W odpowiedzi na edit Bartka - tak sobie myślę, że w kulcie pianickim pojęcie wulgarności nie jest znane! Obawiam się tylko, że biedna uczennica maga mogłaby przypłacić taką orgię z udziałem goblina i półolbrzyma ciężkim uszczerbkiem na zdrowiu fizycznym i psychicznym! (i tak Sybil ma nieprawdopodobne szczęście, że w skład drużyny nie wchodzi malauk!).
PBF - Boskie potyczki
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Żmijowe Bagniska, przedpołudnie, 5 dnia bakis-ranu
Cóż to była za noc! Akal-mar i jej mieszkanka miała zagościć we wspomnieniach goblinów już po kres ich dni. Ta pamiątka została wyryta dłutem pożądania, chucia i ekstazy. Pian rzadko kiedy zostaje uczczony tak żarliwą, gwałtowną, namiętną, rozognioną, chętną i przyjemnie męczącą ofiarą.
Choć z początku wydawało się, że całe palny Huskuna spalą na panewce, bo Sybil wskazawszy komnaty i łaźnię, zlokalizowane gdzieś głęboko w trzewiach góry, pożegnała się uprzejmie z gośćmi i ruszyła na górę.
Jednak wróciła. Weszła tajnym wejściem do łaźni odziana w przykrótka koszulkę przylegającą, od kłębiącej się pary, do ciała. Zamknęła drzwi od wewnątrz i zmysłowymi krokami podeszła do balii w której siedział rozdziawiając szeroko usta Barthur i Huskun. Kobieta nie szczędziła sił, aby domyć oba gobliny, a przy tym ocierała się o nich, wyginała i prężyła. To co nastąpiło później trudna ubrać w słowa. Ale dodać należy, że Sybil widać miała sporą domieszkę krwi ludzkiej co objawiło się u niej nadelfimi żądzami.
To co rozpoczęto w łaźnie, kontynuowano w kolejnych pomieszczeniach tj. kuchnia i jadalnia i na schodach, aż w końcu dotarli do sypialni. Wyposażenie łoźnicy sugerowało, że mistrz Sybil uczył jej nie tylko sztuk magicznych ale i wyuzdanych sztuk łóżkowych.
Zarówno Huskun jak i Barthur zmagali się w zapasach miłosnych aż do świtu, a gdy w końcu zaspokoili żądze własne jak i osamotnionej w wieży kobiety ruszyli do swoich gdzie już pozostali Nieulękli szykowali się do wymarszu.
Bazookh też nie zaznał zbyt wiele snu. On jednak zmagał się z zapisami Elissy.
[center]*****************[/center]
- Nie wkurzaj mnie klocku! - warknął wkurzony Balin - już ci piąty raz powtarzam, a ty dalej maszerujesz z tym bananowatym uśmieszkiem.
- Co ...- zdziwił się wytrącony ze wspomnień astrolog.
- Do wszystkich demonów! Weź się w garść! Jesteśmy na miejscu.
- Co? - zdziwił się jeszcze bardziej przerośnięty goblin.
- Kazada azafd surk dum! - nie wytrzyma Balin - jesteśmy na Żmijowym Bagnie. Zrób jakiś zwiad albo co. Przecież jesteś łowcą.
Barthur jakby wybudzony ze snu rozejrzał się po okolicy. Stali na skrzyżowaniu starego wysłużonego i zarośniętego już bitego traktu i ścieżki schodzącej stopniowo w dół zbocza pomiędzy powykrzywiane rachityczne drzewa. Od bagiennego lasku zalatywało swojsko moczarami.
Cóż to była za noc! Akal-mar i jej mieszkanka miała zagościć we wspomnieniach goblinów już po kres ich dni. Ta pamiątka została wyryta dłutem pożądania, chucia i ekstazy. Pian rzadko kiedy zostaje uczczony tak żarliwą, gwałtowną, namiętną, rozognioną, chętną i przyjemnie męczącą ofiarą.
Choć z początku wydawało się, że całe palny Huskuna spalą na panewce, bo Sybil wskazawszy komnaty i łaźnię, zlokalizowane gdzieś głęboko w trzewiach góry, pożegnała się uprzejmie z gośćmi i ruszyła na górę.
Jednak wróciła. Weszła tajnym wejściem do łaźni odziana w przykrótka koszulkę przylegającą, od kłębiącej się pary, do ciała. Zamknęła drzwi od wewnątrz i zmysłowymi krokami podeszła do balii w której siedział rozdziawiając szeroko usta Barthur i Huskun. Kobieta nie szczędziła sił, aby domyć oba gobliny, a przy tym ocierała się o nich, wyginała i prężyła. To co nastąpiło później trudna ubrać w słowa. Ale dodać należy, że Sybil widać miała sporą domieszkę krwi ludzkiej co objawiło się u niej nadelfimi żądzami.
To co rozpoczęto w łaźnie, kontynuowano w kolejnych pomieszczeniach tj. kuchnia i jadalnia i na schodach, aż w końcu dotarli do sypialni. Wyposażenie łoźnicy sugerowało, że mistrz Sybil uczył jej nie tylko sztuk magicznych ale i wyuzdanych sztuk łóżkowych.
Zarówno Huskun jak i Barthur zmagali się w zapasach miłosnych aż do świtu, a gdy w końcu zaspokoili żądze własne jak i osamotnionej w wieży kobiety ruszyli do swoich gdzie już pozostali Nieulękli szykowali się do wymarszu.
Bazookh też nie zaznał zbyt wiele snu. On jednak zmagał się z zapisami Elissy.
[center]*****************[/center]
- Nie wkurzaj mnie klocku! - warknął wkurzony Balin - już ci piąty raz powtarzam, a ty dalej maszerujesz z tym bananowatym uśmieszkiem.
- Co ...- zdziwił się wytrącony ze wspomnień astrolog.
- Do wszystkich demonów! Weź się w garść! Jesteśmy na miejscu.
- Co? - zdziwił się jeszcze bardziej przerośnięty goblin.
- Kazada azafd surk dum! - nie wytrzyma Balin - jesteśmy na Żmijowym Bagnie. Zrób jakiś zwiad albo co. Przecież jesteś łowcą.
Barthur jakby wybudzony ze snu rozejrzał się po okolicy. Stali na skrzyżowaniu starego wysłużonego i zarośniętego już bitego traktu i ścieżki schodzącej stopniowo w dół zbocza pomiędzy powykrzywiane rachityczne drzewa. Od bagiennego lasku zalatywało swojsko moczarami.
Dobra, jesteście nieopodal Źmijowych Bagnisk. Miejsca cieszącego się kiepska opinią. Jakieś plany?