PBF - Bournemouth after Midnight

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 26 listopada 2014, 15:34

Bournemouth; Spearmint Rhino; 17.11.14 wieczór;

Telefon Xaviera znów zaczął szaleńczo domagać się uwagi swego właściciela, ucianając znów rodzącą się dyskusję.

Nowe wieści... - pomyślał Ventrue, domyślając się kto dzwoni. Xavier ponownie odszedł od stołu, tym razem trochę dalej, tak aby zapewnić sobie choć odrobinę dyskrecji. Dopiero wtedy odebrał połączenie.
Spoiler!
- Może cie to zainteresuje. Bo to dość dziwne. Ten Bentley, o którym wspominałem... Właściciel, Charles Horton... zmarł trzy lata temu, ale auto zakupiono półtora roku temu.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 26 listopada 2014, 16:15

Spoiler!
Dziękuje Gilbertowi i mówię, że będę się tam kręcił w okolicy. Jakby coś jeszcze się dowiedział, to czekam na telefon. Mówię mu, że załatwię mu bony do wykorzystania w sklepach z odzieżą dla kobiet. Żona będzie zadowolona. Rozłączam się i wyciszam telefon, tylko wibracje.
Zamierzam teraz zadzwonić do Montyego Coopera, by przyniósł torby z tym, co zamawiałem u niego do jednego z apartamentów w hotelu. Niech mu obsługa pomoże wnieść torby turystyczne. Nie ma mowy o choćby podejrzeniu, że tam jest broń. Monty nie robi to pierwszy raz i wie że gliny tutaj nie zaglądają, ale obsługa może być zbyt ciekawska. Niech zostawi wszystko w pokoju 113 na pierwszym pietrze i jedzie do siebie. Teraz nie mogę się z Tobą spotkać, ale jak się uporam z wszystkim to na pewno się spotkamy. Dziękuje mu za wsparcie. Pieniądze będą na koncie jutro.
Następnie dzwonię do swojego hotelu i mówię, że niebawem pojawi się tam gość i poprosi o pokój 113. Mają pomóc mu z torbami i przyszykować apartament. Wracam do z powrotem do pokoju.
Xavier wrócił zamyślony i usiadł na swoim miejscu.

- Mam pewne informacje, ale zanim je ujawnię proszę o jednoznaczną deklarację każdego z was odnośnie Koterii. Niektórzy już to powiedzieli, jednak proszę was uprzejmie o podsumowanie i stanowisko w tej materii. Chciałbym, aby wszystko było jasne i klarowne. - powiedział czekając na odpowiedź.

Poczekam kilkanaście minut, a potem ruszymy się. Zobaczę czego jeszcze się dowiem. - pomyślał i skupił się na tym, czego się przed chwilą dowiedział.
Ostatnio zmieniony 26 listopada 2014, 19:52 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Oggy
Reactions:
Posty: 766
Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
Has thanked: 24 times
Been thanked: 10 times

Post autor: Oggy » 26 listopada 2014, 16:21

O....M....G! Shelley byla wampirem! W takim razie Percy pewnie również! No przecież:
"Aniele nocy! leć ponad wodami! Nad fale zachodu!
(...) O piękna! Cicha! Wśród twego pochodu Chodź prędzej do mnie!"
Nieprawdopodobne! I cala linia krwi zniszczona... "Ja jestem Ozymandyas, król królów. Mocarze!
Patrzcie na moje dzieła i przed moją chwałą
Gińcie z rozpaczy! Więcej nic już nie zostało...
Gdzie stąpić, gruz bezkształtny oczom się ukaże
I piaski bielejące w pustyni obszarze."


Gonitwa myśli w głowie Achille momentalnie przepchnęly go na krawędź ekstazy. Nawet nie zauważył oddalającego sie Xaviera.

Wiec jaki musiał być w ogóle wpływ Spokrewnionych na powieść gotycka i dalsze dzieła drugiej polowy XIX wieku? A Stevenson? Czyżby był wilkołakiem? Poe, Stroker... Będę musiał pojechać do Londynu, bo przeciez Shelley nigdy nie żyła w Bournemouth, pochował ja tu syn, razem ze zwłokami jej rodzicow... Cholera o której tu zamykają biblioteke?
Spoiler!
Nie lubie tlumaczen Asnyka ale piszemy po polsku wiec jest po polsku
astrolog/alchemik 10/10 POZ

czak
Reactions:
Posty: 72
Rejestracja: 21 października 2014, 20:01

Post autor: czak » 26 listopada 2014, 21:49

Cwetan od pewnego czasu był już myślami gdzie indziej. Ta rozmowa, która zdawała się ciągnąć w nieskończoność i zmierzać donikąd nudziła go. Mroczne rozgrywki kainitów łaknących potęgi, władzy, majątku, akceptacji. Teatralne nic nie znaczące gesty. Spotkał się z tym nie raz, nigdy mu to nie imponowało. Cwetan lubił działać. Czasami pochopnie, zbyt szybko. Innym razem zbyt szybko, zbyt pochopnie.

