PBF - Czarne złoto

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 17 lipca 2014, 10:51

10 Katesh 608 OR, gdzieś na trzęsawiskach

Słońce zaszło w jednej chwili: krwawoczerwona kula opuszczająca się w mętne wody rozlewiska. Rozświetlona blaskiem pary księżyców noc objęła bagna w swe władanie przynosząc wraz z nimi duszność wilgotnego powietrza, tajemniczy plusk wody oraz dźwięki wydawane przez niezliczone rzesze owadów. Znużeni ponad wszelką miarę i myślący wyłącznie o czystej wodzie mężczyźni bezskutecznie szukali przez ostatnią godzinę przed zmierzchem skrawka suchego lądu mogącego posłużyć im za nocne schronienie. Łódź dryfowała poprzez rozległe mokradła, niesiona leciutkim prądem, niosąc zapadających w niespokojną drzemkę Grzmocicieli w nieznanym kierunku.

Jeden spośród nich Rogan Vain potrafił orientować się w terenie z pomocą gwiazd, Morridańczyk jednak od dłuższego czasu leżał na dnie łodzi pozbawiony przytomności i trawiony coraz silniejszą gorączką.

Obudzony trzepotem ptasich skrzydeł, śpiący z karabinem na kolanach Reynard ocknął się w pewnej chwili dostrzegając siedzącą na rufie łodzi czaplę, rysującą się czarnym konturem na tle oświetlonych księżycową poświatą bagien. Mężczyzna drgnął leciutko chcąc odwrócić w stronę stworzenia lufę broni i ruch ten wystarczył, by spłoszony ptak natychmiast wzbił się w powietrze młócąc powietrze skrzydłami.

Bannister westchnął ciężko i rozejrzał wokół siebie próbując zorientować się, gdzie właściwie trafiła łódź.

Serce Grzmociciela zabiło mocniej na widok, którego człowiek nie spodziewał się ujrzeć, a który rozpalił jego umierającą nadzieję żywym płomieniem.

Gdzieś po lewej stronie łodzi w oddali ciemność nocy ustępowała pola poświacie mogącej bić wyłącznie od ognisk jakiegoś obozowiska.
Zapadła noc, większość z Was drzemie w dryfującej łódce, Reynard jednak zauważył coś interesującego...

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 17 lipca 2014, 11:48

Reynard natychmiast stracił ochotę na sen, obudził towarzyszy w najlepszej formie i pokazał im co zobaczył.
Pytanie czy idziemy sprawdzić kto zapalił te ogniska?.

MG: Ile tych ognisk widać i jak daleko od naszego obozu?

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 17 lipca 2014, 12:09

10 Katesh 608 OR, gdzieś na trzęsawiskach

Obudzeni w możliwie jak najcichszy sposób, Grzmociciele przyglądali się pełgającej w oddali poświacie szeroko otwartymi oczami, zdjęci pospołu dziką nadzieją na ratunek i obawą, że bagienny nurt poniósł ich ku obozowisku innego plemienia gatorów, a może nawet trogów.

- To są ludzie... - wyszeptał w pewnej chwili Książę, obdarzony przez los wyjątkowo bystrym wzrokiem - To są... żołnierze!

Mrużąc własne oczy Bannister wciągnął przez zaciśnięte zęby powietrze, bo okazało się, że Leto miał rację: sześć dużych ognisk, rozpalonych na suchym gruncie mogącym być krańcem rozległych mokradeł, oświetlało swym blaskiem liczne ludzkie sylwetki noszące mundury, w których pomimo ciemności nocy i dzielącej łódkę od brzegu odległości Grzmociciel rozpoznał uniformy cygnarskiej armii.
Wasza łódka dryfuje w ciemnościach opodal brzegu, na którym obozuje kilkudziesięciu żołnierzy królewskiej armii!

namakemono
Reactions:
Posty: 1552
Rejestracja: 26 października 2012, 07:18

Post autor: namakemono » 17 lipca 2014, 12:17

Pewnie, że idziemy. Proponuję spróbować zakraść się i ocenić sytuację. Jest okazja by się ogrzać, napić, wysuszyć, może nawet najeść.

Edit: czyli łatwo nie będzie. To co, idziemy do nich? Jeśli to wojska sojusznicze, to można spróbować uzyskać ratunek.

