To świetnie brzmi, ale potrzebujemy konkretów, co możemy zaproponować mieszkańcom, za ich pomoc dla RNK?
Legion to sadyści i fanatycy, stanowią wielkie zagrożenie, z tym się zgadzam, ale mieszkańcy potrzebują konkretów, nie samych obietnic.
PBF - Ścigając samego siebie
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- No panie kapitanie. Ja już mówiłem na wstępie, że w tym Jean to mogę zrobić z Flanaganem porządek. Dajcie mi te stare pancerze Kajdaniarzy i trochę granatów i więzienie wyzwolimy we dwójkę jak będzie trzeba. No problem. Ale jak nas chcecie do Primm wysłać, to eeeee... Jest mały problem... - Simpson zrobił głupią minę: - No eeeee kapitanie, żeśmy trochę ekwipunku pożyczyli od miekscowego handlarza, ale jak nas obrobili na szlaku ze wszystkiego, to nie mamy co oddać. Łyso tak wracać do Primm...
Powyższą wstawkę wykorzystam w późniejszym etapie fabularki, kiedy Simpson już trafi przed oblicze Jacksona, obiecuję!
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Przyczółek Mojave, sztab RNK
- Najważniejsze w tej chwili jest dla nas Primm - Jackson otworzył szufladę biurka i wyciągnął z niej dużą wojskową mapę, którą rozpostarł następnie na blacie - To najbliższe Przyczółka miasteczko, na dodatek na drodze wiodącej do Nowego Vegas. Po zawarciu pewnych porozumień z rodzinami rządzącymi Vegas otrzymaliśmy zgodę na budowę autostradowego posterunku pod Primm, tego obsadzonego aktualnie przez oddział porucznika Hayesa. Zapewniając bezpieczeństwo na tej trasie będziemy mogli wypuścić z obozu przynajmniej część internowanych, umożliwiając im przedostanie się cało i zdrowo do Primm. Sami widzicie, w jakich muszą tu przebywać warunkach. Im szybciej się ich pozbędziemy, oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu, tym lepiej na tym wyjdziemy.
- To świetnie brzmi, ale potrzebujemy konkretów, co możemy zaproponować mieszkańcom za ich pomoc dla RNK? - spytał pochylający się nad mapą John - Legion to sadyści i fanatycy, stanowią wielkie zagrożenie, z tym się zgadzam, ale mieszkańcy potrzebują konkretów, nie samych obietnic.
- Zagwarantujemy im bezpieczeństwo - odparł Jackson - Wszystkich osad będzie strzegł republikański garnizon, oczywiście w miarę naszych możliwości. Zapewniamy też praworządność, bo dzięki przyłączeniu do RNK wszyscy staną się obywatelami Republiki, chronionymi naszym systemem prawnym. Dochodzi do tego edukacja i dostęp do opieki medycznej, ale wdrożenie tego etapu transformacji wymaga wpierw zakończenia działań militarnych, to chyba rozumiecie. Pomoc humanitarna będzie dostępna praktycznie od zaraz, od chwili ratyfikowania traktatu akcesyjnego przez wysłannika prezydenta Kimballa.
- Wróćmy na chwilę do rozmowy o wstępnym etapie operacji - Strażnik oderwał wzrok od Johna i przeniósł spojrzenie na mapę - Doliczając jednostkę sierżanta Lee mamy w Primm dwa wzmocnione plutony piechoty. Jeśli dobrze zaplanujemy atak na Jean, powinny wystarczyć do wykończenia skazańców, ale najpierw trzeba pomyśleć nad tym, co mówiliście o zabezpieczeniach. Wysłałem kwadrans temu niewielką sekcję zwiadowców do Nipton. Będą podróżowali nocą, to doświadczeni żołnierze. Dostarczą tu tego Boxcara tak szybko jak to tylko będzie możliwe. Was w tym samym czasie chciałbym wysłać do Primm, ciężarówką z zapasami. Zawieziecie rozkazy dla porucznika Hayesa i pokręcicie się wśród miejscowych...
Strażnik urwał na chwilę, bo dochodzący zza zamkniętego okna dźwięk ludzkiej wrzawy czynionej przez kilkuset internowanych zaczął narastać do budzącego zaniepokojenie poziomu.