Zapatrzony w okno tęsknie spoglądał w mrok.

Gdyby był człowiekiem pewnie rozbolała by go od tego wszystkiego głowa. Boląca głowa, jakież to przyjemne, świeże i ludzkie odczucie którego tak haniebnie został pozbawiony.


Bez wątpienia każdy miał swoje powody i cele aby być w tym pokoju. Każdy rozegra te partie po swojemu, ale Bułgar wiedział, że zwycięzca może być tylko jeden.

Zasady, jasne deklaracje? Nigdy w swym życiu lub nieżyciu nie miał okazji poznać co to dokładnie znaczy. Ile to już słyszał niespełnionych deklaracji, ile złamanych zasad widział. Czy te słowa miały w ogóle jakieś znaczenie ?

- Nie ma nic przeciwko
Ostatnio zmieniony 26 listopada 2014, 22:03 przez czak, łącznie zmieniany 1 raz.

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 27 listopada 2014, 00:01

- Nie mam nic przeciwko -słowa brujaha zawisły w powietrzu.

Twe słowa nie napawają optymizmem. Namawianie Cię do czegokolwiek byłoby żałosne. Robak wijący się na haczyku nie stanowi atrakcji dla rekina.
Jesteś rekinie w tym środowisku obcy. Przepływasz jedynie leniwie obok. Cóż mogłoby Cię skusić?


Lepsza przynęta? O taaak.. Najlepiej taka, która zatrzepocze i umknie.

Solidny kawał krwistego mięcha, które wyrwiesz szamoczącej się zdobyczy. Nie oszukasz swej natury rekinie.

Wzrok malkaviana błądził pośród wiecznych cieni, lecz twarz jego zdawała się reagować na niedostrzegalne dla otoczenia barwy i kolory. Kolor krwi, kolor śmierci. Nie przepadał za nimi, niejednokrotnie wypierając się swej bestii. Teraz zaś winien kuszącym tonem rozbudzić czyjąś bestię, która w innej sytuacji mogłaby rozerwać go na strzępy.

- Skoro prócz tego, że nie masz ''nic przeciwko'' nie masz też ''nic za'', jakże pewnym byłbyś sojusznikiem? Rozumiem, że nie dostrzegasz jeszcze możliwości wsparcia kogoś tak wątłego jak np jak sprowadzając swoją ocenę współpracy do kwestii czysto fizycznej przemocy.

- W tej sferze z pewnością świetnie sam sobie radzisz. Jeśli więc obawiasz się, że narazisz swą wieczną egzystencję na uszczerbek poprzestając z kaleką takim jak ja nikt tu jak podejrzewam nie będzie mieć ci lęków twych za złe. Oczywiście każdy kainita albo potrafi się zatroszczyć o siebie lub ginie.

Malkavian podniósł laskę wyżej celując w nieistniejącego wroga.

- Niemniej jednak zabawne wiedzieć, że w obliczu szeptu czającego się gdzieś pośród cieni pierwszym, który myśli by czmychnąć jest ....

Rekin! -pomyślał Marcus.

- ... jest największy spośród drapieżników.
Spoiler!
Mam postawę dziecko, a Koroviev wzbudza litość. Spróbuję zagrać na tej nucie tak, by zarzucić Cwetanowi tchórzostwo. Brujah musi myśleć, że chce się przyłączyć i że to jego decyzja, choćby w tym momencie kierowała nim zwykła wściekłość na malkaviana.
Gdyby zaszła taka okazja, użyłbym nawet demencji, by wzbudzić w nim silniejsze emocje.
Ostatnio zmieniony 27 listopada 2014, 00:46 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Oggy
Reactions:
Posty: 766
Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
Has thanked: 24 times
Been thanked: 10 times

