PBF - Bournemouth after Midnight

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 13 grudnia 2014, 10:27

- Achille od razu widać, że nigdy nie grałeś w pokera. - Xavier popatrzył prosto w oczy Toreadorowi. W każdej grze jest poważne ryzyko i nie wiem, czy zauważyłeś, ale już teraz gramy w polityczną intrygę. Nie zmienisz tego, ponieważ niestety to ktoś inny decyduje za Ciebie, czy będziesz grał, czy też nie. Od Ciebie zależy jak dobrze potrafisz blefować. - Tutaj Xavier popatrzył na Cwetana:

- Brujah może dużo więcej o tym powiedzieć, bo doświadczyłem tego na własnej skórze. - Ventrue uśmiechnął się lekko. Zasugerowałeś, że tym szkodnikiem jest Łowca. Odnoszę wrażenie, że kieruje Tobą strach, a nie logika. Właśnie powiedziałeś, że Vallo znał Łowcę, mało tego podał mu rękę. To jest po prostu niemożliwe, a Harpia mówiąc w taki sposób może wiele stracić. Jakie masz dowody? Wiemy tylko to co widzieliśmy. Może faktycznie to nie moja liga, ale nasza koteria może w niej grać.

Xavier słuchał słów Marcusa, po czym dodał:

- Znam lepiej władzę miasta, bo nie raz miałem z nimi do czynienia. Jak im powiemy teraz, co wiemy sami podamy się na widelcu. Oczywiście należy to powiedzieć, ale nie teraz. Przecież to nie będzie kłamstwo, tylko milczenie. W tym mieście każda osoba w tym pokoju totalnie nic nie znaczy, a mówiąc coś, co tyczy się władzy zrobimy sobie od razu wrogów. Jeśli jakaś frakcja usunęła Promogena, to ujawniając te informacjeb będziemy mieć w niej wroga. Nawet nie wiemy kto to jest. W tej chwili jeszcze mamy czystą kartę i należy sprawić, by stała się Jokerem.

- Jak padnie pytanie dlaczego nic nie powiedzieliśmy wcześniej, odpowiedź będzie logiczna i prosta. Ze strachu, bo nie jesteśmy na tyle głupi, by mieszać się w sprawy władzy miasta. Zresztą, już trochę za późno, bo był tutaj Szeryf i nic nie poszło w eter. Pójdziemy tam razem tak jak obiecałem Antonowi i będziemy trzymać się blisko. Powiem, co wiemy tylko w momencie, gdy Książę się o to zapyta bezpośrednio. Czekam na odpowiedź reszty, bo gdy będziemy na miejscu będę mówił za całą koterię. - Price spojrzał na Cwetana i Thomasa. Proszę byśmy doszli do porozumienia teraz, bo nie będę tolerował samowolki na spotkaniu. Powiem dokładnie to, co zdecydujemy wspólnie w tym pokoju.
Łapę Malkaviana, by nie upadł. Chyba, że stoję za daleko, to czekam aż ktoś inny to zrobi.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 13 grudnia 2014, 11:39

-Nie znam naszego księcia ale zatajenie informacji o porwaniu takiej figury jak Vallo niepowinno zostać bez kary. Jaki książe chciałby mieć w swoim mieście takie wampiry które bojąc się pozwalają znikać staszym klanu. Bo być może Vallo nie jest jedynym. Na pewno Xawierze powiadomiłeś już kogoś z twojego klanu kto jest ponad Vallo, co mówią twoi bogowie

-Ile czasu od momentu porwania trzeba żeby dojechać na lotnisko i jakie samoloty odlatywaly w tym czasie. Szkoda że nie mamy dostepu do personelu rejestrujacego paczki. Bo być może żadnej paczki wielkości człowieka na żadnym nie było.

