- Fiu, fiu, to będzie ciekawe widowisko! - zagwizdał i powiedział bardziej do siebie, niż do śmierdzącej cebulą ciżby wokoło.
PBF - Boskie potyczki
- Łaaa! - zachwycił się gnom, patrząc na czarnego rycerza. Gdyby nie wzrost, Drayaharus też byłby takim rycerzem... Walka zbliżała się nieubłaganie, zaś Drayaharus nie mógł się doczekać jej kulminacyjnego punktu... Nagle dostrzegł znajomego, idącego za paladynem.
- Fiu, fiu, to będzie ciekawe widowisko! - zagwizdał i powiedział bardziej do siebie, niż do śmierdzącej cebulą ciżby wokoło.
- Fiu, fiu, to będzie ciekawe widowisko! - zagwizdał i powiedział bardziej do siebie, niż do śmierdzącej cebulą ciżby wokoło.
Spoiler!
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Rynek miejski Rotgan-kir, przedpołudnie, 39 dzień kepon-ranu
Gusek i jego obstawa szła przez rozstępującą się tłuszczę, aż dotarła do fontanny, gdzie moczył nogi wiecznie uśmiechnięty gnom. I tym razem jego twarz zdobił szelmowski uśmiech, który jak zawsze zwiastował jakieś kłopoty.
Gusłek wspiął się na cembrowinę i przytrzymał rzeźby reptilionki, z której dzbana tryskała struga zimnej kryształowo czystej wody. Z tej wysokości pozdrowił znajomych i rozglądał się za rycerzami.
Nim jeszcze słońce osiągnęło pułap, swojej codziennej wędrówki w jednej z bocznych dróg rozległy się dźwięczne czyste śpiewy. Tłum rozstąpił się z westchnieniem i na plac wkroczyły odziane w nieskazitelną biel słane elfie dziewice Orofara. Elfki śpiewają i tańcząc ciskały pod kopyta siwego rumaka białe płatki lilii.
Orofar prezentował się wyśmienicie w płytowej błyszczącej zbroi z hełmem ozdobionym długimi białymi piórami jakiegoś egzotycznego ptaka oraz peleryną na której wyhaftowano kwiat Arianny. Spod podniesionej przyłbicy spoglądały przejrzyste, zdeterminowane i pewne siebie oczy. Za paladynem podążał jego giermek niosą kopię z proporcem prezentującym herb Orofara.
Elfki doprowadziły paladyna do centrum placu i wycofały się uniżenie.
Orofar z wysokości siodła pozdrowił córkę burmistrza, Gusłka i tłum mieszczan.
Nim jeszcze pojawiły się jakieś spekulacje na temat odwagi czarnego rycerza, w jednej z dróg rozległy się krzyki zapowiadające jego nadejście.
Przed zganaszowanym, paradnie stąpającym, karym ogierem podążał giermek odziany w lekką zbroję i torując drogę swojemu Panu.
Rahbag Krwiożerczy siedział na koniu w pozie sugerującej bardziej, że jedzie na spacerek, niż na bój na śmierć i życie. Nosił na sobie szmelcowaną zbroję płaszczyznową, a przy siodle sterczała lanca z czarnym proporcem ozdobioną srebrną głową atakującego węża. Przy siodle obijał się przytroczony obusieczny topór, który wielkości swojego styliska przypominał sporą tarczę.
Dwóch oponentów podjechało do siebie na środku placu wpatrując się w siebie morderczymi spojrzeniami. Nawet ich konie starały się ugryźć.
Obok nich stanęli giermkowie i skinęli na Gusłka, żeby podszedł.
Zaczął Alfred, giermek Orofara.
- Tan Orofar Miłosierny życzy sobie rozpocząć walkę bez utarczki konnej. Ogier waści Pana mógłby stratować niewinnych mieszczan, po tym jak tan Orofar, strąci tana Rahbaga w kurz placu pojedynkowego.
Giermek czarnego ryczerza skrzywił się i zmełł w ustach przekleństwo.
- Zatem rozpocznie się od walki na topory, niech twój Pan się dostosuje. I ty też. Głupsłek ogłoś to i w stosownym momencie daj znak do walki.
Konie szybko odprowadzono do pobliskiej stajni, a rycerze i giermkowie stanęli naprzeciw siebie.
Gusek i jego obstawa szła przez rozstępującą się tłuszczę, aż dotarła do fontanny, gdzie moczył nogi wiecznie uśmiechnięty gnom. I tym razem jego twarz zdobił szelmowski uśmiech, który jak zawsze zwiastował jakieś kłopoty.
Gusłek wspiął się na cembrowinę i przytrzymał rzeźby reptilionki, z której dzbana tryskała struga zimnej kryształowo czystej wody. Z tej wysokości pozdrowił znajomych i rozglądał się za rycerzami.
Nim jeszcze słońce osiągnęło pułap, swojej codziennej wędrówki w jednej z bocznych dróg rozległy się dźwięczne czyste śpiewy. Tłum rozstąpił się z westchnieniem i na plac wkroczyły odziane w nieskazitelną biel słane elfie dziewice Orofara. Elfki śpiewają i tańcząc ciskały pod kopyta siwego rumaka białe płatki lilii.
Orofar prezentował się wyśmienicie w płytowej błyszczącej zbroi z hełmem ozdobionym długimi białymi piórami jakiegoś egzotycznego ptaka oraz peleryną na której wyhaftowano kwiat Arianny. Spod podniesionej przyłbicy spoglądały przejrzyste, zdeterminowane i pewne siebie oczy. Za paladynem podążał jego giermek niosą kopię z proporcem prezentującym herb Orofara.
Elfki doprowadziły paladyna do centrum placu i wycofały się uniżenie.
Orofar z wysokości siodła pozdrowił córkę burmistrza, Gusłka i tłum mieszczan.
Nim jeszcze pojawiły się jakieś spekulacje na temat odwagi czarnego rycerza, w jednej z dróg rozległy się krzyki zapowiadające jego nadejście.
Przed zganaszowanym, paradnie stąpającym, karym ogierem podążał giermek odziany w lekką zbroję i torując drogę swojemu Panu.
Rahbag Krwiożerczy siedział na koniu w pozie sugerującej bardziej, że jedzie na spacerek, niż na bój na śmierć i życie. Nosił na sobie szmelcowaną zbroję płaszczyznową, a przy siodle sterczała lanca z czarnym proporcem ozdobioną srebrną głową atakującego węża. Przy siodle obijał się przytroczony obusieczny topór, który wielkości swojego styliska przypominał sporą tarczę.
