Zamierzona gra słów
Grag ochoczo zabrał się do rozwalania tamy. Posapując odwalił kawał drewna który z głośnym trzaskiem pękł. Osunęło się przy tym sporo błota,zatapiając nogi barbarzyńcy aż do kolan.
-Ej,Grag-rzekł elf,z boku przyglądający się jego pracy
Barbarzyńca odrzucił na bok spory głaz,zapomniawszy o drobnym szpiczastouchym szermierzu,który w ostatniej chwili odskoczył na bok przed toczącym się kamlotem.
-Grag!-krzyknął elf-Rycerz gdzieś przepadł!
Wielkolud przerwał pracę,oglądając się za siebie.
-Przecież mówił ze idzie się rozejrzeć,pewnikiem piwo go przypiliło,hłe hłe!!
Do elfich uszu od strony wodospadu dotarł łoskot uderzajacych o kamienie blach i nastepnie głośne plusnięcie.
-
Na wszelkich Bogów,spadł-po czym drobny szermierz ruszył biegiem w stronę spadającej w dół wody.
Kiedy dobiegł do jamy,w której znikał bystry nurt dojrzał jedynie ciemność. Jednak tuż obok biegły schody,które zalewane wodą ciężko było zauważyć. Nic dziwnego że rycerz nie skorzystał z tej drogi.
Araven obejrzał się czy barbarzyńca podąża za nim po czym starając się nie poslizgnąć na mokrych stopniach zaczął schodzić w dół.