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 17 lipca 2014, 12:23

Jak to ludzie to zdecydowanie płyniemy do nich, będąc bliżej zawołamy do strażników, jak sami nas wcześniej nie zauważą.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 17 lipca 2014, 12:33

10 Katesh 608 OR, gdzieś na trzęsawiskach

Zanurzając wiosła niemal bezszelestnie w wodzie, Grzmociciele podpłynęli bliżej brzegu, dokładając wszelkich starań, by obozujący na suchym gruncie ludzie nie spostrzegli ich przedwcześnie. Przyglądając się biwakowi spostrzegli, że grupa wojskowych była większa niż początkowo zakładali, ponieważ wcześniej nie zauważyli licznych nieruchomych ciał leżących w głębokim śnie na rozścielonych wprost na ziemi grubych kocach.

Znajdując się kilkanaście metrów od brzegu, tuż za ruchliwą granicą zasięgu padającego od ognisk światła, Reynard Bannister zyskał niezbitą pewność, że ma do czynienia z niepełną kompanią królewskich strzelców obozującą na czas nocnego popasu. Odkładając wiosło na dno łódki sierżant stanął na równe nogi i przyłożył złożone w tubę dłonie do ust.

- Hej tam na brzegu! Nie strzelajcie! My swoi!

Dobiegający od strony mokradeł nieoczekiwany okrzyk podziałał na obozujących żołnierzy niczym kij wrażony w gniazdo os. Kilkunastu mężczyzn w mundurach runęło w jednej chwili ku brzegowi składając się do strzału i alarmując jednocześnie resztę obozowiczów donośnymi okrzykami.

- Kto tam?! Pokażcie się, a już! Ręce w górę!
Postawiliście obóz w jednej chwili na równe nogi. Mierzy do Was kilkanaście karabinów - znaczy się, mierzy mniej więcej w Waszą stronę, bo żołnierze nie do końca wiedzą, gdzie znajduje się Wasza łódka!

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 17 lipca 2014, 12:47

Jesteśmy ludźmi, uciekliśmy z niewoli u gatorów, mamy rannych, płyniemy do was łódką, nie strzelajcie do cholery.
Jest nas tylko kilku.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 17 lipca 2014, 13:35

10 Katesh 608 OR, gdzieś na trzęsawiskach

Celujący dotąd niepewnie żołnierze wymierzyli lufy bardziej starannie, kierując je w stronę, z której dobiegał coraz bliższy głos Bannistera. Grzmociciele naparli na wiosła nie potrafiąc się uwolnić od narastającej radości, wpłynęli w zasięg światła ognisk obozowiska. Na płyciznę nadbiegało coraz więcej pobudzonych harmiderem żołnierzy, w powietrzu niosły się dźwięki komend i świst wojskowych gwizdków.

Kilku piechurów wskoczyło do wody i złapało za burty łódki wyciągając ją wprost na piasek wąziutkiej bagiennej plaży, pod lufy ubezpieczających towarzyszy strzelców.

Reynard Bannister roześmiał się z ulgą na ten widok, opuścił łódź poprawiając pasek przewieszonego przez ramię karabinu. Stojący najbliżej żołnierz spojrzał na niego uważnie, a potem okręcił się znienacka i zdzielił sierżanta kolbą własnej broni w skroń.

Bannister runął bez najmniejszego jęku do wody, w jednej chwili pozbawiony świadomości. Silne męskie dłonie pochwyciły go za odzienie, wywlokły nieprzytomnego człowieka na suchy grunt.

- Niewolnicy gatorów?! - ryknął inny żołdak, noszący na rękawie naszywki kaprala - Ani chybi grasanci z bagien! Jak tylko któryś drgnie, strzelać bez wahania! Wojskową broń mają, pewnikiem zrabowaną patrolowi Bregana! Wołajcie tu kapitana, a nie dajcie żadnemu uciec! Będą wisieć na drzewie, nim słońce wzejdzie!
Witamy na suchym lądzie!

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 17 lipca 2014, 14:07

10 Katesh 608 OR, gdzieś na trzęsawiskach

Wywleczeni przemocą z łódki i rzuceni na suchy grunt, Grzmociciele znaleźli się w jednej chwili pod lufami wyraźnie spiętych i wyjątkowo nieprzyjaznych żołnierzy, otaczających więźniów ciasnym kordonem, przez którym z trudem przepchnęło się kilka postaci w uniformach z oficerskimi dystynkcjami.