Dwóch oponentów podjechało do siebie na środku placu wpatrując się w siebie morderczymi spojrzeniami. Nawet ich konie starały się ugryźć.
Obok nich stanęli giermkowie i skinęli na Gusłka, żeby podszedł.
Zaczął Alfred, giermek Orofara.
- Tan Orofar Miłosierny życzy sobie rozpocząć walkę bez utarczki konnej. Ogier waści Pana mógłby stratować niewinnych mieszczan, po tym jak tan Orofar, strąci tana Rahbaga w kurz placu pojedynkowego.
Giermek czarnego ryczerza skrzywił się i zmełł w ustach przekleństwo.
- Zatem rozpocznie się od walki na topory, niech twój Pan się dostosuje. I ty też. Głupsłek ogłoś to i w stosownym momencie daj znak do walki.
Konie szybko odprowadzono do pobliskiej stajni, a rycerze i giermkowie stanęli naprzeciw siebie.
Niepostrzeżone rzucenie czaru w tak wielkim tłumie, jest bardzo trudne. Czar zadziałał by na obu walczących, chyba, że rzucił być go z boku, aby objąć tylko jednego.
Ostatnio zmieniony 13 grudnia 2013, 07:23 przez deliad, łącznie zmieniany 1 raz.
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
- Khem, khem - Gusłek zakasłał głośno, żeby przyciągnąć uwagę rozentuzjazmowanej gawiedzi. - Wielce szanowni mieszczanie, tak tłumnie zgromadzeni na centralnym placu swego miasta, Rotgan-kiru, wszyscy przybyli spoza miasta wędrowcy, oraz inny, ludzie i nieludzie, bogaci i biedni, smutni i weseli, wszyscy powitajmy bohaterów dzisiejszego wydarzenia: Orafara Miłosiernego, walecznego paladyna w służbie Ariany, pani płodności. Serca szlachetnego, w boju zaś nieustraszonego. Oraz jego adwersarza, Rahbaga Krwiożerczego, rycerza z duszą tak czarną, jak jego przepiękna zbroja, takoż w boju nieulękłego, jak bezlitosnego. Potykać owi mężowie będą się na oczach waszych, w walce morderczej na zasadach uprzednio ustalonych. Przeto błagajmy bogów, by oczy swe na Rotgar-kir skierowali, a ulubieńca swego, temu, który w ich oczach na zwycięstwo zasługuje, tarczę powiększyli, oręż wyostrzyli a ramię wzmocnili. Potem zaś, wszyscy tu zgromadzeni niech ku czci Pana Uciech świętują, któregoż to ja, Gusłek wiernym jestem sługą, kapłanem i wiary krzewicielem. Gawiedź wielkie wydarzenie niech święci, orszak zwycięzcy niech święci wiktorię, orszak pokonanego smutek w trunkach niech utopi a potem do ogólnej wesołości niech dołączy, bo życie musi toczyć się dalej. A jako że świętujemy miesiąc Piana, tedy Pan Uciech opiekę swą nad wszystkimi tu obecnymi roztoczy. Przeto jedzcie, pijcie i chędożcie do białego rana, a jakby kto Painickiego błogosławieństwa potrzebował, to wiecie gdzie mnie szukać. Ale to dopiero po pojedynku. A teraz - NIECH ZWYCIĘŻY LEPSZY!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Rynek, przedpołudnie, 39 dzień kepon-ranu
Obaj rycerze prezentowali się wręcz olśniewająco, w oczach Huskuna urastając do rangi półbogów, przy których wódź Burgul bardzo natychmiast zmalał i stał się jakiś taki niepozorny. Na ustach goblina pojawił się mściwy uśmieszek, zrodzony wyobrażenie zaprzyjaźnionego świątynnego rycerza wjeżdżającego z pompą do wioski Turgulów i przerabiającego na znak Huskuna na mięsną papkę Burgula, Uhara i wszystkich ich przybocznych rębajłów, co do ostatniego parszywego, butnego i złośliwego w tej postrzegającej się za elitę Turgulów bandzie.
Tak, o takich właśnie sojuszników warto było zabiegać, przy czym sympatia Huskuna wciąż lokowała się bliżej Orafara - bynajmniej nie przez wzgląd na ujmującą osobowość paladyna, tylko niebywały wdzięk jego elfek, na widok których zaklinacz z miejsca zaczął się nieświadomie drapać w kroczu.
Równie bezwiednie oblizując usta, zaklinacz oderwał w końcu wzrok od gibkich ciał elfek i zaczął się chciwie przyglądać innym ważnym osobowościom pojedynku, w pierwszym rzędzie kapłanowi Katana oraz pełniącej obecnie w mieście rolę władyki córce burmistrza. Huskun nie miał pojęcia, do kogo należał Rotgan-kir i gdzie miasto odprowadzało swe podatki, ale goblin podejrzewał, że katanicki duchowny pełnił w mieście rolę szarej eminencji i na pewno nie wolno było go lekceważyć.
A skoro szczęście i boskie przeznaczenie zwykło sprzyjać zuchwałym, Huskun zamierzał popchnąć sprawy we właściwym ze swego punktu widzenia kierunku, prosto w ręce jeszcze nieświadomego jego chytrego planu Gusłka.
Obaj rycerze prezentowali się wręcz olśniewająco, w oczach Huskuna urastając do rangi półbogów, przy których wódź Burgul bardzo natychmiast zmalał i stał się jakiś taki niepozorny. Na ustach goblina pojawił się mściwy uśmieszek, zrodzony wyobrażenie zaprzyjaźnionego świątynnego rycerza wjeżdżającego z pompą do wioski Turgulów i przerabiającego na znak Huskuna na mięsną papkę Burgula, Uhara i wszystkich ich przybocznych rębajłów, co do ostatniego parszywego, butnego i złośliwego w tej postrzegającej się za elitę Turgulów bandzie.
Tak, o takich właśnie sojuszników warto było zabiegać, przy czym sympatia Huskuna wciąż lokowała się bliżej Orafara - bynajmniej nie przez wzgląd na ujmującą osobowość paladyna, tylko niebywały wdzięk jego elfek, na widok których zaklinacz z miejsca zaczął się nieświadomie drapać w kroczu.