Post autor: Oggy » 27 listopada 2014, 11:56

Gdzie do diabla może być mój egzemplarz Hoglea? Chambers albo Lovecraft? Chyba nie albo raczej: mam nadzieje ze nie... Ale i tak najważniejsi będą romantycy... Bayron, przecież oczywiście ze Bayron! Niesamowite, przecież jest tam wszystko co tylko można o nas napisać:
"Miałem dziwny sen, może i nie całkiem senny?
Zdało mi się, że nagle zagasnął blask dzienny,
A gwiazdy, w nieskończoność biorąc lot nie zwykły,
Zbłąkawszy się, olsnąwszy, uciekły i znikły
Bez nadziei powrotu.
(...) Głodni żelazem sobie szukali obłowu,
I z zakrwawionym kąskiem na stronie usiedli,
I w milczeniu rozpaczy samotni go jedli."

Nieprawdopodobne ze mi to umknelo. Jest wszystko, aż po ostateczny torpor:
"Świat cały był stepem,
Z ludnego i pięknego milczącym i ślepym,
(...) Stoją gładkie rzek, jezior, oceanu tonie,
I nic się nie poruszy w ich milczącem łonie.
Okręty bez żeglarzów pośród morza tkwiły
Maszty ich kawałami padały i gniły.
I tonęły na wieki w spokojnych wód bryle;
Burze usnęły, fale spoczęły w mogile,
(...) Wicher w stęchłem powietrzu uwiązł i zastygnął.
Znikły chmury - to dawne ciemności narzędzie
Stało się niepotrzebnem... Ciemność była wszędzie!"

A ta cześć z psem, czyżby chodzilo o Camarille? Całość napisano juz po rewolcie anarchistow... Natomiast Gogol, och aż sie prosi żeby był Spokrewnionym. Kto napisal to opracowanie XIX wiecznej literatury rosyjskiej? Cornwell? W najgorszym przypadku ściągnę egzemplarz z British Library...
astrolog/alchemik 10/10 POZ

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 27 listopada 2014, 12:12

- Wydaje mi się, że doszliśmy do porozumienia. Gdy się pierwszy raz spotkaliśmy - Ventrue spojrzał na Cwetana - okazałeś się osobą dotrzymująca obietnic. Trzymam Cię za słowo Cwetanie i jestem bardzo rad, że mamy w koterii kogoś, kto reprezentuje honor klanu Brujah.

Xavier spojrzał na zegarek odmierzając kolejne minuty, po czym wyciągnął telefon i kontynuował:

- Dostałem informacje, że Bentley pozostawiony bez opieki należał do Charlesa Hortona. Jednakże Pan Horton zmarł trzy lata temu, a samochód kupiono pół roku temu. Pojazd znajduje się na Saint Michael's Rd, a jego właściciel mieszka niedaleko Boscombe, dokładnie tam gdzie Pan Vallo zamieszkuje. Proponuję sprawdzić ten samochód i okolicę. Policja da nam trochę czasu, ale nie ma go wiele. Jeśli Michael zjawi się u mnie, natychmiast dostanę o tym informację i będziemy mogli tutaj wrócić. Nie pojedziemy tam bezbronni, to wam już teraz obiecuję. Co wy na to?

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 27 listopada 2014, 12:28

Wyśmienicie! -Marcus bezzwłocznie zaczął podnosić się z fotela.

-Zaczynałem mieć obawy, że popadniemy w letarg rozwlekając nadto te jałowe dyskusje.

-Pinki! Dość darmowego lizania dywanów! Pora na wrażenia bardziej empiryczne. Gdzie są moje skrzypce?

Radośnie pogwizdując malkavian ruszył tanecznym- na ile pozwalała przypadłość kolana- krokiem melodyjnie balansując laską.

Gwizdanie Marcusa:
http://www.ted.com/talks/a_whistleblowe ... anguage=pl
Spoiler!
Czy potrzebne są punkty, żeby malkavian tak gwizdał? Jeśli tak, z czegoś zrezygnuję.

Edit Bart: jest ok. Jesteś muzykalny. Grasz na skrzypcach. Gwizdać też umiesz prawie tak samo:)
Ostatnio zmieniony 27 listopada 2014, 13:29 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Oggy
Reactions:
Posty: 766
Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
Has thanked: 24 times
Been thanked: 10 times

Post autor: Oggy » 27 listopada 2014, 13:04

Kiedy wszyscy podnieśli sie z miejsc wzrok Achille, bladnący dotąd po podłodze powędrował po zebranych. Toerador desperacko usilowal nadgonić rozmowę której właściwie całość mu umknęła. Przez kilka sekund staral sie skojarzyć ostatnie słowa Marcusa z aktualna sytuacja potem jednak roześmiał sie i tak jak wszyscy wstał z fotela. Podał Marcusowiskrzypce i w tej chwili ponownie zastygł na kilka sekund a jego wzrok skupiony na twarzy Ślepca straciła ostrość.