- Co tu macie, kapralu? - zapytał niskim głosem jeden z przybyszów.

- Pięciu obcych, próbowali się podkraść do obozowiska, sir - zameldował podoficer - Wyglądają na bandytów, na dodatek mają naszą broń, proszę spojrzeć.

Kapral podał przełożonemu odebrany Bannisterowi karabin.

- Ty tam - oficer trącił czubkiem buta jednego z Grzmocicieli - Co masz do powiedzenia na swoją obronę?

- Zostaliśmy pojmani przez gatory, kilka dni temu - wykrztusił przez ściśnięte gardło Książę - Więzili nas na bagnach, jednego z naszych zamordowali. Zbiegliśmy korzystając z zatargu pomiędzy dwoma plemionami, zabierając im zdobyczną broń. Szukaliśmy na oślep drogi na suchy ląd, w nocy zauważyliśmy wasze ogniska.
To dobry moment na składanie wiarygodnych wyjaśnień!

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 17 lipca 2014, 14:12

Moja głowa, nawet gatory nas lepiej traktowały, a to od razu kolbą w głowę.

Skradali się kapralu??? w łódce? Z daleka się darłem, że podpływamy, strażnicy jakoś nas nie zauważyli.
Widzieliście kiedyś jak ktoś się skrada w łódce, krzycząc z daleka, że podpływa?

Ledwo żyjemy, mamy przypadkową broń, braliśmy co w ręce wpadło podczas ucieczki.
Padamy z głodu, miło widzieć ludzi tak w ogóle.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 17 lipca 2014, 14:30

- Kurwości... Jacy grasanci... - jęknął cicho ranny Stryker, próbując przelrzyczeć podnąszący się harmider: - Widziałeś ty kiedyś kapralu, żeby sami do Ciebie przychodzili dać się powiesić? Broń mamy z obozowiska gatorów zabraną, bo naszą stal nam zabrano, a czymś musieliśmy się od żelazogrzbietnika odgonić. Tam całe skrzynie wojskowego sprzętu były: Broń, konserwy, nawet manierki.

Wątek techniczny

Łykajcie perły!!!!:o

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 17 lipca 2014, 14:38

10 Katesh 608 OR, w wojskowym obozowisku

Oficer przykucnął obok odzyskującego świadomość Bannistera, przyjrzał mu się uważnie myśląc nad czymś w milczeniu.

- Coście za jedni i jak wpadliście w łapy gatorów? - zapytał po dłuższej chwili, nie siląc się na zbytnią uprzejmość.

- Reynard Bannister, z Clockers Cove, w służbie kupca rudą Forsythe'a z tego miasta. Wieźliśmy towar przez Langmere, przebrzydłe gady nas napadły w drodze. Ledwo żeśmy głowy unieśli z tarapatów, a niektórzy z nas srodze je przypłacili na zdrowiu.

- Pierwsze słyszę, że gatory biorą jeńców - prychnął kapitan - A wyście słyszeli, kapralu?

- Żrą na miejscu i żywcem, ale w niewolę? Pierwszy raz w życiu słyszę - potrząsnął głową podoficer, a oświadczeniu temu towarzyszył pomruk zgodnych żołnierzy - Słyszałem za to wiele o ludziach, co mieszkają na odludnych mokradłach, takich rabunkiem się trudniących, a dybiących na kupców i niewielkie patrole.

- A ja ich znam - odezwał się znienacka inny głos, dziwnie Grzmocicielom znajomy - Prawdę mówi, że jest z Clockers Cove i cosik mi się widzi, żeście zbyt pochopni w wydawaniu osądów, żołnierzu.

Bannister wykręcił z całej sił głowę, omal nie skręcając sobie przy okazji karku, za wszelką cenę chcąc tego, który rzekomo go rozpoznał.

Brat Bryson Murdoch z komandorii Rycerzy Proroka w Divinium uśmiechnął się znacząco napotykając na wzrok Bannistera, skinął mu lekko głową.