Równie bezwiednie oblizując usta, zaklinacz oderwał w końcu wzrok od gibkich ciał elfek i zaczął się chciwie przyglądać innym ważnym osobowościom pojedynku, w pierwszym rzędzie kapłanowi Katana oraz pełniącej obecnie w mieście rolę władyki córce burmistrza. Huskun nie miał pojęcia, do kogo należał Rotgan-kir i gdzie miasto odprowadzało swe podatki, ale goblin podejrzewał, że katanicki duchowny pełnił w mieście rolę szarej eminencji i na pewno nie wolno było go lekceważyć.
A skoro szczęście i boskie przeznaczenie zwykło sprzyjać zuchwałym, Huskun zamierzał popchnąć sprawy we właściwym ze swego punktu widzenia kierunku, prosto w ręce jeszcze nieświadomego jego chytrego planu Gusłka.
Myślę, że powinniśmy kuć żelazo, póki gorące i dalej kapitalizować odsetki naszej rosnącej popularności. Jak tylko ostatecznie rozwiążemy kłopot z dawnymi wierzycielami Gusłka, trzeba będzie zaaranżować dla naszego kapłana przyjacielskie spotkanie z katanickim hierarchą oraz - osobno - z córką burmistrza.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Rynek, przedpołudnie, 39 dzień kepon-ranu
Ledwo głos Gusłka umilkł, a wśród tłumu rozeszła się dzika wrzawa. Jednak nie tylko słowa pianickiego kapłana tak poruszyły tłumy, ale też dziwaczne zdarzenie. Alfred, giermek Orafara, rzucił topór oraz tarcze i z opętańczym wyciem oraz wzrokiem przesiąkniętym przerażeniem pomknął w tłum gapiów.
Z pełnego hełmu zaopatrzonego w nietoperze skrzydła, jaki nosił Rahbag, rozległ się dudniący śmiech. Jego giermek wygrał walkę zanim ta się jeszcze zaczęła, stawiając Orafara w bardzo niekorzystnym świetle, ponieważ część sromoty giermka spływało także na paladyna.
Huskum zagryzł wargę. Zachowanie giermka było niemal identyczne z efektem jednego ze znanych mu czarów. Tylko nigdzie nie było widać żadnej podejrzanej postaci, a przecież wpatrujący się przez chwilę w Alfreda czarny rycerze nie mógł przecież rzucić czaru. Nie mówiąc już o wydumane poczucie honoru rycerzy, ale ze względu na noszony przez niego ciężki pancerz.
Być może Alfred zwyczajnie stchórzył jednak goblina wierciły, jak chore drzewo korniki, wątpliwości.
Nie tracąc czasu czarny rycerz natarł na paladyna uderzając ogromnym obusiecznym toporem. Po trzykroć toporzysko z wizgiem zjeżdżało po tarczy Orafara, nim ten wyprowadził cios, swoim mizernym jednoręcznym toporkiem. Cios jednak był celny i wgniótł zbroję na udzie Rahbaga.
Półolbrzym zdawał się tego nawet nie zauważyć nadal nacierał zmuszając Orafara do cofania się. W tenże sposób paladyn doszedł do fontanny, dalsza droga była zablokowana. Pewien swojej przewagi Rahbag wykonał straszliwe cięcie mające zakończyć pojedynek i życie arianity. Ten jednak w przemknął pod ramieniem setyty. Cios miast rozpołowić wroga spadł na brzeg fontanny gruchocząc ją i dając ujście zgromadzonej w niej wodzie.
Oczy gnoma aż zabłysły z uciechy, toż to był prezent od samego Piana. Patrzał urzeczony jak woda rozlewa się w postaci kałuży pod nogi rycerzy. Uchwycił za amulet, aby nadać powierzchni niesamowitą śliskości, jednak rycerze jak na złość przesunęli się w inną część pola walki. Gnom mrukną zagniewany, ale cierpliwie czekał, aż wrócą w obręb wody.
Balin spoglądał z tarasu i komentował każde posunięcie rycerzy. Wtórowały mu krzyki Bazookh oraz przybyłego przed chwilą Frakiego. Gorąca atmosfera nie przyćmiła krasnoludzkiej uwagi kapłana Gotam-gora. Pogoda wyraźnie się psuła. Na czystym błękicie nieba zbierały się coraz ciemniejsze chmury.
Tymczasem rycerze zmagali się ze sobą z zajadłą zaciekłością. Każdy z nich nosił już na sobie ślady wgnieceń. W pewnej chwili zwinny i dość ruchliwy paladyn, zadał zdawać by się mogła decydujący cios. Trafił ostrzem swego topora w prawy nadgarstek Rahbaga, co spowodowało upuszczenie przez niego broni. Paladyn jednak miast zadać śmiercionośny cios odszedł kilka kroków w tył czekając, aż jego oponent podniesie swoją broń.
W tłumie rozległy się oklaski i wiwaty. Zaraz jednak walka rozgorzała na nowo. Rahbag natarł ze zdwojoną wściekłością.
W tejże chwili nieświadomi knowań Drayaharusa rycerze weszli do kałuży wody. Gnom przytulając się do marmurowej reptilionki i kryjąc głowę pod jej pachą wymówił słowa zaklęcia, które zginęło wśród wrzawy gawiedzi. Z chytrym uśmiechem obserwował jak kamienie tracą swoją chropowatość i robią się błyszczące jak pokryte lodem. Imaginerus tłumiąc chichot wycofał się w gęsty tłum. Nim jednak dotarł do trzeciego rzędu rozległo się westchnienie wydane przez setki gardeł.
Huskun zastrzygł dużymi uszami i szarpnął ze zdenerwowania za szaty Gusłka. Orafar upadł jak długi u stóp setyty. Raz i drugi udało mu się odturlać przed potężnym ciosem ostrza topora, których siła naznaczała pajęczyną pęknięć kamienne płyty, jakim wyłożono rynek. Jednak trzecie cięcie wryło się głęboko w pierś arianity. Paladyn krzyknął z bólu, nie miał jednak zamiaru czekać na śmierć. Jego topór wyrżnął prosto w stopę Rahbaga. Setyta targnął nogę w w górę i stracił równowagę upadając na plecy.
Rycerze podnieśli się z trudem i kulejąc natarli na siebie. Jednak paladyn stracił swoją precyzję. Część ciosów spadała na jego zbroję gniotą ją i wyginając.
Gnom wbiegł na taras podbiegając do Balin, wołając z daleka.
- I co? i co? Leżą?
- Już po paladynie - odpowiedział zaczerwieniony z emocji Fraki - teraz może uratować go jedynie cud.
