PBF - Bournemouth after Midnight

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 18 lutego 2015, 21:42

Thomas zupełnie stracił zainteresowanie detektywem i pogrążył się w swoich przerażających myślach.

Nie, kogoś takiego jak ten detektyw nie potrzebuję wcale. Nie wytrzymałbym z nim miesiąca, o wieczności nie mówiąc. Był w Zurychu kilka dni i tropił Rundtsteda. Ale jedyne co odkrył to, że parcela ma niski płot. Tak zręcznie się skradał, że chwilę potem oni wytropili jego i wręczyli mu zaproszenie. Byli tak uprzejmi że zanieśli mu do domu. Xawwier uważał go za fachowca pierwszej wody. A ja myślę że mój Śp. Mark przy nim to jednak był orzeł, mimo że sam się kiedyś postrzelił w stopę. Mein Gott, jeśli wszyscy Ventrowie kierujący Camarillą tak postępują to pora zaopatrzyć się w hełm, bo gehenna jest nieunikniona. Nie trzeba wspaniałego daru jasnowidzenia by widzieć to klarownie. A w hełm ponieważ kamizelkę kuloodporną, na wypadek wojny, już mam.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
Oggy
Reactions:
Posty: 766
Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
Has thanked: 24 times
Been thanked: 10 times

Post autor: Oggy » 18 lutego 2015, 22:01

Moreau ociagajac się wsiadł do samochodu. Patrzył w odległe szczyty błyszczącymi oczyma. W środku oparł czoło o lodowato zimna szybę i wpatrywał się w ciemność.

- Xavierze... - w ciszy która przez chwile panowała w wozie jego miękki głos zabrzmiał jak wystrzal. - Xavierze, chwilowo jest to bez znaczenia ale kiedy wrócimy do Bournemouth powinieneś z uwagą przyjrzeć się swoim kanałów komunikacyjnym. Runstead znał Cię jako sojusznika Vallo i szybko odkrył Blackwooda poprzez Ciebie, nie odwrotnie. Wiem ze cenisz swoich pracowników. Musisz być ostrożniejszy.

- Te góry nadal rosną. Za kilka milionów lat napierajaca ku północy Afryka zamknie basen Morza Śródziemnego i zamieni je w słona pustynię. Kilkadziesiąt milionów lat później oba kontynenty połączą się, wypychajac te szczyty wyżej niż Himalaje. Drugie Góry Szaleństwa, wrota na płaskowyż Leng... Że też nasze umysły są zbyt kruche, żeby przetrwać takie odchłanie czasu. Móc to zobaczyć...
astrolog/alchemik 10/10 POZ

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 18 lutego 2015, 22:17

Na wschód od miasteczka Saland; Teren Rundstedta; 21;11/14; około 23:00

Opel powoli jechał odśnieżoną wąską drogą, prowadzony przez nawykłego do ciężkich warunków drogowych Steinbacha. Byli już na terenie posiadłości Rundstedta. śniegu było tu duzo więcej niż, gdziekolwiek indziej, ale droga była przejezdna i musiałą być regularnie odśnieżana. Wjechali przez nikogo niepokojeni i narazie długie światła Opla odbijały się tylko na posępnych, ciężkich od śniegu świerkach.

Marcus siedział wsłuchany w zmieniający się cały czas warkot silnika, ale myślami był gdzieś indziej... Myśli, kręciły się mu po głowie i podpowiadały mu różne rzeczy

***

- Alfawolf... Alfawolf das is Eule Zwei. Niezidentyfikowany pojazd naruszył Schwarzzone. Proszę o zgodę na uruchomienie procedur bezpieczeństwa.

-Eule Zwei... Eule Zwei, das is Alfawolf. Nie masz zgody na kontakt. Powtarzam nie masz zgody. Potwierdź, że zrozumiałeś.

- Przyjąłem, potwierdzam. Nie mam zgody na kontakt. Bez odbioru.

***

Widzą nas... ktoś nas obserwuje... czujesz to Marcusie?

Koroview wzdrygnął się niespokojnie, choć może to była tylko jakaś nierówność na drodze. Skóra na karku cały czas okrywała się gęsią skórką, a w potylicy czuł dziwny uścisk obcego spojrzenia.

- Czuję to... - odezwał się Malkavianin, skupiając nagle uwagę wszystkich w aucie: - Widzą nas. Czujecie to?

