Porucznik Hayes odprowadził chudzielca wyraźnie zaskoczonym spojrzeniem, po czym przeniósł wzrok na resztę gości, przyglądając im się badawczo.
- Zbiegowie nabierają zuchwałości, co źle nam wieści - odpowiedział po krótkiej chwili - Ilu zabiliście w Goodsprings?
- Chyba dwunastu... - odparł pastor Gottschalk dokonując w pamięci pobieżnych obliczeń - I dwóch przy wjeździe na autostradę w Jean.
- Druga sprawa jest jeszcze gorsza. Przy całym szacunku dla odważnych mieszkańców Goodsprings, nie mogę im pomóc. Odpowiadam za bezpieczeństwo tego posterunku oraz całej trasy zaopatrzeniowej. Sytuacja w Primm ulega coraz większej eskalacji. Dwa dni temu do miasteczka wtargnęła banda uzbrojonych przestępców i przejęła nad nim kontrolę. W konsekwencji deklaracji niepodległości Primm z ubiegłego roku nie wolno mi bez zgody dowództwa wkroczyć do osady i zrobić tam porządku, mogę co najwyżej bronić posterunku przed nieprzyjacielskimi atakami. Jeśli wyślę patrol do Goodsprings, narażę na szwank bezpieczeństwo placówki.
- Tych ludzi czeka zagłada, jeśli im nie pomożecie, poruczniku - podkreślił raz jeszcze David Gottschalk, prostując się mimowolnie - Naprawdę nie możecie dla nas nic zrobić?
- Jestem uwięziony w Primm, czy mi się to podoba czy nie - odpowiedział oficer - Jedynie rozkazy z Przyczółka Mojave mogą to zmienić, ale od czterech dni nie mamy z nimi łączności. Póki co, muszę pilnować autostrady.
- Ci w miasteczku to Kajdaniarze? - zmienił temat jasnowłosy snajper, oglądając się ponad ramieniem w kierunku wschodniej części miasta - Ilu ich jest?
- W przybliżeniu trzydziestu - odparł Hayes - Mają mieszaninę broni lekkiej i ciężkiej, nawet jeden miotacz ognia, którym podpalili zapory ze starych opon. Weszli do Primm nocą od przeciwnej strony, nie mogliśmy ich zatrzymać. Zaalarmowały nas strzały i krzyki, a o świcie miasteczko już było w ich rękach. Kilka godzin później do Primm próbowała wejść handlowa karawana, ale szybko dała nogę.
- Jeśli to Kajdaniarze, odpowiedzialność za ich występki wciąż spada na Republikę - oznajmił pastor nie odrywając wzroku od porucznika - Uciekli przecież z kalifornijskiego więzienia. Podobno dzierżawimy Jean od przywódców Nowego Vegas.
- Proszę nie myśleć, że ta całą sytuacja mi się podoba, pastorze - w ton Hayesa wkradła się nieprzyjemna nuta - Chętnie zrobiłbym z nimi porządek, ale Primm jest dla nas strefą eksterytorialną. Jeśli tam wkroczę, rody ze Stripu mogą oskarżyć RNK o akt agresji na terytorium niezależnej Nevady. Nie zamierzam trafić za to pod sąd polowy.
[center]