Kiedy wszyscy podnieśli sie z miejsc wzrok Achille, bladnący dotąd po podłodze powędrował po zebranych. Toerador desperacko usilowal nadgonić rozmowę której właściwie całość mu umknęła. Przez kilka sekund staral sie skojarzyć ostatnie słowa Marcusa z aktualna sytuacja potem jednak roześmiał sie i tak jak wszyscy wstał z fotela. Podał Marcusowiskrzypce i w tej chwili ponownie zastygł na kilka sekund a jego wzrok skupiony na twarzy Ślepca straciła ostrość.
- ... pachnącej morską tonią i dobrym winem koszuli odnajdzie nas tutaj ... powtórzył szeptem.
Przygryzł wargę porządkując w myślach fakty a potem zaczął mówić, szybko i zwięźle.
- Mary Shelley była zona Percego Bysshe Shelleya, poety romantycznego przełomu XVIII i XIX wieku, znacznie bardziej z reszta od niej znanego, przynajmniej ówcześnie. Percy zmarł prawie trzydzieści lat przed swoja zona. - Achille wyprostował sie nieznacznie. - Utonął, na Morzu Śródziemnym w pobliżu Toskani. Według jednej z teorii nie podolal poprowadzeniu swego jachtu podczas burzy ponieważ był pijany. - Moreau potarł brew, dając wszystkim chwile czasu na stwierdzenie ze wampiry nie mogą utonąć. Po czym dolozyl ostatnia, dziwna informacje. - Jego cialo wyrzuciło morze, po czym, zgodnie z oficjalna wersja poddano je kremacji na miejscu, wprost na plaży gdzie zostało znalezione. Ze względu na zagrożenie epidemiologiczne.
Achille stal jeszcze chwile zastanawiając sie nad czymś. Po czym cichym, miękkim głosem wyrecytował:
Nothing of him that doth fade,
But doth suffer a sea-change,
into something rich and strange.
Podniósł głowę I podał ramie Marcusowi pomagając mu wyjść z pomieszczenia. - Taki napis jest na jego nagrobku w Rzymie, Nothing of him that doth fade...
Nie zauwazylem Twojej edycji koszal. Heh.