PBF - Boskie potyczki
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
W odpowiedzi na edit Bartka - tak sobie myślę, że w kulcie pianickim pojęcie wulgarności nie jest znane! Obawiam się tylko, że biedna uczennica maga mogłaby przypłacić taką orgię z udziałem goblina i półolbrzyma ciężkim uszczerbkiem na zdrowiu fizycznym i psychicznym! (i tak Sybil ma nieprawdopodobne szczęście, że w skład drużyny nie wchodzi malauk!).
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Żmijowe Bagniska, przedpołudnie, 5 dnia bakis-ranu
Cóż to była za noc! Akal-mar i jej mieszkanka miała zagościć we wspomnieniach goblinów już po kres ich dni. Ta pamiątka została wyryta dłutem pożądania, chucia i ekstazy. Pian rzadko kiedy zostaje uczczony tak żarliwą, gwałtowną, namiętną, rozognioną, chętną i przyjemnie męczącą ofiarą.
Choć z początku wydawało się, że całe palny Huskuna spalą na panewce, bo Sybil wskazawszy komnaty i łaźnię, zlokalizowane gdzieś głęboko w trzewiach góry, pożegnała się uprzejmie z gośćmi i ruszyła na górę.
Jednak wróciła. Weszła tajnym wejściem do łaźni odziana w przykrótka koszulkę przylegającą, od kłębiącej się pary, do ciała. Zamknęła drzwi od wewnątrz i zmysłowymi krokami podeszła do balii w której siedział rozdziawiając szeroko usta Barthur i Huskun. Kobieta nie szczędziła sił, aby domyć oba gobliny, a przy tym ocierała się o nich, wyginała i prężyła. To co nastąpiło później trudna ubrać w słowa. Ale dodać należy, że Sybil widać miała sporą domieszkę krwi ludzkiej co objawiło się u niej nadelfimi żądzami.
To co rozpoczęto w łaźnie, kontynuowano w kolejnych pomieszczeniach tj. kuchnia i jadalnia i na schodach, aż w końcu dotarli do sypialni. Wyposażenie łoźnicy sugerowało, że mistrz Sybil uczył jej nie tylko sztuk magicznych ale i wyuzdanych sztuk łóżkowych.
Zarówno Huskun jak i Barthur zmagali się w zapasach miłosnych aż do świtu, a gdy w końcu zaspokoili żądze własne jak i osamotnionej w wieży kobiety ruszyli do swoich gdzie już pozostali Nieulękli szykowali się do wymarszu.
Bazookh też nie zaznał zbyt wiele snu. On jednak zmagał się z zapisami Elissy.
[center]*****************[/center]
- Nie wkurzaj mnie klocku! - warknął wkurzony Balin - już ci piąty raz powtarzam, a ty dalej maszerujesz z tym bananowatym uśmieszkiem.
- Co ...- zdziwił się wytrącony ze wspomnień astrolog.
- Do wszystkich demonów! Weź się w garść! Jesteśmy na miejscu.
- Co? - zdziwił się jeszcze bardziej przerośnięty goblin.
- Kazada azafd surk dum! - nie wytrzyma Balin - jesteśmy na Żmijowym Bagnie. Zrób jakiś zwiad albo co. Przecież jesteś łowcą.
Barthur jakby wybudzony ze snu rozejrzał się po okolicy. Stali na skrzyżowaniu starego wysłużonego i zarośniętego już bitego traktu i ścieżki schodzącej stopniowo w dół zbocza pomiędzy powykrzywiane rachityczne drzewa. Od bagiennego lasku zalatywało swojsko moczarami.
Cóż to była za noc! Akal-mar i jej mieszkanka miała zagościć we wspomnieniach goblinów już po kres ich dni. Ta pamiątka została wyryta dłutem pożądania, chucia i ekstazy. Pian rzadko kiedy zostaje uczczony tak żarliwą, gwałtowną, namiętną, rozognioną, chętną i przyjemnie męczącą ofiarą.
