PBF - Bournemouth after Midnight

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 13 grudnia 2014, 10:27

- Achille od razu widać, że nigdy nie grałeś w pokera. - Xavier popatrzył prosto w oczy Toreadorowi. W każdej grze jest poważne ryzyko i nie wiem, czy zauważyłeś, ale już teraz gramy w polityczną intrygę. Nie zmienisz tego, ponieważ niestety to ktoś inny decyduje za Ciebie, czy będziesz grał, czy też nie. Od Ciebie zależy jak dobrze potrafisz blefować. - Tutaj Xavier popatrzył na Cwetana:

- Brujah może dużo więcej o tym powiedzieć, bo doświadczyłem tego na własnej skórze. - Ventrue uśmiechnął się lekko. Zasugerowałeś, że tym szkodnikiem jest Łowca. Odnoszę wrażenie, że kieruje Tobą strach, a nie logika. Właśnie powiedziałeś, że Vallo znał Łowcę, mało tego podał mu rękę. To jest po prostu niemożliwe, a Harpia mówiąc w taki sposób może wiele stracić. Jakie masz dowody? Wiemy tylko to co widzieliśmy. Może faktycznie to nie moja liga, ale nasza koteria może w niej grać.

Xavier słuchał słów Marcusa, po czym dodał:

- Znam lepiej władzę miasta, bo nie raz miałem z nimi do czynienia. Jak im powiemy teraz, co wiemy sami podamy się na widelcu. Oczywiście należy to powiedzieć, ale nie teraz. Przecież to nie będzie kłamstwo, tylko milczenie. W tym mieście każda osoba w tym pokoju totalnie nic nie znaczy, a mówiąc coś, co tyczy się władzy zrobimy sobie od razu wrogów. Jeśli jakaś frakcja usunęła Promogena, to ujawniając te informacjeb będziemy mieć w niej wroga. Nawet nie wiemy kto to jest. W tej chwili jeszcze mamy czystą kartę i należy sprawić, by stała się Jokerem.

- Jak padnie pytanie dlaczego nic nie powiedzieliśmy wcześniej, odpowiedź będzie logiczna i prosta. Ze strachu, bo nie jesteśmy na tyle głupi, by mieszać się w sprawy władzy miasta. Zresztą, już trochę za późno, bo był tutaj Szeryf i nic nie poszło w eter. Pójdziemy tam razem tak jak obiecałem Antonowi i będziemy trzymać się blisko. Powiem, co wiemy tylko w momencie, gdy Książę się o to zapyta bezpośrednio. Czekam na odpowiedź reszty, bo gdy będziemy na miejscu będę mówił za całą koterię. - Price spojrzał na Cwetana i Thomasa. Proszę byśmy doszli do porozumienia teraz, bo nie będę tolerował samowolki na spotkaniu. Powiem dokładnie to, co zdecydujemy wspólnie w tym pokoju.
Łapę Malkaviana, by nie upadł. Chyba, że stoję za daleko, to czekam aż ktoś inny to zrobi.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 13 grudnia 2014, 11:39

-Nie znam naszego księcia ale zatajenie informacji o porwaniu takiej figury jak Vallo niepowinno zostać bez kary. Jaki książe chciałby mieć w swoim mieście takie wampiry które bojąc się pozwalają znikać staszym klanu. Bo być może Vallo nie jest jedynym. Na pewno Xawierze powiadomiłeś już kogoś z twojego klanu kto jest ponad Vallo, co mówią twoi bogowie

-Ile czasu od momentu porwania trzeba żeby dojechać na lotnisko i jakie samoloty odlatywaly w tym czasie. Szkoda że nie mamy dostepu do personelu rejestrujacego paczki. Bo być może żadnej paczki wielkości człowieka na żadnym nie było.

-Jeśli pozwolisz chętnie skorzystam i na piję się czegoś słodkiego.
Poodpijam delikatnie oferowane panie i wychodzę się przehsc na cmentarz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 13 grudnia 2014, 15:34

Bournemouth; Spearmint Rhino; 18.11.14; wieczór

Koroviev uniósł dłoń płasko niczym ostrze po czym zamaszystym gestem ukazał cios, czy to z emocji, czy ze zbyt nagłego zwrotu nieprzywykłego do pośpiechu ciała zachwiał się wychylając nadmiernie pod grożącym upadkiem kątem. I poleciał...

Wszyscy zebrani w pomieszczeniu od chwili przyglądali się już budzącemu współczucie Malkavianowi, ale teraz, gdy Koroview stracił równowagę, wszyscy, bez wyjątku skoczyli aby podtrzymać wątłą postać wampira. Pierwszy Cwetan zerwał się z fotela, ale był zbyt daleko, nawet jak brujaha, aby móc pomóc Kainicie. Najbliżej stał Achile i to on niemal w ostatniej chwili schwycił ubranie Marcusa amortyzując upadek. Malakvian wymacał dłoń Moreau próbując niezdarnie wstać. Panajotow też znalazł się przy ślepym. Obaj pomogli stanąć na nogi Koroviewowi, unikając zajadliwoe szczekającego Pinkiego, który wypadł spod poły marynarki.

