Ubezpieczający wejście do posterunku strzelec ujrzał w okularze optycznego celownika jak jeden z obserwowanych przez niego napastników, mężczyzna w skórzanym pancerzu przejawiający skrajnie posuniętą mutację pigmentu, wyciąga z kieszeni kurtki granat.
Strzelec nie miał najmniejszej wątpliwości, że ściskanym przez albinosa przedmiotem był właśnie granat. W obliczu postawionego przez Cathy ultimatum, w obliczu zagrożenia reprezentowanego przez ludzi jako żywo pasujących do wizerunku członków autostradowego gangu, gest ten mógł oznaczać wyłącznie jedno.
Leżący płasko na brzuchu strzelec wstrzymał oddech, a potem ściągnął w delikatny sposób języczek spustowy swego snajperskiego karabinu, podejmując w myślach jedyną słuszną decyzję.
Huk wystrzału dotarł do uszu pastora Davida Gottschalka pół sekundy po tym jak twarz nic nie rozumiejącego duchownego obryzgana została znienacka krwią i tkanką mózgową albinosa. Pete Venkman poleciał do przodu na ścianę posterunku, ześlizgnął się z niej niczym człowiek tonący pod taflą gęstej cieczy, rozmazując na starym tynku szkarłatną smugę.
Gottschalk przełknął odruchowo ślinę, nie potrafiąc oderwać od albinosa zafascynowanego wzroku.
Venkmen nie miał połowy głowy.
- Ted, co się dzieje?! - z wnętrza budynku dobiegł zduszony dziewczęcy okrzyk.
Bieg dalszych wydarzeń jest całkowicie uzależniony od następnej reakcji pastora. Akcja ofensywna, ucieczka, rzucenie broni w geście poddania, inne pomysły?