PBF - Boskie potyczki
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
Barthur jako astrolog sprawdzał nerwowo kalendarz, ustalając datę najbliższej pełni. Ranion przez zmiennokształtnego sam mógł stać się ofiarą takiej samej klątwy. Ustaliwszy kiedy ma nastąpić niebezpieczny okres, gdy stanie się jasnym czy jest, czy nie jest wilkołakiem przykazał druhom w skrytości:
- Słuchoć mnie, bo sprawa jest ważnej materia. Jakoś ten pieruński wilkołacz ucapił mnie zębiskami środki bezpieczeństwa musicie podjąć, bo jak, broń Pianie w takoż bestyje się zamienia, to z wos kulosy pourywom. Trza łańcuchów kupić czym prędzej, a takich któremi smoka by spętoł i przed pełnia mnie w nie zakuć, a czuwać przy mnie z srebrnym pyrlikiem albo inszym narzędziem co wilkołacza urani. Rozumujecie?
Wątek techniczny
Pójdę i ja zobaczyć czy klątwę zdejmiemy, chyba że pełnia dziś.
- Słuchoć mnie, bo sprawa jest ważnej materia. Jakoś ten pieruński wilkołacz ucapił mnie zębiskami środki bezpieczeństwa musicie podjąć, bo jak, broń Pianie w takoż bestyje się zamienia, to z wos kulosy pourywom. Trza łańcuchów kupić czym prędzej, a takich któremi smoka by spętoł i przed pełnia mnie w nie zakuć, a czuwać przy mnie z srebrnym pyrlikiem albo inszym narzędziem co wilkołacza urani. Rozumujecie?
Wątek techniczny
Pójdę i ja zobaczyć czy klątwę zdejmiemy, chyba że pełnia dziś.
-
namakemono
- Reactions:
- Posty: 1552
- Rejestracja: 26 października 2012, 07:18
- Pianowi niech będą dzięki, jakże radują się moje oczy waszym widokiem mili przyjaciele - wykrzyknął Gusłek zobaczywszy przestępujących próg karczmy Nieulękłych. - Jakżem się niepokoił, tyle trosk i udręk wokół. Każdy dzień nowy cios przynosił, zło rośnie w siłę, dobro na duchu upada. Daleko mi do poddania się, jednakoż wasz widok tchnął we mnie nowe pokłady wiary i nadziei. Czyście misję swą wypełnili? Tak? Chwalmy Pana Uciech, że krokami waszymi pokierował i szczęśliwie do domu sprowadził. Nie mitrężmy czasu. Szybko dziękczynny puchar miodu wypijcie, posilcie się nieco i przystąpmy do decydującego starcia z siłami złego. Chwila to naprawdę ostatnia, ale dzięki waszemu poświęceniu nic jeszcze nie jest stracone. Czym prędzej chorego musimy uleczyć uprzednio eliksir przygotowawszy. Kto ze mną pójdzie Senil o leku dla ojca powiadomić i serum-remedium-panaceum cierpiącemu zaaplikować? Huskun, huncwocie, czyś z dala od mego mentorskiego oka wiarę swą jak na pianitę przystało kultywował?
Deliad dał mi znać, że tęsknicie niezmiernie i bez Gusłka taśmy na linii mety Boskich Potyczek przerwać nie chcecie. Cóż było czynić, witajcie ponownie.
Drayaharus był zmęczony i zły. Przeszukiwania ciał nie przyniosły oczekiwanych rezultatów w postaci złotych monet albo innych kosztowności. Zamiast tego upaprał się w błocie i przez niemal godzinę był sam jak palec, z duszą na ramieniu.
Dlatego przekroczenie progu "Rezolutnego" przywitał z ulgą, zaś obecność kapłana Piana była iście błogosławieństwem. Zmęczony iluzjonista skoczył na szybko wziąć kąpiel z zimnej wodzie w beczce na zewnątrz, przebrał się i wrócił do sali. Sprawdził stan Balina i przez resztę wieczoru miał zamiar pić piwo i jeść bez umiaru, a w odpowiedniej chwili ulotnić się do pokoju, by odespać ostatnią przygodę z wilkołakiem.