Wszyscy odruchowo spojrzeli w ciemność wokół auta, rozwieśtlaną jedynie reflektorami auta. Nic nie mogli dostrzec. Samochód w końcu wyjechał z lasu na ogromną polanę. Pełny księżyc wychynął zza ciężkich chmur i rozświetlił to miejsce. W oddali, około kilometr przed nimi majaczyły światła z bardzo dużego domostwa.

Thomas zatrzymał auto na podjeździe. Okazała, łącząca elegancką nowoczesność z nieśmiertelną klasyką rezydencja musiała mieć na oko Price'a kilkadziesiąt pokoi. Kainici wyszli z auta i stanęli w portyku. Nim którykolwiek z nich zdążył wcisnąć przycisk dzwonka, jedno ze skrzydeł wielkich drzwi otworzyło się i stanął w nich ubrany w czarną koszulkę mężczyzna, ten, którego widzieli na nagraniu z St. Michael's Rd.

- Kurt Rundstedt... - szepnął Steinbach. Znów poczuł jakby gdzieś już widział tego wysokiego, dumnie prezentującego się eks żołnierza. Dziwne uczucie minęło tak szybko jak się pojawiło. Rundstedt spojrzał po wszystkich i jakby lekko uśmiechnął się, po czym krótko oświadczył:

- Witam w Furstenhof. Pan Rundstedt oczekuje Was.

CDN.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 20 lutego 2015, 18:48

Rezydencja Furstenhof; 21;11/14; około 23:00

Kainici pewnie weszli do środka, choć każdemu z nich, serca zabiłoby mocniej gdyby byli żywi. Nie wiedzieli, czego oczekiwać. Kim był Rundstedt, czy był im wrogiem, przyjacielem, lub tylko miał swój, nikomu nieznany interes w przyzwaniu do siebie koterii z Bournemouth.

Kurt ruszył w stronę schodów, symetrycznie prowadzących na piętro budynku. Choć szedł spokojnie, to w jego oszczędnych ruchach krył się drapieżnik, który wydawało, może w każdej chwili przystąpić do ataku. Mężczyzna odwrócił oznajmując grzecznie acz stanowczo, głosem, który każdemu przywodził w myślach szorstką mowę wojskowego

- Wasze pokoje są przygotowane. Rozgoście się, odpocznijcie. Spotkamy się tutaj za dziesięć minut.

Na szczycie schodów na przybyszy czekał ubrany w liberię służący, żywcem wyjęty ze starego, czarnobiałego filmu. Poprowadził on gości do ich kwater. Ventrue puścił przodem i ruszył pół kroku za Achile, który czujnie rozglądał się i starał się zapamiętać jak najwięcej z rozkładu pomieszczeń. Z resztą każdy z Kaintów, poza ślepym Malkavianinem, dyskretnie łypał oczyma na strony. Każdy był tu pierwszy raz i to było widać dla postronnego obserwatora.

Pokoje gościnne były urządzone przez profesjonalistę. Nienaganną hotelową estetyką i dyskretnym luksusem pozwalały poczuć się komfortowo jak w domu. Nawet niewidomy Marcus intuicyjnie opanował rozkład mebli i szybko usiadł na niezmiernie przyjemnym w dotyku łożu.
Jesteście w swoich pokojach. Każdy oddzielnie. Macie trochę czasu do spotkania z Rundstedem. W pokojach nie ma kamer ani pluskiew, jeśli sprawdzacie i można czuć się naprawdę swobodnie. Pełen luksus. Wszystko proste ale uderzające elegancją. Zdecydowanie widać rękę profesjonalisty, może Toreadora;)?

Okna nie są zakratowane, ale widać, że można opuścić ze środka żaluzje, używając elektronicznego panelu na ścianie lub pilota, całkowicie odcinające światło z zewnątrz. Widać, że pokoje, są dostosowane dla wampirów. Dla waszej wiadomości mechanizm opuszczania/podnoszenia rolet można zablokować mechanicznie, także nie ma obawy, że gospodarz zrobi wam niespodziankę i za dnia wpuści trochę światła dla zabawy;)

Chcecie jakoś wykorzystać te kilka minut? Lightstorma nie ma do niedzieli lub poniedziałku. Pewnie wtedy ruszymy dalej. Ale Suriel, Koszal i Oggy jeśli chcą coś zrobić w wolnym czasie to proszę o posty.