-Jeśli pozwolisz chętnie skorzystam i na piję się czegoś słodkiego.
Poodpijam delikatnie oferowane panie i wychodzę się przehsc na cmentarz.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 13 grudnia 2014, 15:34

Bournemouth; Spearmint Rhino; 18.11.14; wieczór

Koroviev uniósł dłoń płasko niczym ostrze po czym zamaszystym gestem ukazał cios, czy to z emocji, czy ze zbyt nagłego zwrotu nieprzywykłego do pośpiechu ciała zachwiał się wychylając nadmiernie pod grożącym upadkiem kątem. I poleciał...

Wszyscy zebrani w pomieszczeniu od chwili przyglądali się już budzącemu współczucie Malkavianowi, ale teraz, gdy Koroview stracił równowagę, wszyscy, bez wyjątku skoczyli aby podtrzymać wątłą postać wampira. Pierwszy Cwetan zerwał się z fotela, ale był zbyt daleko, nawet jak brujaha, aby móc pomóc Kainicie. Najbliżej stał Achile i to on niemal w ostatniej chwili schwycił ubranie Marcusa amortyzując upadek. Malakvian wymacał dłoń Moreau próbując niezdarnie wstać. Panajotow też znalazł się przy ślepym. Obaj pomogli stanąć na nogi Koroviewowi, unikając zajadliwoe szczekającego Pinkiego, który wypadł spod poły marynarki.

- Dziękuje przyjaciele... Bardzo Wam dziękuję... Dziękuję - Marcus ściskał pomocne dłonie, jakby uratowano mu życie, a nie tylko uchroniono przed niekoniecznie nawet bolesnym upadkiem.

Moreau zdał sobie z czegoś sprawę... Nie wiedząc czemu, pomoc Malkavianowi nasunęła mu do myśli dziwną obawę, że podzielenie się informacjami jakie mają, nie jest najlepszym pomysłem aby pomóc Ventrue, ani sobie. To tak jakby nie podał ręki Marcusowi i pozwolił mu runąć na ziemię.

Czy runiemy tak jak ślepiec, czy ktoś inny padnie, a my zostaniemy z moralnym kacem? - zadał sobie w myślach pytanie. Takie same obawy były udziałem myśli Panajotowa. Odezwali się oboje, niemal w tym samym momencie:

- To nie jest dobry pomysł...

Chwilę potem Achile i Thomas wyszli ze Spearmint Rhino, tak brzydko określonym przez Antona.
Marcus budzi uczucie ogromnego współczucia w każdym z Was, także założyłem, że jako wampiry z wysokim człowieczeństwem naturalnie rzuciliście się wszyscy na pomoc. Pierwsi Ci którzy mają najwyższe Człowieczeństwo.

Koteria rozeszła się do czasu spotkania w Elizjum. Każdy z was zdaje sobie sprawę, że nie stawoenie się, bo bardzo grzecznej prośbie szeryfa byłoby ogromnym afrontem wobec księcia i mogło mieć długofalowe skutki (zapewne bardzo niemiłe). Czy ktoś cvce sprawdzić loty z Bournemouth? Dodam tylko, że lotnisko ma dwa terminale. Jeden pasażerski i drugi prywatny, zlokalizowany po drugiej stronie lotniska, tam gdzo zlokalizowane jest centrum technologiczne (ang. Industrial Estate, nie bardzo mam lepszy pomysł na tłumaczenie), czyli okolica gdzie odnaleziono vana.
Kto idzie na cmentarz?

Jeśli chodzi o wasze poziomy krwi, zakładam, że każdy z Was jest "pełny", żeby było prościej. Ułatwi Wam to "nieżycie";)
Ostatnio zmieniony 13 grudnia 2014, 16:03 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 13 grudnia 2014, 17:08

Ja zmierzam na cmentarz. Lotniskiem mam nadzieję zajmie się Xawier ma możliwości i środki żeby to najsprawniej załatwić. Powinnisny się jeszcze skontaktować przed zawitaniem w elizjum. No i powinniśmy wejść razem.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 13 grudnia 2014, 17:22

Zapadła niezręczna cisza, przeciągająca się w nieskończoność.