Choć z początku wydawało się, że całe palny Huskuna spalą na panewce, bo Sybil wskazawszy komnaty i łaźnię, zlokalizowane gdzieś głęboko w trzewiach góry, pożegnała się uprzejmie z gośćmi i ruszyła na górę.
Jednak wróciła. Weszła tajnym wejściem do łaźni odziana w przykrótka koszulkę przylegającą, od kłębiącej się pary, do ciała. Zamknęła drzwi od wewnątrz i zmysłowymi krokami podeszła do balii w której siedział rozdziawiając szeroko usta Barthur i Huskun. Kobieta nie szczędziła sił, aby domyć oba gobliny, a przy tym ocierała się o nich, wyginała i prężyła. To co nastąpiło później trudna ubrać w słowa. Ale dodać należy, że Sybil widać miała sporą domieszkę krwi ludzkiej co objawiło się u niej nadelfimi żądzami.
To co rozpoczęto w łaźnie, kontynuowano w kolejnych pomieszczeniach tj. kuchnia i jadalnia i na schodach, aż w końcu dotarli do sypialni. Wyposażenie łoźnicy sugerowało, że mistrz Sybil uczył jej nie tylko sztuk magicznych ale i wyuzdanych sztuk łóżkowych.
Zarówno Huskun jak i Barthur zmagali się w zapasach miłosnych aż do świtu, a gdy w końcu zaspokoili żądze własne jak i osamotnionej w wieży kobiety ruszyli do swoich gdzie już pozostali Nieulękli szykowali się do wymarszu.
Bazookh też nie zaznał zbyt wiele snu. On jednak zmagał się z zapisami Elissy.
[center]*****************[/center]
- Nie wkurzaj mnie klocku! - warknął wkurzony Balin - już ci piąty raz powtarzam, a ty dalej maszerujesz z tym bananowatym uśmieszkiem.
- Co ...- zdziwił się wytrącony ze wspomnień astrolog.
- Do wszystkich demonów! Weź się w garść! Jesteśmy na miejscu.
- Co? - zdziwił się jeszcze bardziej przerośnięty goblin.
- Kazada azafd surk dum! - nie wytrzyma Balin - jesteśmy na Żmijowym Bagnie. Zrób jakiś zwiad albo co. Przecież jesteś łowcą.
Barthur jakby wybudzony ze snu rozejrzał się po okolicy. Stali na skrzyżowaniu starego wysłużonego i zarośniętego już bitego traktu i ścieżki schodzącej stopniowo w dół zbocza pomiędzy powykrzywiane rachityczne drzewa. Od bagiennego lasku zalatywało swojsko moczarami.
Dobra, jesteście nieopodal Źmijowych Bagnisk. Miejsca cieszącego się kiepska opinią. Jakieś plany?
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- aaaa Tu żeś się schowoł za krasnoludami... żech Cie nie zooczył dupczycielu mały. Uważojcie bo żech wczoraj w noc widzioł co ten huncwot wyprawia jak dziołcha od tyłu najdzie. Jeszcze mu się tero Wasze rzyci z Sybilową pomylo i bydzie nieszczęście gotowe. Aha, co jo miał zrobić? A na zwiad. Dojcie mi chwila zdrzymna się kapkę i zaro ida.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Żmijowe Bagniska, przedpołudnie, 5 dnia bakis-ranu
Rozanielony Huskun szybko zepchnął wspomnieniami Sybil na drugi tor, gdy zobaczył skradających się za zakrętem swoich podwładnych. Gobliny od rana podążały za Nieulękłumi bojąc się zbliżyć i zaznać konsekwencji swojego tchórzostwa. Huskun jak na razie pozostawiał ich w niepewności co do ich dalszego losu, jednak niebawem mieli wejść na niebezpieczne bagna więc sprawę podwładnych trzeba było rychło załatwić.