- ... pachnącej morską tonią i dobrym winem koszuli odnajdzie nas tutaj ... powtórzył szeptem.

Przygryzł wargę porządkując w myślach fakty a potem zaczął mówić, szybko i zwięźle.

- Mary Shelley była zona Percego Bysshe Shelleya, poety romantycznego przełomu XVIII i XIX wieku, znacznie bardziej z reszta od niej znanego, przynajmniej ówcześnie. Percy zmarł prawie trzydzieści lat przed swoja zona. - Achille wyprostował sie nieznacznie. - Utonął, na Morzu Śródziemnym w pobliżu Toskani. Według jednej z teorii nie podolal poprowadzeniu swego jachtu podczas burzy ponieważ był pijany. - Moreau potarł brew, dając wszystkim chwile czasu na stwierdzenie ze wampiry nie mogą utonąć. Po czym dolozyl ostatnia, dziwna informacje. - Jego cialo wyrzuciło morze, po czym, zgodnie z oficjalna wersja poddano je kremacji na miejscu, wprost na plaży gdzie zostało znalezione. Ze względu na zagrożenie epidemiologiczne.

Achille stal jeszcze chwile zastanawiając sie nad czymś. Po czym cichym, miękkim głosem wyrecytował:

Nothing of him that doth fade,
But doth suffer a sea-change,
into something rich and strange.

Podniósł głowę I podał ramie Marcusowi pomagając mu wyjść z pomieszczenia. - Taki napis jest na jego nagrobku w Rzymie, Nothing of him that doth fade...
Spoiler!
Zostawilem po angielsku bo nie znam tlumaczenia ktore oddaje niepokojaca tresc tego cytatu. Tutaj jest po polsku jezeli ktos chce: http://wolnelektury.pl/katalog/lektura/burza.html, akt 1, scena 2: Kwestie mowi Ariel do Ferdynanda.
Nie zauwazylem Twojej edycji koszal. Heh.
Ostatnio zmieniony 27 listopada 2014, 13:17 przez Oggy, łącznie zmieniany 1 raz.
astrolog/alchemik 10/10 POZ

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 27 listopada 2014, 19:23

Bournemouth; Spearmint Rhino; 17.11.14 wieczór;

Nie wszyscy zebrani w pokoju wiedzieli o Spearmint Rhino tyle co jego stali bywalcy. O ile kasyno i klub oferujący pod szyldem gentlemen club atrakcje takie jak choćby striptis, były dość powszechnie znane, to niewielki, acz luksusowy hotel stanowił już nie tak oczywisty dodatek w finansowym folio Price'a.

Cwetan i Thomas szli rozglądając się ciekawie po korytarzu wyłożonym eleganckim marmurem. Marcus chłonął zapach hebanu, jakim obito detale ścian. Tylko Achille nie wydawał się poruszony obecnością na tyłach Spearmint Rhino. Spędził tu już kilka nocy gdy zjawił się po raz pierwszy w Bournemouth.

Xavier prowadził powoli wszystkich w sobie znanym kierunku. Stanął przed pokojem z numerem 113. Wyciągnąwszy z kieszeni kartę magnetyczną otworzył drzwi i zaprosił wszystkich do środka.

We wnętrzu luksusowego apartamentu, na ogromnym stole, który mógłby z powodzeniem obsłużyć niewielką konferencję, spoczywały trzy duże torby podróżne. Zdecydowanie nie pasowały do rustykalnego wnętrza salonu, jakby kalając swoją obecnością wysmakowaną aranżację wnętrza.

- Obiecałem, że nie będziemy bezbronni... - Price bezceremonialnie otworzył torby... Torby ciężkie od stali i kompozytów. Wnętrza pakunków kryły istny arsenał, służący bydłu do zadawania śmierci bliźnim. Od japońskiej katany, po gładkolufową strzelbę SPAS.

Wyglądało, że tak wyekwipowanym można było iść na wojnę, a już w szczególności w Anglii, słynącej z awersji do broni pośród obywateli. Nawet popularni Bobbys rzadko chodzili uzbrojeni w cokolwiek więcej niż gaz pieprzowy i kajdanki.