- Patrzcie - zapiszczał jakaś kobieta stojąca nieopodal Gusłka, ścierając z twarzy kroplę deszczu- niebiosa już płaczą po Orafarze.
Kilkukrotnie trafiony Paladyn zatoczył się i po raz kolejny upadł. Jego los był przesądzony, on jednak zdawał się nadal się z nim nie godzić. Nim Rahbag go zdążył dobić, paladyn czerpiąc siłę z desperacji cisnął toporem. Topór wyrżnął półolbrzyma prosto między oczy wbijając się w jego hełm. Rahbag zaszamotał głową, ale broń paladyna tkwiła mocno. Czarny rycerz zdarł hełm z głowy prezentując zalana krwią twarz. Krew ciekłą mu z szerokiej rany na czole i zalewała oczy.
Orafar wstał i zatoczył w tył. Przytrzymał go jego giermek, który ponownie pojawił się na polu walki. Orafar odepchnął go wyciągając jego miecz i jednym płynnym cięciem w głowę posłał Rahbaga na kolana. Półolbrzym musiał mieć czaszkę jak ze stali bo miast umrzeć wpatrywał się w oczy swojego kata.
Strugi nagłego deszczu spłukiwały jego twarz podkreślając wysiłek i koncentrację setyty.
Orafar wzniósł miecz wysoko, aby go spuścić i ....
Skóra Gusłak zamrowiła, a wszystkie włosy na ciele zjeżyły się. Następny był oślepiający błysk i oszałamiający widok drgającego konwulsyjnie ciała paladyna. Jako ostatni dotarł przekraczający wszelkie skale głośności grzmot, pozostawiający w uszach jedynie jednostajny pisk.
Drayaharu wpatrywał się z rozwartymi do granic możliwości oczyma i ustami, jak porażone piorunem ciało Orafara zwija się konwulsyjnie i dymi. Jednak mimo to nadal się ruszało.
Oszołomiony i ogłuszony Huskun wstał na nogi, choć nawet nie wiedział kiedy upadł. W pobliżu rycerzy leżało tak, jak i on i Gusłek wiele osób jednak nie wszyscy wstawali.
Gusłek poczuł jak jakaś siła podrywa go z ziemi. To był Albert, szamotał nim i chyba coś wywrzaskiwał, jednak kapłan Piana widział jedynie poruszające się usta, bo nie dochodziły do niego żadne dźwięki. Giermek wskazywał mu czołgającego się po topór Rahbaga, który miała zamiar zdekapitować drgającego, odmiennego w etosie i wierze, oponenta.
- Przerwij walkę - odczytał z ust Alfreda Gusłek.
Ledwo głos Gusłka umilkł, a wśród tłumu rozeszła się dzika wrzawa. Jednak nie tylko słowa pianickiego kapłana tak poruszyły tłumy, ale też dziwaczne zdarzenie. Alfred, giermek Orafara, rzucił topór oraz tarcze i z opętańczym wyciem oraz wzrokiem przesiąkniętym przerażeniem pomknął w tłum gapiów.
Z pełnego hełmu zaopatrzonego w nietoperze skrzydła, jaki nosił Rahbag, rozległ się dudniący śmiech. Jego giermek wygrał walkę zanim ta się jeszcze zaczęła, stawiając Orafara w bardzo niekorzystnym świetle, ponieważ część sromoty giermka spływało także na paladyna.
Huskum zagryzł wargę. Zachowanie giermka było niemal identyczne z efektem jednego ze znanych mu czarów. Tylko nigdzie nie było widać żadnej podejrzanej postaci, a przecież wpatrujący się przez chwilę w Alfreda czarny rycerze nie mógł przecież rzucić czaru. Nie mówiąc już o wydumane poczucie honoru rycerzy, ale ze względu na noszony przez niego ciężki pancerz.
Być może Alfred zwyczajnie stchórzył jednak goblina wierciły, jak chore drzewo korniki, wątpliwości.
Nie tracąc czasu czarny rycerz natarł na paladyna uderzając ogromnym obusiecznym toporem. Po trzykroć toporzysko z wizgiem zjeżdżało po tarczy Orafara, nim ten wyprowadził cios, swoim mizernym jednoręcznym toporkiem. Cios jednak był celny i wgniótł zbroję na udzie Rahbaga.
Półolbrzym zdawał się tego nawet nie zauważyć nadal nacierał zmuszając Orafara do cofania się. W tenże sposób paladyn doszedł do fontanny, dalsza droga była zablokowana. Pewien swojej przewagi Rahbag wykonał straszliwe cięcie mające zakończyć pojedynek i życie arianity. Ten jednak w przemknął pod ramieniem setyty. Cios miast rozpołowić wroga spadł na brzeg fontanny gruchocząc ją i dając ujście zgromadzonej w niej wodzie.
Oczy gnoma aż zabłysły z uciechy, toż to był prezent od samego Piana. Patrzał urzeczony jak woda rozlewa się w postaci kałuży pod nogi rycerzy. Uchwycił za amulet, aby nadać powierzchni niesamowitą śliskości, jednak rycerze jak na złość przesunęli się w inną część pola walki. Gnom mrukną zagniewany, ale cierpliwie czekał, aż wrócą w obręb wody.
Balin spoglądał z tarasu i komentował każde posunięcie rycerzy. Wtórowały mu krzyki Bazookh oraz przybyłego przed chwilą Frakiego. Gorąca atmosfera nie przyćmiła krasnoludzkiej uwagi kapłana Gotam-gora. Pogoda wyraźnie się psuła. Na czystym błękicie nieba zbierały się coraz ciemniejsze chmury.
Tymczasem rycerze zmagali się ze sobą z zajadłą zaciekłością. Każdy z nich nosił już na sobie ślady wgnieceń. W pewnej chwili zwinny i dość ruchliwy paladyn, zadał zdawać by się mogła decydujący cios. Trafił ostrzem swego topora w prawy nadgarstek Rahbaga, co spowodowało upuszczenie przez niego broni. Paladyn jednak miast zadać śmiercionośny cios odszedł kilka kroków w tył czekając, aż jego oponent podniesie swoją broń.
W tłumie rozległy się oklaski i wiwaty. Zaraz jednak walka rozgorzała na nowo. Rahbag natarł ze zdwojoną wściekłością.