Bazookch wraz z Drayacharusem usiedli na zboczu i porównywali naprędce przerysowaną mapę z otoczeniem. Wyglądało na to, że zbliżają się do setyckich ruin od strony frontowej, tak jak kiedyś zmierzali do niej pielgrzymi i ofiary na ołtarz Pana Węży. Pobieżne oględziny okolicy ujawniły kilka zaokrąglonych i zerodowanych stopni szerokich schodów. Widoczna w oddali luka w drzewostanie powinna być jeziorem na środku którego stała świątynia.
Barthur nieśpiesznie ruszył ku krawędzi lasu rachitycznych bagienny drzew. Osoba która podążałaby razem z nim zauważyłaby jak z każdym krokiem zachodzi w nim przemiana. Szybko znikł głupkowaty uśmiech a rysy twarzy wyostrzyły się. Maślane oczy zamieniły się w czujny wzrok drapieżcy. Nawet na co dzień ociężałe ruchy zyskały sprężystość. Łowca wracał do swojego naturalnego środowiska.
To skąd pochodziła nazwa bagien wyjaśniło się dość szybko, bo ledwo co Barthur wszedł do lasu rozległo się syczenie zwisającego pół metra od twarzy łowcy węża. Wąż miała zieloną barwę z żółtymi cętkami. Łowca rozpoznał go jako ciamka ciamka (gob.) i mimochodem złapał odgryzając głowę. Wąż był przysmakiem plemienia Turgulów.
Krótki zwiad nie przyniósł żadnych informacji, które potwierdzałyby złą opinię bagnisk. Pośród trzcin olsz i tataraków tętniło zwyczajne bagienne życie w którym silniejszy zjadał słabszego. Jedynym śladem po ludzkiej, tudzież nieludzkiej, obecności były widoczne gdzie nigdzie, wystające spod warstwy mchu i porostów płyty pradawnego traktu wiodącego wgłąb bagien.
Rozanielony Huskun szybko zepchnął wspomnieniami Sybil na drugi tor, gdy zobaczył skradających się za zakrętem swoich podwładnych. Gobliny od rana podążały za Nieulękłumi bojąc się zbliżyć i zaznać konsekwencji swojego tchórzostwa. Huskun jak na razie pozostawiał ich w niepewności co do ich dalszego losu, jednak niebawem mieli wejść na niebezpieczne bagna więc sprawę podwładnych trzeba było rychło załatwić.
Bazookch wraz z Drayacharusem usiedli na zboczu i porównywali naprędce przerysowaną mapę z otoczeniem. Wyglądało na to, że zbliżają się do setyckich ruin od strony frontowej, tak jak kiedyś zmierzali do niej pielgrzymi i ofiary na ołtarz Pana Węży. Pobieżne oględziny okolicy ujawniły kilka zaokrąglonych i zerodowanych stopni szerokich schodów. Widoczna w oddali luka w drzewostanie powinna być jeziorem na środku którego stała świątynia.
Barthur nieśpiesznie ruszył ku krawędzi lasu rachitycznych bagienny drzew. Osoba która podążałaby razem z nim zauważyłaby jak z każdym krokiem zachodzi w nim przemiana. Szybko znikł głupkowaty uśmiech a rysy twarzy wyostrzyły się. Maślane oczy zamieniły się w czujny wzrok drapieżcy. Nawet na co dzień ociężałe ruchy zyskały sprężystość. Łowca wracał do swojego naturalnego środowiska.
To skąd pochodziła nazwa bagien wyjaśniło się dość szybko, bo ledwo co Barthur wszedł do lasu rozległo się syczenie zwisającego pół metra od twarzy łowcy węża. Wąż miała zieloną barwę z żółtymi cętkami. Łowca rozpoznał go jako ciamka ciamka (gob.) i mimochodem złapał odgryzając głowę. Wąż był przysmakiem plemienia Turgulów.
