domostwami wisi jakiś mroczny cień, kecz nie lękajcie się bez potrzeby. Gościcie w mieście błogosławionego syna Pana Uciech i jego wiernych akolitów. Nie bez powodu wieść głosi, że słudzy Kielicha to wyborni biesiadni kompani i niezrównani kochankowie w łożnicy, wszelako nie jeno do tego ograniczają się ich możności i talenty. Pan Uciech nie ścierpi, kiedy radość życia obraca wniwecz zła moc, albowiem zła niedola przeciwieństwem jest radości, którą przynoszą nam błogosławieństwa niebiańskiego Piana. Sami widzieliście, czego doświadczył przed chwilą nasz druh, umiłowany sługa Kielicha Barthur! Oto wizja zesłana przez Pana Uciech, znak jego przychylności i troski o naszą pomyślność!

Widok wysławiającego się w niecodziennie elokwentny widok goblina, obnoszącego się nie tylko otwarcie z pianicką wiarą, ale też budzącego zdumienie nasadzoną na głowę ekstrawagancką peruczką, musiał wprawić co niektórych słuchaczy w przypominające paraliż osłupienie. Huskun ogromnie się z tego powodu cieszył, bo skrycie podejrzewał, że już po pierwszych kilku słowach w jego stronę polecą sztućce i kawałki ogryzionych kości.

- Świątobliwy Gusłak, umiłowany syn Kielicha, pragnie nadstawić ucha waszym wszelakim troskom, tedy nie bojajcie się zbytecznie i opowiadajcie się, co też chmurzy wam w głowach. Jeno nie wszyscy na raz, bo nic nie dosłyszymy. Uciszcie się i niechaj przemawia jeden, a jak już skończy, będzie gadał następny.
Zamierzałem rozpocząć przepytywanie miejscowych w następnej części biesiady, ale poszło lepiej niż sądziłem - posłuchajmy zatem tych mrożących krew w żyłach opowieści...

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 27 września 2013, 10:20

Karczma "Pod rezolutnym goblinem", popołudnie

Przy stole gdzie siedział Nieulękli, po przepowiedniach Barthura zapadła cisza. Czterech siedzący tam mężczyzn pociągało ponuro piwo.

- Za co nas to spotyka - powiedział kędzierzawy ork.

- Już ty wiesza za co. Już ty wiesz - odparł półelf ze strapioną miną.

- A słyszeliśta, że Yuzwa łódź stracił - zagadnął ogorzały od wichrów i soli morskiej człowiek, śmierdzący rybami - gada, że mu ją trytony wywróciły i na skały pchnęli. Ledwo co im się udało dopłynąć do wyspy Świętego Węża. Ino kapłani się wściekli nie na żarty, co to niby zakaz wstępu został złamany i nieboraki dodatkowo klątwą obłożeni. Po tym wszystkim syn mu się powiesił. Yuzwa ino chleje i wszystek z domu wyprzedaje.

- Załamało się chłopisko? - zapytał półelf.

- Gdzie tam. Yuzwa twardy człek. Ino ręką machnął na te klątwy. Sam żem widział, jak druga łudź budował - prychnął z niedowierzaniem ork.

- Penie, że twardy. Jak każdy rybak. Jednak nie strzymał, jak mu syn wypełzł z grobu i do drzwi zapukał. Nieumarły! Cała rodzinę chciał wydusić, to i Yuzwa musiał go na, takie maluśie kawalątka posiekać - powiedział śmierdzący rybami pokazując palcami wielkość monety - to go zniszczyło. Mówię wam już po chłopie. Zapije się na śmierć.

- Ciężkie mamy czasy, a to dopiero początek. Słyszeliśta co ten wróż powiedział. Paczaj na tego gnoma, co się szlachcicem okazał. Zjawę zwojował, ale idę o każde pieniądze, że najpóźniej jutro z Rotgan-kir się wyniesie - powiedział zmarkotniały ork.

- Wchodzę w to
- rzekł dotychczas drzemiący krasnolud Fraki Asada - stawiam złoto, że cała ta gromada Rotgan nie opuści, póki spraw z naszym nieszczęściem nie załatwi. Dobrze mówię Balinie?

Chłop szybko wycofał się z zakładu, prawdopodobnie nie posiadając takich pieniędzy. Zmieniono szybko temat rozmowy.

- Dzisiaj jakę z agawom przyjechał z rana, widziałem kolejnego rycerza co do nas przyjechał. Wielką złotą gwiazdę nosi w herbie. Ponoć Paladyn. Żebyśta to widzieli kobity, aż sikały po nogach - powiedział ork.

- To już trzeci w tym tygodniu - pokręcił z niedowierzaniem głową półelf.

- No, to jeżeli dobrze liczę mamy ci teraz w Rotgan-kirze pięciu paladynów, pięciu czarnych rycerzy i siedmiu zwykłych rycerzy
- wyliczał na palcach rybak.