W tejże chwili nieświadomi knowań Drayaharusa rycerze weszli do kałuży wody. Gnom przytulając się do marmurowej reptilionki i kryjąc głowę pod jej pachą wymówił słowa zaklęcia, które zginęło wśród wrzawy gawiedzi. Z chytrym uśmiechem obserwował jak kamienie tracą swoją chropowatość i robią się błyszczące jak pokryte lodem. Imaginerus tłumiąc chichot wycofał się w gęsty tłum. Nim jednak dotarł do trzeciego rzędu rozległo się westchnienie wydane przez setki gardeł.
Huskun zastrzygł dużymi uszami i szarpnął ze zdenerwowania za szaty Gusłka. Orafar upadł jak długi u stóp setyty. Raz i drugi udało mu się odturlać przed potężnym ciosem ostrza topora, których siła naznaczała pajęczyną pęknięć kamienne płyty, jakim wyłożono rynek. Jednak trzecie cięcie wryło się głęboko w pierś arianity. Paladyn krzyknął z bólu, nie miał jednak zamiaru czekać na śmierć. Jego topór wyrżnął prosto w stopę Rahbaga. Setyta targnął nogę w w górę i stracił równowagę upadając na plecy.
Rycerze podnieśli się z trudem i kulejąc natarli na siebie. Jednak paladyn stracił swoją precyzję. Część ciosów spadała na jego zbroję gniotą ją i wyginając.
Gnom wbiegł na taras podbiegając do Balin, wołając z daleka.
- I co? i co? Leżą?
- Już po paladynie - odpowiedział zaczerwieniony z emocji Fraki - teraz może uratować go jedynie cud.
- Patrzcie - zapiszczał jakaś kobieta stojąca nieopodal Gusłka, ścierając z twarzy kroplę deszczu- niebiosa już płaczą po Orafarze.
Kilkukrotnie trafiony Paladyn zatoczył się i po raz kolejny upadł. Jego los był przesądzony, on jednak zdawał się nadal się z nim nie godzić. Nim Rahbag go zdążył dobić, paladyn czerpiąc siłę z desperacji cisnął toporem. Topór wyrżnął półolbrzyma prosto między oczy wbijając się w jego hełm. Rahbag zaszamotał głową, ale broń paladyna tkwiła mocno. Czarny rycerz zdarł hełm z głowy prezentując zalana krwią twarz. Krew ciekłą mu z szerokiej rany na czole i zalewała oczy.
Orafar wstał i zatoczył w tył. Przytrzymał go jego giermek, który ponownie pojawił się na polu walki. Orafar odepchnął go wyciągając jego miecz i jednym płynnym cięciem w głowę posłał Rahbaga na kolana. Półolbrzym musiał mieć czaszkę jak ze stali bo miast umrzeć wpatrywał się w oczy swojego kata.
Strugi nagłego deszczu spłukiwały jego twarz podkreślając wysiłek i koncentrację setyty.
Orafar wzniósł miecz wysoko, aby go spuścić i ....
Skóra Gusłak zamrowiła, a wszystkie włosy na ciele zjeżyły się. Następny był oślepiający błysk i oszałamiający widok drgającego konwulsyjnie ciała paladyna. Jako ostatni dotarł przekraczający wszelkie skale głośności grzmot, pozostawiający w uszach jedynie jednostajny pisk.
Drayaharu wpatrywał się z rozwartymi do granic możliwości oczyma i ustami, jak porażone piorunem ciało Orafara zwija się konwulsyjnie i dymi. Jednak mimo to nadal się ruszało.
Oszołomiony i ogłuszony Huskun wstał na nogi, choć nawet nie wiedział kiedy upadł. W pobliżu rycerzy leżało tak, jak i on i Gusłek wiele osób jednak nie wszyscy wstawali.
Gusłek poczuł jak jakaś siła podrywa go z ziemi. To był Albert, szamotał nim i chyba coś wywrzaskiwał, jednak kapłan Piana widział jedynie poruszające się usta, bo nie dochodziły do niego żadne dźwięki. Giermek wskazywał mu czołgającego się po topór Rahbaga, który miała zamiar zdekapitować drgającego, odmiennego w etosie i wierze, oponenta.
- Przerwij walkę - odczytał z ust Alfreda Gusłek.
Gnom rzucił czar niepostrzeżenie.
Ostatnio zmieniony 15 grudnia 2013, 05:45 przez deliad, łącznie zmieniany 1 raz.
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
- O, Pianie, czemuś nie wysłuchał moich modlitw - załkał Gusłek z wysiłkiem podnosząc się z ziemi. Świat wirował jak oszalały, kapłan musiał na dłuższą chwilę zamknąć oczy by po chwili zmusić się do ich otwarcia z zamiarem oszacowania sytuacji. Ogłosić wynik - pomyślał - ale kto zwyciężył? Kto poległ? Czy Orafar przeżył? I kto do stu beczek skwaśniałego wina spowodował tą katastrofę przez "poślizgnięcie" walczących? Kto śmiał zakłócić uświęcony rytuał pojedynku? Niech go bogowie ukarzą! Na sumieniu niech mu do śmierci ciąży życie szlachetnego ariadyna! I co ja mam teraz zrobić?
Mistrzu, Gusłek próbuje ogarnąć sytuację. W jakim stanie są walczący? Jeśli Orafar żyje, to muszę mu pomóc. Przełamanie słabości się nada? Co z czarnym? Stoi na nogach? Piorun raził bezpośrednio paladyna, ale czy Rahbag stojący najbliżej nie ucierpiał równie mocno, skoro fala uderzeniowa raziła także dalej stojących gapiów? Przy obecnym stanie wiedzy nie jestem w stanie wydać werdyktu.
PS.1 Czy uwzględniłeś w pojedynku modlitwy Gusłka?
PS.2 Jeśli wyjdzie na jaw, że sprawcą zamieszania z poślizgnięciem był nasz iluzjonista, to osobiście nałożę na niego pianicką ekskomunikę i bez skrupułów wygnam z naszej drużyny na cztery wiatry! Mam nadzieję, że na dokładkę Barthur nie będzie szczędził pałki na jego głowie, Huskun odgryzie mu nos, a i reszta od siebie też coś dorzuci.
PS.1 Czy uwzględniłeś w pojedynku modlitwy Gusłka?
PS.2 Jeśli wyjdzie na jaw, że sprawcą zamieszania z poślizgnięciem był nasz iluzjonista, to osobiście nałożę na niego pianicką ekskomunikę i bez skrupułów wygnam z naszej drużyny na cztery wiatry! Mam nadzieję, że na dokładkę Barthur nie będzie szczędził pałki na jego głowie, Huskun odgryzie mu nos, a i reszta od siebie też coś dorzuci.