Dlatego przekroczenie progu "Rezolutnego" przywitał z ulgą, zaś obecność kapłana Piana była iście błogosławieństwem. Zmęczony iluzjonista skoczył na szybko wziąć kąpiel z zimnej wodzie w beczce na zewnątrz, przebrał się i wrócił do sali. Sprawdził stan Balina i przez resztę wieczoru miał zamiar pić piwo i jeść bez umiaru, a w odpowiedniej chwili ulotnić się do pokoju, by odespać ostatnią przygodę z wilkołakiem.
Prowadz? sesje: ?mier? i ?ycie kami Ryby (L5K) - zawieszona
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
Mistyczny Lotos (Conan na zasadach Fate)
Moje postacie:
Ahmed Assad Omar - audytor finansowy (PBF Wybawiciel)
Olaf Vilbergson - m?ody zwiadowca (PBF Cienie na ?niegu)
Mikulas Tichy - m?ody medyk z Pragi (PBF - Memento Mori)
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Po pierwsze, mus nam odprawić ceremonię dziękczynną do Piana, aczkolwiek bez nadmiernego picia. Potem niech kapłan odmówi modlitwę za powodzenie realizacji ostatniego etapu misji. Potem w drogę do ojca Senil, Huskun oczywiście nie odstąpi Gusłka nawet o krok!
MG, czy Brubrin zdołał dotrzeć przed nami do miasteczka? (chyba nigdzie nie widzieliśmy jego trupa, prawda?). Czy reszta goblinów nadal czeka w karczmie pod czujnym okiem Mordila? Mordila chciałbym wysłać nad jezioro w umówione miejsce, gdzie powinni na nas czekać ostatni przekabaceni na stronę Huskuna wojownicy Turgulów, niech ich jak najszybciej sprowadzi do miasta.
MG, czy Brubrin zdołał dotrzeć przed nami do miasteczka? (chyba nigdzie nie widzieliśmy jego trupa, prawda?). Czy reszta goblinów nadal czeka w karczmie pod czujnym okiem Mordila? Mordila chciałbym wysłać nad jezioro w umówione miejsce, gdzie powinni na nas czekać ostatni przekabaceni na stronę Huskuna wojownicy Turgulów, niech ich jak najszybciej sprowadzi do miasta.
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Rezolutny Goblin, poranek, 6 dnia bakis-ranu
Powrót Nieulękłych szybko zwabił do loży wszystkich mieszkańców karczmy. W trakcie gdy Bali, Huskun, Barthur, Bazookh i Drayaharus płukali gardła przyniesionym przez karczmarza chłodnym piwem, zjawił się Mordil wraz goblinami, których liczba zwiększyła się o trzech Turgulów, przybyłych samodzielnie znad brzegu jeziora. Jednak wśród nich zabrakło Burbriuna, jego losy nadal były wielką niewiadomą.
Przybyli także rycerze i paladyni pytający o wieści i dalsze postępowanie w zaistniałej sytuacji.
Odprawiono, krótką acz radosną ucztę ku czci Piana, szykując się na kolejny trudny dzień.
Balin wymknął się po kilku głębszych i ruszył do pokoju. W chwili gdy kończył modły bez pukania weszła mrucząca pod nosem starucha. Krasnolud ze skrzywioną miną powitał zielarę. Kobiecina narzekając i pomstując obejrzała rany Balina po czym wmusiła w niego gorzki napój i nasmarowała śmierdzących balsamem.
Barthur wmaszerował rozradowany do pokoju gdzie już czekała na niego starucha. Zielara niecierpliwie zbadała jego ciało, ale nie znalazła żadnych ran, złamań, siniaków czy też stłuczeń. Pomamrotała pod nosem i ruszyła dręczyć kolejnych Nieulękłych. Tymczasem astrolog wyciągnął zniszczoną księgę traktującą o porach roku i wędrówkach ciał niebieskich. Jednak nawet niej nie otworzył tylko stanął przy oknie. Pomiędzy szybko przepływającymi chmurami zobaczy tarczę niemal pełnego księżyca. Poczuł dziwną tęsknotę. Wszystko się zgadzało. Pełnia właśnie się skończyła. Właśnie w jej trakcie kilka nocy temu zbierali na cmentarzu ziele Rustan. Miała miesiąc czasu do następnej pełni.
Do pokoju wszedł ogryzający do końca udko z kurczaka Gnom i szeroko ziewnął.