- To ja widzę, żeś ty człowiek nie na bieżąco! Wczoraj jak ten grad przestał walić. Tan Rahbag Krwiożerczy zaciachał w pojedynku, tu na rynku, Erina Wyzwoliciela. To mamy pięć do czterech dla czarnych rycerzy - powiedział ożywionym głosem półelf.

- O masz - sapnął zmartwiony rybak - a ja na tego paladyna stawiał. Srebrniki za caluteńki połów poszły. Stara mnie zabije.

- A, to żeś pewnie nie słyszał, że ten półbóg Arani syn Gramma, po walce podbiegł do trupa i powiedział, że paladyna ożywi - powiedział póelf.

- I co dał radę?
- dopytywał się rybak.

- A gdzie tam. Dostał piorunem prosto w głowę, aż Rahbaga osmaliło, co już ciało paladyna odciągał. Padł półbóg i ośmiu jego uczniów. Widać zasłużył na boską karę
- powiedział półelf.

Wszyscy znowu poświęcili się piciu piwa. Po czym rolnik ponownie zagadnął.

- Nie uwierzycie co się stało na polu Anasadary - zakrzyknął.

- Co? Robale mu agawę wyżarły?. Pijaczkowi jednemu. - zapytał zaciekawiony rybak.

- Nie. Sam żem widział jak wczoraj sadzonki agawy wsadzał. Cała rodzina, od świtu do nocy pracowała. Uśmiałem się, jak ten grad nadciągnął. Starej powiedziałem, ale sobie porę wybrał na sadzenie agawy. Jadę dzisiaj, a ta menda. Ten wszarz. Agawę zbiera! Przez jedną noc mu agawa tak dorodna wyrosła, że w życiu takiej nie widziałem. Gnój jeden nie chce powiedzieć jak to zrobił. Jeno mówi, że Arianna łaskawym wzrokiem spojrzała na swojego wiernego wyznawcę. Gówno, tam prawda. Przecie on nie był w świątyni od wiosny. Żadnych Łez Arianny w polu nie składał, jak te hobbity z Wroombo. Jakby tego mało było, sam żem widział, sprzedaje tą agawę jako jadło pobłogosławione przez bogi. Dziesięć srebrników bierze od sztuki. Zachłannik jeden! - kipiał gniewem ork.

- A to dobre! Co się tam u was wyrabia na podgrodziach. Ale to nic, bo i u nas dziwy. Koło Smoczego Cmentarzyska lemeony się pojawiły. Gargol je widział. Mówi, że mu sieć poszarpały - powiedział rybak

- W mieście też się dziwy dzieją. Ponoć w zachodniej dzielnicy jakowaś mara w "Kufelku" wszystkich ludzi wydusiła. Ślepia miała niczym rozżarzone węgle. Ino Gurgol rzeźnik przeżył, bo do domu wcześnie wrócił. Mówił, że podczas nocnej burzy wlazło takie coś zakutane w szmaty. Wszyscy myśleli, bezdomna starowina. Siadło to to w kącie i tymi ślipiami łypało. Rano w "kufelku" dwunastu martwych chłopa znaleźli, razem z karczmarzem. Tej zakutanej nie był - opowiadał półszeptem półelf

- To mi przypomniało, że na mnie już czas - powiedział ork.

- Nie stracha się - zaśmiał się rybak - wszak mamy tu kapłana Pianna.

- Muszę iść. Muszę iść - powiedział ork, dopił piwo i wyszedł.

- Na mnie też już czas - rzekł półelf.

- Poczkaj. To ja też idę - powiedział rybak i cała trójka wyszła z karczmy.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 27 września 2013, 10:40

Słuchaj Fraki Assado, ja i moi kompanioni pomożemy ci z tym Twoim sąsiadem, kowalem. Ale najszybciej jutro, dziś pijemy, zdrowie mojego dziadunia.
Następnie zdrowie Frakiego potem moje i tak dalej. Wytłumacz mi przyjacielu gdzie ty dokładnie mieszkasz. Albo jutro koło popołudnia sługę jakiegoś podeślij do nas.




Fraki, prawdę owi ludkowie powiadają, macie tu zjazd paladynów i czarnych rycerzy i zwykłych? Co ich tu ściąga? A te dziwy co oni opowiadali wszyscy to prawda, z tym nieumarłym synem rybaka i tą starowną co kilkunastu luda pozabijała?
Rano lub koło południa kolejnego dnia przedstawię reszcie sprawę Frakiego, trza mu będzie pomóc. Po pierwsze cosik zapłaci, po drugie dziwne, że kowal po nocy hałasuje, może robi cosik nielegalnego?
Ostatnio zmieniony 27 września 2013, 11:12 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

ODPOWIEDZ