PBF - Czarne złoto
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
6 Katesh 608 OR, nocne ulice Clockers Cove
Młody Grimes pochwycił złotą monetę niczym wygłodniały pies kawałek ciśniętego mu mięsa, na ułamek chwili tracąc z wrażenia mowę. W dzielnicach takich jak Mały Ostrów w obiegu znajdowały się miedziaki z pewną dozą bitych ze srebra tarczków, złoto widywało się tutaj od święta i skrzętnie chowano, by nie zwracało niczyjej uwagi.
- Wielkie dzięki, ogromne dzięki, panie Stryker! - wyrzucił z siebie chłopak - Niezwykła to hojność! Poczekamy do rana w zaułkach, jakby te kurwie paszczaki tu wróciły, damy wam wnet znać.
Nie czekając na odpowiedź Grzmocicieli chłopiec dosłownie rozpłynął się w ciemnościach nocy. Mały Ostrów sprawiał wrażenie opustoszałego kwartału, stojąc w wyraźnym kontraście z tętniącymi nocnym życiem uliczkami dzielnic portowych.
- Coraz więcej chmur - powiedział półgłosem Vain, spoglądając ponad rondem kapelusza na ciemne niebo widoczne pomiędzy dachami wielopiętrowych kamienic - Jutro może padać.
- Tylko nie deszcz, proszę - jęknął Fogg - Nienawidzę podróżować w deszczu!
Młody Grimes pochwycił złotą monetę niczym wygłodniały pies kawałek ciśniętego mu mięsa, na ułamek chwili tracąc z wrażenia mowę. W dzielnicach takich jak Mały Ostrów w obiegu znajdowały się miedziaki z pewną dozą bitych ze srebra tarczków, złoto widywało się tutaj od święta i skrzętnie chowano, by nie zwracało niczyjej uwagi.
- Wielkie dzięki, ogromne dzięki, panie Stryker! - wyrzucił z siebie chłopak - Niezwykła to hojność! Poczekamy do rana w zaułkach, jakby te kurwie paszczaki tu wróciły, damy wam wnet znać.
Nie czekając na odpowiedź Grzmocicieli chłopiec dosłownie rozpłynął się w ciemnościach nocy. Mały Ostrów sprawiał wrażenie opustoszałego kwartału, stojąc w wyraźnym kontraście z tętniącymi nocnym życiem uliczkami dzielnic portowych.
- Coraz więcej chmur - powiedział półgłosem Vain, spoglądając ponad rondem kapelusza na ciemne niebo widoczne pomiędzy dachami wielopiętrowych kamienic - Jutro może padać.
- Tylko nie deszcz, proszę - jęknął Fogg - Nienawidzę podróżować w deszczu!
Zakładam, że wracacie prosto do domu i kładziecie się spać. Co ewentualnie chcecie ustalić w kwestii wart? Gwoli ścisłości, Finch dostał tylko po grzbiecie, trollaki nie zdążyły mu zrobić większej krzywdy.
Mała podpowiedź w kwestii monetarnej: jedna złota korona warta jest dziesięć srebrnych tarczków albo sto miedziaków.
Mała podpowiedź w kwestii monetarnej: jedna złota korona warta jest dziesięć srebrnych tarczków albo sto miedziaków.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
6 Katesh 608 OR, siedziba "Grzmocicieli" na Małym Ostrowie
Vain i Stryker sprawdzili przed spoczynkiem pełniącą rolę stajni szopę, ukrytą w ogrodzonym wysokim murem podwórku na tyłach domostwa i strzeżoną za pomocą grubej drewnianej bramy. Nakarmione resztkami obroku zwierzęta nie sprawiały wrażenie niespokojnych, co nieco uspokoiło widzących w każdym cieniu trollaka młodzieńców. Pozamykawszy wszystkie drzwi i okiennice Grzmociciele ułożyli się do snu w izbie na parterze, znosząc do niej swe koce i senniki i decydując się na sen w jednej grupie dla zapewnienia sobie większego bezpieczeństwa.
Czuwali na zmiany, budząc się nawzajem na odległy dźwięk wybijającego kolejne godziny zegara na wieży miejskiego ratusza i tkwiąc z nabitą bronią przy jedynym uchylonym nieznacznie okienku. Puste uliczki Małego Ostrowu sprawiały wrażenie ogołoconych z życia, o ile nie brało się pod uwagę paru zabłąkanych w drodze do domu pijaków i kręcących się pod ścianami kamienic szczurów.