-Spotkajmy się tutaj za cztery godziny. Ja mam... mam jeszcze coś ważnego do załatwienia, lecz przedtem muszę skorzystać z telefonu. Czy byłbyś tak uprzejmy Xavierze?
Spoiler!
OK. Pora się zgubić, by podnieść adrenalinkę.
Marcus wykręci jakiś przypadkowy numer, najłatwiej jednak, by był to nieistniejący numer. Przez telefon umówi się z doktorkiem. Potem wezwie taxi i pojedzie kilka przecznic dalej, gdzie wbije się do jakiejś piwnicy, albo do burdelu, może do nocnego klubu- jak wolisz. Tamże podejdzie do ściany i zacznie na głosy dyskutować ze sobą. Zachariasz wchodzi do gry i choć jest sprytny to niespecjalnie chce brać udział w tym bałaganie.
Kiedy BG zaczną się niepokoić i go szukać, znajdą tylko ujadającego pieska. Ja to ładnie rozpiszę, jeśli ktokolwiek by go śledził. Rozpiszę tak, by nikt się nie pokapował zbyt szybko, co tam w piwnicy zaszło.
Potem pojawi się Zachariasz twierdząc, że będzie reprezentował interesy Marcusa.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 14 grudnia 2014, 13:31

Bournemouth; Spearmint Rhino; 18.11.14; wieczór

Marcus cuł się trochę zagubiony po tym jak został podniesiony przez Cwetana i Achile. Ujadający dziko Pinky, zoogniskował zmysły Malkaviana. Wampir podniósł pieska i zaczął gładzić jego łysy łeb, gadając nie wiadomo, czy to do psiny, czy do Price'a

- Taaaak, uspokój się... Xavierze... pozwól mnie, małemu pionkowi... Spokojnie Pinky.... małemu zadzwonić. Muszę z kimś koniecznie porozmawiać... Pan już jest przy tobie... To bardzo ważne.

Trochę zaskoczony Ventrue wyjął swoją komórkę i Marcus, wciąż głaskający psa poprosił go:

- Byłbyś tak łaskaw, mnie ślepcowi... taaak Pinky, spokojnie... wybrać numer, jaki Ci podam?

Xavier wstukał na ekranie smartfona podyktowany przez Koroviewa numer, po czym wcisnął przycisk inicjujący połączenie. Podał Marcusowi telefon, a ten niemal od razu całkowicie stracił zainteresowanie zebranymi w pokoju wampirami.

- Dobry wieczór doktorze... Tak źle się czuję... Dokładnie tak doktorze... Prześladują mnie figury... i piony... Oczywiście, że cały czas biorę... Tabletki... Jestem z moimi przyjaciółmi, pionami... Dbają o mnie. Nie pozwolili upaść staremu Marcusowi... To bardzo dobry pomysł... Mój przyjaciel zamówi mi taksówkę... Zaraz tam będę...

Marcus rozłączył się i wyciągnął rękę w stornę, gdzie jak mniemał był Xavier. Vantrue schował telefon.

- Czy zamówisz dla mnie taksówkę?... Ja i Pinky jesteśmy tacy zmęczeni...

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 14 grudnia 2014, 15:06

-Serdecznie dziękuję Xawierze za gościnę. Mam zamiar teraz wyruszyć na cmentarz i odwiedzić naszą panią. Lotnisko jest poza moim zasięgiem a szkoda bo waryo by sprawdzić odlotu i paczki a może i nawet taśmy z wylatujacymi.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 14 grudnia 2014, 16:33

Odgłos pracującego silnika taksówki umilkł gdzieś w oddali ustępując leniwej melodii nocnego Bournemounth. Koroviev mocniej chwycił laskę wystukując na chodniku jakiś nieskomplikowany rytm. Uśmiechnął się do siebie przytrzymując spłoszonego Pinkiego, który nad wyraz niespokojnie reagował na okolicę.
Marcus nie przypominał sobie, by kundelek choć raz nie denerwował się wizytą u doktora. Poczciwa psina najwyraźniej była zazdrosna chcąc mieć swego pana wyłącznie dla siebie.