EDIT: jego szczęście, że niepostrzeżenie. Gdyby wyszło na jaw, że sprawcą tego był ktoś z naszego obozu, to by zniweczyło wszystkie nasze osiągnięcia i plany, mieszkańcy zwrócili by się przeciwko nam z powodu nie tylko zakłócania pojedynku, ale też moglibyśmy być posądzeni o magiczne wspomaganie naszego zawodnika. Nasza misja byłaby w czarnej dupie.
Pomimo takiego zakończenia walki gnom bawił się doskonale. Co prawda żałował nieco, że oboje rywali nie wywaliło się na siebie, to mimo wszystko był z siebie dumny. No i wszystko wskazywało na to, że nikt nie zauważył go, gdy rzucał zaklęcie.
Patrząc po otwartych ze zdziwienia minach swoich towarzyszy, Drayaharus doszedł do wniosku, że lepiej będzie, jak się nie pochwali towarzyszom, czyja to sprawka była z tym poślizgiem paladyna.
- Przydałoby się jakieś piwko - mruknął, wciąż uśmiechając się od ucha do ucha.
Piannie mój panie, dobrze przedstawienie ci dałem? Jam sługa twój mały, i jeśliś panie pozwolisz, ześlij no na twego małego sługę chłodny kufelek piwa... pomodlił się w ciszy Drayaharus, zamykając na chwilę oczy.
Patrząc po otwartych ze zdziwienia minach swoich towarzyszy, Drayaharus doszedł do wniosku, że lepiej będzie, jak się nie pochwali towarzyszom, czyja to sprawka była z tym poślizgiem paladyna.
- Przydałoby się jakieś piwko - mruknął, wciąż uśmiechając się od ucha do ucha.
Piannie mój panie, dobrze przedstawienie ci dałem? Jam sługa twój mały, i jeśliś panie pozwolisz, ześlij no na twego małego sługę chłodny kufelek piwa... pomodlił się w ciszy Drayaharus, zamykając na chwilę oczy.
Co jak co, ale gnom bawił się wyśmienicie, na tyle dobrze, że w jego opinii ryzyko było warte tego.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Barthur nie czekał. Manifestacja czarodziejskiej, lub może i boskiej mocy jaka raziła paladyna była wyraźną dla goblina wskazówką, że pojedynek musi się zakończyć.
Wcale nie czarny rycerz czołgał się aby podnieść swój oręż i dobić paladyna. Olbrzym zerwał się i wpadł pomiędzy ledwo dychających walczących i ryknął na cały rynek:
- Koniec bitki i basta! Jak który z was chuncwoty nie zrozumiał to zaraz pyrlikiem wyłuszcze! - goblin pogroził palcem obu pojedynkowiczom, choć Orofar do kontynuowania pojedynku się nie palił,podrygując tylko konwulsyjnie i roztaczając swąd przypieczonego żywcem ciała. Goblin chciał jednak zademonstrować, że jest bezstronny, starając się zrobić jak najgroźniejsze wrażenie na walczących.
Watek techniczny
Sorry, ze dopiero teraz daje wpis.
Wcale nie czarny rycerz czołgał się aby podnieść swój oręż i dobić paladyna. Olbrzym zerwał się i wpadł pomiędzy ledwo dychających walczących i ryknął na cały rynek:
- Koniec bitki i basta! Jak który z was chuncwoty nie zrozumiał to zaraz pyrlikiem wyłuszcze! - goblin pogroził palcem obu pojedynkowiczom, choć Orofar do kontynuowania pojedynku się nie palił,podrygując tylko konwulsyjnie i roztaczając swąd przypieczonego żywcem ciała. Goblin chciał jednak zademonstrować, że jest bezstronny, starając się zrobić jak najgroźniejsze wrażenie na walczących.
Watek techniczny
Sorry, ze dopiero teraz daje wpis.
Ostatnio zmieniony 15 grudnia 2013, 14:03 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Wątek sytuacyjny:
Leje deszcz, istne oberwanie chmury. Orafar leży blisko fontanny, lekko dymi, a mimo to rusza się. Dopadające go drgawki uniemożliwiają mu wykonanie jakichś sensownych ruchów, jak np. podnieść się z ziemi. Biorąc pod uwagę, że piorun trafił prosto w jego uniesiony miecz, to cud, że żyje. A to rokuje pozytywne wysłuchanie modlitw Gusłka.
Rahbag ma całą głowę i twarz poparzoną, więc też nie wyszedł bez szwanku. Tera czołga się ze swoim obusiecznym toporem, aby zabić Orafara. Brakuje mu jakieś cztery metry.
Przełamanie słabości powinno czasowo znieść pośrednie skutki porażenia, ale rzucenie czaru będzie już jawną ingerencją do pojedynku.
Huskun i Barthur wylądowali w fontannie, ale poza lekkim oszołomieniem nic im nie jest.
Balin, Bazookh i Gusłek są na oddalonym tarasie karczmy, więc nie ucierpieli.
Leje deszcz, istne oberwanie chmury. Orafar leży blisko fontanny, lekko dymi, a mimo to rusza się. Dopadające go drgawki uniemożliwiają mu wykonanie jakichś sensownych ruchów, jak np. podnieść się z ziemi. Biorąc pod uwagę, że piorun trafił prosto w jego uniesiony miecz, to cud, że żyje. A to rokuje pozytywne wysłuchanie modlitw Gusłka.
Rahbag ma całą głowę i twarz poparzoną, więc też nie wyszedł bez szwanku. Tera czołga się ze swoim obusiecznym toporem, aby zabić Orafara. Brakuje mu jakieś cztery metry.
Przełamanie słabości powinno czasowo znieść pośrednie skutki porażenia, ale rzucenie czaru będzie już jawną ingerencją do pojedynku.
Huskun i Barthur wylądowali w fontannie, ale poza lekkim oszołomieniem nic im nie jest.
Balin, Bazookh i Gusłek są na oddalonym tarasie karczmy, więc nie ucierpieli.