Awatar użytkownika
Suriel
Reactions:
Posty: 3733
Rejestracja: 19 września 2010, 22:20
Lokalizacja: Wawa
Has thanked: 87 times
Been thanked: 150 times

Post autor: Suriel » 20 lutego 2015, 19:37

Ja odpuszczam nie chcę nadużywać gościnności póki nie zostaną wyłożone wszystkie karty.
Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko? Albert Einstein

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 21 lutego 2015, 17:20

Rezydencja Furstenhof; 21;11/14; po 23:00

Gdy członkowie koterii znaleźli się na powrót w hallu, służący oddalił się, zostawiając nieumarłych samych. Nie trwało to długo. Wkrótce drzwi przed nimi otwarły się i stanął w nich sam gospodarz we własnej osobie.

Nieumarły, co w czym od razu utwierdzili sie kainici, był zdumiewająco podobny do Kurta. Mógłby uchodzić za starszego brata. W odróżnieniu do Kurta jego włosy przyprószała lekka siwizna, wciąż jednak nie można było go uznać za kogoś starego ludzką miarą. Nieznajomy był ubrany w dżinsy, idealnie spasowaną różową koszulę i pedantycznie związany fular. Stał dumnie niczym idealnie wyrzeźbiony grecki posąg herosa i przyjaźnie spoglądał na przybyszy. Emanował spokojem i pewnością siebie, która wręcz onieśmielała gości. Gdy wszyscy zeszli już z góry, służący oddalił się, a obcy w końcu przemówił:

- Guten Abent maine Herren. Nazywam się Gerhard von Rundstedt i oczekiwałem was. Witajcie w moich progach i czujcie się jak goście. Zapewniam was, że prawa gościny są w tym miejscu świętością. Widzę pana Price, Koroviewa, Moreau i... Tak bliskiego memu sercu Pana Steinbacha... Witam Cię chłopcze.

Głos Rundstedta brzmiał dla Koroviewa jak głos kogoś, kto potrafi słowem poruszyć armie, gestem sprawić, że żołnierze bez wahania skoczą w ogień. Czuł, że przemawia do nich wielki dowódca, lub prawdziwy lider potrafiący swą postawą i charyzmą zjednać sobie każdego.

Scypion północy... Pruski lew... jak nazywali go Francuzi?... Diabeł?.. Czy aby tylko Francuzi?... - Nagle niebezpieczna myśl zaczęła kiełkować w głowie Marcusa.

Moreau i Price początkowo przyglądający się ciekawie gospodarzowi, po słowach Rundstedta spojrzeli zagadkowo na Steinbacha, który stał z dziwną, nic nie wyrażającą miną, jakby walcząc z samym sobą.
Spoiler!
Czujesz z jednej strony, jakbyś zobaczył dawno nie widzianego, ukochanego wujka. Gdzieś w tyle głowy buszują wspomnienia, których nie możesz przywołać. Może to jego, a nie Kurta już kiedyś widziałeś?

Z drugiej strony czujesz absolutnie niepohamowaną żądzę mordu napędzaną niewytłumaczalnym głosem Matki w Twojej głowie:

-Zabij go tu i teraz! Jeśli rzucisz się teraz i wyszarpiesz serce Rundstedta, odzyskasz łaski i miłość Matki! ZABIJ GO TERAZ, NIM ZACZNIE CIĘ MAMIĆ SWOIMI MOCAMI!
No to pierwsze koty za płoty. Wygląda na to że Rundstedt sporo o Was wie. Ktoś się przełamie jako pierwszy? Nie ma co być nieśmiałym. Jesteście gośćmi w końcu;) jal poerwsze wrażenia?
Ostatnio zmieniony 21 lutego 2015, 17:28 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 22 lutego 2015, 14:56

Rezydencja Furstenhof; 21;11/14; po 23:00

W krótkiej chwili ciszy, która zaległa budując trudne do wytrzymania napięcie, Thomas poczuł jak krew wewnątrz niego powoli zaczyna wrzeć. Twarz pozostawała w dziwnym wyrazie, nie wyrażającym wiele więcej jak jak coś, co postronny obserwator mógłby określić jako zdziwienie. Bardziej wprawne oko, jednak szybko wychwycić mogło ślady ciężkiej walki, jaka trwała wewnątrz Tremera. Thomas otarł czoło wierzchem drobnej dłoni na której miejscami odciśnięty był ślad bo zbyt mocno owiniętym łańcuszku od zegarka.

Raz już próbowałaś mnie zabić, teraz próbujesz zrobić to ponownie. Jeśli zrobię tą głupotę, to przecież nie pozwolą mi stąd wyjść żywym, mówię Tobie nie...