Otworzył szerzej uchyloną furtkę i mijając frontowe drzwi przeszedł od razu do garażu. Czasami, jak tej nocy, wstydził się swych słabości i wolał unikać wścibskich oczu. Z wnętrza domu słychać było donośny hałas jakiejś zapomnianej melodii (https://www.youtube.com/watch?v=6c-RbGZBnBI). Marcus przez moment usiłował podnieść niedomknięte wrota, wreszcie zrezygnował kładąc się na ziemi i wczołgawszy przez kilkudziesięciometrową szczelinę znalazł się w środku.

Doktor z pewnością nie miałby nic przeciwko.

Znalazłszy się wewnątrz gwałtownie podniósł się na nogi. Pink Floyd zawarczał wściekle, a jego pysk wypełniła tocząca się piana.

-Witaj Marcusie. Oczekiwałem Cię. - ciężki, tubalny głos wypełnił garażową ciemność. Wrota opadły szarpnięte silnym ruchem rąk pozostawiwszy na zewnątrz ujadającego ghula.

Wyraz ulgi zagościł na twarzy malkaviana. Wydarzenia ostatnich nocy zaczynały przerastać rosjanina.

-Doktorze Sands... tak wiele spraw... ja... znowu jej to zrobiłem. -łagodnym, niepewnym tonem rozpoczął Koroviev.
Wysunąłem się troszkę naprzód, Koroviev już u doktorka.
Ostatnio zmieniony 14 grudnia 2014, 18:51 przez koszal, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 14 grudnia 2014, 17:36

Xavier będzie próbował dowiedzieć się czegoś na lotnisku oraz związanego z właścicielem tego vana. Użyję odpowiednich Mocy, by to zrealizować. Później spotykamy się i idziemy do Elizjum.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 14 grudnia 2014, 22:18

Bournemouth; Spearmint Rhino; 18.11.14; wieczór

Price wyszedł zadzwonić. Cwetan pozostał sam ze swoimi myślami. Dama w burgundzie mieszała mu się z drastycznymi obrazami jakie zapamiętał przeglądając policyjną teczkę. Żywe piękno i trupy powyginane w nienaturalnych pozach. Burgund atłasowej sukni i zaschnięta krew na pościeli. Wizje przeplatał się i Panajotow nie mógł skupić się na żadnej, choć zdecydowanie bardziej wolałby mieć w głowie obraz uśmiechniętej damy. Od niechcenia otworzył teczkę i zaczął jeszcze raz kartkować strony raportu, oraz przeglądać brutalnie prawdziwe zdjęcia i wydruki z cctv.

***

Xavier czekał. Gilbert zapytany o odlatujące zeszłej nocy samoloty, potrzebował chwili, żeby to sprawdzić. Prosta sprawa. Prawdopodobnie, chyba, że ktoś zamieszał coś. Biorąc pod uwagę, że porwano, lub zabito Vallo, Price spodziewał się wszystkiego, łącznie z przypdakowym zaginięciem rejestrów lotów. Im dłużej czekał, tym bardziej wszystko komplikowało mu się. Coraz więcej przeszkód, złych zrządzeń losu dzieliło koterię od Vallo. Wyciągnął piersiówkę i wypił całą jej zawartość. Nie mógł poczuć nawet odrobiny rauszu, jaki leżakowana w dębowych beczkach szkocka dałaby mu gdyby jeszcze tylko był śmiertelnikiem...

Gdyby jeszcze był śmiertelnikiem, to Ona żyłaby, a on nie był zimnym mordercą...

Zadzwonił telefon, który Price odebrał zarazem, z uczuciem ulgi jak i rosnącego w sercu stresu:

- Price, słucham?