- Co tam się dzieje? - burknął oficer podnosząc się zza biurka, w tej samej jednak chwili w progu otwartych raptownie drzwi stanął poczerwieniały sierżant Kilbur.
- Sir, w obozie wybuchła panika! Ludzie szturmują ogrodzenie na przejściu, chcą uciekać do Kalifornii! Nie dajemy sobie rady z ich powstrzymaniem!
- Najważniejsze w tej chwili jest dla nas Primm - Jackson otworzył szufladę biurka i wyciągnął z niej dużą wojskową mapę, którą rozpostarł następnie na blacie - To najbliższe Przyczółka miasteczko, na dodatek na drodze wiodącej do Nowego Vegas. Po zawarciu pewnych porozumień z rodzinami rządzącymi Vegas otrzymaliśmy zgodę na budowę autostradowego posterunku pod Primm, tego obsadzonego aktualnie przez oddział porucznika Hayesa. Zapewniając bezpieczeństwo na tej trasie będziemy mogli wypuścić z obozu przynajmniej część internowanych, umożliwiając im przedostanie się cało i zdrowo do Primm. Sami widzicie, w jakich muszą tu przebywać warunkach. Im szybciej się ich pozbędziemy, oczywiście w pozytywnym tego słowa znaczeniu, tym lepiej na tym wyjdziemy.
- To świetnie brzmi, ale potrzebujemy konkretów, co możemy zaproponować mieszkańcom za ich pomoc dla RNK? - spytał pochylający się nad mapą John - Legion to sadyści i fanatycy, stanowią wielkie zagrożenie, z tym się zgadzam, ale mieszkańcy potrzebują konkretów, nie samych obietnic.
- Zagwarantujemy im bezpieczeństwo - odparł Jackson - Wszystkich osad będzie strzegł republikański garnizon, oczywiście w miarę naszych możliwości. Zapewniamy też praworządność, bo dzięki przyłączeniu do RNK wszyscy staną się obywatelami Republiki, chronionymi naszym systemem prawnym. Dochodzi do tego edukacja i dostęp do opieki medycznej, ale wdrożenie tego etapu transformacji wymaga wpierw zakończenia działań militarnych, to chyba rozumiecie. Pomoc humanitarna będzie dostępna praktycznie od zaraz, od chwili ratyfikowania traktatu akcesyjnego przez wysłannika prezydenta Kimballa.
- Wróćmy na chwilę do rozmowy o wstępnym etapie operacji - Strażnik oderwał wzrok od Johna i przeniósł spojrzenie na mapę - Doliczając jednostkę sierżanta Lee mamy w Primm dwa wzmocnione plutony piechoty. Jeśli dobrze zaplanujemy atak na Jean, powinny wystarczyć do wykończenia skazańców, ale najpierw trzeba pomyśleć nad tym, co mówiliście o zabezpieczeniach. Wysłałem kwadrans temu niewielką sekcję zwiadowców do Nipton. Będą podróżowali nocą, to doświadczeni żołnierze. Dostarczą tu tego Boxcara tak szybko jak to tylko będzie możliwe. Was w tym samym czasie chciałbym wysłać do Primm, ciężarówką z zapasami. Zawieziecie rozkazy dla porucznika Hayesa i pokręcicie się wśród miejscowych...
Strażnik urwał na chwilę, bo dochodzący zza zamkniętego okna dźwięk ludzkiej wrzawy czynionej przez kilkuset internowanych zaczął narastać do budzącego zaniepokojenie poziomu.
- Co tam się dzieje? - burknął oficer podnosząc się zza biurka, w tej samej jednak chwili w progu otwartych raptownie drzwi stanął poczerwieniały sierżant Kilbur.
- Sir, w obozie wybuchła panika! Ludzie szturmują ogrodzenie na przejściu, chcą uciekać do Kalifornii! Nie dajemy sobie rady z ich powstrzymaniem!
Wybuch paniki wśród osadników... hmm...
