Dom astrologa, południe 2 dnia bakis-ranu
Akronion, słysząc pytanie Barthura, uśmiechnął się szeroko.
- Eon, nie eony. Nie masz czym się turbować mój młody przyjacielu. Mało kto zna tą nazwę. Pochodzi ona z języka elfów. Elfy nazywają Eonem, Dziecię Arianny, czyli bobasa okrążającego swoją matkę w Gab-seran...
Korpulentny człowieczek pociągnął łyk wina i powiedzie:
- Z resztą choć pokażę ci coś niesamowitego, co odmieni twoje życie. Tyś minie zaprowadził do świata Nieulękłych to i ja mogę ci się odwdzięczyć czymś równie ciekawym.
Fubar poprowadził swojego kolegę po fachu do piwnicy, która okazała się równie starożytna jak ta u Frakiego. Akronion szedł przez mrok zaopatrzony w świecę rzucającą dość skromną ilość światła. Mały człowieczek strasznie się ekscytował.
- To dzieło mojego życie. Na całej Orchii nie znajdziesz czegoś takiego. Nie ujawniłem tego jeszcze w gronie astrologów, bo obawiam się matuzalemów o stawach równie skostniałych jak ich poglądy. Dlatego proszę cię o dyskrecję.
Człowiek dotarł do niewielkiego choć wysokiego pomieszczenia, przynajmniej Barthur sądził tak po rozchodzeniu się dźwięków, bo świeca dawał zbyt mało światła, żeby rozegnać ciemności.
- Stań sobie tutaj, ja tymczasem wszystko przygotuje.
W trakcie gdy astrolog uwijał się zapalając różnobarwne lampiony i świece, Barthura naszły złe przeczucia. W aspekcie ostatnich wydarzeń trudno było mu uwierzyć w dobre intencje nieznajomych ludzi. Jednak coraz bardziej rozświetlający się sufit zepchnął te myśli na drugi tor.
Z niemym zdumieniem półolbrzym w roziskrzonym setkami płomyków suficie zaczął rozpoznawać konstelacje i gwiazdozbiory. To była tak niesamowite, że młody astrolog rozdziawił usta niemej fascynacji.
Tymczasem Fubar zapalił płomyki w figurkach z różnobarwnego szkła i rżniętego kryształu.
- Zapiera dech w piersiach, prawda? - zapytał Akronion pełnym dumy głosem.
Barthur zdołał jedynie pokiwać głową.
- Patrz tera mój uczniu. Patrz uważnie - Fubar podszedł do wystającej ze ściany korby i z trudem zaczął nią pokręcać. Rozległy się piski i skrzypienie, a cała sala zaczęła się poruszać.
W słabym świetle imitacji gwiazd Barthur spostrzegł, że stoli na malowidle obecnie znanego świata Orchii. Był to płaski dysk z wymalowanymi archipelagami i poszczególnymi oceanami.
Nocne niebo zaczęły się wolniutko poruszać obracając wokół centralne gwiazdy zwanej Okiem Niedźwiedzicy. W ruch ruszyły także lampiony wyobrażające postacie bogów.
Ponad horyzont wypłynęły śnieżnobiałe posążki.
- Patrz Barthurze! To na niebie pojawiają się nasi pierwsi bogowie, to miesiąc Dagin-ran gdy patronują nam najbliżsi Orchii w tym miesiącu Dagonin, Asteriusz i Gorlam. Miesiąc wspaniale niezawodnej magi i najlepszy okres na doszukiwanie się sprawiedliwości.
Postacie imitujące bogów zataczały koło przybliżając się nieco do Barthura.
- A teraz czas dobrych interesów pod patronatem Oriaka i Reptiliona Wielkiego - Orakt-ran. Tuż za nim okres bezwzględnych rządów Katana i Seta.
Złowróżbna postać atakującej kobry przeleciała niepodal głowy półolbrzyma emanując złowróżbnym czerwonym blaskiem.
- Teraz obfitujący pełnią życia i zdrowia miesiąc Gabse-ran pod patronatem Arianny i Grama. Patrz uważnie! Widzisz.
Przed Barthurem podleciała figurka kobiety o pełnych piersiach i brzemienny brzuchu, a wokół niej raczkował mały berbeć.
- To właśnie dzieciątko. To jest owy Eon. Widzisz jak pięknie zatacza kręgi woków matki.
Barthur dokładnie się przyjrzał owemu okrążaniu zapamiętując, że podąża z prawej na lewą.
Fubar mówił coraz bardziej zdyszanym głosem z trudem obracając korbom.
- Teraz czas na Sharami i Gotam-gora w S-gun-ran. To miesiąc pełen pożarów i wichur, ale najpiękniejsze wytwory kowali powstają właśnie wtedy. Barthurze pokręć korbą. Ino wolno. Zaspałem się.
Półolbrzym przejął obracanie korbą i dalej wpatrywał się w fubarową wizję wszechświata.
- A oto nadchodzi czas skrytobójstw, kradzieży i zmartwychwstań umarlaków.
Barthur ze narastającym lękiem obserwował zbliżającą się do niego figurkę z czaszką zamiast twarzy w której oczodołach jaśniały czerwone płomyki. Najprawdopodobniejszego sprawcę wszelkich nieszczęść Totgan-kir i jego własnych.
Nagle coś potwornie zazgrzytało trzasnęło, korba stawiło opór nie do pokonania.
- No nieeee - sapnął Akronion - z
awsze przy Morghlitchcie się zacina! Niech to szlak! Trza mi to jeszcze wyregulować! No nic. Mów jednak jak cie się to widzi - zapytał z uprzejmości, bo każdy na świecie widział, że kto jak kto, ale twórca tego dzieła czeka jedynie na pochwały i westchnienia zachwytu.
I przy okazji pytania do wszystkich czytających. Jak wam się podoba taka wizja astrologii orchiańskie? W aspekcie samych planet. Gdy każda planeta to odzwierciedlenie innego boga, ukazujące się na niebie w określonych miesiącach. Wydaje mi się, że to wystarczająco tłumaczy dlaczego astrolog jest profesją klerykalną.