Ponieważ żaden z kurierów nie odezwał się ani słowem, Johnson pokiwał z niedowierzaniem głową nie potrafiąc widać pojąć do końca ogromu szkód, jakie w mózgach trzech mężczyzn poczyniła eksperymentalna broń.
- Myślałem, że będziecie pamiętali przynajmniej to, bo to wy przynieśliście wszystkie te paczki z Republiki - oznajmił opierając się barkiem o ścianę kasyna i zapalając wyciągniętego z kieszeni papierosa - A najlepsze jest to, że mieliście kurewskiego pecha. Wasza robota kończyła się na dostarczeniu towaru do mojej filii, potem mieliście wrócić do Hub ze swoją zapłatą.
- Co się stało, że nie wróciliśmy? - spytał Flanagan.
- Wszystko przez niego - Nash wskazał palcem na kompletnie tym zaskoczonego Venkmena - Nagrałem sześciu nowych kurierów, tutejszych gości z doświadczeniem. Instrukcje były takie, że każdy miał wziąć jedną paczkę i dostarczyć ją na Strip na własną rękę. Ale jeden z tych gości, podobno nazywał się Ulisses czy jakoś tak, na widok waszego kumpla natychmiast zrezygnował.
- Na mój widok? - upewnił się albinos, wymieniając z towarzyszami pełne zdziwienia spojrzenia.
- Po prostu spojrzał na ciebie i powiedział, że zostawia robotę, nawet oddał zaliczkę - skinął głową Johnson - Nawiał, zanim zdążyłem z nim pogadać. Więc ty powiedziałeś, że zrobisz dodatkową robotę za tego sukinkota i zabrałeś jego paczkę.
- Wiesz, co było w tych przesyłkach? - zaintrygowanie Johna rosło z każdym słowem dyspozytora Mojave Express.
- I to jest najlepsze - odparł Nash zaciągając się papierosem - To były jakieś śmieci, zupełnie niewarte forsy, którą zapłacono za ich dostawę. W jednej przesyłce była para kart do gry w pokera, w innej drewniane kostki do gry. Wy wzięliście coś, co chyba miało największą wartość: platynowy szton do kasyna, taki do obstawiania na stole do blackjacka.
- Kto to miał odebrać?
- Tego nie wiem - wzruszył ramionami Nash - Każdy kurier dostał zaklejoną kopertę z instrukcjami.
- Od kogo? - spytał albinos, desperacko próbujący przypomnieć sobie cokolwiek z wzmiankowanych przez Nasha zajść.
- Od robota, który tu przylazł ze zleceniem na podzielenie przesyłki na sześć osobnych zleceń.
- Co to był za robot? - wtrącił John - Protektron? Taki jak ten wasz z kasyna?
- Nie, skądże. Tamten był dużo większy, jeden z tych pilnujących Stripu. Sekurotrom czy jakoś tak na niego mówili. Ale ten blaszak był śmieszny, bo na wizjerze miał obrazek jak z kreskówki, takiego kowboja. Przekazał instrukcję i zapłatę i zaraz się zawinął.