Noc minęła spokojnie, nad samym zaś ranem stało się coś, czego Phineas Fogg obawiał się najbardziej: zaczął padać deszcz. Początkowo przybrawszy postać lekkiej mżawki, kapuśniaczek niemal uśpił swym miarowym cichutkim dźwiękiem opartego o futrynę okna Rogana, potem jednak przeszedł w rzęsistą ulewę, ciepłą przez wzgląd na letnią porę, ale i tak dokuczliwą.
Potrząsani przez Vaina za ramiona i ciągnięci za uszy, ziewający szeroko Grzmociciele poczęli się wiercić na posłaniach równo z nadejściem brzasku, niezbyt się kwapiąc do wyjścia spod koców. Żaden z nich nie spał tej nocy spokojnie, wszyscy śnili na przemian o trollakach, skrzatuchach i skwapliwie odrąbujących różne członki Rycerzach Proroka, toteż siadając na posłaniach tarli powieki mamrocząc jednocześnie pod nosami paskudne słowa.
Vain i Stryker sprawdzili przed spoczynkiem pełniącą rolę stajni szopę, ukrytą w ogrodzonym wysokim murem podwórku na tyłach domostwa i strzeżoną za pomocą grubej drewnianej bramy. Nakarmione resztkami obroku zwierzęta nie sprawiały wrażenie niespokojnych, co nieco uspokoiło widzących w każdym cieniu trollaka młodzieńców. Pozamykawszy wszystkie drzwi i okiennice Grzmociciele ułożyli się do snu w izbie na parterze, znosząc do niej swe koce i senniki i decydując się na sen w jednej grupie dla zapewnienia sobie większego bezpieczeństwa.
Czuwali na zmiany, budząc się nawzajem na odległy dźwięk wybijającego kolejne godziny zegara na wieży miejskiego ratusza i tkwiąc z nabitą bronią przy jedynym uchylonym nieznacznie okienku. Puste uliczki Małego Ostrowu sprawiały wrażenie ogołoconych z życia, o ile nie brało się pod uwagę paru zabłąkanych w drodze do domu pijaków i kręcących się pod ścianami kamienic szczurów.
Noc minęła spokojnie, nad samym zaś ranem stało się coś, czego Phineas Fogg obawiał się najbardziej: zaczął padać deszcz. Początkowo przybrawszy postać lekkiej mżawki, kapuśniaczek niemal uśpił swym miarowym cichutkim dźwiękiem opartego o futrynę okna Rogana, potem jednak przeszedł w rzęsistą ulewę, ciepłą przez wzgląd na letnią porę, ale i tak dokuczliwą.
Potrząsani przez Vaina za ramiona i ciągnięci za uszy, ziewający szeroko Grzmociciele poczęli się wiercić na posłaniach równo z nadejściem brzasku, niezbyt się kwapiąc do wyjścia spod koców. Żaden z nich nie spał tej nocy spokojnie, wszyscy śnili na przemian o trollakach, skrzatuchach i skwapliwie odrąbujących różne członki Rycerzach Proroka, toteż siadając na posłaniach tarli powieki mamrocząc jednocześnie pod nosami paskudne słowa.
Noc minęła, nadszedł świt! Nowy wspaniały dzień! Czas wyruszać za miasto i zniknąć co poniektórym tutejszym na jakiś czas z oczu! Czy już wspominałem, że nie macie nic na śniadanie? 
-Kurwa,no nie!-stwierdził Fogg otwierając rankiem oczy. Oparł sie z ponurą miną o parapet i powtórzył- No po prostu kurwa,no nie. Morrowie,czy Ty to widzisz?-zadał pytanie,nie spodziewając się jakiejkolwiek odpowiedzi.
-Czemu akurat dziś musi lać?
-Czemu akurat dziś musi lać?
"Mieli do wyboru wojn? lub ha?b?, wybrali ha?b?, a wojn? b?d? mieli tak?e"
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
- Mięczak - zaśmiał się Rogan - drobny deszczyk i marudzi. Kiedyś jechałem dwa tygodnie w deszczu, a skóra tak mi się rozmiękła, że krew zaczęła przesiąkać. Nic ci nie będzie jak trochę smrodu z nas ściągnie.
- Trza coś do żarcia skołować - zmienił temat Vain - w żołądku aż mnie skręca. Hej zbierajcie się szybciej, bo przed wyjazdem trzeba coś wtrząchnąć.
