PBF - Boskie potyczki

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 10 stycznia 2014, 08:27

Magazyn nr 13, 39 dzień kepon-ranu, zmierzch

Ręka Huskuna zadrżała gdy rzucał ciężko wyłudzone pieniądze od kapłana Arianny. Przez to monety spadły bliżej i potoczyły się w różnych kierunkach. Gdy rabusie tępo przypatrywali się toczącej sięmonecie, Huskun uchwycił amulet i wykrzyknął słowa zaklęcia.

Stojący obok niego gnom, zareagował odruchowo i rzucił własny czar. Później zastanawiał się nad swoją nerwową reakcją i doszedł do wniosku, że wynikała ona z czasów gdy pobierał nauki. Jego mentor posiadał trzech uczniów, których chciał nauczyć działania w stresie. Organizował więc pojedynki na czary. Oczywiście stosując zaklęcia z typu gest śmiechu. Wykrzyczane przez Huskuna zaklęcie, uruchomiło w Drayaharusie jak najszybszą ripostę. Na szczęście ciśniętą w stronę drabów, a nie swoich towarzyszy.

Efekt czarów był tragikomiczny. Zbir objęty czarem goblina cisnął broń na ziemię, oddał mocz do nogawicy i jęcząc rzucił się między stosy skrzyń na tyle magazynu. Widząc to dwóch jego ziomków buchnęło śmiechem i po chwili zaczęli się zataczać ryczeć jak osły. Widząc to ich szef splunął na ziemię i wycofał się za uciekającym. Gdy znikał za jedną ze stert skrzyń wskazał swoim grubym paluchem Nieulękłych i krzyknął.
- Już jesteście trupami. Nieżyjecieeee!

Jednocześnie na piętrze zadudniły kroki, po czym dało się słyszeć skrzypnięcie i za plecami Nieulękłych wylądował zbir, dotąd kryjący się na górze, obecnie także ratował się ucieczką.

Kości wam sprzyjają. Huskun 46 i Draya 37 - udane rzuty na UM.Nikt nie odparł rzuconych czarów. Gest śmiechu zadziałał na dwóch zbirów, a przerażenie na jednego.

Całkiem zapomniałem o jednej sprawie! Wraz z powrotem Bazookha powrócił plecak Huskuna wypchany skarbami. Z tego co wiedzę Bazookh przejdzie w stan NP-ca.

Gusłek idzie do "Zielonej przystani", tak jak proponowała Senil?
Ostatnio zmieniony 10 stycznia 2014, 08:42 przez deliad, łącznie zmieniany 1 raz.

namakemono
Reactions:
Posty: 1552
Rejestracja: 26 października 2012, 07:18

Post autor: namakemono » 10 stycznia 2014, 08:48

Słowo się rzekło.

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 10 stycznia 2014, 09:26

Zielona przystań, 39 dzień kepon-ranu, zmierzch

Senil wymknęła się z pokoju, uprzednio sprawdziwszy, że korytarz jest pusty. Gusłek pozostał sam w pokoju. Miał wyjść za parę minut. Przez chwilę rozważał co zabrać ze sobą. Zdecydował się na niezbędne minimum, nie zapominając, że idzie jako osoba duchowna.

Przeszedł przez miasto, kierowany instrukcjami Senil. Karczma "Zielona Przystań, była przynajmniej o dwie klasy gorsza od "Rezolutnego goblina", podobnie jak jej klientela.
Kryjąc twarz w głębokim czarnym kapturze ruszył do jednego z małych pokoi zlokalizowanego w suterenie. Senil już na niego czekał. Nie była sama, towarzyszyło jej dwóch zbrojnych odzianych w kolczugi, miecze i kryte hełmy.