Położył rękę w krwawym miejscu na piersi gdzie weszła w niego kula. Wydawało mu się jakby całe miejsce zaczęło pulsować.

- Czy my się znamy... przepraszam... ja, muszę wyjść... zanim powiecie swoją wersję "prawdy"... natychmiast, muszę wyjść...

Bestia w sercu Tremera zaczynała wyrywać się z serca i kołatać po całym ciele z siłą parowego młota. Czuł jak krew znów buchnęła z pamiętnej rany niemal zrywając opatrunek. Kły zaczęły się samoistnie wysuwać. Zbliżał się coraz szybciej do krawędzi, której panicznie bał się przekroczyć.

Steinbach rozejrzał się nerwowo, zacisnął pięści przebijając paznokciami skórę na dłoniach i ruszył krokiem zdradzającym ogromne wzburzenie w stronę drzwi prowadzących do łazienki. Na jego koszuli zaczynała wykwitać szkarłatna plama krwi. Odszedł tylko kilka kroków i padł na ziemię bez ducha.

- Święty Boże... - dosłyszał jeszcze tylko zdumiony głos Rundstedta. Rundstedta którego powinien znać, a nie znał...
w zasadzie post napisany przez Suriela i przesłany na PW.

Widzicie, że spotkanie z Rundstedtem zrobiło ogromne wrażenie na Tremerze. Steinbach, co dostrzegacie zachowywał się co najmniej nieswojo i niemal rzucił się do ucieczki. Padł na ziemie, a spod niego zaczyna wypływać plama krwi.

Sam Rundstedt wydaje się sam być wstrząśnięty tym co właśnie zaszło i rusza w stronę nieprzytomnego Thomasa. Czekam na wasze reakcje.
Ostatnio zmieniony 22 lutego 2015, 15:37 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Oggy
Reactions:
Posty: 766
Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
Has thanked: 24 times
Been thanked: 10 times

Post autor: Oggy » 22 lutego 2015, 20:22

Achille skoczył ku Thomasowi. Chociaż zareagował błyskawicznie jego ruchy były wyważone i spokojne, jakby powtarzał je już dziesiątki razy. Nim przyklęknął przy Tremerze zdążył zdjąć marynarkę, pozostawiając ją na podłodze. Szybka myśl, że dobrze zrobił zostawiając rozładowania CZetke i szelki w swoim pokoju, przebiegła mu przez głowę. Wycwiczonym ruchem obrócił Steinbacha, odkrywając zakrwawiona koszule.

- Odsun się! - warknął do zbliżającego się Rundsteda, pozwalając sobie kątem oka złapać jego reakcje. Uniósł jednocześnie Tremera jak dziecko i szybko ruszył z nim do łazienki. Chłodno patrzący obserwator zwróciły uwagę, że Moreau trzymał nieprzytomnego Thomasa lekko od siebie, tak aby krew nie spływała na ubranie Toreadora.
Spoiler!
Spalam krew żeby podbić siłę i nie mieć problemów z niesienie Thomasa.
Ostatnio zmieniony 23 lutego 2015, 00:34 przez Oggy, łącznie zmieniany 1 raz.
astrolog/alchemik 10/10 POZ

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 22 lutego 2015, 22:14

Rezydencja Furstenhof; 21;11/14; po 23:00

- Nie tam! Za mną! - zakomenderował gospodarz, tak, że Moreau trzymający na rękach Thomasa, zupełnie nieświadomie ruszył za Rundstedem, dopiero po chwili zdając sobie sprawę, że zrobił to podświadomie. Gerhard podszedł do windy i przepuścił do środka, tych, którzy ruszyli za nim. Winda ruszyła w dół. W śrdoku Rundstedt spojrzał na ranę Steinbacha, obwieszczając krótko Achile:

- To nie jest zwykła rana chłopcze...

Winda zatrzymała się i wyszli na pusty, wyglądający zupełnie jak szpitalny korytarz. Rundstedt wskazał pierwsze drzwi. Pomieszczenie przypominało salę szpitalną z małą różnicą, niezauważalną właściwie dla kogokolwiek, kto nie był lekarzem. Dla laika był to po prostu pokój na intensywnej terapii, ale obeznany w szpitalnym sprzęcie Moreau nawet nie domyślał się, do czego mogła służyć cała skomplikowana aparatura. Rundstedt wskazał ręką łóżko. Achile położył na nim nieprzytomnego Steinbacha i spytał cicho zdumiony:

- Co to wszystko jest...?