- No Balinie i Barthurze nareszcie kończym ten eliksir. Ciekaw co się stanie jak go podamy i wyleczymy tego człowieka? Jak to ma wpłynąć na sytuację w mieście? Gusłek zachowuje się wygląda to miało wszystko załatwić. Widać pozostając w mieście rozgryzł co tu tak naprawę się dzieje.
- Nie ma co gdybać - odsapnął kładący się do łóżka Balin - mnie najbardziej wkurza, że w nocy znowu coś zabija ludzi. Obyś nie miał racji z tym rozsypywaniem popiołów wampira na rozdrożach, bo jeszcze nam na kark znowu zwali się ten przeklętnik- kapłan Morghlitcha.
- Idźmy spać - odrzekł Barthur - nowy dzień przyniesie odpowiedzi na dzisiejsze pytanie.
Słysząc tak elokwentną wypowiedź Barthura gnom i Balin wymienili się zaskoczonymi spojrzeniami.
Najdłużej przy stole został Huskun i Gusłek, którzy rozprawiali o wyprawie na Wężowe Bagna i o sytuacji w mieście. Jednak i oni w końcu ruszyli na spoczynek.
Jedyną osobą, która zaznała niewiele snu tej nocy był Bazzokh i gnomi alchemik. Większość nocy zabrała im powolna destylacja wywaru z zebranych przez Nieulękłych składników rozpuszczonych w winie ze świątyni Morghlitcha. Gdy destylat nieco ostygł dodano do niego żywiczną kroplę zwaną Łzą Arianny. Niemal wszystko było gotowe. Z płytkiego i nerwowego snu wyrwał Bazooha alchemik. Świtało już. Pozostał ostatni etap przygotowania eliksiru. Alchemik przelał eliksir ze szklanej kolby do pucharu Dramona. Wzniósł puchar tak aby padał na niego pierwsze promienie słoneczne. Puchar rozgorzał wewnętrznym światłem. Alchemik nerwowo zaczął nucić Hymn Słońca. Puchar pałał coraz większym blaskiem które skrzyło się w jego rubinach. W chwili gdy hymn dobiegł końca światło wdarło się do czaszy kielicha a wieko głośno się zatrzasnął.
Alchemik powoli opuścił puchar i głośno przełknął ślinę otwierając wieczko.
- U... uuuu. Udało się! - ryknął śmiejąc się i płacząc - udało się na Piana! Stworzyłem Eliksir Elissy! Niechaj mi teraz ktoś powie, że nie jestem alchemikiem najwyższej próby! Ha ha! Patrzaj!
Bazzokh zerknął do kielicha i zobaczył gęstą przypominającą rtęć ciecz. Gdy ją wlewali przypominała czerwone wino.
- Widzisz! To srebrne zabarwienie to znak, że się udało! - oddał kielich Bazzokhowi i klapnął na łóżko - udało się - powtórzył jeszcze raz ciszej - Teraz idź i podaj to choremu. Moja robota już skończona. Muszę odespać te kilka nocy które spędziłem nad eliksirem.
Bazookh zszedł do sali głównej niosąc z namaszczeniem puchar Dreamona. Nieulękli oderwali się od łapczywie spożywanego śniadanie i wpatrzyli w niego pytająco.
Powrót Nieulękłych szybko zwabił do loży wszystkich mieszkańców karczmy. W trakcie gdy Bali, Huskun, Barthur, Bazookh i Drayaharus płukali gardła przyniesionym przez karczmarza chłodnym piwem, zjawił się Mordil wraz goblinami, których liczba zwiększyła się o trzech Turgulów, przybyłych samodzielnie znad brzegu jeziora. Jednak wśród nich zabrakło Burbriuna, jego losy nadal były wielką niewiadomą.
Przybyli także rycerze i paladyni pytający o wieści i dalsze postępowanie w zaistniałej sytuacji.
Odprawiono, krótką acz radosną ucztę ku czci Piana, szykując się na kolejny trudny dzień.
Balin wymknął się po kilku głębszych i ruszył do pokoju. W chwili gdy kończył modły bez pukania weszła mrucząca pod nosem starucha. Krasnolud ze skrzywioną miną powitał zielarę. Kobiecina narzekając i pomstując obejrzała rany Balina po czym wmusiła w niego gorzki napój i nasmarowała śmierdzących balsamem.