- Witaj
- rzekła Senil - pójdźmy więc do mojego ojca. Wybacz środki ostrożności, ale musimy ci zakryć oczy. Niczego się nie obawiaj. Za kilka minut będziemy na miejscu.
Gusłek zgadze się na założenie opaski na oczy?

namakemono
Reactions:
Posty: 1552
Rejestracja: 26 października 2012, 07:18

Post autor: namakemono » 10 stycznia 2014, 09:38

- Może jeszcze spętacie mi członki i wrzucicie do wora??!! Desperacko szukasz pomocy, moja pani, a stawiasz coraz to nowsze warunki nie zgodziwszy się na warunki moje czy mego wiernego ucznia. Nie, tak być nie może. Jam jest kapłanem boga łagodnego usposobienia, alem nie jest głupi czy naiwny. Gotów jestem pomóc, ale na takie upokorzenia się nie zgodzę. A jak mi nie ufasz, to nic tu po mnie. Tu i teraz zdecyduj jak bardzo zależy ci na mej pomocy.

namakemono
Reactions:
Posty: 1552
Rejestracja: 26 października 2012, 07:18

Post autor: namakemono » 10 stycznia 2014, 16:04

Tylko żeby nie było, że Gusłek zlekceważył sytuację i nie przewidział różnych możliwości. Kapłan zdaje sobie sprawę co może znaczyć obecność zbrojnych (poza oczywistą funkcją eskorty). Dlatego jest gotów na ewentualny atak (gotów do odskoku i ucieczki lub innej reakcji adekwatnej do sytuacji).

Awatar użytkownika
deliad
Reactions:
Posty: 3638
Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
Has thanked: 5 times
Been thanked: 52 times

Post autor: deliad » 10 stycznia 2014, 19:33

Zielona przystań, 39 dzień kepon-ranu, zmierzch

Kobieta wykonała niecierpliwy ruch dłoni kierowany do zbrojnej eskorty, po czym zwróciła się do Gusłka.

- Wybacz kapłanie, zdaje sobie sprawę jak to wygląda. W pełni rozumie twoje zdenerwowanie. Jednak to dla bezpieczeństwa. Względy bezpieczeństwa wymagają jak największej dyskrecji. Tu chodzi o życie. Gdyby niepowołane osoby dowiedziały się w jak ciężkim stanie jest mój ojciec i gdzie się znajduje, oznaczało by to straszne rzeczy. Dla niego, dla mnie, dla wielu, wielu osób. Także dla ciebie. Niewiedza czasami bywa błogosławieństwem. W ty przypadku tak właśnie jest. Jeżeli nie będziesz znał drogi, nikt z ciebie jej nie wyciągnie, ani siłą, ani magią. Zaufaj mi. Nie mam żadnych powodów pragnąć twojej krzywdy. Poza tym jesteśmy w podrzędnej karczmie w piwnicach, gdybym chciała ci coś zrobić, zrobiłabym tutaj. Zgódź się, a zapłacę sporą premię.

namakemono
Reactions:
Posty: 1552
Rejestracja: 26 października 2012, 07:18

Post autor: namakemono » 10 stycznia 2014, 20:55

- Jak więc to sobie imaginujesz? W trosce o bezpieczeństwo wasze, dobre imię i interesy, ja, choć osoba skromna, to wymagającego powagi stanu kapłańskiego, na pośmiewisko i palcem wytykanie ma się wystawiać? Jak to sobie imaginujesz zapytuję powtórnie. Tu, w piwnicznym ustroniu opaskę mi nałożycie, ale wyjść stąd jakoś trza, i pośród ludzi, którzy mnie w mieście znają i autorytet mój już niemały cenią, mam bezwolnie, niczym baran na rzeź być prowadzony? Raz jeszcze powiadam - nie godzi się to! Chyba że... Rozumiesz sama, pani, mam nadzieję, jak niewygodna to dla mnie sytuacja. Gdybym stanu kapłańskiego powadze się sprzeniewierzył, ludzie by nie wybaczyli, ale stokroć gorsze, że pan mój, Pian..., on sam by mi nie wybaczył i oblicze swe ode mnie mógłby na wieki odwrócić. Konsekwencje strasznymi być by mogły, sama byś tego niebawem zapewne doświadczyła. Moc moją wyrokiem boga mego utraciwszy, pomocą nijaką służyć, mimo chęci najszczerszych, już bym nie mógł. Całe zatem nasze szlachetne zamiary na nic by się zdały. Ani tobie pomóc bym nie mógł, moc swą, profesję i sens życia mego sromotnie utraciwszy. Ryzyko dla mnie zatem jest nieliche. Przeto ponad obiecaną premię i zapłatę (ku chwale Pana Uciech rzecz jasna ofiarnie składane) jeszcze pr