- Jesteś lekarzem chłopcze, to wiesz dobrze, że Wampir jest martwy. Aby uleczyć martwego potrzeba innych przyrządów. Prawie wpadł w szał, choć mogłęm się tego spodziewać. Rozetnij jego ubranie, obejrzymy tę ranę. Damy mu coś na uspokojenie i zobaczymy co będę mógł zrobić...
Nie wiem, kto poszedł za Rundstedem, ale każdy chętny mógł to zrobić. Widać, że Gerhard zna się na rzeczy. Z pewnością jest lekarzem.

Awatar użytkownika
Oggy
Reactions:
Posty: 766
Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
Has thanked: 24 times
Been thanked: 10 times

Post autor: Oggy » 23 lutego 2015, 00:59

- To nie jest zwykła rana chłopcze... - Achille przez chwile wahał się, trzymając na końcu języka cięta riposte. Tylko przez chwilę. Przed momentem, kalkulujac na chłodno, sprowokował Rundsteda a ten dwoma równoważnikami zdań rozstawił go po kątach, jak smarkacza. To on rozdawał karty. Nie wypowiedziane zdanie rozpłyneło się w ustach.

Kiedy przekroczyli prog sali Moreau ledwie zdołał wyrzucić z siebie nieskładne pytanie. W głowie huczał mu jego własny, entuzjastyczne wrzask. Nareszcie ktoś kto... się... TYM... ZAJMUJE! Koniec eksperymentowania na samym sobie, grzebania we własnych ranach i chaotycznego monitorowania reakcji własnego, martwego organizmu na podawane po omacku wraz z krwią substancje.

Jeszcze przed kilkoma chwilami Achille był gotów wikłac się w słowne utarczki z Rundstedem i oczarowywać go elokwencja, teraz mógłby z uśmiechem przez dekadę dezynfekowac mu skalpele, byle tylko moc obserwować go przy pracy. A gdyby ten odmówił, Moreau miał wrażenie ze po prostu popłakał by się w kącie.
astrolog/alchemik 10/10 POZ

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 23 lutego 2015, 13:49

Xavier obserwował reakcję Thomasa na widok Rundstedt'a . Znał doskonale ten rodzaj wewnętrznej walki, bardzo dobrze. Przeklęci Tremere - pomyślał. Steinbach nawet nie wie, że jest dalej pod wpływem Dominacji lub magii Tremerów. Nie pamięta, że zna naszego gospodarza...

Ventrue patrząc z stoickim spokojem na całe zajście pozyskiwał nowe informacje. Toreador zajął się ciałem Thomasa.

- Panowie, zostanę w hallu. Będę tylko przeszkadzał - Ventrue powiedział do zgromadzonych. Gdy Achille zdejmował marynarkę, Xavier nachylił się nad głowa Thomasa i wyszeptał do ucha:

- Wiem, że mnie słyszysz. Pamiętaj: Wola zwycięża wszystko - po czym odwrócił się i skierował się w stronę hallu.
Chcę spotkać się z Kurtem. Jeżeli nie wiem, gdzie jest pytam służbę o to lub każę się do niego zaprowadzić.
Ostatnio zmieniony 24 lutego 2015, 10:46 przez lightstorm, łącznie zmieniany 1 raz.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 23 lutego 2015, 21:12

Rezydencja Furstenhof; 21;11/14; po 23:00

Rundstedt podał Achile strzykawkę:

- Podaj mu dwadzieścia pięć jednostek tego. Powinno uspokoić Bestię. Zrób też tomgraf mózgu, a ja przygotuję w tym czasie wszystko.

Moreau pytającym wzrokiem wpatrywał się w strzykawkę w brunatnym płynem. Rundstedt dostrzegł zainteresowanie Toreadora i spokojnie odpowiedział wyciągając na stolik narzędzia chirurgiczne i inne przedmioty, które z salą operacyjną niewiele miały wspólnego, pióra, wahadełko, i różne drobiazgi.

- To zwierzęca krew z paroma ekstraktem z verbena urticifolia, sonchus arvensis i odpowiednio spreparowane. Najszybciej zadziała, jeśli wstrzykniesz w aortę. Aparat do tomografii jest w sali obok. Ufam, że umiesz się nim posługiwać?