Ale ci, którzy sięgali po broń w torbach nie byli zwykłymi obywatelami za dnia przemierzającymi ulice miast Anglii. I nie spodziewali się także, żeby ich ewentualny przeciwnik mógł mieć opory po sięgnięcie po środki, które mogły powstrzymać nie tylko bydło, ale nawet kainitę ogarniętego szałem...

Wątek techniczny

Panowie, do wyboru, do koloru. W torbach jest broń biała, palna, materiały wybuchowe. Proszę sobie coś wybrać, jeśli macie ochotę, oczywiście wszystko w granicach zdrowego rozsądku. Nie ma żadnych minigunów, Barrett M82 i zestawów rakietowych ziemia-powietrze. Proszę się częstwować. Kto wie co na Was czeka na St Michael's Rd...

Ps. Myślę że Marcus bierze snajperkę i bedzie was osłaniał sokolim wzrokiem omiatając pogrążone w mroku ulice;)

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 27 listopada 2014, 21:40

Thomas przyglądał się arsenałowi. Odczekał aż każdy wybierze coś dla siebie przyglądając się preferencjom.

- Jeżeli coś potrafiło pozbyć się tak silnej osoby Pana Vallo starszego Ventrue to te tutaj zabawki... - skrzywił się. Po chwili jednak wyjął zakrzywiony nóż. Tylko to było dobre jeśli trzeba będzie zeskrobać lub odciąć do analizy dowód. - ale skoro już w tym bohaterskim kierunku to idzie to sugeruję nie zapomnieć o drewnianym kołku.
Spoiler!
1. Niestety moja postać nie walczy. Nawet jednej kropki nie przydzieliłem w jakikolwiek atrybut z tym związany.
2. Gdybym faktycznie nie miał gdzie spać to powinienem olać temat z ventrue i szukać schronienia przed świtem. Nie pasuje mi ewentualna gościnność Xawiera bo kto mi zgangrenuje, że za dnia któryś jego sługa nie zechce mnie poić jego krwią. Zakładam, że tym razem będę nocował w kawalerce pewnego przyjaciela.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Oggy
Reactions:
Posty: 766
Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
Has thanked: 24 times
Been thanked: 10 times

Post autor: Oggy » 28 listopada 2014, 11:18

Achille powoli i z nabożeństwem, tak aby niczego nie uderzyć, wyciągał z toreb uzbrojenie, sztuka po sztuce i rozkladal na łóżku a potem na podłodze. Po chwili pokój wyglądał jak rozłożona w gablocie, przedziwna entomologiczna kolekcja.

- Zgodzicie sie ze mną ze jest w tym jakieś drapieżne piękno. Precyzyjne i eleganckie narzędzia zagłady. Posłańcy śmierci.

Po czym zdecydowanym ruchem sięgnął po L85A2, zważył go w dłoniach i błyskawicznie rozmontował na części. Sprawdził czystość oraz stan leża i zamka. Następnie zlozyl go z powrotem ze sprawnością sugerująca ze mógłby to zrobić równie szybko z zamkniętymi oczami. Spojzal przez lornetę SUSAT. Czul sie z nią o wiele pewniej niż z wprowadzona w 2011 SpecterOS. Odlozyl na bok karabin, dokładając dwa magazynki i trzysta sztuk amunicji 5.56x40mm. Lubił bron w układzie bulpop. Nie mógł sie pochwalić znacznym wzrostem i kompaktowosc broni miala dla niego znaczenie, zwlaszcza ze teraz nie mógł zniszczyć sobie słuchu, na co często narzekali użytkownicy L85. Po chwili wahania polozyl obok jeszcze celownik KITE. W warunkach miejskich sie nie przyda, ale wolał być przygotowany na wszytko. - To może być nam potrzebne na później. - Powiedział ze spokojem.

Przebieg wzrokiem zgromadzone uzbrojenie i sięgnął po Desert Eagle. Szybko rozlozyl go i bardzo dokładnie sprawdził jego stan. Może być pomyślał nie do końca przekonany. Zawodność pistoletu byla jego jedynym zmartwieniem, zarówno rozmiary, potężny odrzut i huk oraz waga nie byly problemem dla Spokrewnionego. A w starciu z innym wampirem Achillenie nie chialby zejsc poniżej 44 magnum. Zabrał drugi magazynek, zapasowe dwadzieścia siedem naboi i kaburę z szelkami. Dobrze ze mam płaszcz w szatni pomyslal.

