Droga nr 161 w stronę Jean
Pyliste pobocza drogi nie oferowały praktycznie żadnej osłony, prócz rachitycznych krzewów, kęp suchej trawy oraz rozsianych tu i ówdzie skalnych okruchów. Nie zamierzać przepychać się z albinosem i chudzielcem o miejsce za głazem mogącym osłonić najwyżej jednego człowieka, jasnowłosy zabijaka przypadł na kolano zdejmując z prawego ramienia wiszący tam myśliwski sztucer 0.308.
Mężczyzna przyłożył twarz do okularu lunety, omiatając szkłami celownika rozsypujące się niemal całkowicie zabudowania przedwojennej stacji benzynowej oraz sąsiadującego z nią motelu.
- Kurwa mać! - wymknęło mu się z ust pomimo obecności znajdującego się opodal pastora.
W szkłach karabinu dostrzegł trzech mężczyzn: jednego stojącego na skraju drogi przy ruinach motelu, jednego na szczycie blaszanego zadaszenia stacji benzynowej i jednego ukrytego w cieniu rzucanym przez owe zadaszenie, wciśniętego za obudowę niesprawnego najpewniej dystrybutora paliwa.
Spora odległość wciąż nie pozwalała dostrzec zbyt wielu szczegółów twarzy czy stroju, ale jednego jasnowłosy strzelec był pewien: wszyscy obcy mieli na sobie kuloodporne kamizelki identyczne jak te, które nosili od poprzedniego wieczoru trzej mężczyźni ocaleni z bezimiennego grobu.
Prócz kamizelek pilnujący wjazdu na autostradę mężczyźni mają broń krótką, ale są zbyt daleko, by jasnowłosy rozpoznał typ...