***

Price odpalił cygaro, jakie leżało w drewnianym pudełku w palarni. Aromat i smak tytoniu był iście królewski. Służący poprosił go, aby ten chwilę zaczekał na młodego Rundstedta. Price nie widział potrzeby aby się temu przeciwstawiać. Zastanawiał się, czy nalać sobie którejś z bogatej kolekcji whisky na stoliku. Nie było w tym niczego niegrzecznego, ale Ventrue był ostrożny. Wolał nie próbować niczego, czego nie musiał. Nalał sobie, zgodnie z wymogami etykiety nieiwelką szklankę, ale nie spróbował. Na wszelki wypadek...

Kurt zjawił się w pomieszczeniu po kilku minutach i od razu przeszedł do rzeczy

- Słucham pana panie Price. W czym mogę pomóc?

***

Moreau wrócił do sali z wydrukiem badania mózgu, zastanawiając się, co też może on powiedzieć diabłu. Steinbach był w sensie medycznym martwy. Wszedłwszy do sali zauważył, że Rundstedt przygląda się innemu badaniu, ale wykonanu na urządzeniu starszego pokolenia, od tego jakim dysponował Gerhard w swoim szpitalu. Wampir zaczął porównywać oba wydruki:

- Mamy jeszcze chwilę czasu... Hmmmm... Fascynujące. Nigdy nie miałem możliwości sprawdzenia tego. Proszę spojrzeć Achile. - Rundstedt podsunął dwa wydruki tomografii pokazując palcem interesujące go szczegóły:

- Widzi pan? Glejak zniknął, podobnie jak zmiany stwardnieniowe w części koromózgowej. Wiedziałem, że musiało sielę udać, ale teraz mam dowód.

Rundstedt uśmiechnął się szeroko. Po czym zaczął brać narzędzia ze stolika. Wpierw położył kilka piór na sercu Tremera i zaczął nad nimi wodzić wahadełkiem. Potem w rękę Thomasa wbił dwie małe igły podłączone do nieznanego Moreau urządzenia

- No to zobaczmy co tam ze Steinbachem. Proszę spojrzeć bestia już się uspokoiła, widzi pan, jak wahadełko kręci się w ten charakterystyczny sposób?

Tzimisce zebrał pióra z klatki nieprzytomnego Thomasa i wrzucił do medycznego kosza na odpadki.

- Niestety są jednorazowego użytku... Teraz zdejmę opatrunek i spodziewam się, że może być trochę krwi. Ciekawią pana te igły? Mierzą ciśnienie osmotyczne. Nasze przekleństwo ciężko zmierzyć naukową aparaturą, ale niektóre rzeczy czasem, wbrew pozorom, poddają się prawom fizyki. Ot na przykład takie ciśnienie osmotyczne. Dość wysokie dlatego wiem, że będzie krwawił z rany.

Moreau patrzył jak zahipnotyzowany, jak diabeł uwija się nad rannym, objaśniając wszystko szczegółowo. Na to czego dowiedział się przez ostatnie pięć minut musiałby sam pracować przez wieki albo millenia. Rundstedt w końcu skończył oznajmując:

- Obudzi się za kilkanaście minut. To jeszcze nie koniec. Klątwa nadal siedzi w sercu biedaka, ale kupiłem mu czas. Resztą zajmiemy się później. A teraz pokaż tę swoją ranę doktorze. Uporam się z tym nim Thimas się przebudzi. Proszę się nie bać, przysoęga Hipokratesa zoobowiązuje mnie jak każdego lekarza.

Zaskoczony Moreau pokazał ranę po pazurach wilkołaka.

- Co my tu mamy. Pazury garou. Piękna sprawa.

Rundstedt podszedł jeszcze raz do szafki i wyciągnął przyrząd przypominający lornetkę, oraz niewielki skórzany woreczek.

- Proszę przez to spojrzeć na swoją ranę. Zapewniam pana, że czegoś takiego jeszcze pan nie widział. Jakby to obajśnić, aby jak najmniej rozminąć się z prawdą?

Rundstedt sypnął szczyptą niebieskawego proszku prosto w niezagojoną ranę, szeptając coś w obcym, nieznanym języku. Oczy Achile rozszerzyły się w zdumieniu. Przez pryzmat urządzenia widział teraz ranę w innym świetle. W ogromnym powiększeniu dostrzegał jak jego vitae próbuje leczyć pokryte zielonkawą poświatą brzegi rany.