Barthur wmaszerował rozradowany do pokoju gdzie już czekała na niego starucha. Zielara niecierpliwie zbadała jego ciało, ale nie znalazła żadnych ran, złamań, siniaków czy też stłuczeń. Pomamrotała pod nosem i ruszyła dręczyć kolejnych Nieulękłych. Tymczasem astrolog wyciągnął zniszczoną księgę traktującą o porach roku i wędrówkach ciał niebieskich. Jednak nawet niej nie otworzył tylko stanął przy oknie. Pomiędzy szybko przepływającymi chmurami zobaczy tarczę niemal pełnego księżyca. Poczuł dziwną tęsknotę. Wszystko się zgadzało. Pełnia właśnie się skończyła. Właśnie w jej trakcie kilka nocy temu zbierali na cmentarzu ziele Rustan. Miała miesiąc czasu do następnej pełni.
Do pokoju wszedł ogryzający do końca udko z kurczaka Gnom i szeroko ziewnął.
- No Balinie i Barthurze nareszcie kończym ten eliksir. Ciekaw co się stanie jak go podamy i wyleczymy tego człowieka? Jak to ma wpłynąć na sytuację w mieście? Gusłek zachowuje się wygląda to miało wszystko załatwić. Widać pozostając w mieście rozgryzł co tu tak naprawę się dzieje.
- Nie ma co gdybać - odsapnął kładący się do łóżka Balin - mnie najbardziej wkurza, że w nocy znowu coś zabija ludzi. Obyś nie miał racji z tym rozsypywaniem popiołów wampira na rozdrożach, bo jeszcze nam na kark znowu zwali się ten przeklętnik- kapłan Morghlitcha.
- Idźmy spać - odrzekł Barthur - nowy dzień przyniesie odpowiedzi na dzisiejsze pytanie.
Słysząc tak elokwentną wypowiedź Barthura gnom i Balin wymienili się zaskoczonymi spojrzeniami.
Najdłużej przy stole został Huskun i Gusłek, którzy rozprawiali o wyprawie na Wężowe Bagna i o sytuacji w mieście. Jednak i oni w końcu ruszyli na spoczynek.
Jedyną osobą, która zaznała niewiele snu tej nocy był Bazzokh i gnomi alchemik. Większość nocy zabrała im powolna destylacja wywaru z zebranych przez Nieulękłych składników rozpuszczonych w winie ze świątyni Morghlitcha. Gdy destylat nieco ostygł dodano do niego żywiczną kroplę zwaną Łzą Arianny. Niemal wszystko było gotowe. Z płytkiego i nerwowego snu wyrwał Bazooha alchemik. Świtało już. Pozostał ostatni etap przygotowania eliksiru. Alchemik przelał eliksir ze szklanej kolby do pucharu Dramona. Wzniósł puchar tak aby padał na niego pierwsze promienie słoneczne. Puchar rozgorzał wewnętrznym światłem. Alchemik nerwowo zaczął nucić Hymn Słońca. Puchar pałał coraz większym blaskiem które skrzyło się w jego rubinach. W chwili gdy hymn dobiegł końca światło wdarło się do czaszy kielicha a wieko głośno się zatrzasnął.
Alchemik powoli opuścił puchar i głośno przełknął ślinę otwierając wieczko.
- U... uuuu. Udało się! - ryknął śmiejąc się i płacząc - udało się na Piana! Stworzyłem Eliksir Elissy! Niechaj mi teraz ktoś powie, że nie jestem alchemikiem najwyższej próby! Ha ha! Patrzaj!
Bazzokh zerknął do kielicha i zobaczył gęstą przypominającą rtęć ciecz. Gdy ją wlewali przypominała czerwone wino.
- Widzisz! To srebrne zabarwienie to znak, że się udało! - oddał kielich Bazzokhowi i klapnął na łóżko - udało się - powtórzył jeszcze raz ciszej - Teraz idź i podaj to choremu. Moja robota już skończona. Muszę odespać te kilka nocy które spędziłem nad eliksirem.
Bazookh zszedł do sali głównej niosąc z namaszczeniem puchar Dreamona. Nieulękli oderwali się od łapczywie spożywanego śniadanie i wpatrzyli w niego pytająco.
Ostatnio zmieniony 14 stycznia 2015, 12:43 przez deliad, łącznie zmieniany 1 raz.
-
Araven
- Reactions:
- Posty: 8334
- Rejestracja: 13 lipca 2011, 14:56
- Has thanked: 1 time
- Been thanked: 1 time
[Wieczorem do Barthura]
A coś ty Barthur dziś pił, że gadasz tak jakoś mądrze i wymownie? Czy olśniło Cię po jakimś uderzeniu głową w coś twardego?
