Białoruś, ruiny Witebska, 13:20 czasu wschodnioazjatyckiego
Cały się spocił. Wciąż rozpalony na twarzy Sasza chwilę wcześniej odłożył prowizorycznie przemyte wodą z bidonu narzędzia. Ramię Jelcynowa zdobiła teraz cholernie niegustowna dzierganina. Sasza trząsł się przy szyciu, nie wspominając o wcześniejszym usunięciu kuli. Niedźwiedź ocknął się kilka minut wcześniej wysłuchując raportu Motłocha, który wydawał się być w świetnym humorze.
Siad! Turlaj się... hehe! -wielkie łapsko Wasyla popchnęło niezdarnego, kilkutygodniowego szczeniaczka. Niezrażony niczym psiak ochoczo ponawiał próby przegryzienia cyberręki powarkując na ile tylko umiał groźnie.
Tania buszowała teraz w piwnicy usiłując skompletować prowizoryczny układ zastępczy dla nóg.
Wyglądało na to, że dwaj wykolejeńcy poradzili sobie z kilkoma starszymi modelami cyborgów. Trudno było stwierdzić jakim, pieprzonym cudem.
Kmicic unikał grupy czując się w jej obrębie conajmniej niepewnie. Spoglądał przez wyłom w ścianie. Lśniące zabawki Belacorpu wogóle nie podjęły za nimi pościgu. Spłoszyli snajperów, podjęli akcję ratunkową, która zakończyła się masakrą. W górze zaczęły krążyć helikoptery białoruskiej telewizji niezależnej- kolejnej gałęzi kontrolowanej w całości przez korporację.
Okolica zmieniła się, zupełnie nie tak ją pamiętał. Spojrzał raz jeszcze na zwłoki obu ofiar. Na stojący pod oknem przewrócony kubek..
Jelcynow przytomny, świadomy i ustabilizowany.
Łupy z piwnicy:
Prócz wspomnianych w tekście (2 magazynki do AK, żarcie- czekolada, orzeszki i psia karma) Trochę leków (aspiryna, środki przeciwbólowe, jakieś prochy). Baterie starego typu (R20).
Pieprzone nogi od sowieckiego borga, które na siłę dałoby radę dokręcić Tani. Toporne, stalowe drągi zdolne unieść 250 kg kolosa. Opancerzone i o wzmocnionej strukturze myomerów.
Jednak taki zabieg zająłby godzinę, może dłużej.
Ktoś jeszcze chce poszperać w piwnicy? Jak zamierzacie wyciągnąć wasze tyłki z tego bagna?