Walka z bumbana
Stopniowo, krok po kroku, ludzie spychali bumbana w stronę wylotu przełęczy. Mdląca woń krwi i wnętrzności tłumiła nawet odrażający smród małpoludów. Następny marynarz wrzasnął, gdy małpie łapska wyrwały go z szeregu, a potężne kły zatopiły w jego twarzy. Inny umarł w milczeniu - bestia skręciła mu kark tak szybko, że nie zdążył nawet pisnąć.
Grupa uderzeniowa wbiła się w bumbana, po około minucie wściekłej rąbaniny, zabiliście wodza bumbana. W jednej chwili wszystkie włochate stwory zawróciły jak jeden mąż i rzuciły się do ucieczki. Uniosły z sobą wszystkich poległych, swoich i ludzi. Za przykładem Drussa i Chen Shu podróżnicy skoczyli za nimi w pogoń, rozwścieczeni walką i świadomością, co bumbana zrobią z ciałami poległych towarzyszy. W ciągu paru minut przebyli przełęcz i zobaczyli, że stwory znikają w gąszczu porastającym zbocze poniżej wylotu. Zatrzymali się na skalnej półce, długiej i szerokiej może na dziesięć kroków, która kończyła górską gardziel. Zmordowani potyczką i pościgiem, rzucili się na skaliste podłoże.
Malia sapała ciężko, urywanie. Nie brała udziału w walce, jednakże sama groza położenia nadwątliła jej siły. Kiedy odzyskała oddech, spojrzała wściekle na kapitana.
- Aleś mnie nastraszył! Myślałam, że jesteśmy w pułapce! Nie widziałam za nami żadnych bestii.
Wulfrede wzruszył ramionami.
-
Gdyby moi ludzie to wiedzieli, zawróciliby i uciekli. Musiałem zrobić coś, co zmusiłoby ich do podjęcia walki.
- Dobrze, że tym cuchnącym małpom nie przyszło do głowy, aby zaatakować z obu stron przełęczy - powiedział Vanko.
- Zgadza się - przyznał Ulfilo, który metodycznie czyścił miecz zbroczony posoką. - Byłoby po nas, gdyby tak zrobiły.
- Patrzcie! - zawołał Springald, wskazując na wschód. Po raz pierwszy obejrzeli otoczenie.
Od półki, na której odpoczywali, stok opadał tak stromo, że mogli patrzeć ponad czubkami rosnących najbliżej drzew. Od podnóża gór aż po horyzont ciągnęło się morze brązowego piasku.
Walka:
Straciliście 6 ludzi w walce, 4 marynarzy i 2 najemników od Ufilia.
Kilkunastu ludzi ma lekkie obrażenia.
Stan waszych sił po walce z bumbana:
Macie: 26 marynarzy i Wulfrede, lekka piechota poza Wulfrede.
Ufilio i Springalda i 10 najemników Ufilia (chronią Malię) jako ciężka piechota.
Najemnicy Drussa i Zoriana 12 ciężka piechota żywi.
Chen Shu (2 rany lekkie), Zorian (1 rana lekka), Druss (1 rana lekka), Tranicos (1 rana średnia kara-1 do testów na tydzień, chyba, że wydasz 1 punkt Losu z 4 to zamienię ją na ranę lekką bez kary), Vanko (1 rana lekka).
Hiena i 3 niewolnicy Vanko, oni nie walczą.
Fashoda odeszli jakiś czas temu z tragarzam.
Vea, Mea i Vasquez tylko lekkie obrażenia.
Plan zabicia przywódcy okazał się dobry, po jego śmierci małpoludy uciekły. Zabierając wielu swoich jacy padli, pewnie ich zjedzą. Kwestia czy zakopujecie waszych poległych, czy zostawiacie ich? Małpoludy miałyby więcej jedzenia, ale nie spodobałoby się top raczej waszym ludziom.
Każda lekka rana do wyleczenia potrzebuje 24 godziny, Tranicos zdecyduj czy wydajesz 1 Punkt Losu z 4 jakie masz, by zamienić ranę średnią na lekką?
Co robicie? Jakiś postój przed ruszeniem na pustynię? Co z waszymi zabitymi?