- Trzeba jeszcze wiedzieć jak sie nimi bawić - uśmiechnął sie do Thomasa chowając do kieszeni brytyjski granat zaczepno-obronny L109.
Spoiler!
Zeby nie bylo nieporozumien - L85 zostaje w Rhino "na pozniej". Jak zrobi sie goraco to nie bedzie czasu biegac po znajomych a ustawienie spotkania czasami trwa. To nie sprzedaz kartofli z naczepy.
Ostatnio zmieniony 28 listopada 2014, 14:50 przez Oggy, łącznie zmieniany 1 raz.
astrolog/alchemik 10/10 POZ

czak
Reactions:
Posty: 72
Rejestracja: 21 października 2014, 20:01

Post autor: czak » 28 listopada 2014, 13:59

Oczy Bułgara obserwującego zbrojącego się Achille rosły z każdą sekundą by gdy wcisnął do kieszeni granat osiągnąć rozmiar spodków od filiżanek.
Czy ja o czymś nie wiem? Wybieramy się na wojnę ?

Sam rozejrzał się po pomieszczeniu wypełnionym uzbrojeniem. Czuć było zapach oleju do konserwacji broni i prochu.

Obejrzał krótkiego, dwulufowego obrzyna z pistoletową rękojeścią. Piękna broń ale nieporęczna

Wybrał rewolwer S&W Model 19 .357 magnum z krótką 2,5 calową lufą. Sprawdził czy magazynek jest pełny i schował małą, poręczną broń po prostu do kieszeni marynarki.
Do rewolweru dobrał też jeden szybkoładowacz i umieścił go w drugiej kieszeni.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 28 listopada 2014, 14:35

Wątek techniczny

Jak zamierzacie dostać się na St Michael's Rd i stawić czoła śmierci? Piechotą to jakieś dziesięć minut, ale maszerowanie przez centrum z karabinem maszynowym to nie najlepszy pomysł. Po za tym pogoda... Wciąż leje jak z cebra. Jak będę wiedział, to zacznę pisać fabularkę i zaminowywać dojazdy w pobliże porzuconego auta dwd;

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 28 listopada 2014, 14:59

Xavier z wielkim zdziwieniem popatrzył na Achille, który operował bronią palną niczym wyszkolony żołnierz. Pocieszał go ten widok, ponieważ jeżeli rozpęta się piekło, będzie można liczyć na umiejętności Toreadora. Po chwili, w czasie której pozostali wybrali coś dla siebie, zwrócił się do nich:

- Panowie częstujcie się. To co wyniesiecie z tego pokoju będzie należeć do was. Potraktujcie to jak prezent - tutaj Ventrue uśmiechnął się lekko. - Naprawdę zależy mi na was i koterii, więc postanowiłem uruchomić swoje kontakty. Proszę tylko, abyście przed wyjściem schowali wszystko do walizek. Nie chcę, by przypadkiem obsługa hotelu coś znalazła przez nasze niedopatrzenie.

Odwrócił się do Steinbacha:

- Kołek to dobry pomysł. A tak przy okazji, wiem że chwilowo nie masz schronienia. Możesz się zatrzymać w którymś z tych apartamentów. Zrozumiem oczywiście, jeśli ten wystrój daleki jest od Twych gustów, myślę jednak, iż znajdziemy coś dla Ciebie. Proszę, weź to - Xavier wyciągnął z kieszeni plik związanych kasynową plombą funtów. - Powinno Ci pomóc stanąć na nogi. Potraktuj to nie jak zapomogę, lecz jako moją inwestycję w ramach wspólnej współpracy w koterii. Zależy mi po prostu na tym, aby każdy z nas był jak najbardziej efektywny i zaangażowany w sprawę, i nie musiał tracić czasu na rzeczy tak przyziemne, jak przetrwanie. Mam nadzieję, że inwestycja ta zwróci się w postaci Twych porad i wiedzy okultystycznej, gdy trafimy na coś naprawdę tajemniczego.

Wątek techniczny:
Samochody bierzemy z mojego prywatnego garażu. Jedziemy dwoma autami. Wybieram coś, co się nie rzuca w oczy, a pod maską ma dużą moc. Są to pojazdy, których używam do robienia interesów w "Wewnętrznym Mieście".

ODPOWIEDZ