[Rano przy śniadaniu]
Bazookh a w tym pucharze to jest to co ja myślę czy twoje mleko?
Cholera porąbany dalej jestem, a znowu cosik ludzi zabija. Co tu się wyprawia. Gusłek, wykoncypowałeś cosik?
A coś ty Barthur dziś pił, że gadasz tak jakoś mądrze i wymownie? Czy olśniło Cię po jakimś uderzeniu głową w coś twardego?
[Rano przy śniadaniu]
Bazookh a w tym pucharze to jest to co ja myślę czy twoje mleko?
Cholera porąbany dalej jestem, a znowu cosik ludzi zabija. Co tu się wyprawia. Gusłek, wykoncypowałeś cosik?
Ostatnio zmieniony 14 stycznia 2015, 17:23 przez Araven, łącznie zmieniany 1 raz.
Shodząc powoli Bazookh ledwo zauważył ciszę jaka nastała w gwarnej zazwyczaj sali karczmy. Spojrzał na wiele par oczu wpatrzonych w niego i przedmiot, który z namaszczeniem niósł.
Gotowe - rzekł powoli zmęczonym głosem - teraz wóz albo przewóz. Najlepiej załatwy to od razu i miejmy z głowy. Zwołajcie wszystkich rycerzy, eliksir musi być bezpieczny.
Gotowe - rzekł powoli zmęczonym głosem - teraz wóz albo przewóz. Najlepiej załatwy to od razu i miejmy z głowy. Zwołajcie wszystkich rycerzy, eliksir musi być bezpieczny.
Oczywiście im szybciej tym lepiej, aleostrożność przede wszystkim. I maksymalna eskorta. Nie możemy dopuścić do utraty eliksiru.
"Wikingowie dzielili rany na ?miertelne i nieistotne i znaj?c ich do?wiadczenie pewnie mieli racj?. " Oggy
-
8art
- Reactions:
- Posty: 6267
- Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
- Has thanked: 121 times
- Been thanked: 81 times
- Może i ja powinienem se golnąć tego eliksiru profilaktycznie? - odezwał się olbrzym poważnie: - Widzita chopy. Byłech mnie wilkołak ukąsił, żech mało ducha wyzionoł, a teraz stoja tu przed womi zdrów jak ryba. I jak to się mogło stoć, żech z mortwych prawie wstoł bez żodnej szkoda. Babka zielarka godoła żem zdrowy jak rydz.
-
Keth
- Reactions:
- Posty: 12615
- Rejestracja: 07 kwietnia 2009, 20:37
- Has thanked: 138 times
- Been thanked: 84 times
- Kontakt:
Rezolutny Goblin, poranek, 6 dnia bakis-ranu
Skończywszy się objadać Huskun zeskoczył z wyścielonej poduszkami ławy w loży akolitów Gusłka i podszedł szybkim krokiem do grupki stojących w kącie sali Turgulów, nadal nie potrafiących się otrząsnąć z przemożnego wrażenia po wejściu do ludzkiego miasta. Omijane przez podejrzliwy personel i pilnowane przez żującego cały czas robaki Mordila, gobliny starały się jak najciszej oddychać i nie ściągać na siebie niczyjej uwagi.
Co oczywiście było praktycznie niemożliwe dla grupki przybyszów z bagien noszących zbroje z wyprawionych skór piżmaków, naramienniki wykonane z żółwich skorup oraz rdzewiejące długie maczety o kościanych trzonkach.
- Słusznie uczyniliście przybywając na me wezwanie - oznajmił Huskun zwracając się w iście wielkopańskim tonie do Fimbiego, Amrota i Hurka - Susko i Lelko spali ostatniej nocy pod dachem, z którego nie kapie i żarli z wielkiego sagana za nic! Do syta żarli! Was też czeka takie wspaniałaśne życie, byle byście słuchali, co się wam gada. Pojmujecie?
Poprzez grupkę goblinów przebiegł cichy pomruk niezdecydowania i zwyczajnego zalęknienia nowym, szokująco obcym otoczeniem.
- Patrzajcie jeno na onych, co z nami tu mieszkają - powiedział Huskun wskazując na Orofara i resztę dostojnych sojuszników Nieulękłych - Tacy możni i rzezaki, a liczą się ze słowem Huskuna Uharowego Zarzynacza! Chcecie służyć waszemu nowemu szamanowi?