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
- Koniec pojedynku! - krzyknął Gusłek. - Życzeniem bogów walka musi być przerwana. Sami bogowie spojrzenia swe na nas skierowali i w walkę się wmieszali, ich życzeniem zatem pojedynek musi pozostać nierozstrzygnięty. Gdyby wolą bogów było szalę na którąś stronę przechylić, tedy jeden ze zbrojnych trupem by padł na miejscu i jeno truchło na bruku by się ostało. Skoro żaden trupem nie padł, przeto wolą bogów jest, by remis ogłosić. Orafara Misłosiernego miecz wzniesiony jeno przekaźnikiem woli boskiej się stał. Pojedynek nierozstrzygniętym przeto pozostać musi, póki po sił pełnych odzyskaniu któraś ze stron rewanżu chęci nie ogłosi i ponownie stronę przeciwną w szranki nie wyzwie. A póki to się nie stanie, żaden z nich przegranym nie będąc wszelkie honory zwycięzcy zachowuje. Pewno to i wola samego Piana, żeby z pojedynku nie jednego, a dwóch zwycięzców wyłonić. By wszyscy dzisiaj jednomyślnie świętowali. Nie rozdzieleni na zwycięstwo triumfujących i porażkę opłakujących, a jak jedna rodzina przy jednym stole zasiedli, kielichami się stuknęli i jak druh z druhem jedli, pili, śmieli się i tańcowali. Waleczni rycerze niech do infirmerii przeniesieni będą by pomoc niezbędną uzyskać. Dobrzy ludzie, do karczem się rozejdźcie, bo aura temu sprzyjająca a karczmarzom grosza nie szczędźcie by Pian łaskami was obdarzył. Jeszcze raz ogłaszam koniec pojedynku.
Skoro koniec walki ogłoszony, to pomoc Orafarowi nie może być uznana za naruszenie obyczaju pojedynkowego. Teraz prędko przełamanie słabości. Trzeba dopilnować, by na wszelki wypadek nie leżeli na sąsiednich łożach, niech giermkowie się nimi zaopiekują.
Edit: Jak tylko zjawi się giermek paladyna, Gusłek nakaże mu, żeby niezwłocznie przeniósł swego pana do świątyni Ariany, tam będzie bezpieczniejszy i tam otrzyma najlepszą pomoc. Tam sprowadzimy medyka a reanimacją ducha zajmie się tamtejszy kapłan (jeśli będzie w stanie) lub sam Gusłek.
Ostatnio zmieniony 15 grudnia 2013, 12:29 przez namakemono, łącznie zmieniany 1 raz.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Rynek, przedpołudnie, 39 dzień kepon-ranu
Gdy tylko Gusłek ogarnął co się dzieje, wspiął się na rzeźbę fontanny i z całej siły płuc wykrzyczał ognistą przemowę. Szybo doczekał się wsparcia ze strony Balina, który poparł swojego kompana.
Do przemawiających dołączył się córka burmistrza starająca uspokoić spanikowany i tratujący się tłum.
Albert gdy tylko padły słowa o przerwaniu pojedynku rzucił się do Orafara i starał odciągnąć od nadciągającego Rahbaga. Mimo to, gdyby nie interwencja nieznajomego, szczupłego mężczyzny, prawdopodobnie czarny rycerz dopiąłby swego. Owa nieznajoma postać wyłoniła się z tłumu i jednym potężnym kopniakiem w twarz pozbawiła przytomności, jak i pewnie kilku zębów, setytę, po czym z drapieżnym uśmiechem wycofała się w tłum. Do walczących dotarli strażnicy miejscy i świątynni.
Gusłek wraz z Huskunem i Barthurem zaopiekowali się Orafarem. Rannego podniesiono na nogi, a kapłan Piana uleczył go z konwulsji i krwotoków. Ruszono czym prędzej ku drzwiom świątyni Arianny. Rycerz słaniał się na nogach jakby były z waty. Próżno jednak było czekać na wsparcie Hirmina Arusa. Drzwi, mimo łomotań, pozostały zamknięte na głucho. Szybko podjęto decyzję, aby paladyna przeprowadzić do "Rezolutnego goblina". Tak też uczyniono.
Podczas przedzierania się przez uciekającą z rynku motłoch, Huskun doświadczył niemiłego zdarzenia. Otóż jakiś młody złodziejaszek próbował dobrać się do kieszeni jego kubraka. Wściekłe syknięcie przegoniło go skutecznie, pozostawiając po incydencie jedynie nieprzyjemne wspomnienie.
Orafara ulokowano w pokoju na piętrze i szybko podjęto trud ściągnięcia z niego zbroi. Nie licząc licznych otarć i zaczerwienień zwiastujących sińce, paladyn posiadał dwie poważne rany. Jedną na piersi po cięciu topora, drugą było poważne poparzenie prawej dłoni. Wyglądało na to, że przeżyje. Rany na ciele mogły nie być jedynymi jakie doznał rycerz, bo rozbiegany wzrok i tępy wyraz twarzy mógł oznaczać jakieś komplikacje umysłowe.
Kapłani pozostali z rannym i jego giermkiem, aby radzić jakich sposobów użyć w leczeniu paladyna, natomiast pozostali Nieulękli ruszyli do swojej loży, aby obmyślić dalsze swoje poczynania.
Siedząc za ławą Huskun wyczuła jakąś nierówność w bocznej kieszeni kubraka, utrudniającą przyjęcie siedzącej pozycji. Pogrzebał w niej i wyciągną związany czerwona wstążką rulon zwiniętego pergaminu.
Goblin z niemałym trudem podjął się przeczytania szybko kreślonej, ładnym charakterem pisma, wiadomości. Napis w języku wspólnym głosił:
Gdy tylko Gusłek ogarnął co się dzieje, wspiął się na rzeźbę fontanny i z całej siły płuc wykrzyczał ognistą przemowę. Szybo doczekał się wsparcia ze strony Balina, który poparł swojego kompana.
Do przemawiających dołączył się córka burmistrza starająca uspokoić spanikowany i tratujący się tłum.
Albert gdy tylko padły słowa o przerwaniu pojedynku rzucił się do Orafara i starał odciągnąć od nadciągającego Rahbaga. Mimo to, gdyby nie interwencja nieznajomego, szczupłego mężczyzny, prawdopodobnie czarny rycerz dopiąłby swego. Owa nieznajoma postać wyłoniła się z tłumu i jednym potężnym kopniakiem w twarz pozbawiła przytomności, jak i pewnie kilku zębów, setytę, po czym z drapieżnym uśmiechem wycofała się w tłum. Do walczących dotarli strażnicy miejscy i świątynni.