- Dziękuje przyjaciele... Bardzo Wam dziękuję... Dziękuję - Marcus ściskał pomocne dłonie, jakby uratowano mu życie, a nie tylko uchroniono przed niekoniecznie nawet bolesnym upadkiem.

Moreau zdał sobie z czegoś sprawę... Nie wiedząc czemu, pomoc Malkavianowi nasunęła mu do myśli dziwną obawę, że podzielenie się informacjami jakie mają, nie jest najlepszym pomysłem aby pomóc Ventrue, ani sobie. To tak jakby nie podał ręki Marcusowi i pozwolił mu runąć na ziemię.

Czy runiemy tak jak ślepiec, czy ktoś inny padnie, a my zostaniemy z moralnym kacem? - zadał sobie w myślach pytanie. Takie same obawy były udziałem myśli Panajotowa. Odezwali się oboje, niemal w tym samym momencie:

- To nie jest dobry pomysł...

Chwilę potem Achile i Thomas wyszli ze Spearmint Rhino, tak brzydko określonym przez Antona.
Marcus budzi uczucie ogromnego współczucia w każdym z Was, także założyłem, że jako wampiry z wysokim człowieczeństwem naturalnie rzuciliście się wszyscy na pomoc. Pierwsi Ci którzy mają najwyższe Człowieczeństwo.

Koteria rozeszła się do czasu spotkania w Elizjum. Każdy z was zdaje sobie sprawę, że nie stawoenie się, bo bardzo grzecznej prośbie szeryfa byłoby ogromnym afrontem wobec księcia i mogło mieć długofalowe skutki (zapewne bardzo niemiłe). Czy ktoś cvce sprawdzić loty z Bournemouth? Dodam tylko, że lotnisko ma dwa terminale. Jeden pasażerski i drugi prywatny, zlokalizowany po drugiej stronie lotniska, tam gdzo zlokalizowane jest centrum technologiczne (ang. Industrial Estate, nie bardzo mam lepszy pomysł na tłumaczenie), czyli okolica gdzie odnaleziono vana.
Kto idzie na cmentarz?

Jeśli chodzi o wasze poziomy krwi, zakładam, że każdy z Was jest "pełny", żeby było prościej. Ułatwi Wam to "nieżycie";)
Ostatnio zmieniony 13 grudnia 2014, 16:03 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 13 grudnia 2014, 17:08

Ja zmierzam na cmentarz. Lotniskiem mam nadzieję zajmie się Xawier ma możliwości i środki żeby to najsprawniej załatwić. Powinnisny się jeszcze skontaktować przed zawitaniem w elizjum. No i powinniśmy wejść razem.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 13 grudnia 2014, 17:22

Zapadła niezręczna cisza, przeciągająca się w nieskończoność.

-Spotkajmy się tutaj za cztery godziny. Ja mam... mam jeszcze coś ważnego do załatwienia, lecz przedtem muszę skorzystać z telefonu. Czy byłbyś tak uprzejmy Xavierze?
Spoiler!
OK. Pora się zgubić, by podnieść adrenalinkę.
Marcus wykręci jakiś przypadkowy numer, najłatwiej jednak, by był to nieistniejący numer. Przez telefon umówi się z doktorkiem. Potem wezwie taxi i pojedzie kilka przecznic dalej, gdzie wbije się do jakiejś piwnicy, albo do burdelu, może do nocnego klubu- jak wolisz. Tamże podejdzie do ściany i zacznie na głosy dyskutować ze sobą. Zachariasz wchodzi do gry i choć jest sprytny to niespecjalnie chce brać udział w tym bałaganie.
Kiedy BG zaczną się niepokoić i go szukać, znajdą tylko ujadającego pieska. Ja to ładnie rozpiszę, jeśli ktokolwiek by go śledził. Rozpiszę tak, by nikt się nie pokapował zbyt szybko, co tam w piwnicy zaszło.
Potem pojawi się Zachariasz twierdząc, że będzie reprezentował interesy Marcusa.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 14 grudnia 2014, 13:31

Bournemouth; Spearmint Rhino; 18.11.14; wieczór

Marcus cuł się trochę zagubiony po tym jak został podniesiony przez Cwetana i Achile. Ujadający dziko Pinky, zoogniskował zmysły Malkaviana. Wampir podniósł pieska i zaczął gładzić jego łysy łeb, gadając nie wiadomo, czy to do psiny, czy do Price'a

- Taaaak, uspokój się... Xavierze... pozwól mnie, małemu pionkowi... Spokojnie Pinky.... małemu zadzwonić. Muszę z kimś koniecznie porozmawiać... Pan już jest przy tobie... To bardzo ważne.

Trochę zaskoczony Ventrue wyjął swoją komórkę i Marcus, wciąż głaskający psa poprosił go:

- Byłbyś tak łaskaw, mnie ślepc