Primm, hotel "Bison Steve"
Wejścia do hotelu pilnowali kalifornijscy żołnierze, ale zastępca Beagle bez trudu uzyskał prawo do wejścia, powołując się na autoryzację porucznika Hayesa. Wnętrze budynku okazało się kompletnie zdewastowane wybuchami granatów, rozbita boazeria hotelowych korytarzy wisiała patetycznie ze ścian, pod butami chrzęściło roztrzaskane w drobny mak szkło. Kręcący się w środku żołnierze RNK wyciągnęli na zewnątrz hotelu wszystkie ciała zabitych w szturmie Kajdaniarzy, układając zwłoki skazańców w długim rzędzie na głównej ulicy miasta.
Plamy krwi znaczyły miejsca, w których zaskoczeni atakiem więźniowie próbowali stawiać Kalifornijczykom skazany z góry na niepowodzenie opór.
- Trzeba będzie masy roboty, żeby postawić tę budę z powrotem na nogi - mruknął Beagle - I tak jak mówiłem, wojskowi już złupili wszystko, co miało jakąś wartość. Nic tu nie znajdziemy.
Stojący w progu jakiegoś pokoju Venkmen odburknął coś niewyraźnie, dostrzegając w świetle latarek i kilku działających wbrew wszystkiemu ściennych lamp coś, co przykuło znienacka jego uwagę.
Albinos przyklęknął przy przewróconym stole, przyświecając sobie latarką w rogu podłogi. Zastępca szeryfa podszedł do Pete'a zaintrygowany zachowaniem białoskórego mężczyzny.
- Zbierasz pety? - zdumiał się Beagle - Jak tak u ciebie kiepsko, odpalę ci paczkę.
- Nie chodzi o fajki, tylko filtr - gwizdnął przez zęby Venkmen - Gdzieś już taki widziałem, całkiem niedawno. Czerwonozłoty papier. Palicie tutaj takie fajki.
- Takiej marki jeszcze nie widziałem - zaprzeczył Beagle, spoglądając uważnie na znalezisko albinosa - A co ty, zbieracz filtrów jesteś?
Taki mały suwenir dla Procjona...