- Czy wiesz doktorze co widzisz? Ta zielona poświata, to moc, duch, niech pan to nazwie jak pan chce. Rana zadana przez zmiennokształtnego, to nie tylko fizyczne rozdarcie martwej tkanki. W odróznieniu od zwykłej rany, tu wchodzi w grę magia totemiczna. Purpura to oczywiście esencja pana vitae, Nasze przekleństwo. Właśnie obserwuje pan starcie, dwóch mocy. Mocy garou, która w tym przypadku działa jak antykoagulant i vitae, która w końcu ją przezwycięży. W tą magiczną bitwę wmieszam się nieco i to czego nie może jeszcze przezwyciężyć vitae naprawie mechanicznie. Pozostanie tylko niewielka blizna, która zniknie za kilka dni. Niestety moje ingerencja będzie dla pana boleśnie odczuwalna. Nie chce podawać panu środków przeciwbólowych, bo te pana ogłupią i przegapi pan wszystko. Gotowy?
Ostatnio zmieniony 24 lutego 2015, 14:48 przez 8art, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Oggy
Reactions:
Posty: 766
Rejestracja: 13 lipca 2009, 15:05
Nickpage: https://krysztalyczasu.pl/profile/Oggy
Has thanked: 24 times
Been thanked: 10 times

Post autor: Oggy » 24 lutego 2015, 02:05

Świat zamienił się w jakąś obłąkanczą karuzele. Achille trzymał się desperacko panelu kontrolnego elektroencefalografu, czując jak siła odśrodkowa wyrzuca go pomiędzy galopujace myśli. To jakieś szaleństwo

- Proszę spojrzeć Achille... - Moreau z trudem ogarniał sytuację. Cały zapis EEG wydawał mu się anomalny, desperacko usiłował przyporządkować wskazane struktury z aktywnością poszczególnych części mózgu. Onkologia była daleko od znanej mu chirurgii urazowej, z reszta diagnostyka przez EEG wydawała mu się jakaś totalną prehistorią. Gdyby chociaż mógł zobaczyć wyniki tomografii... Mimo tego gorączkowo usiłował osadzić rozwój i późniejsza recesję nowotworu na jakiejś skali czasu. Nim sformułował wnioski zupełnie odpłynął, rozpaczliwie zdając sobie ze nie wie nic o mechanizmach uleczania terminalnych schorzeń podczas Przeistoczenia.

A do tego cały czas walczył, aby na zewnątrz nie było widać gotujących się w nim emocji. Jestem zwyczajnie ciekawy...

Głos w jego głowie zawył histerycznie kiedy Achille z pozornym spokojem obserwował charakterystyczny ruch wahadła.

Ale... jak to... Pióra... do jasnej cholery... dlaczego ja... NIC... NIE... ROZUMIEM! Kołowrót emocji osiągnął punkt krytyczny i wyrzucił Moreau w lot nurkowy wprost ku ziemi. Umysł nadal pracował, uważny jak nigdy, łowiac każdy ruch Rundstedta, każde jego słowo, ale nerwy przygasały.

Te dłonie... Od podstawy kręgosłupa, ku górze zaczęły pełznac zupełnie odmienne myśli. Obserwując piękno spokojnej powierzchni oceanu zapominamy że pod jego falami bije serce tygrysa, i niechętnie uzmysłowiamy sobie ze ta aksamitna łapa skrywa bezlitosnie pazury. W krótkim, paranoidalnym odruchu strachu, że Rundstedt usłyszy jego myśli zepchnął ją gdzieś głęboko w sztolnie podświadomości.

Spokojnie Fauście, spokojnie. A póki co... wbił chciwy wzrok w obraz rany przebiegającej po jego piersi. Chwilo trwaj wiecznie. Jesteś piękna.

EDIT 8ART: Sorry Oggy, wyedytowałem poprzedni post. Pisząc EEG miałem na mysli tomografię:)
Oggy: Echh... potem zrobie edyte mojego posta. Bylo nawet klimatycznie z tym EEG.
Ostatnio zmieniony 24 lutego 2015, 15:15 przez Oggy, łącznie zmieniany 1 raz.
astrolog/alchemik 10/10 POZ

Awatar użytkownika
lightstorm
Reactions:
Posty: 882
Rejestracja: 25 października 2014, 09:40

Post autor: lightstorm » 24 lutego 2015, 11:21

Kurt zjawił się w pomieszczeniu po kilku minutach i od razu przeszedł do rzeczy.

- Słucham pana panie Price. W czym mogę pomóc?