- Mam wszystko o co pytałeś. - Gilbert oświadczył zadowolnym głosem. Trudno było mu się dziwić. W ciągu ostatnich kilku dni zarobił dzięki Xavierowi mnóstwo forsy. Price przez ułamek sekundy pomyślał, czy jego kontakt pojedzie na luksusowe wakacje, postawi nową furę na podjeździe swojego domu, czy może kupi coś ekstra żonie i dzieciakom. Vivien znów poajwiła się na skraju podświadomości... Sunęła w muślinie... Zniknęła:

- Przepraszam Gilbert, zamyśliłem się... Możesz powtórzyć?

- Jasne. Nie bylo po dwudziestej pierwszej żądnych lotów rejsowych. W nocy odleciał tylko jeden samolot. Prywatny Gulfstream ze szpitalem na pokładzie. Mówie poważnie, prywatny odrzutowiec szpitalny na prywatne lotnisko pod Zurychem.

- O której?

- 22:20.

***

Cwetan cofnął się o kilka zdjęć, tych któe były wydrukami z kamer zainstalowanych w hotelowej części Spearmint Rhino. Dostrzegł coś, co przeoczył wcześniej. Mordercy wychodzący z pokoju, wszyscy z zakrytymi twarzami, ale jeden... Jeden miał podciągnięty rękaw bluzy. Na przedramieniu zwyrodnialca widniał nieczytelny przy tej jakości fotografii tatuaż...
Nie ukrywam wiadomości jakie zdobył Xavier, gdyż zakładam, że i tak się ich dowiedzą inni. Ale jeśli Lightstorm zadecyduję zatrzymać tę informację dla siebie, to proszę innych graczy o to, aby ich postacie "tego nie wiedziały".

Natomiast, informacje o właścielu vana są nieistotne. Jako MG mówię Wam od razu, że to ślepy trop. W świetle info jakie przekazał Gilbert (nawet tego nie pisałem, ale coś tam bąknął jeszcze o łotyszu z Southampton), nie ma co do tego żadnych wątpliwości.
Ostatnio zmieniony 14 grudnia 2014, 23:50 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 15 grudnia 2014, 11:42

Oczywiście jak tylko dowiem się informacji od Gilberta, dzwonię do wszystkich w koterii. Zależy mi na tym, by każdy wiedział na bieżąco o postępach naszych poszukiwań. Będę oczekiwał, że reszta będzie zachowywać się podobnie. Nie będę tolerował trzymania informacji dla siebie oraz robienia interesów, które mogą zaszkodzić komukolwiek z nas lub całej koterii. Ventrue jest miły, uprzejmy, gościnny, ale gdy coś będzie szło nie po jego myśli przywoła do porządku wszystkich w sposób, który nauczył się żyjąc na ulicach Bournemouth.

koszal
Reactions:
Posty: 2787
Rejestracja: 15 marca 2012, 13:35
Been thanked: 1 time

Post autor: koszal » 15 grudnia 2014, 17:15

Marcus nie posiada telefonu. W jego zakładzie jest jedynie aparat telefoniczny na żetony.

czak
Reactions:
Posty: 72
Rejestracja: 21 października 2014, 20:01

Post autor: czak » 15 grudnia 2014, 21:43

Tej nocy wszyscy mieli ważne zadania do wykonania, Cwetan także.

- To jest moja szczęśliwa noc - pomyślał Cwetan przestępując próg kasyna.
Tylko kilka spinów i wracam do zdjęć

W kasie wymienił na żetony znalezione w kieszeniach zwitki banknotów euro, dolary, franki szwajcarskie, a nawet rosyjskie złote i polskie ruble czy może na odwrót ? W chwili gdy trzymał w rękach kolorowe, okrągłe żetony nie miało to już znaczenia.

Na początek ruletka. Rzucana przez krupiera kula wirowała na kolorowej tarczy. Po kilku przegranych Cwetan obstawił corner bet i weszła też six line. Zabawa się rozkręcała, a Bułgar szybko stracił poczucie czasu.

Po kilkudziesięciu spinach ruletki siedział już przy kartach.

Miał na ręku osiem i dziewięć kier, na stole flop z siódemką w tym kolorze, a damulka z naprzeciwka weszła all in gdy z kieszeni Cwetana dobiegł dźwięk dzwonka telefonu.