- Niezgłębione są decyzje naszego Pana i sposób, w jaki splata on ze sobą nasze ścieżki - oznajmił filozoficznym tonem zakonny rycerz.
Cóż za dogodny zbieg okoliczności!

Araven
Reactions:
Posty: 8334
Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
Has thanked: 1 time
Been thanked: 1 time

Post autor: Araven » 17 lipca 2014, 14:55

Witajcie Bracie Mysonie straszniściem rad, że Was widzę naprawdę. Mam nadzieję, iż wyjaśnicie owym żołnierzom, że ja i moi kompani ofiarami jesteśmy raczej, niż bandytami.
Ostatnio zmieniony 17 lipca 2014, 16:29 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Keth
Reactions:
Posty: 12615
Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
Has thanked: 138 times
Been thanked: 84 times
Kontakt:

Post autor: Keth » 17 lipca 2014, 16:23

10 Katesh 608 OR, w wojskowym obozowisku

Idąc za referencjami brata Murdocha, żołnierze uwolnili z pewnym zażenowaniem sponiewieranych wcześniej Grzmocicieli, oferując im w formie rekompensaty posłania, ciepły posiłek oraz pomoc wojskowych medyków, którzy od razu wzięli się za oględziny Rogana Vaina i Nathaniela Strykera.

- Straszne rany - oznajmił przewodzący im lekarz w stopniu porucznika, przystając na uboczu z Bannisterem, Longsworthem i opatrzonym wcześniej Bancroftem - Wciąż nie jestem pewien, czy obaj to przeżyją, bo już wdała się infekcja.

- Cud, że w ogóle przeżyli tę ucieczkę - oznajmił kapitan Lawson, dowódca kompanii; wysoki szczupły mężczyzna o manierach człowieka pochodzącego z wyższych sfer społeczeństwa, spoglądający na Grzmocicieli dość podejrzliwym wzrokiem mimo rekomendacji Murdocha - Wszyscy mieliście ogromne szczęście, że na nas wpadliście. Prawie nigdy nie patrolujemy tej okolicy, to prawdziwa dzicz, ale tropiliśmy bandę gatorów i ślady doprowadziły nas tutaj.

- Opowiedzcie raz jeszcze, co wam się przytrafiło - poprosił brat zakonny, spoglądając bacznie na towarzyszących mu Grzmocicieli.
Chętnie poczytam teraz obszerne objaśnienia Waszej paczki. Z innej beczki, odebrano Wam niestety wojskową broń, ale zachowaliście prywatną i nikt też nie zorientował się, że macie perły...

namakemono
Reactions:
Posty: 1552
Rejestracja: 26 października 2012, 07:18

Post autor: namakemono » 17 lipca 2014, 20:01

- Ech, bracie Murdoch, szkoda gadać. Legalny interes do ubicia mieliśmy, w Clocers Cove zacny kupiec nas najął. Ledwośmy z miasta rodzinnego wyjechali, od razu kłopoty się zaczęły. W Langmere na ten przykład windykator z komornikami nas ścigali, ale żeśmy w prawie byli, to poniechać nas musieli. Ale cośmy się nakłopotali, to nasze. Potem zaś się okazało, że przewodnik, co to nas do kontrahentów miał zabrać, szują się okazał i tak nas, jak i pracodawcę wspólnego naszego do cna chciał oskubać. Potem zaś nas gatory przydybały i uwięziły. Walczyć nam kazały, ot co. Te cwane bestie widziały, jak ludzie z karabinami się obchodzą i do walki z wrogami swego plemienia tymiż karabinami nas zmuszali. Widać zresztą, że nielicho nam się dostało. Na tych moczarach od licha paskudztwa wszelakiego się namnożyło, tedy i gatory wrogów swych tam mają. Jak zwaśnione plemiona za bary się wzięły, tośmy z zamieszania skorzystali i co nam w ręce wpadło zabrawszy, na bagna uszliśmy. Dryfowaliśmy pośród moskitów i innego paskudztwa, bez wody i jedzenia. Na szczęście na was się natknęliśmy. Ot i cała opowieść.
Trochę trzeba powiedzieć, ale lepiej nie wszystko. Proponuję przemilczeć jaki los spotkał Fenwicka, o trupie w Langmere tym bardziej bym nie mówił. Jeszcze gotowi jakoś nas w zabójstwo wrobić.

ODPOWIEDZ