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Przyczółek Mojave, sztab RNK
- Kurwa, stratujecie mnie! - wrzasnął chudzielec, kiedy ktoś nadepnął mu niechcący na rękę. Obalony w jednej chwili na ziemię przez przerażonych wizją odrąbanych głów, palenia na stosach opon i krzyżowania osadników Simpson desperacko próbował się podnieść na nogi. Wszystko rozegrało się w przeciągu kilku sekund, kiedy pierwsi zalęknieni opowieścią Barta podróżni zaczęli zbierać swe bagaże i przemieszczać się w stronę zagrodzonego szlabanami i zwojami drutu kolczastego przejścia granicznego.
Znudzeni monotonią służby wartownicy dali się całkowicie zaskoczyć. Tłum pokrzykujących coś niezrozumiale ludzi natarł w jednej chwili na szlabany i strzegących ich żołnierzy, domagając się przepuszczenia na kalifornijską stronę granicy. Republikańscy żołnierze odpoczywający w wojskowej części Przyczółka bądź pracujący w biurze Jacksona rzucili się towarzyszom z odsieczą, wymachując odbezpieczoną bronią i nakazując cywilom wycofać się z powrotem do strefy wydzielonej dla internowanych.
- Co się stało, sierżancie?! - zapytał Jackson odpinając klapę swej kabury - Co ich ugryzło?
- W jednej chwili wybuchła panika - wyjaśnił Kilbur - Wszyscy próbowali handlować z tym chudym gościem i jego kumplem, a potem nagle wystartowali do przejścia!
- Strzały ostrzegawcze, natychmiast! - polecił wciąż chłodnym głosem Strażnik, wyciągając z kabury Glocka i odbezpieczając go pośród metalicznego szczęku.
- Kurwa, stratujecie mnie! - wrzasnął chudzielec, kiedy ktoś nadepnął mu niechcący na rękę. Obalony w jednej chwili na ziemię przez przerażonych wizją odrąbanych głów, palenia na stosach opon i krzyżowania osadników Simpson desperacko próbował się podnieść na nogi. Wszystko rozegrało się w przeciągu kilku sekund, kiedy pierwsi zalęknieni opowieścią Barta podróżni zaczęli zbierać swe bagaże i przemieszczać się w stronę zagrodzonego szlabanami i zwojami drutu kolczastego przejścia granicznego.
Znudzeni monotonią służby wartownicy dali się całkowicie zaskoczyć. Tłum pokrzykujących coś niezrozumiale ludzi natarł w jednej chwili na szlabany i strzegących ich żołnierzy, domagając się przepuszczenia na kalifornijską stronę granicy. Republikańscy żołnierze odpoczywający w wojskowej części Przyczółka bądź pracujący w biurze Jacksona rzucili się towarzyszom z odsieczą, wymachując odbezpieczoną bronią i nakazując cywilom wycofać się z powrotem do strefy wydzielonej dla internowanych.
- Co się stało, sierżancie?! - zapytał Jackson odpinając klapę swej kabury - Co ich ugryzło?
- W jednej chwili wybuchła panika - wyjaśnił Kilbur - Wszyscy próbowali handlować z tym chudym gościem i jego kumplem, a potem nagle wystartowali do przejścia!
- Strzały ostrzegawcze, natychmiast! - polecił wciąż chłodnym głosem Strażnik, wyciągając z kabury Glocka i odbezpieczając go pośród metalicznego szczęku.
Chyba faktycznie niektórzy przelękli się heroicznie wojowniczego chudzielca... 
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Chudzielec nie wiedział czemu wybuchła panika ale tu i ówdzie ludzie pokrzykujący coś o legionie dawali do myślenia. Zapewne psiogłowi ośmieszeni w Nipton twardą retoryką Barta postanowili powziąść srogą zemstę na niewinnych uchodźcach. Musieli śledzić czwórkę zwiadowców i zaatakowali! Teraz to Simpson nadspodziewanie mocarnym uściskiem schwycił Flanagana:
- Stary, spierdalamy stąd! Legion tu wpada! Kurrrwa!
Wątek techniczny
Od razu gaduła :p Przyszli po nas!
- Stary, spierdalamy stąd! Legion tu wpada! Kurrrwa!
Wątek techniczny
Od razu gaduła :p Przyszli po nas!