Gusłek wraz z Huskunem i Barthurem zaopiekowali się Orafarem. Rannego podniesiono na nogi, a kapłan Piana uleczył go z konwulsji i krwotoków. Ruszono czym prędzej ku drzwiom świątyni Arianny. Rycerz słaniał się na nogach jakby były z waty. Próżno jednak było czekać na wsparcie Hirmina Arusa. Drzwi, mimo łomotań, pozostały zamknięte na głucho. Szybko podjęto decyzję, aby paladyna przeprowadzić do "Rezolutnego goblina". Tak też uczyniono.
Podczas przedzierania się przez uciekającą z rynku motłoch, Huskun doświadczył niemiłego zdarzenia. Otóż jakiś młody złodziejaszek próbował dobrać się do kieszeni jego kubraka. Wściekłe syknięcie przegoniło go skutecznie, pozostawiając po incydencie jedynie nieprzyjemne wspomnienie.
Orafara ulokowano w pokoju na piętrze i szybko podjęto trud ściągnięcia z niego zbroi. Nie licząc licznych otarć i zaczerwienień zwiastujących sińce, paladyn posiadał dwie poważne rany. Jedną na piersi po cięciu topora, drugą było poważne poparzenie prawej dłoni. Wyglądało na to, że przeżyje. Rany na ciele mogły nie być jedynymi jakie doznał rycerz, bo rozbiegany wzrok i tępy wyraz twarzy mógł oznaczać jakieś komplikacje umysłowe.
Kapłani pozostali z rannym i jego giermkiem, aby radzić jakich sposobów użyć w leczeniu paladyna, natomiast pozostali Nieulękli ruszyli do swojej loży, aby obmyślić dalsze swoje poczynania.
Siedząc za ławą Huskun wyczuła jakąś nierówność w bocznej kieszeni kubraka, utrudniającą przyjęcie siedzącej pozycji. Pogrzebał w niej i wyciągną związany czerwona wstążką rulon zwiniętego pergaminu.
Goblin z niemałym trudem podjął się przeczytania szybko kreślonej, ładnym charakterem pisma, wiadomości. Napis w języku wspólnym głosił:
Spoiler!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
"Pod rezolutnym goblinem", południe, 39 dzień kepon-ranu
Huskun wsadził liścik czym prędzej z powrotem do kieszeni, a potem wcisnął się w kąt sali jadalnej popijając z porwanego chwilę wcześniej z kontuaru antałka miodu. Trunek był przedni i przynajmniej w części uspokoił skołatane nerwy goblina. Wydarzenia na rynku poszły zupełnie nie po myśli zaklinacza, budząc w nim zdezorientowanie oraz rodząc mnóstwo pozbawionych odpowiedzi pytań. Chociaż sam gardłował wcześniej za przyniesieniem Orofara do "Rezolutnego goblina", teraz pluł sobie w brodę za ten pomysł, ponieważ tym samym świta Gusłka opowiadała się w oczach wielu za ariadynem tracąc swą rzekomą neutralność.
Huskun z pewnością wolał Orofara od Rahbaga, ale bynajmniej nie zamierzał robić sobie z setyckiego rycerza wroga - kto robił sobie takich wrogów, ten zapewne długo nie żył. Spektakularny finał pojedynku musiał skrywać w sobie jakąś boską wolę, jakieś mistyczne przesłanie tak umiejętnie podkreślone w desperackiej przemowie Gusłka. Przed zaklinaczem wciąż jeszcze stało niebezpieczne z natury zadanie rozprawy z wierzycielami mentora, a tymczasem podrzucony ukradkiem list natychmiast skomplikował sprawy.
Tknięty znienacka złym przeczuciem, Huskun wysadził zza stołu równie szybko jak tam wylądował, łapiąc pod łokieć Barthura i ciągnąc swego wielkiego druha za ubranie.
- Trza nam iść do Hirmina, bardzo żwawo - oznajmił nie znoszącym sprzeciwu tonem - Drzwiów nie otwierał, może mu co złego się stało? Trza się o niego zatroszczyć, bo jak nogi wyciągnął, ktoś mógłby gusłakowy amulet zwędzić!
Huskun wsadził liścik czym prędzej z powrotem do kieszeni, a potem wcisnął się w kąt sali jadalnej popijając z porwanego chwilę wcześniej z kontuaru antałka miodu. Trunek był przedni i przynajmniej w części uspokoił skołatane nerwy goblina. Wydarzenia na rynku poszły zupełnie nie po myśli zaklinacza, budząc w nim zdezorientowanie oraz rodząc mnóstwo pozbawionych odpowiedzi pytań. Chociaż sam gardłował wcześniej za przyniesieniem Orofara do "Rezolutnego goblina", teraz pluł sobie w brodę za ten pomysł, ponieważ tym samym świta Gusłka opowiadała się w oczach wielu za ariadynem tracąc swą rzekomą neutralność.
Huskun z pewnością wolał Orofara od Rahbaga, ale bynajmniej nie zamierzał robić sobie z setyckiego rycerza wroga - kto robił sobie takich wrogów, ten zapewne długo nie żył. Spektakularny finał pojedynku musiał skrywać w sobie jakąś boską wolę, jakieś mistyczne przesłanie tak umiejętnie podkreślone w desperackiej przemowie Gusłka. Przed zaklinaczem wciąż jeszcze stało niebezpieczne z natury zadanie rozprawy z wierzycielami mentora, a tymczasem podrzucony ukradkiem list natychmiast skomplikował sprawy.
Tknięty znienacka złym przeczuciem, Huskun wysadził zza stołu równie szybko jak tam wylądował, łapiąc pod łokieć Barthura i ciągnąc swego wielkiego druha za ubranie.
- Trza nam iść do Hirmina, bardzo żwawo - oznajmił nie znoszącym sprzeciwu tonem - Drzwiów nie otwierał, może mu co złego się stało? Trza się o niego zatroszczyć, bo jak nogi wyciągnął, ktoś mógłby gusłakowy amulet zwędzić!
Pora wczesna i Pianowi dzięki, bo wiele mamy jeszcze do zrobienia! Najpierw sprawdźmy jak się ma ariański kleryk (jeśli trzeba, wyłamiemy drzwi). Potem wrócimy do karczmy, by upewnić się, że z Orofarem wszystko dobrze i żeby porozmawiać z Albertem (huskun ma dla niego kilka pytań). Potem narada z Gusłkiem, bo Huskun chce swemu mentorowi zasugerować jak najszybsze spotkanie z miejscowym kapłanem Katana oraz córką burmistrza (osobno, rzecz jasna).