- Trza coś do żarcia skołować - zmienił temat Vain - w żołądku aż mnie skręca. Hej zbierajcie się szybciej, bo przed wyjazdem trzeba coś wtrząchnąć.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- Fogg, tyś kurwa delikatny jak llaelska dwórka. Uważaj żeby Ci się od siodła nagniotki na rzyci nie porobiły i deszcz pudru nie rozmył, bo nie przymierzając wyglądu wiekowej ladacznicy rynsztoku nabierzesz. - zaśmiał się Nathaniel.
Nawykłemu do siodła Strykerowi niemal zajedbo było czy będą w słońcu czy w deszczu pracować, bardziej przeszkadzały mu braki aprowizacyjne. Miał nadzieję, że uda im się kupić kilka bochenków ciepłego pieczywa od któregoś z lokalnych piekarzy:
- Ruszajmy. Może już stary Jargo jakie podpłomyki ma już gotowe na piekarni, albo chrupiące bułki, bo co jak co w deszczu mogę jechać, ale z pustym bandziochem, to już nie bardzo.
Nawykłemu do siodła Strykerowi niemal zajedbo było czy będą w słońcu czy w deszczu pracować, bardziej przeszkadzały mu braki aprowizacyjne. Miał nadzieję, że uda im się kupić kilka bochenków ciepłego pieczywa od któregoś z lokalnych piekarzy:
- Ruszajmy. Może już stary Jargo jakie podpłomyki ma już gotowe na piekarni, albo chrupiące bułki, bo co jak co w deszczu mogę jechać, ale z pustym bandziochem, to już nie bardzo.
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Pusty żołądek zdecydowanie wyostrzał humor Trzeciego:
- Jak chesz na wozach zostać jak baba, to Ci po przyjacielsku radzę: rzyci dobrze pilnuj, bo Cie jeszcze Rogan albo Longworth wezmą za markietantke i zdybią jak dziewice, a wiesz jakie oni psy na baby. Nie będzie zmiłuj, bedziesz miał potem rzyć jak khardzki garłacz.
Wątek techniczny
Mnie to wszystko jedno, czy wszyscy będziemy konno czy ktoś wozem będzie jechał. Tyle że Finn będzie musiał biec za nami z wywieszonym ozorem na miejsce spotkania, albo jak coś się stanie (a wszyscy wiemy, że coś się napewno stanie;) to może pozostać bez transportu.
- Jak chesz na wozach zostać jak baba, to Ci po przyjacielsku radzę: rzyci dobrze pilnuj, bo Cie jeszcze Rogan albo Longworth wezmą za markietantke i zdybią jak dziewice, a wiesz jakie oni psy na baby. Nie będzie zmiłuj, bedziesz miał potem rzyć jak khardzki garłacz.
Wątek techniczny
Mnie to wszystko jedno, czy wszyscy będziemy konno czy ktoś wozem będzie jechał. Tyle że Finn będzie musiał biec za nami z wywieszonym ozorem na miejsce spotkania, albo jak coś się stanie (a wszyscy wiemy, że coś się napewno stanie;) to może pozostać bez transportu.
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
Leto nie angażował się w rozmowę. Musiał akceptować rubaszny, momentami wulgarny sposób wysławiania się kompanów. Sam jednak starał się wulgaryzmów nie używać (choć zdarzały się wyjątki) i dbać o czystość języka mówionego. Skądś przecież musiał wziąć się przydomek Księcia.
- Jeśli już skończyliście tą jakże interesującą konwersację, to może przejdziemy do realizacji planu dnia, którego pierwszym, i jakże istotnym punktem powinno być spożycie porannego posiłku. Poprawcie mnie jeśli się mylę, ale jestem przekonany, że od samego gadania brzuchy nam się nie napełnią. Udajmy się więc gdzieś, gdzie podadzą nam godny bohaterów dzielnicy posiłek i nie traćmy więcej czasu.
- Jeśli już skończyliście tą jakże interesującą konwersację, to może przejdziemy do realizacji planu dnia, którego pierwszym, i jakże istotnym punktem powinno być spożycie porannego posiłku. Poprawcie mnie jeśli się mylę, ale jestem przekonany, że od samego gadania brzuchy nam się nie napełnią. Udajmy się więc gdzieś, gdzie podadzą nam godny bohaterów dzielnicy posiłek i nie traćmy więcej czasu.
Też myślę, że lepiej, żeby każdy miał swojego wierzchowca. Finn może konia uwiązać za wozem jako luzaka. Lepiej mieć o jednego konia za dużo w spokojnej podróży, niż o jednego za mało w razie kłopotów (właśnie stworzyłem przysłowie).