Krótki zwiad nie przyniósł żadnych informacji, które potwierdzałyby złą opinię bagnisk. Pośród trzcin olsz i tataraków tętniło zwyczajne bagienne życie w którym silniejszy zjadał słabszego. Jedynym śladem po ludzkiej, tudzież nieludzkiej, obecności były widoczne gdzie nigdzie, wystające spod warstwy mchu i porostów płyty pradawnego traktu wiodącego wgłąb bagien.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Żmijowe Bagniska, 5 dnia bakis-ranu
Pozostawienie goblinów na jakiś czas w pełnym zalęknienia osamotnieniu sprawiło Huskunowi ogromną przyjemność, w końcu przyszedł jednak moment na okazanie swego gniewu, później zaś niewyobrażalnej łaskawości.
Zeskoczywszy z osiołka szaman podrapał się ostentacyjnie w kroczu, potem zaś odwrócił głowę w stronę pobliskich chaszczy stanowiących kryjówkę dla Brubrina i Galbasa.
- Pójdźcie no tutaj, wy wszawe melepety! - wrzasnął gromko ujmując się pod boki i przybierając groźną minę - Tchórze i obiboki! Jam się dzięki swej odwadze w miękkiej łożnicy wylegiwał i nie tylko, a wy co?! Mech żeście żarli po nocy z głodu? To dobrze wam tak, cielebunie! A teraz do mnie, a po kolanach, nim klątwę na was rzucę, od której wam kutasiki z nosisk powyrastają, iście na malaucką modłę!
Pozostawienie goblinów na jakiś czas w pełnym zalęknienia osamotnieniu sprawiło Huskunowi ogromną przyjemność, w końcu przyszedł jednak moment na okazanie swego gniewu, później zaś niewyobrażalnej łaskawości.
Zeskoczywszy z osiołka szaman podrapał się ostentacyjnie w kroczu, potem zaś odwrócił głowę w stronę pobliskich chaszczy stanowiących kryjówkę dla Brubrina i Galbasa.
- Pójdźcie no tutaj, wy wszawe melepety! - wrzasnął gromko ujmując się pod boki i przybierając groźną minę - Tchórze i obiboki! Jam się dzięki swej odwadze w miękkiej łożnicy wylegiwał i nie tylko, a wy co?! Mech żeście żarli po nocy z głodu? To dobrze wam tak, cielebunie! A teraz do mnie, a po kolanach, nim klątwę na was rzucę, od której wam kutasiki z nosisk powyrastają, iście na malaucką modłę!
Czekam, aż przypełzną, a potem oćwiczę ich jakąś witką, może nawet tatarakiem! Ale nie za mocno, bo jeszcze się spocę!
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Żmijowe Bagniska,przedpołudnie, 5 dnia bakis-ranu
Zachowując wszelki środki ostrożności Nieulękli zapuścili się na bagna. Ze szkiców Bazookha wynikało, że alejka wiodła prosto jak strzała ku świątyni. Co do wielkości świątyni czy jej architektury nie było nic wiadomo, bo na mapie w miejscu zabudować znajdował się jedynie symbol Pana o Rozdwojonym Języku.
Przodem szedł pilnie przeżuwający węża Bartur. Kierując się śladami po kamiennych płytach. Tylko gdzie nie gdzie zwalone drzewa lub bujnie rozrosła roślinność zmuszała go do zejścia ze szlaku. Wraz z łowcą podążali dwaj złajani słownie i witką gobliny, które obecnie starały się być jak najdalej od Huskuna. Za nimi szły krasnoludy, gnom i Huskun.
Dwie godziny drogi prze wilgotne moczary przemoczyły ubrania i buty wędrujących, ale jak na razie obyło się bez wędrowania po pas w wodzie czy też błocie.
Gdy przedzierali się koło kępy dość dużych olch, Barthur spostrzegł dość niepokojący znak. Drzewo mnie więcej na wysokości czubka jego głowy znaczyło sześć ukośne przecinające się podłużnych bruzd. Ich głębokość sięgała niemal na grubość palca wgłąb drzewa i rwała włókna na rozcapierzone je na strzępy. Sok ze zranionego drzewa wypływał z bruzd wytyczając mokre zacieki.