Xavier siedząc spokojnie odpowiedział:

- Pan Gerhard musiał nieoczekiwanie zająć się jednym z swoich gości. Rozumie Pan... nie chcę przeszkadzać gospodarzowi w pracy, a sam potrzebuję odrobiny towarzystwa. Dziękuję zatem, za przybycie i poświęcenie mi swojego czasu.

Ventrue złapał za szklankę i wypił jeden łyk.

- Powiem wprost, co mnie osobiście trapi. Kilka nocy temu miałem spotkać się z Michaelem Vallo, jednak przeszkodził mi Pan w realizacji mojego interesu. Rozumiem, że do tego zadania wysłany został były oficer GSG-9. Zapewne sam postąpiłbym podobnie, jednak mamy tutaj pewien konflikt... Długo zna pan Michaela Vallo?

Price czekał na odpowiedź.
[center]To rule in blood is to rule in truth. Ventrue Clan Motto[/center]

Awatar użytkownika
8art
Reactions:
Posty: 6267
Rejestracja: 13 stycznia 2011, 17:38
Has thanked: 121 times
Been thanked: 81 times

Post autor: 8art » 24 lutego 2015, 15:17

Rezydencja Furstenhof; 21;11/14; po 23:00

- Medycyna to dość dziwne słowo w przypadku Kainitów panie Moreau. Ludzie, wilkołaki, magowie są wciąż żywi i wciąż pozwalają się wpisać w poznane ramy naukowe medycyny. A jak leczyć coś martwego, co trzyma się przy egzystencji tylko dzięki przekleństwu Kaina? Tradycyjne metody najczęściej zawodzą, wciąż można użyć odpowiednio podanych środków farmakologicznych, podeprzeć się okultyzmem i niektórymi z naszych wampirzych dyscyplin. Niektóre, użyte we właściwym miejscu i czasie potrafią zdziałać cuda. Niech pan patrzy...

Tzimisce położył dłonie tuż na krawędziach rany. Źrenice Gerharda rozszerzyły się nieludzko i całe oczy wampira stały się całkowicie czarne. Palce diabła powoli i delikatnie wsunęły się w ranę i zaczęły jarzyć się bladym, czerwonawym światłem. Moreau syknął z bólu, ale nie oderwał oka od okularu dziwnego urządzenia. W jego ranie dokonywał się w istocie cud o jakim wspomniał Rundstedt. Widział w ogromnym niemal mirtoskopowym powiększeniu, jak Tzimisce sobie tylko znaną mocą wybiera z dwóch stron rany kawałki tkanki, przyciąga je do siebie i "skleja" w odpowiednim miejscu jakby szyjąc ranę od środka. Achile całkowicie pogrążony w obserwacji nawet nie miał czasu skupić się na tak drobnym nieudogodnieniu jakim był przeszywający ranę ból. Kilka minut później było już po wszystkim. Zgodnie z obietnicą na martwej skórze Toreadora pozostała tylko niewilka blizna. Rundstedt wytarł dłonie i spoglądając na Steinbacha, odezwał się do Achile:

- Pamięć pana Steinbacha została zmodyfikowana przez jego Matkę. Mógłbym je przywrócić, ale byłoby to wysoce nieetyczne, gdybym zrobił to właśnie ja. Czy mógłby pan porozmawiać z pańskim przyjacielem Xavierem? Ventrue mają naturalne predyscpozycje ku takim zabiegom. Zabierzmy Thomasa na górę, zaraz się przebudzi.


***

- Nie pozostaje mi nic innego jak pana przeprosić za to, że przeze mnie nie mógł pan zrealizować swojego interesu. - oświadczył krótko Kurt, obserwując czujnie wampira. Price starał się dostrzec jakiekolwiek emocje, ale zdążył się już zoorientować, że jeżeli sam potrafił ukrywać świetnie własne emocje, to jego rozmówca był jednak w tym mistrzem. Żołnierz kontynuował po krótkiej pauzie:

- Natomiast jeśli chodzi o długość mojej znajomości z Vallo, niech to pozostanie już sprawą moją i Vallo. I proszę to uszanować. Być może Gerhard udzieli panu bardziej wyczerpującej odpowiedzi, bo ja nie czuję się upoważniony do prowadzenia dalszej konwersacji w tej materii.
Kurt wydaje się być dość pewny siebie. Nie wiem czy Price będzie próbował się wydobyć coś z niego za pomocą stosownych dyscyplin.

ODPOWIEDZ