Skończywszy się objadać Huskun zeskoczył z wyścielonej poduszkami ławy w loży akolitów Gusłka i podszedł szybkim krokiem do grupki stojących w kącie sali Turgulów, nadal nie potrafiących się otrząsnąć z przemożnego wrażenia po wejściu do ludzkiego miasta. Omijane przez podejrzliwy personel i pilnowane przez żującego cały czas robaki Mordila, gobliny starały się jak najciszej oddychać i nie ściągać na siebie niczyjej uwagi.
Co oczywiście było praktycznie niemożliwe dla grupki przybyszów z bagien noszących zbroje z wyprawionych skór piżmaków, naramienniki wykonane z żółwich skorup oraz rdzewiejące długie maczety o kościanych trzonkach.
- Słusznie uczyniliście przybywając na me wezwanie - oznajmił Huskun zwracając się w iście wielkopańskim tonie do Fimbiego, Amrota i Hurka - Susko i Lelko spali ostatniej nocy pod dachem, z którego nie kapie i żarli z wielkiego sagana za nic! Do syta żarli! Was też czeka takie wspaniałaśne życie, byle byście słuchali, co się wam gada. Pojmujecie?
Poprzez grupkę goblinów przebiegł cichy pomruk niezdecydowania i zwyczajnego zalęknienia nowym, szokująco obcym otoczeniem.
- Patrzajcie jeno na onych, co z nami tu mieszkają - powiedział Huskun wskazując na Orofara i resztę dostojnych sojuszników Nieulękłych - Tacy możni i rzezaki, a liczą się ze słowem Huskuna Uharowego Zarzynacza! Chcecie służyć waszemu nowemu szamanowi?
Zanim wyruszymy do pacjenta, Huskun chciałby troszkę popracować nad swoimi ziomkami!
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times
Rezolutny Goblin, poranek, 6 dnia bakis-ranu
Zbita w ciasną grupę gromada goblinów wyglądała na przytłoczoną "cudami" miejskiego życia i nerwowo spozierała na obleczonych w zbroje rycerzy. Gdy Huskun zakończył krótką i rzeczową przemowę przed grupę wysunął się stary i gruby goblin o pysku naznaczonym wieloma bliznami. Huskun go znał, to był Hurko, ostrożny i w miarę rozumny zwiadowca.
- Rzezaki to straszne - wskazał na Orofara i jego towarzyszy - za byle co wyrąbać całą wioskę potrafią. Pamiętam jak kiedyś na Turgulów jeden taki napadł po tym jakeśmy z kupcami się zabawili. Nigdy nie wiadomo co im co łba strzeli. Lepiaj wracać na bagna, a te ludzie kamienne pustkowia im zostawić. Ładnieście szamanie mówili o tym żarciu i suchym leżu, ale my gobliny. Nam to może zaszkodzić. A gdzie Burbrin i Galbas. Cosik ich nie widać, a z wami ponoć byli?
Zbita w ciasną grupę gromada goblinów wyglądała na przytłoczoną "cudami" miejskiego życia i nerwowo spozierała na obleczonych w zbroje rycerzy. Gdy Huskun zakończył krótką i rzeczową przemowę przed grupę wysunął się stary i gruby goblin o pysku naznaczonym wieloma bliznami. Huskun go znał, to był Hurko, ostrożny i w miarę rozumny zwiadowca.
- Rzezaki to straszne - wskazał na Orofara i jego towarzyszy - za byle co wyrąbać całą wioskę potrafią. Pamiętam jak kiedyś na Turgulów jeden taki napadł po tym jakeśmy z kupcami się zabawili. Nigdy nie wiadomo co im co łba strzeli. Lepiaj wracać na bagna, a te ludzie kamienne pustkowia im zostawić. Ładnieście szamanie mówili o tym żarciu i suchym leżu, ale my gobliny. Nam to może zaszkodzić. A gdzie Burbrin i Galbas. Cosik ich nie widać, a z wami ponoć byli?
-
deliad
- Reactions:
- Posty: 3638
- Rejestracja: 28 marca 2010, 10:24
- Lokalizacja: Kostrzyn nad Odrą
- Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/deliad
- Has thanked: 5 times
- Been thanked: 52 times