Barthur nie bardzo wiedział jakie zawierzę bagienne mogłoby dokonać czegoś takiego.
Zachowując wszelki środki ostrożności Nieulękli zapuścili się na bagna. Ze szkiców Bazookha wynikało, że alejka wiodła prosto jak strzała ku świątyni. Co do wielkości świątyni czy jej architektury nie było nic wiadomo, bo na mapie w miejscu zabudować znajdował się jedynie symbol Pana o Rozdwojonym Języku.
Przodem szedł pilnie przeżuwający węża Bartur. Kierując się śladami po kamiennych płytach. Tylko gdzie nie gdzie zwalone drzewa lub bujnie rozrosła roślinność zmuszała go do zejścia ze szlaku. Wraz z łowcą podążali dwaj złajani słownie i witką gobliny, które obecnie starały się być jak najdalej od Huskuna. Za nimi szły krasnoludy, gnom i Huskun.
Dwie godziny drogi prze wilgotne moczary przemoczyły ubrania i buty wędrujących, ale jak na razie obyło się bez wędrowania po pas w wodzie czy też błocie.
Gdy przedzierali się koło kępy dość dużych olch, Barthur spostrzegł dość niepokojący znak. Drzewo mnie więcej na wysokości czubka jego głowy znaczyło sześć ukośne przecinające się podłużnych bruzd. Ich głębokość sięgała niemal na grubość palca wgłąb drzewa i rwała włókna na rozcapierzone je na strzępy. Sok ze zranionego drzewa wypływał z bruzd wytyczając mokre zacieki.
Barthur nie bardzo wiedział jakie zawierzę bagienne mogłoby dokonać czegoś takiego.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Żmijowe Bagniska, 5 dnia bakis-ranu
Będąc mężem, który niejedno już w życiu widział i nie takie potwory ubijał, Huskun ukrył starannie swą grozę na widok zniszczonego drzewa. Żując dla niepoznaki dolną wargę goblin obejrzał bardzo dokładnie rozdartą korę i bukowe włókna, zezując z ukosa na Barthura.
- Mnie się widzi, że to był błotny smok - oznajmił dla uspokojenia towarzyszy, zwłaszcza pary tchórzliwych ziomków - Ani chybi ten, co trawsko żre, a liście. Inakszy po co miałby pazurami pień drzeć? Ale liściożer czy nie, oczyska trza będzie wytrzeszczać, bo jak taki na człeka przysiądzie, może zadem przygnieść, że hej!
Będąc mężem, który niejedno już w życiu widział i nie takie potwory ubijał, Huskun ukrył starannie swą grozę na widok zniszczonego drzewa. Żując dla niepoznaki dolną wargę goblin obejrzał bardzo dokładnie rozdartą korę i bukowe włókna, zezując z ukosa na Barthura.
- Mnie się widzi, że to był błotny smok - oznajmił dla uspokojenia towarzyszy, zwłaszcza pary tchórzliwych ziomków - Ani chybi ten, co trawsko żre, a liście. Inakszy po co miałby pazurami pień drzeć? Ale liściożer czy nie, oczyska trza będzie wytrzeszczać, bo jak taki na człeka przysiądzie, może zadem przygnieść, że hej!
W błocie nie widać przypadkiem odciśniętych łap?
Słyszałem, że owe smoki liściożery, biegłe w sztuce iluzji są. Co o tym myślicie? Trzeba uważać cobyśmy w pułapkę bagienną nie wdepnęli przed samym celem - zaniepokoił się nie na żarty Bazookh.
I czy nasi czarujący dadzą radę zoczyć nieprawdę, zanim nie będzie za późńo?
I czy nasi czarujący dadzą radę zoczyć nieprawdę, zanim nie będzie za późńo?
"Wikingowie dzielili rany na ?miertelne i nieistotne i znaj?c ich do?wiadczenie pewnie mieli racj?. " Oggy