Wszystkie twarze przy stole skierowały się na niego. To nie sprzyjało blefowaniu.

Izwienitie -[center][/center] powiedział odruchowo Cwetan i wyłączył telefon.
Ostatnio zmieniony 15 grudnia 2014, 22:03 przez czak, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 16 grudnia 2014, 14:44

Bournemouth; Spearmint Rhino; 18.11.14; przed północą

Ani kulka hiptotycznie kręcąca się po po okręgu ruletki, ani kolejne pokerowe rozdania nie uspokojały Cwetana. Nie mógł do końca skupić myśli na zwykle odprężającym go nałogu.

Spoczywające spokojnie w kieszeni spodni zdjęcie mordercy z tatuażem, kłuło jaźń wampira, nie tylko niewyraźnym wizerunkiem tatuażu, ale przywoływało makabryczne fotografie zabitych w klubie kobiet. Panajotow postawił wszystko na jedną kartę. Ryzyko, to było to czego potrzebował. Zapomni o tatuażu, o trupach. Pogrążał się w coraz większym dreszczu emocji, jakie przywoływało balansujące wręcz na krawędzi szaleństwa blefowanie, na coraz śmielszych rozdaniach. Wszystko na nic

Tautaż... Kolejny blef... Krew na łóżku... Para waletów... Ktoś zgarnia sztony... Chłopak w kapturze...

Zerknął na zegarek, choć czas nie miał znaczenia... Cwetan grał teraz... Miał się stawić w Elizjum...

Pierdolić to... Muszę się odegrać i zapomnieć...

Elizjum... Kobieta w burgundzie. Myśli Bułgara nagle oddaliły się od tego co usiłował zdusić pogrążony w hazardzie i uleciały w stronę mglistej szansy, że w Russell Coates może ją ujrzy. Szansa nie większa niż wygrana w ruletce, ale nagroda o wiele bardziej miła niebijącemu od lat sercu niż sztony. Sztony, których Cwetan sporo dziś zostawił u krupierów.
Skoro chwile czekamy jeszcze na zaginionego akcji Oggiego, to wklejam taki krótki pościk, żeby ubarwić hazardowy zjazd Cwetana;)

Awatar użytkownika
Oggy
Reactions:
Posty: 766
Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
Has thanked: 24 times
Been thanked: 10 times

Post autor: Oggy » 17 grudnia 2014, 00:21

Achille nie czekał długo, wyszedł pospiesznie na ulice dogryzając resztki bajaderki i lekkim krokiem podszedł do wychodzącego z Rhino Thomasa.

- Masz chwile? Zajmę Ci tylko trochę czasu. - Poprawił torbę na ramieniu i uśmiechnął się drapieżnie. Szedł przez miasto z karabinem szturmowym, obładowany bronią. Kiedy ostatnio to robił? Gdzie to było? W Banja Luka? Nieważne... Przerzucił ciężar na lewe ramie i wziął Thomasa pod rękę, kierując się w dol, ku morzu.

- Niezależnie od tego, co myślisz o twórczości Mary, trzeba jej przyznać ze miała szczęście znaleźć się w intelektualnej elicie swoich czasów. Zaczynając od rodziców. O jej matce można było z duma powiedzieć ze jest feministka. Teraz pojecie totalnie sie zdewaluowało... Ale nawet potem: Trelawny, Hunt, Bayron. No i sam Percy Shelley oczywiście. W tamtych czasach była zona kogoś sławnego, mało kto znal jej prace nie w kontekście jej męża. To miasto nieco zeruje na niej - właściwie nie miała z nim nic wspólnego. Ale ma to rozkoszne strony oczywiście, na przykład to miejsce. - Achille niedbale wskazał w głąb Old Christchurch Road. - Mary Shelley Pub. Zapraszam do środka. Wiec! Co liczysz znaleźć miedzy nagrobkami?
astrolog/alchemik 10/10 POZ

ODPOWIEDZ