Aerodyna przewaliła się w ułamku sekundy na burtę, w niezgrabny sposób usiłując wykonać desperacki unik. Jej pasażerowie nie byli zapięci w fotelach, toteż wszyscy wylecieli w powietrze zderzając się ze sobą pośród metalicznego trzasku kompozytowych pancerzy i głuchego łomotu ciał. Wnętrzem maszyny wstrząsnęło kilka pojedynczych wystrzałów, najpewniej oddanych przez przypadek w chwili, kiedy komandosi stracili równowagę.
Wciąż krzyczący z bólu Gonzales zaklinował się barkiem o podstawę jednego z foteli, omal nie łamiąc sobie pod wpływem przeciążenia kości ramienia. Kiedy maszyna wyrównała lot, jej nos natychmiast pochylił się pod ostrym kątem ku powierzchni morza, a turbiny zaryczały jeszcze głośniej, wyciskając z sekcji napędowej całą dostępną moc.
Eduardo ześlizgnął się po podłodze ku drzwiczkom kokpitu aerodyny, przygnieciony niemal natychmiast do metalowej ścianki ciałem opancerzonego komandosa wyrzuconego podczas manewru z fotela. Ból promieniujący w przestrzelonym kolanie jeszcze przybrał na mocy, niemal odbierając Latynosowi przytomność.
- Rozbijemy się! - ponad rykiem silników avki poniósł się histeryczny wrzask Clarensa - Spadamy do morza!