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
7 Katesh 608 OR, siedziba "Grzmocicieli" na Małym Ostrowie
Głodni i niezbyt ucieszeni wilgotną aurą, Grzmociciele pozbierali naprędce swój dobytek, upychając niezbędne przedmioty w impregnowanych przed wodą skórzanych plecakach i dokładając wielkich starań, by nie zamoczyć zapasu amunicji do rewolwerów. Wyprowadzone z szopy konie prychały z równie wielkim niezadowoleniem, strzygąc uszami i trącając swych właścicieli pyskami.
Deszczowa woda tryskała z miedzianych rynien, ciurkała po kamiennych gzymsach i wsiąkała w ubitą ziemię krętych uliczek Małego Ostrowu tworząc rozległe grząskie kałuże. Czujny jak zwykle Rogan Vain wyjrzał z okienka na poddaszu domostwa szukając wzrokiem śladu przyczajonych gdzieś trollaków, nigdzie jednak nie dostrzegł żadnego z nich.
Nieco uspokojeni, spakowani mężczyźni zaczęli wyprowadzać konie na ulicę upewniając się jednocześnie, że wszystkie okiennice i rygle ich domostwa były zamknięte, a sam budynek sprawiał wrażenie dość zadbanego, by przez kilka dni odstraszać włóczące się po okolicy w poszukiwaniu lokum gobbery.
Kiedy w głębi uliczki pojawiła się idąca szybkim krokiem poprzez deszcz szczupłą zakapturzona postać, Stryker pozdrowił ją uniesioną ręką i wyszczerzył zęby w uśmiechu, który niemal natychmiast spełzł z ust młodzieńca na widok miny przybysza.
Trącony niezgrabnie łokciem Bancroft zbyt późno zorientował się w grożącym mu niebezpieczeństwie, okręcił się w miejscu zbyt wolno i zupełnie nie spodziewając się zagrożenia.
- Gdzieś się wybierasz? - Juliana Montfort odrzuciła z głowy chroniący ją przed deszczem kaptur, odsłaniając morze kruczoczarnych włosów opadających lokami na ramiona i szyję - I pewnie bardzo się śpieszysz, że nie zdążyłeś się pożegnać, co?
Głodni i niezbyt ucieszeni wilgotną aurą, Grzmociciele pozbierali naprędce swój dobytek, upychając niezbędne przedmioty w impregnowanych przed wodą skórzanych plecakach i dokładając wielkich starań, by nie zamoczyć zapasu amunicji do rewolwerów. Wyprowadzone z szopy konie prychały z równie wielkim niezadowoleniem, strzygąc uszami i trącając swych właścicieli pyskami.
Deszczowa woda tryskała z miedzianych rynien, ciurkała po kamiennych gzymsach i wsiąkała w ubitą ziemię krętych uliczek Małego Ostrowu tworząc rozległe grząskie kałuże. Czujny jak zwykle Rogan Vain wyjrzał z okienka na poddaszu domostwa szukając wzrokiem śladu przyczajonych gdzieś trollaków, nigdzie jednak nie dostrzegł żadnego z nich.
Nieco uspokojeni, spakowani mężczyźni zaczęli wyprowadzać konie na ulicę upewniając się jednocześnie, że wszystkie okiennice i rygle ich domostwa były zamknięte, a sam budynek sprawiał wrażenie dość zadbanego, by przez kilka dni odstraszać włóczące się po okolicy w poszukiwaniu lokum gobbery.
Kiedy w głębi uliczki pojawiła się idąca szybkim krokiem poprzez deszcz szczupłą zakapturzona postać, Stryker pozdrowił ją uniesioną ręką i wyszczerzył zęby w uśmiechu, który niemal natychmiast spełzł z ust młodzieńca na widok miny przybysza.
Trącony niezgrabnie łokciem Bancroft zbyt późno zorientował się w grożącym mu niebezpieczeństwie, okręcił się w miejscu zbyt wolno i zupełnie nie spodziewając się zagrożenia.
- Gdzieś się wybierasz? - Juliana Montfort odrzuciła z głowy chroniący ją przed deszczem kaptur, odsłaniając morze kruczoczarnych włosów opadających lokami na ramiona i szyję - I pewnie bardzo się śpieszysz, że nie zdążyłeś się pożegnać, co?
Błyski w pięknych oczach tej damy sugerują, że w pewnych okolicznościach może być dużo groźniejsza od wściekłego trollaka...